DEREK  PRINCE  (1915-2003)

 

         

 

 

            Proroctwo Biblii         

            Sedno uwielbienia         

            Czy boisz się Boga?         

            Cele Pięćdziesiątnicy         

            Traktuj Boga poważnie         

            A co krzyż ma z tym wspólnego?         

            Przygotowanie na przyjście Mesjasza         

                   

                       

 

CELE  PIĘĆDZIESIĄTNICY

 

WSTĘP I OSTRZEŻENIE

Obecnie zajmujemy się tą częścią nauki chrześcijańskiej, która w Hebr 6,2 została nazwana "nauką o chrztach" lub "nauką o obmywaniach". W ramach tej nauki zajmujemy się badaniem ostatniego rodzaju chrztu, jaki został opisany w Nowym Testamencie - tego, który określa się mianem "chrztu w Duchu Świętym".

Do tej pory rozważaliśmy faktyczny charakter tego przeżycia oraz opisany w Nowym Testamencie znak, dzięki któremu możemy mieć pewność, że przeżycie to stało się udziałem danego człowieka. Aby ten temat wyczerpać, w naszych badaniach musimy poruszyć kwestię o wielkim praktycznym znaczeniu, która w sposób naturalny wyłania się z naszych poprzednich rozważań. Kwestią tą jest: W jakim celu otrzymujemy chrzest w Duchu Świętym? Lub mówiąc inaczej: Jakie rezultaty w życiu wiernego Bóg pragnie uzyskać chrzcząc go w Duchu Świętym?
Jednakże zanim zaczniemy poszukiwać prawdziwej, biblijnej odpowiedzi na to pytanie, najpierw musimy wyjaśnić pewne powszechnie panujące nieporozumienia, dość często dręczące ludzi, którzy niedawno otrzymali chrzest w Duchu Świętym, i w ten sposób uniemożliwiające im przyjęcie wszystkich dobrodziejstw i błogosławieństw, jakimi Bóg chciał ich obdarzyć za pośrednictwem tego wydarzenia. Pierwszym punktem, który należy podkreślić, jest to, że Duch Święty nigdy nie pełni w życiu wiernego roli dyktatora. Obiecując swoim uczniom dar Ducha Świętego, Jezus mówił o Nim jako o "Pocieszycielu", "Przewodniku" lub "Nauczycielu". Duch Światy zawsze uznaje te granice. Nigdy nie łamie woli ani osobowości wiernego. Nigdy w żadnym sensie nie wywiera nacisku ani nie zmusza wiernego do robienia czegokolwiek wbrew jego woli czy chęci.


W Liście do Hebr 10,29 Duch Święty został nazwany "Duchem łaski". Jest On zbyt łaskawy, aby narzucać się wiernemu lub wtargnąć w jakąkolwiek sferę jego osobowości, w której nie jest przyjmowany jako pożądany gość. W Ps 51,12 Dawid modli się do Pana: "A ducha prawego odnów we mnie". To słowo "prawy" dokładnie określa stosunek Ducha Świętego do człowieka wierzącego. On nie przymusza ani nie zniewala; On przynosi wolność, nie niewolę.

W 2Kor 3,17 Paweł mówi: "A Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch Pański, tam wolność".
W Rz 8,15 tę wolność ochrzczonego w Duchu chrześcijanina Paweł przeciwstawia niewoli Izraela wobec prawa obowiązującego w okresie Starego Testamentu i przypomina chrześcijanom: "Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni.."

A zatem wynika stąd, że zakres, w jakim Duch Święty będzie rządził i kierował wiernym, jest zakresem, w jakim sam wierny dobrowolnie odda się Duchowi Świętemu i zaakceptuje Jego władzę i wskazówki. W J 3,34 czytamy: "Bóg udziela [mu] Ducha bez miary". W tym przekładzie, podobnie jak i w angielskiej "wersji Króla Jakuba", tłumacze popełnili błąd dodając słowo "mu". W oryginalnej wersji tekstu jest to zupełnie ogólne stwierdzenie: "Bóg udziela Ducha bez miary". Bóg daje nie znając miary; miara tkwi w naszym przyjmowaniu. Możemy mieć taką część Ducha Świętego, jaką chcemy otrzymać. Lecz aby Go przyjąć, musimy dobrowolnie oddać Mu się i uznać Jego władzę. On nigdy nie zmusi nas do oddania się Mu czy do zrobienia czegokolwiek innego wbrew naszej woli.

Niektórzy wierni popełniają właśnie ten błąd w chwili, gdy mają zostać ochrzczeni w Duchu Świętym. Wyobrażają sobie, że Duch Święty podziała na nich tak silnie, że zostaną dosłownie zmuszeni do przemówienia obcymi językami i zrobią to bez żadnego udziału własnej woli. Jednakże w ten sposób nigdy to się nie odbędzie. W Dz 2,4 w związku z tym, co wydarzyło się pierwszym uczniom w dniu Pięćdziesiątnicy, czytamy: "I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał". Widzimy tu, że uczniowie zaczęli najpierw sami mówić, a dopiero potem Duch Święty podsuwał im słowa wypowiedzi. Gdyby uczniowie dobrowolnie nie zaczęli mówić, Duch Święty nigdy by nie podyktował im treści wypowiedzi. Bez ich dobrowolnej współpracy nigdy by nie zmusił ich do wypowiedzenia tych słów. Nieodzownym warunkiem mówienia obcymi językami jest współdziałanie wiernego z Duchem Świętym. Ktoś określił ten wzajemny stosunek pomiędzy wiernymi a Duchem Świętym w następujący sposób: wierny nie może zrobić tego bez Ducha Świętego; Duch Święty nie zrobi tego bez wiernego.

To współdziałanie wiernego z Duchem Świętym jest również niezbędne po otrzymaniu chrztu w Duchu Świętym. Tu znowu niektórzy wierni popełniają wielki błąd przypuszczając, że po początkowym napełnieniu Duchem Świętym z towarzyszącym temu wydarzeniu znakiem mówienia językami Duch Święty automatycznie zacznie sprawować pełnię władzy nad ich całą istotą, bez żadnej dalszej reakcji czy współpracy z ich strony. Lecz dalekie to jest od prawdy. Cytowaliśmy już słowa Pawła zanotowane w 2Kor 13,17: "Pan zaś jest Duchem...". Duch Święty naprawdę jest Panem dokładnie takim samym, jak Bóg Ojciec i Syn Boży. Lecz On, tak jak Ojciec i Syn, czeka, aż wierny uzna w Nim Pana. Aby panowanie Ducha było skuteczne i stało się rzeczywistością w codziennym życiu wiernego, musi on w pełni i stale, w każdej sferze swej osobowości i w każdej dziedzinie swego życia podporządkować się władzy Ducha. Ktoś bardzo mądrze powiedział, że dla utrzymania stanu napełnienia Duchem potrzeba co najmniej tyle samo wiary, poświęcenia i modlitwy, co dla początkowego napełnienia. Chrzest w Duchu Świętym nie jest ostatecznym celem, który chrześcijanin powinien w swym życiu osiągnąć; jest to pierwsza furtka prowadząca do nowej sfery chrześcijańskiego życia. Po przejściu przez tę furtkę każdy wierny ma indywidualny obowiązek trwać w wierze i postępować ze zdecydowaniem oraz samemu badać wszystkie wspaniałe możliwości tej nowej sfery, do której właśnie wkroczył. Wierny, który nie zrozumie i nie zastosuje tej prawdy, dozna niewielu, o ile w ogóle dozna jakichkolwiek, korzyści czy błogosławieństw, jakie Bóg zamierzał mu przekazać poprzez chrzest w Duchu Świętym. Według wszelkiego prawdopodobieństwa taki wierny stanie się przyczyną rozczarowania i będzie zawadą, zarówno dla siebie, jak i dla innych chrześcijan. To, rzecz jasna, prowadzi nas do innego nieporozumienia, które musimy wyjaśnić. Z dokładnego badania Nowego Testamentu wyraźnie widać, że Bóg całkowicie zapewnił każdego chrześcijanina o zaspokojeniu każdej jego potrzeby, w każdej sferze jego istnienia i w każdej dziedzinie jego doświadczenia. Na dowód tego możemy przytoczyć dwa bardzo przekonujące fragmenty Nowego Testamentu:

2Kor 9,8:
"A władny jest Bóg udzielić wam obficie wszelkiej łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie łożyć na wszelką dobrą sprawę".

I jeszcze 2Ptr 1,3:
"Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie Tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę".

W tych fragmentach jasno stwierdza się, że łaska i moc Boża poprzez poznanie Jezusa Chrystusa zapewniła pełne i całkowite zaspokojenie wszystkich potrzeb każdego wiernego. Ani w żadnej dziedzinie życia wiernego, ani w żadnej sferze jego osobowości nigdy nie wystąpi taka potrzeba, której zaspokojenia poprzez Jezusa Chrystusa Bóg już w sposób doskonały nie przewidział. Jeśli teraz zaczniemy rozważać rozmaite elementy tego, co Bóg daje wiernym, przekonamy się, że jest ich wiele i że różnią się one między sobą oraz że jeden z nich nie zastąpi żadnego innego. Właśnie w tym punkcie tak wielu wiernych popełnia poważny błąd: usiłują sprawić, aby jeden z darów Bożych zastępował jakiś inny. Lecz Bóg nigdy nie chciał, aby tak było, i wobec tego to im się nie udaje. Za jasny, praktyczny przykład zaspokojenia przez Boga każdej z potrzeb wiernego możemy uznać listę elementów duchowej chrześcijańskiej zbroi, podaną przez Pawła w Ef 6r. W Liście tym (wer. 6,11) Paweł mówi: "Przywdziewajcie całą zbroję Bożą". I jeszcze w wierszu 13: "Dlatego weźcie całą zbroję Bożą...". W obu tych wierszach Paweł podkreśla, że dla pełnego zabezpieczenia chrześcijanin musi włożyć całą zbroję, a nie tylko kilka jej części. W następnych czterech wersach Paweł przechodzi do wyliczenia następujących sześciu elementów zbroi: pas prawdy, pancerz sprawiedliwości, buty gotowości głoszenia dobrej nowiny o pokoju, tarcza wiary, hełm zbawienia, miecz Ducha.

To jasne, że chrześcijanin, który korzysta ze wszystkich tych sześciu elementów zbroi, jest chroniony całkowicie od stóp do głowy. Natomiast, jeżeli zapomni chociaż o jednej części zbroi, jego ochrona natychmiast przestaje być całkowita. Na przykład, jeśli chrześcijanin włoży wszystkie pozostałe pięć części, lecz zapomni o hełmie, naraża się na niebezpieczeństwo zranienia głowy; a gdy już tam zostanie zraniony, jego zdolność posługiwania się resztą zbroi będzie ograniczona. I odwrotnie, chrześcijanin może włożyć hełm i całą resztę zbroi, lecz zapomnieć o butach. W tym przypadku jego zdolność maszerowania po nierównym terenie nie będzie już taka jak zawsze i w ten sposób zmniejszy się jego ogólna przydatność jako żołnierza. Chrześcijanin może też włożyć wszystkie pięć elementów zbroi ochronnej, lecz nie weźmie miecza. W tym wypadku nie będzie miał możliwości utrzymać swego wroga na bezpieczną odległość ani skutecznie go zaatakować. Widzimy więc, że aby uzyskać pełną ochronę, chrześcijanin musi włożyć na siebie wszystkie elementy zbroi, którą Bóg dla niego przygotował. Nie może zapomnieć o żadnej części i spodziewać się, że jedna zastąpi inną. Bóg nie zaplanował tego w ten sposób. Bóg zapewnia chrześcijaninowi całą zbroję i oczekuje, że włoży on na siebie wszystkie jej elementy. Ta sama zasada stosuje się do wszystkiego, w co Bóg zaopatruje chrześcijan. W Kol 4,12 Paweł odnotowuje modlitwę Epafrasa odmawianą za chrześcijan w Kolosach. W modlitwie tej prosi, aby oni "trwali we wszystkim, co jest wolą Bożą". Aby chrześcijanin mógł być tak doskonały i trwać w pełni woli Bożej, musi on korzystać ze wszystkiego, co Bóg zapewnił mu poprzez Chrystusa. Nie może zapomnieć o żadnym fragmencie tego, w co Bóg go wyposażył. A jednak właśnie w tym punkcie tak wielu chrześcijan gubi się w swych zapatrywaniach. Świadomie lub nieświadomie wyciągają wniosek, że skoro skorzystali z niektórych darów Boga, nie muszą zajmować się innymi, które pominęli.

Możemy dać kilka często występujących przykładów niepełnych chrześcijańskich przeżyć, spowodowanych tym sposobem rozumowania. Na przykład niektórzy chrześcijanie kładą wielki nacisk na świadectwo swych ust, lecz zaniedbują praktyczne aspekty codziennego życia chrześcijańskiego. I odwrotnie, inni chrześcijanie uważają na swoje zachowanie, lecz nie świadczą otwarcie przed swymi przyjaciółmi i sąsiadami. Oba te typy chrześcijan mają skłonność do wzajemnego krytykowania się lub lekceważenia. A jednak i jedni, i drudzy popełniają ten sam błąd. Dobre chrześcijańskie życie nie zastępuje świadectwa ust. Z drugiej strony, świadectwo ust nie zastępuje dobrego chrześcijańskiego życia. Bóg wymaga obu tych zachowań. Wierny, który zapomina o jednym lub o drugim, nie stoi mocno, doskonały w pełnieniu całej woli Bożej. Można przytoczyć wiele innych podobnych przykładów. Na przykład niektórzy wierni kładą wielki nacisk na dary duchowe, lecz zaniedbują duchowy owoc. Inni wkładają cały swój wysiłek w osiągnięcie owocu duchowego, lecz nie okazują żadnego zapału w dążeniu do otrzymania darów duchowych. A przecież w 1Kor 14,1 Paweł mówi: "Dążcie do miłości (to oznacza owoc duchowy), starajcie się też usilnie o dary duchowe...". Innymi słowy, Bóg wymaga zarówno darów duchowych, jak i owocu duchowego. Dary nie zastępują owocu, a owoc nie zastępuje darów.

Także wśród ludzi głoszących prawdę Ewangelii są tacy, którzy całą wagę w swym nauczaniu przykładają do tego, że Bóg zna przyszłość i przeznaczenie, podczas gdy inni przedstawiają tylko te teksty, które dotyczą swobodnej reakcji ludzkiej woli. Często te różne linie postępowania prowadzą do pewnego rodzaju konfliktu doktrynalnego. A przecież każda z nich sama w sobie jest niezupełna, a nawet zwodnicza. W pełnym planie zbawienia jest miejsce zarówno dla przeznaczenia Bożego z jednej strony, jak i wolnego ludzkiego wyboru z drugiej. Niewłaściwe jest podkreślanie którejkolwiek z nich, a wykluczenie drugiej.

Ta sama ogólna zasada stosuje się również do chrztu w Duchu Świętym. Dla tych wiernych, którzy szczerze pragną wkroczyć w całą pełnię zwycięskiego i owocnego życia chrześcijańskiego, chrzest w Duchu Świętym jest bezsprzecznie największą pomocą, jaką Bóg im zapewnił. Lecz nawet wtedy nie zastępuje on żadnego innego głównego chrześcijańskiego przeżycia czy obowiązku. Na przykład chrzest w Duchu nie zastępuje regularnego osobistego studiowania Biblii ani codziennego życia pełnego poświęcenia i wyrzeczenia, ani wiernego uczestnictwa w działalności silnego i duchowego kościoła miejscowego. Wyznawca, który dochowuje wiary w tych wszystkich przejawach życia chrześcijańskiego, lecz który nie otrzymał chrztu w Duchu Świętym, prawdopodobnie okaże się dużo lepszym chrześcijaninem niż ten, kto otrzymał chrzest w Duchu, lecz zaniedbuje inne aspekty życia chrześcijańskiego. Z drugiej strony, jeżeli wyznawca, który wiernie wypełnia te inne obowiązki, otrzyma chrzest w Duchu Świętym, natychmiast przekona się, że korzyści i skuteczność jego wszystkich innych działań cudownie się wzbogacą i zwiększą dzięki temu nowemu doznaniu.

Ten punkt możemy zilustrować przykładem dwóch mężczyzn - pana A i pana B - których zadaniem jest podlewanie ogrodu. Pan A ma tę przewagę, że posługuje się wężem bezpośrednio podłączonym do kranu. Pan B ma tylko konewkę, którą musi napełnić wodą z kranu, a potem dźwigać tam i z powrotem w każde miejsce ogrodu, gdzie woda jest potrzebna. To jasne, że pan A zaczyna mając wielką przewagę. Musi tylko trzymać w ręku wylot węża, a potem kierować wodę tam, gdzie sobie życzy. Pan B musi cały czas wykonywać pracę polegającą na noszeniu konewki tam i z powrotem. Jednakże możemy się domyślać, że pan B przewyższa charakterem pana A. Pan A jest z natury leniwy, nieobliczalny, niesolidny. Czasami zupełnie zapomina podlać ogród; innym razem podlewa niektóre jego fragmenty, lecz omija te, które najbardziej potrzebują wody; innym razem nie uważa, aby skierować wąż w odpowiednią stronę i w rezultacie marnuje duże ilości wody na miejsca, gdzie nie jest ona potrzebna i nie ma z niej żadnego pożytku. Natomiast pan B jest człowiekiem rzutkim, pracowitym i solidnym. Nigdy o żadnej porze nie zapomina podlać ogrodu; nigdy nie pomija żadnych miejsc, które bardzo potrzebują wody; nigdy nie marnuje najmniejszej ilości wody ze swojej konewki, lecz uważnie kieruje każdą kroplę tam, gdzie przyniesie ona największe korzyści. Jaki będzie rezultat? Z pewnością ogród pana B będzie o wiele bardziej płodny i atrakcyjny niż ogród pana A. Jednakże błędem byłoby wyciągnąć z tego wniosek, że konewka jest narzędziem przewyższającym użytecznością wąż do podlewania. Nie można tu mówić o wyższości konewki nad wężem, lecz o wyższości charakteru pana B nad charakterem pana A. Potwierdza to fakt, że pan B teraz zamienił konewkę na wąż i posługując się wężem w dalszym ciągu pracuje tak samo sumiennie, jak robił to poprzednio używając konewki. W takiej sytuacji wyniki, które będzie mógł osiągnąć dzięki zastosowaniu węża, przewyższą te, które poprzednio uzyskiwał przy pomocy konewki. Ponadto oszczędzi sobie wiele czasu i wysiłku, które będzie mógł przeznaczyć na inne pożyteczne cele.

A teraz zastosujmy tę krótką przypowieść do chrztu w Duchu. Pan A, człowiek posługujący się wężem, reprezentuje wiernego, który otrzymał chrzest w Duchu, lecz jest leniwy, nieobliczalny i niesolidny w wywiązywaniu się z innych głównych obowiązków chrześcijanina. Pan B, człowiek posługujący się konewką, reprezentuje wiernego, który nie otrzymał chrztu w Duchu, lecz jest rzutki, pracowity i solidny w spełnianiu innych chrześcijańskich powinności. Według wszelkiego prawdopodobieństwa pan B okaże się lepszym i skuteczniej działającym chrześcijaninem niż pan A. Jednakże byłoby całkiem nielogicznym wyciągać stąd wniosek, że coś jest nie w porządku ze chrztem w Duchu otrzymanym przez pana A. Wina nie leży w samym przeżyciu, lecz w porażce pana A, któremu nie udało się później właściwie wykorzystać go w swoim codziennym życiu. Ponadto, chociaż ogólna stałość charakteru pana B w pewnym stopniu uczyniła już z niego skutecznie i owocnie działającego chrześcijanina, ta sama stałość wzbogacona i wzmocniona chrztem w Duchu pozwoli mu stać się jeszcze lepszym, skuteczniej działającym chrześcijaninem niż był poprzednio. A więc bez względu na to, jak podziwiamy prawość charakteru pana B, jednak nie możemy zaprzeczyć, że postępuje głupio nie dążąc do otrzymania chrztu w Duchu i nie przyjmując go. Postępuje głupio nie zamieniając konewki na wąż. A zatem widzimy, że chrzest w Duchu Świętym nie jest po prostu niezwykłym i odosobnionym zjawiskiem, które może zostać oderwane od całego kontekstu chrześcijańskiego doświadczenia i obowiązku, jak zostało to objawione w Nowym Testamencie. Wprost przeciwnie, gdy chrzest w Duchu połączy się w czynnej chrześcijańskiej służbie ze wszystkimi pozostałymi głównymi darami przeznaczonymi wiernemu przez Boga, przyniesie on jedynie korzyści i błogosławieństwa, które Bóg zaplanował dla swego ludu. Oderwany od pozostałej części życia i służby chrześcijańskiej, traci on swoje prawdziwe znaczenie i nie spełnia swego prawdziwego zadania. Co więcej, dążenie do otrzymania chrztu w Duchu bez szczerego zamiaru posłużenia się otrzymaną w ten sposób mocą w zgodnej z Biblią służbie dla Chrystusa może być niesłychanie niebezpieczne. Główną tego przyczyną jest fakt, że chrzest w Duchu Świętym nie tylko wprowadza człowieka w sferę nowego duchowego błogosławieństwa, lecz wprowadza także w sferę nowego duchowego konfliktu. Zwiększenie mocy pochodzącej od Boga zawsze niesie ze sobą jako logiczną konsekwencję zwiększony opór szatana.

Chrześcijanin, który w sposób rozsądny, zgodny z Pismem posługuje się mocą otrzymaną poprzez chrzest w Duchu, będzie mógł przeciwstawić się i przezwyciężyć zwiększony opór szatana. Natomiast chrześcijanin, który przyjął chrzest w Duchu Świętym, lecz zaniedbuje inne chrześcijańskie obowiązki, znajdzie się w niezmiernie niebezpiecznej sytuacji. Taki chrześcijanin przekona się, że chrzest w Duchu wystawił jego duchową naturę na zupełnie nowe formy ataku czy prześladowania ze strony szatana; lecz przy tym nie miał wyznaczonych przez Boga środków do rozpoznania prawdziwego charakteru ataku szatana czy do obronienia się przed nim. Dość często taki chrześcijanin stwierdza, że jego umysł opanowały dziwne nastroje, takie jak wątpliwości, strach czy przygnębienie, i że zostaje wystawiony na różne formy moralnej czy duchowej pokusy, jakich nigdy nie zaznał przed otrzymaniem chrztu w Duchu. Jeśli nie został uprzedzony i uzbrojony, aby był w stanie odeprzeć te nowe formy szatańskiego ataku, łatwo może dać się zwieść podstępom oraz ulec napaściom wroga i w rezultacie znaleźć się duchowo w położeniu gorszym, niż zdarzyło mu się to kiedykolwiek przed wkroczeniem w tę nową sferę konfliktu. Jako przykład może tu służyć życie samego Jezusa. Faktem najwyższej wagi jest to, że Jezus bezpośrednio spotkał się z szatanem dopiero po swoim chrzcie w rzece Jordan, kiedy to Duch Święty zstąpił na Niego niczym gołębica. Czytamy, że bezpośrednio po tym zdarzeniu Duch Święty poprowadził Go na pustynię, gdzie Jezus był kuszony przez diabła. Zanotowane to zostało w Łk 4,1-2:"A Jezus pełen Ducha Świętego powrócił znad Jordanu i był wodzony w mocy Ducha po pustyni i przez czterdzieści dni kuszony przez diabła".

Zwróćcie uwagę, jak Łukasz podkreśla w tym momencie, że Jezus był wtedy "pełen Ducha Świętego". To właśnie było przyczyną, dla której na tym etapie swej działalności Jezus został powołany do bezpośredniego uczestnictwa w konflikcie z szatanem. W następnych jedenastu wierszach Łukasz opisuje, jak Jezus przeciwstawił się i przezwyciężył trzy główne kolejne pokusy szatana. Następnie w Łk 4,14 autor mówi: "I powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei.." Zwróćcie uwagę na nowe wyrażenie, jakiego Łukasz tu używa: "w mocy Ducha". Gdy Jezus udał się na pustynię, był już "pełen Ducha", lecz gdy powrócił z pustyni, przybył "w mocy Ducha". To oznacza wyższy stopień duchowego doznania. Od tej chwili dowolnie rozporządzał pełnią mocy Ducha Świętego, aby właściwie wywiązać się z tego, do czego Bóg Go powołał. W jaki sposób osiągnął On ten wyższy stopień doznania? Przeciwstawiając się szatanowi i w bezpośrednim starciu pokonując go. Ponadto, jeśli zbadamy, jakich środków użył Jezus dla pokonania szatana, przekonamy się, że posłużył się jednym i tylko jednym rodzajem broni. Była to broń opisana przez Pawła w Ef 6,17: "..miecz Ducha, to jest Słowo Boże". Za każdym razem, gdy szatan kusił Go, Jezus zaczynał swoją odpowiedź stwierdzeniem: "Napisane jest". Znaczy to, że Jezus walczył z szatanem przy pomocy bezpośrednich cytatów spisanego Słowa Bożego. Przeciwko tej broni szatan nie miał środków obrony. To przeżycie Jezusa jest wzorem dla tych, którzy pójdą za Jego przykładem i poświęcą się wypełnionemu Duchem życiu i działalności. Niezmiennym celem Boga jest, aby w życiu każdego wiernego pełnia Ducha Świętego połączyła się z regularnym, skutecznym posługiwaniem się spisanym Słowem Bożym. Tylko w ten sposób wierny może wyjść zwycięsko z nowych duchowych konfliktów, które chrzest w Duchu Świętym niechybnie na niego sprowadzi. Skoro Słowo Boże zostało nazwane "mieczem Ducha", wynika stąd, że wierny, który nie posługuje się Słowem Bożym, automatycznie pozbawia Ducha Świętego głównej broni, jakiej Duch pragnie użyć dla dobra wiernego. Nieuniknionym wynikiem jest to, że cała duchowa ochrona wiernego staje się niewystarczająca. Natomiast wierny, który na tym etapie sumiennie studiuje i stosuje Słowo Boże, przekona się, że na jego korzyść tą bronią włada moc i mądrość daleko większa niż jego własna, znaczy moc i mądrość samego Ducha Świętego.

 

CO DAJE WIERNYM CHRZEST W DUCHU

Pytaniem, na które teraz będziemy próbowali odpowiedzieć, jest: W jakim celu otrzymujemy chrzest w Duchu Świętym? Lub mówiąc inaczej, jakie rezultaty w życiu wiernego Bóg pragnie uzyskać chrzcząc go w Duchu Świętym?
Odpowiedź na to pytanie rozbijemy na trzy główne części: po pierwsze, rezultaty uzyskane w życiu osobistym i doświadczeniach każdego wiernego traktowanego jako jednostka; po drugie, wyniki uzyskane przez całe zgromadzenie podczas powszechnego oddawania Bogu czci i odprawiania nabożeństw; po trzecie, wyniki, które szczególnie odnoszą się do działalności osoby głoszącej ewangelię. Jednakże nie zamierzamy tu sugerować, że którykolwiek z tych rozmaitych rezultatów może być całkowicie oderwany od całej reszty. Raczej są one wszystkie różnymi aspektami jednego i tego samego przeżycia.
A zatem najpierw zajmiemy się tymi rezultatami, które chrzest w Duchu Świętym ma przynieść w życiu osobistym i doświadczeniach każdego wiernego.
W tym punkcie wymienimy osiem głównych rezultatów.

Pierwszy rezultat określił sam Chrystus pod koniec swojej ziemskiej działalności. Zostało to zanotowane w dwóch różnych fragmentach, w których Jezus przed wstąpieniem do nieba kieruje do swoich uczniów ostatnie słowa napomnienia i pouczenia. W Łk 24,49 Jezus mówi: "A oto ja zsyłam na was obietnicę Mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysokości", oraz w Dz 1,8: "Ale weźmiecie moc Ducha świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei i Samarii, i aż po krańce ziemi". W tych fragmentach Jezus przedstawia zarys swego planu dotyczącego szerzenia Ewangelii w obecnym wieku. Ten podstawowy plan jest niezwykle prosty. Zawiera on trzy kolejne etapy.
Po pierwsze: każdy wierny ma być osobiście przez Ducha Świętego obdarzony mocą.

Po drugie: każdy wierny w ten sposób obdarzony mocą przez Ducha ma swoim osobistym świadectwem zdobywać innych dla Chrystusa, a oni z kolei również zostaną obdarzeni przez Ducha mocą i tak samo będą zdobywać następnych.

Po trzecie: w ten sposób świadectwo o Chrystusie będzie rozprzestrzeniać się poza Jerozolimą zataczając coraz szersze kręgi mocy, aż osiągnie najodleglejsze zakątki ziemi - to znaczy aż dotrze do wszystkich narodów i do każdego stworzenia.
 

Ten plan jest zarówno prosty, jak i praktyczny. Gdziekolwiek zostanie zastosowany, zawsze się sprawdzi. Umożliwia on ewangelizację całego świata w każdym pokoleniu, w którym kościół chce wprowadzić go w życie. Nie istnieje żaden inny alternatywny plan, który kiedykolwiek pozwoliłby osiągnąć ten sam rezultat. W tych fragmentach odnoszących się do chrztu w Duchu Świętym jako do przeżycia każdego wiernego, kluczowym słowem jest słowo "moc". Greckim słowem przetłumaczonym tu jako "moc" jest słowo "dynamis˝, od którego pochodzi wiele słów istniejących w języku polskim, takich jak "dynamo", "dynamiczny", "dynamit". Zasadniczym wrażeniem wywołanym dziś przez te pochodne słowa jest wrażenie "gwałtownego, wybuchowego uderzenia". Pod tym względem Nowy Testament uwzględnia bardzo istotną logiczną różnicę pomiędzy podstawowym rezultatem nowych narodzin a podstawowym rezultatem chrztu w Duchu Świętym, lecz niestety, słowa, jakimi posłużyli się tłumacze Nowego Testamentu, zaciemniają tę różnicę.
W Jana 1,12 czytamy: "Wszystkim tym jednak, którzy Je (Słowo) przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi..".
Ten fragment opisuje nowe narodziny, gdyż z następnego wiersza dowiadujemy się, że ci ludzie, którzy przyjęli Słowo, "z Boga się narodzili". Jednakże greckie słowo, przetłumaczone tu jako "moc", nie jest słowem "dynamis", lecz słowem innym, zupełnie odmiennym "exousia". Słowo to oznacza istotę lub naturę, która wywodzi się z jakiegoś zewnętrznego źródła lub osoby. Innymi słowy, człowiek, który przyjmuje Chrystusa jako Zbawiciela, tym samym w Chrystusie przyjmuje istotę, czyli naturę samego Boga. Otrzymanie od Boga tego nowego życia, czyli natury jest przyczyną nowych narodzin zachodzących wewnątrz wiernego. Greckie słowo "exousia" najczęściej jest tłumaczone jako "władza". Władza jest charakterystyczną cechą ponownie narodzonego dziecka Bożego. Przestaje ono być niewolnikiem grzechu i szatana. Jest dzieckiem Boga. Jako takie posiada nową władzę. Już nie ulega pokusie czy przemocy. Przeciwstawia się i przezwycięża te przeszkody mocą nowego życia, które się w nim rozwija. Jest ono zwycięzcą. Ma "władzę". Jednakże "władza" w żadnym razie nie jest tym samym, co "moc". Pierwsi uczniowie mieli już tę władzę od czasu zmartwychwstania Chrystusa. Byli oni już "dziećmi Boga". Mogli prowadzić pobożne, zwycięskie życie. Nie byli już niewolnikami grzechu. Jednakże w okresie pomiędzy zmartwychwstaniem a dniem Pięćdziesiątnicy pierwsi uczniowie wywarli niewielki dodatni wpływ na większość mieszkańców Jerozolimy. W tym okresie Jerozolima jako całość niewiele się zmieniła i nie odczuła skutków zmartwychwstania Chrystusa.

Jednakże ta cała sytuacja nagle i dramatycznie odmieniła się pod wpływem zstąpienia Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy. Gdy tylko 120 wiernych zebranych w sali na górze zostało ochrzczonych w Duchu Świętym, w całej Jerozolimie natychmiast powstało poruszenie. W ciągu godziny czy dwóch zgromadził się wielotysięczny tłum i jeszcze tego samego dnia trzy tysiące ludzi dotychczas odrzucających Chrystusa zostało w chwale nawróconych, ochrzczonych i przyłączonych do Kościoła. Co wywołało te zdumiewające rezultaty? Dodanie "mocy" do "władzy". Przed dniem Pięćdziesiątnicy uczniowie mieli już "władzę". Po Pięćdziesiątnicy mieli "władzę" i "moc" - mieli "moc", która sprawiła, że ich "władza" stała się w pełni skuteczna. Dowody i działanie tej nowej, nadprzyrodzonej mocy znajdują się głównie w dalszych rozdziałach księgi Dziejów Apostolskich. W Dz 4,31 czytamy: "..napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym i głosili z odwagą Słowo Boże"; natomiast w Dz 4,33 czytamy: "Apostołowie zaś składali z wielką mocą świadectwo o zmartwychwstaniu Pana Jezusa.."
W Dz 5,28 arcykapłan skarży się Apostołom: "Napełniliście nauką waszą Jerozolimę". To samo wstrząsające miastem poruszenie dawało się później odczuć w każdym miejscu, w którym pierwsi chrześcijanie w mocy Ducha Świętego dawali świadectwo o zmartwychwstałym Chrystusie. Na przykład w Dz 8,8 czytamy o Samarii: "I było wiele radości w owym mieście". O Antiochii Pizydyjskiej czytamy w Dz 13,44: "A w następny sabat zebrało się prawie cale miasto, aby słuchać słowa Bożego". W Dz 16,20 czytamy, że przeciwnicy Ewangelii z Filippi skarżyli się na działalność Pawła i Sylasa: "..Ci oto ludzie, którzy są Żydami, zakłócają spokój w naszym mieście". W Dz 17,6 czytamy, że przeciwnicy Ewangelii z Tesaloniki powiedzieli o Pawle i Sylasie: "Ci co uczynili zamęt w całym świecie, przybyli i tutaj". W Dz 19,29 czytamy, że w wyniku sprzeciwu, jaki wzbudziło w Efezie nauczanie Pawła, "napełniło [się] miasto wrzawą". Istniała jedna wspólna cecha, która charakteryzowała nadejście tych pierwszych chrześcijańskich świadków w każdym miejscu, w którym się pojawili: potężne duchowe poruszenie w całej społeczności. W niektórych miejscach dochodziło do przebudzenia religijnego, w innych do buntu, dość często do obu tych rzeczy razem. Lecz dwie cechy nie mogły przetrwać tego wstrząsu: ignorancja i obojętność.

W dzisiejszych czasach w wielu miejscach zachowanie i doświadczenia praktykujących chrześcijan są zupełnie inne. Odnosi się to nawet do wielu grup chrześcijan, którzy prawdziwie narodzili się na nowo. Wierni ci spotykają się regularnie w kościele, aby się modlić; prowadzą przyzwoite, godne szacunku życie, nie sprawiają żadnych kłopotów, nie wzniecają żadnych buntów, nie sprzeciwiają się niczemu. Lecz, niestety nie wywołują również żadnego poruszenia. W społeczeństwie, w którym żyją, odnośnie do spraw duchowych panuje ignorancja i obojętność, niezmienna i niekwestionowana. Ogromna większość ich sąsiadów ani nic nie wie, ani ich nie obchodzi, dlaczego ludzie ci chodzą do kościoła. Czego im brakuje? Odpowiedź leży w jednym słowie: "moc". Środek wybuchowy - dynamit Ducha Świętego w życiu tych chrześcijan został pominięty. A nic nie może go zastąpić. Kościół chrześcijański jako całość musi usłuchać wezwania Pawła zawartego w 1Kor 4,20: "Albowiem Królestwo Boże zasadza się nie na słowie, lecz na mocy". I znowu w wersji greckiej słowem, którego Paweł tu użył, jest słowo "dynamis" - dynamit, moc wybuchowa. Nie jest to po prostu kwestia słów, jakie wypowiadamy, lecz mocy, która sprawia, że słowa te są skuteczne. Kluczem do mocy duchowej jest chrzest w Duchu Świętym. Chrztu tego nic nie może zastąpić. A zatem widzimy, że według Nowego Testamentu głównym skutkiem chrztu w Duchu Świętym jest nadprzyrodzone wyposażenie w moc pochodzącą z wysokości, aby osoba, która otrzymuje ten chrzest, mogła stać się skutecznie działającym świadkiem Chrystusa.
Drugi główny rezultat chrztu w Duchu Świętym ukazują słowa Piotra wypowiedziane w dniu Pięćdziesiątnicy, zanotowane w Dz 2,33: "Wywyższony tedy prawicą Bożą i otrzymawszy od Ojca obietnicę Ducha Świętego, sprawił to, co wy teraz widzicie i słyszycie".

Chrzest w Duchu Świętym, który Piotr i inni uczniowie dopiero co otrzymali, stanowił dla każdego z nich bezpośredni, osobisty znak i zapewnienie, że ich podniesiony z martwych Pan został teraz wywyższony na prawicę Boga i że jest tam wysławiany. Dziesięć dni wcześniej mała ich grupa stała na Górze Oliwnej i obserwowała, jak Jezus uniósł się i zniknął im z oczu. Pismo Święte w Dz 1,9 podaje: "..i obłok wziął go sprzed ich oczu..". Był to ostatni kontakt, jaki uczniowie mieli z Jezusem przy pomocy fizycznych zmysłów. Przez następnych dziesięć dni kierowali się wiarą, a nie wzrokiem. Lecz teraz, w dniu Pięćdziesiątnicy, zstąpienie Ducha Świętego dało każdemu z zebranych w górnej sali uczniów bezpośredni i osobisty kontakt z Chrystusem. Każdy z nich teraz z nową pewnością wiedział, że ich Zbawiciel, którym świat pogardzał, którego odrzucił i ukrzyżował, odtąd był już na zawsze wywyższony i wysławiany w Niebie po prawicy Ojca. Tylko z prawicy Ojca mógł Jezus otrzymać ten wspaniały dar Ducha Świętego, który z kolei przekazał czekającym na to swoim uczniom. A zatem przyjęcie przez nich tego daru dało im całkiem nową pewność, że Jezus znajdował się teraz w chwale w obecności Ojca, przy tronie wszelkiej władzy i mocy rządzącej całym wszechświatem.
Pismo zawiera wiele fragmentów, które podkreślają ten istotny fakt najwyższego wyniesienia Jezusa Chrystusa. Na przykład w Ef 1,20-23 czytamy, że: Bóg "wzbudził Go z martwych i posadził po prawicy swojej w niebie, ponad wszelką nadziemską władzą i zwierzchnością, i mocą, i panowaniem, i wszelkim imieniem, jakie może być wymienione, nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod nogi Jego, a Jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła, który jest ciałem Jego, pełnią tego, który sam wszystko we wszystkim wypełnia". I jeszcze Fil 2,9: "Dlatego też Bóg wielce Go wywyższył i obdarzył Go imieniem, które jest ponad wszelkie imię".
W Hebr 1,3-4 czytamy, że: "dokonawszy oczyszczenia z grzechów, zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach. I stał się o tyle możniejszym od aniołów, o ile znamienitsze od nich odziedziczył imię".

W 1Ptr 3,22 czytamy o tym, co działo się z Jezusem po zmartwychwstaniu: "..siedzi na prawicy Bożej, a poddani mu są aniołowie i zwierzchności, i moce". Dzięki tym i innym fragmentom Pisma każdy wierny kierując się wiarą rozumie, że Jezus Chrystus nie tylko powstał z martwych, lecz został także wyniesiony i jest wysławiany po prawicy Ojca. Jednakże wierny, który otrzymuje chrzest w Duchu Świętym, otrzymuje tym samym nowy rodzaj bezpośredniego, osobistego znaku i zapewnienia o wywyższeniu Chrystusa w mocy i chwale u tronu Ojca. Często, gdy bliska nam osoba wyrusza w podróż do jakiegoś nowego miejsca, nalegamy: "Koniecznie napisz i daj nam znać, czy dojechałeś bezpiecznie". Następnie, gdy nadchodzi list napisany własnoręcznie przez bliską nam osobę i ostemplowany nazwą miasta, które było celem podróży, z całą pewnością wiemy, że osoba ta jest właśnie w tym miejscu, o którym mówiła przed wyjazdem. Tak samo przedstawia się sytuacja z chrztem w Duchu Świętym. W dniu Pięćdziesiątnicy był on dla uczniów - i później dla każdego wiernego, którego spotyka to samo - jakby osobistym listem otrzymanym bezpośrednio od Chrystusa. Na stemplu pocztowym tego listu widnieje słowo "chwała", wiadomość w nim przekazana brzmi: "Jestem tutaj, tak jak mówiłem, u tronu wszelkiej władzy i mocy".

W związku z tym przypomina mi się rozmowa, jaką kiedyś, podczas pełnienia służby misyjnej we wschodniej Afryce, przeprowadziłem z pewnym pastorem jednego ze starszych wyznań. Ten pastor wypytywał mnie o moje osobiste przeżycia podczas przyjmowania chrztu w Duchu Świętym. Opisaną przeze mnie formę tego przeżycia określił mianem "pentekostalizm" i wyraźnie całą sprawę traktował z pewną podejrzliwością jako wytwór jakiejś nowej i dziwacznej sekty religijnej. "Zaraz, zaraz - powiedział - to zaczęło się w Ameryce, prawda? Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, nieprawdaż? O, nie - odpowiedziałem - zupełnie nie ma pan tu racji! To zaczęło się w Jerozolimie, a pochodzi z Nieba!"
Tak samo przedstawia się sytuacja z każdym wiernym, który otrzymał chrzest w Duchu Świętym, tak jak pierwsi uczniowie otrzymali go w dniu Pięćdziesiątnicy. To przeżycie daje wiernemu nowy, bezpośredni, dwojaki kontakt: po pierwsze, z uwielbionym Chrystusem siedzącym w Niebie po prawicy Ojca; po drugie, z opisywanym w Nowym Testamencie Kościołem, który powstał w Jerozolimie, a którego dalsze dzieje zostały przedstawione w księdze Dziejów Apostolskich. Chrzest w Duchu Świętym nadaje nowe znaczenie, nową rzeczywistość i niesie nowe zapewnienie zarówno w związku z wywyższeniem Chrystusa, jak i z życiem i działalnością Kościoła opisywanego w Nowym Testamencie. Rzeczy, które poprzednio były historycznymi lub doktrynalnymi faktami uznanymi w oparciu o nagą wiarę, stają się dla każdego napełnionego Duchem wiernego porywającą, pulsującą rzeczywistością własnego przeżycia. To pozostaje w zgodzie z naukami dotyczącymi Ducha Świętego zawartymi w Ewangelii według św. Jana.

W J 7,39 czytamy, że w okresie ziemskiej działalności Chrystusa "Duch Święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony".
Widzimy, że Duch Święty nie mógł Kościołowi być dany, dopóki Chrystus nie został uwielbiony z Ojcem w Niebie. Tylko sam uwielbiony Chrystus był godny przywileju nadanego Mu przez Ojca - ofiarowania ludziom tego wspaniałego daru. A zatem fakt przekazania uczniom w dniu Pięćdziesiątnicy tego daru był sam w sobie dowodem, że Chrystus został wtedy uwielbiony. W całym Nowym Testamencie zawsze znajdujemy najdoskonalszą harmonię i współdziałanie trzech Osób w Trójcy Jedynego Boga. Gdy Jezus Chrystus, druga Osoba Boska, przybył na ziemię, zjawił się jako osobisty, miarodajny przedstawiciel Boga Ojca. Dla siebie nigdy nie pragnął żadnych zaszczytów ani żadnej chwały. Zarówno swoje słowa, jak i swoje czyny - swoją mądrość i swoje cuda - niezmiennie przypisywał nie sobie, lecz swojemu Ojcu, w Nim zamieszkującemu i działającemu. Podobnie, gdy we właściwym czasie Jezus zakończył swą ziemską działalność i powrócił do Ojca w Niebie, On sam z kolei wysłał do swego kościoła Ducha Świętego jako swój osobisty dar i swego osobistego przedstawiciela. Przybywający w ten sposób jako przedstawiciel Drugiej Osoby - Syna Bożego, Duch Święty nigdy nie pragnie własnej chwały, lecz cała Jego działalność na ziemi i w Kościele zawsze ma na celu wyniesienie, wywyższenie i wysławianie Tego, kogo On reprezentuje - to znaczy Chrystusa.
Stwierdził to wyraźnie sam Jezus w J 16,14-15. Mówiąc swoim uczniom o nadejściu Ducha Świętego, Jezus powiedział: "On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi. Wszystko, co ma Ojciec, moje jest; dlatego rzekłem, że z mego weźmie i wam oznajmi".
Widzimy tu wyraźnie określony związek pomiędzy trzema Osobami Boskimi. Ojciec nadaje Synowi całą swoją władzę, moc i chwałę; z kolei Syn wyznacza Ducha Świętego jako swego przedstawiciela do objawienia i wyjaśnienia Kościołowi wszystkiego, co sam otrzymał od Ojca. Sprawą najwyższej wagi jest zrozumienie, że Duch Święty w takim samym stopniu jest osobą Boską, jak Ojciec i Syn; i że dlatego w obecnym czasie Chrystus ma jednego, i tylko jednego, osobistego i miarodajnego przedstawiciela w Kościele i na ziemi. Tym przedstawicielem jest nikt inny, jak właśnie sam Duch Święty. Wiele błędów religijnych można wyśledzić poszukując ich źródła w przypisaniu zwykłemu człowiekowi czci i władzy, która należy do Ducha Świętego jako do osobistego przedstawiciela Chrystusa na ziemi. Ponadto wszystko, o czym krąży opinia, że powstało z natchnienia czy upoważnienia Ducha Świętego, zawsze można ocenić stosując jeden prosty test: Czy wysławia to Chrystusa? Jeśli odpowiedzią na to pytanie nie jest wyraźne "tak", to możemy być pewni, że nie mamy do czynienia z autentycznym działaniem czy ujawnieniem się Ducha Świętego. Każda tendencja czy nauka, która w jakikolwiek sposób by umniejszała chwałę Chrystusa jako Głowy Kościoła, lub która by w jakikolwiek sposób usuwała Chrystusa z tej pozycji, czy zastępowała Go kimś innym - każda taka tendencja lub nauka bezwzględnie nie pochodzi od Ducha Świętego.

Trzeci główny skutek wywołany tym przeżyciem znajdziemy w Hebr 6,4-5. Wiersze te dotyczą wiernych, którzy "stali się uczestnikami Ducha Świętego, zakosztowali Słowa Bożego, że jest dobre, oraz cudownych mocy wieku przyszłego". Te słowa wskazują, że ludzie, którzy stali się uczestnikami Ducha Świętego, w wyniku tego przeżycia zakosztowali mocy wieku przyszłego - lub inaczej mówiąc mocy świata przyszłego. W ten sposób chrzest w Duchu Świętym daje wiernemu przedsmak zupełnie nowego rodzaju mocy - mocy, która całkowicie należy do przyszłego świata, czyli przyszłego wieku. Poprzez ten chrzest wierny zaczyna odczuwać przepływ nadprzyrodzonej mocy, która w pełni ma się przejawić w przyszłym świecie, czyli przyszłym wieku. Pozostaje to w zgodzie ze słowami Pawła zanotowanymi w Ef 1,13-14. Przemawiając do chrześcijan, którzy otrzymali Ducha Świętego, Paweł rzekł: "W nim i wy, którzy usłyszeliście słowo prawdy, ewangelię zbawienia waszego, i uwierzyliście w niego, zostaliście zapieczętowani obiecanym Duchem Świętym, który jest rękojmią dziedzictwa naszego, aż nastąpi odkupienie własności Bożej, ku uwielbieniu chwały Jego".
Paweł opisuje tu fakt naznaczenia pieczęcią Ducha Świętego jako "rękojmią dziedzictwa naszego, aż nastąpi odkupienie własności Bożej". Słowo przetłumaczone tu jako "rękojmia" znaczy "zobowiązanie", czyli "zapewnienie". Paweł nawiązuje w tym fragmencie do starodawnego zwyczaju, zgodnie z którym człowiek kupujący pole po zawarciu umowy zabierał ze sobą trochę ziemi z pola. Ta ziemia z zakupionego pola nazywała się "zadatek" lub "zobowiązanie". Stanowiła ona prawny dowód (rękojmię), że pole należy teraz do tego człowieka i że we właściwym czasie on powróci, by w pełni przejąć całe swoje dziedzictwo.

Jest to piękny przykład tego, co dla każdego wiernego oznacza chrzest w Duchu Świętym. Podczas tego zdarzenia wierny natychmiast odczuwa wewnątrz siebie przedsmak, czyli niewielką część swego dziedzictwa mocy i chwały, które oczekują na niego w przyszłym świecie. Ta niewielka część niebieskiej mocy i chwały, otrzymana na tym świecie, jest "zadatkiem", przedsmakiem, zapewnieniem, że całe dziedzictwo należy teraz prawnie do wiernego i że we właściwym czasie on powróci, aby objąć w pełne posiadanie całe swoje dziedzictwo. Właśnie dlatego Paweł mówi, że Duch Święty jest "rękojmią dziedzictwa naszego, aż nastąpi odkupienie własności Bożej". Ochrzczony Duchem Świętym wierny ma już teraz w sobie mały kawałek Nieba; na tej podstawie wie on, że pewnego dnia będzie korzystał z pełni tego, czego do tej pory doznał tylko częściowo. Bardzo trafnie ilustruje to historia uzdrowienia Naamana, trędowatego Syryjczyka, opisana w 2Król 5r. W wyniku swego cudownego uzdrowienia Naaman uznał, że Pan Jahwe, Bóg Izraela, jest jedynym prawdziwym Bogiem. Jednakże wiedział, że niedługo będzie musiał wrócić do nieczystego, pogańskiego kraju i przyłączyć się do bałwochwalczych obrzędów pogańskiej świątyni. Pamiętając o tym, czytamy w 2Król 5,17, że przed opuszczeniem ziemi Izraela Naaman miał jedną specjalną prośbę: "Naaman więc rzekł: Jeżeli nie chcesz, to niech dadzą twemu słudze tyle ziemi, ile udźwignie para mułów, gdyż sługa twój nie będzie już składał ofiar całopalnych ani krwawych innym bogom, jak tylko Panu". Dlaczego Naaman pragnął zabrać do domu trochę ziemi izraelskiej? Zdał sobie sprawę ze świętości Pana i - w przeciwieństwie do niej - z nieczystości własnego kraju i ludzi. A zatem powziął decyzję, że już nigdy nie będzie się modlił na nieczystej ziemi. Świętość Pana zobowiązywała Naamana do stania i oddawania Mu czci tylko na ziemi pochodzącej z kraju Pana. Jako że Naaman nie mógł pozostać na stałe w kraju Izraela, postanowił zabrać część ojczystej ziemi Izraela do swego kraju i z tej ziemi stworzyć tam swoje własne, specjalne miejsce modlitw.
Tak samo przedstawia się sytuacja z ochrzczonym w Duchu wiernym. To przeżycie pozwala mu na nowo zrozumieć słowa Jezusa zanotowane w J 4,24: "Bóg jest Duchem; a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w Duchu i w prawdzie".
Takiego wiernego nie mogą już zadowolić zwykłe formy i obrzędy kultu stworzone przez człowieka. Był on w krainie niebieskiej, ujrzał w przelocie jej wspaniałości i świętość Boga. Wracając zabrał ze sobą trochę tej świętej ziemi. Bez względu na to, gdzie rzuci go los, teraz już nie będzie modlił się na ziemi nieczystej, lecz na świętej ziemi. Będzie modlił się w Duchu, to znaczy w Duchu Świętym i w prawdzie.

To, co jest prawdziwe w modlitwach napełnionego Duchem wiernego, jest równie prawdziwe w każdym innym aspekcie jego przeżycia. Poprzez chrzest w Duchu wkroczył on w nowy rodzaj nadprzyrodzonego życia. Zjawiska nadprzyrodzone stały się dla niego rzeczywistością. Jeśli studiujemy Nowy Testament z otwartym umysłem, musimy przyznać, że całe życie i wszystkie doświadczenia wczesnych chrześcijan w każdej swej postaci zawierały elementy nadprzyrodzone. Nadprzyrodzone wydarzenia dla nich nie były czymś przypadkowym czy dodatkowym, były one integralną częścią całego ich chrześcijańskiego życia. Ich sposób modlenia się był nadprzyrodzony, ich nauczanie było nadprzyrodzone. Byli oni w sposób nadprzyrodzony kierowani, w sposób nadprzyrodzony obdarzani mocą, w sposób nadprzyrodzony przenoszeni z miejsca na miejsce, w sposób nadprzyrodzony chronieni. Usuńcie z Dziejów Apostolskich to, co nadprzyrodzone, a zostaniecie z czymś, w czym nie ma żadnego sensu ani logiki. Jeśli weźmiemy pod uwagę okres zapoczątkowany opisanym w Dz 2r. zstąpieniem Ducha Świętego, to prawie niemożliwe jest znalezienie choćby jednego rozdziału, w którym wzmianka dotycząca nadprzyrodzonego wydarzenia nie odgrywa istotnej roli.

Czytając relację z działalności Pawła w Efezie (Dz 19,11), znajdujemy tam nadzwyczaj uderzające i dające wiele do myślenia wyrażenie: "Bóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce Pawła". Zwróćcie uwagę na słowa "niezwykłe cuda". Użyte tu greckie wyrażenie w sposób dość dowolny mogłoby zostać przetłumaczone jako "cuda, które nie zdarzają się każdego dnia". W okresie wczesnego Kościoła cuda były na porządku dziennym. Normalnie nie wywoływały one żadnego specjalnego zdziwienia ani komentarza. Lecz cuda czynione przez Pawła w Efezie były takie, że nawet członkowie wczesnego Kościoła uważali je za warte specjalnej wzmianki. Ile współczesnych kościołów daje nam okazję posłużenia się zwrotem - "cuda, które nie zdarzają się codziennie"? W ilu kościołach kiedykolwiek zdarzają się cuda , a co dopiero codziennie? Prawda jest taka, że gdzie nie widzimy i nie zaznajemy rzeczy nadprzyrodzonych, nie mamy prawa mówić o chrześcijaństwie w takim znaczeniu, jak rozumiano je w okresie objętym Nowym Testamentem. Chrześcijaństwo rozumiane zgodnie z zasadami Nowego Testamentu nigdy nie może być oddzielone od zjawisk nadprzyrodzonych, ani istnieć w oderwaniu od nich. Te dwie rzeczy - zjawiska nadprzyrodzone i chrześcijaństwo rozumiane zgodnie z Nowym Testamentem - nieodłącznie się przeplatają. Bez zjawisk nadprzyrodzonych możemy mieć do czynienia z nauką Nowego Testamentu, lecz będzie to czysta nauka, a nie rzeczywiste wydarzenia. Taka nauka, oddzielona od nadprzyrodzonych wydarzeń, jest nauką w ten oto sposób opisaną przez Pawła w 2Kor 3,6: "..litera zabija, Duch zaś ożywia". Właśnie Duch Święty, i jedynie On, może dać życie literze nauki zawartej w Nowym Testamencie i może sprawić, że ta nauka stanie się dla każdego wiernego żywym, osobistym, nadprzyrodzonym sposobem życia. Jednym z głównych celów chrztu w Duchu Świętym jest właśnie spowodowanie tego.

Czwarty główny cel chrztu w Duchu Świętym związany jest ze sposobem, w jaki wierny się modli. Kluczowym tekstem dotyczącym tego tematu jest Rz 8,26-27: "Podobnie i Duch wspiera nas w niemocy naszej; nie wiemy bowiem, o co się modlić, jak należy, ale sam Duch wstawia się za nami w niewysłowionych westchnieniach. A ten, który bada serce, wie, jaki jest zamysł Ducha, bo zgodnie z myślą Bożą wstawia się za świętymi".
Paweł wymienia tu jedną z form słabości, która jest wspólna wszystkim wiernym w ich naturalnym stanie oderwania od Ducha Świętego. Nie jest to słabość w sensie choroby czy braku sił fizycznych. Została ona przez Pawła określona słowami: "bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba". Ta słabość polega na nieznajomości właściwego sposobu modlenia się, na nieumiejętności modlenia się zgodnie z wolą Boga. Jedynym, do kogo możemy zwrócić się o pomoc w pokonaniu tej słabości, jest Duch Święty, gdyż Paweł mówi: "Duch wspiera nas w niemocy naszej (...) sam Duch wstawia się (...) zgodnie z wolą Bożą wstawia się za świętymi".
Widzimy, że Paweł mówi tu o Duchu jako o Osobie, która zamieszkuje w wiernym i która wykorzystuje wiernego jako naczynie lub kanał służący Jemu, samemu Duchowi, do wznoszenia modłów i wstawiania się za nami. Widzimy, że ta modlitwa daleko wykracza ponad poziom przyrodzonych zdolności czy rozumu wiernego. W tego rodzaju modlitwie wierny nie zdaje się na swoje uczucia czy własny rozum, lecz oddaje swoje ciało Duchowi Świętemu, aby stało się ono Jego świątynią, w której sam Duch będzie modlił się, oraz oddaje Mu swoje członki, aby stały się one narzędziami, którymi Duch będzie władał, wykorzystując je w swej nadprzyrodzonej, orędowniczej działalności.

Badając nauki Nowego Testamentu dotyczące modlitwy, przekonujemy się, że ustala ona wzorzec, którego własnej, nie wspomaganej niczym siły i rozumu nie może wypełnić tych przykazań. Żaden człowiek nie może "bez przestanku się modlić" czy "zanosić o każdym czasie modły". Lecz to, co jest niemożliwe w świecie zewnętrznym, staje się możliwe dzięki nadprzyrodzonej obecności zamieszkującego w nas Ducha Świętego. Z tej przyczyny w obu tych fragmentach Paweł stara się podkreślić zależność wiernego od Ducha Świętego. Mówi: "Zanoście o każdym czasie modły w Duchu"; i znowu: "Bez przestanku się módlcie!... Ducha nie gaście".

Opisywany w Nowym Testamencie fakt zamieszkiwania w wiernym Ducha Świętego ma swój odpowiednik w Starym Testamencie. Jest nim ogień rozniecony w sposób nadprzyrodzony na ołtarzu Przybytku. W związku z tym ogniem w 3Mojż 6,13 czytamy: "Ogień będzie stale płonął na ołtarzu i nie wygaśnie".
Odpowiadające temu zarządzenie Nowego Testamentu zawarte jest w słowach Pawła: "Bez przestanku się módlcie.... Ducha nie gaście". Jeśli napełniony Duchem wierny oddaje całą władzę zamieszkującemu w nim Duchowi i nie gasi swoją nieostrożnością lub zmysłowością ognia Ducha, wtedy w świątyni ciała tego wiernego płonie ogień nadprzyrodzonej modlitwy i uwielbienia Boga, który nigdy nie wygasa, czy to w dzień, czy w nocy. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z nieograniczonych możliwości modlitwy Ducha Świętego odmawianej w świątyni, jaką jest oddane Mu ciało wiernego. Wierny nigdy nie będzie w stanie tego osiągnąć przy pomocy swych własnych sił czy rozumu. W ten sposób rozmyślnie zamyka wiernego w miejscu, w którym zmuszony on jest albo znaleźć się poniżej Boskiej normy, albo też zaufać nadprzyrodzonej pomocy zamieszkującego w nim Ducha.
Na przykład w Ef 6,18 Paweł mówi: "..zanoście o każdym czasie modły w Duchu..".
I znowu w 1Tes 5,17.19: "Bez przestanku się módlcie... Ducha nie gaście".

Kilka lat temu, gdy regularnie organizowałem i prowadziłem zgromadzenia na londyńskich ulicach, słowa Ewangelii przyciągnęły do nas pewną młodą kobietę, katoliczkę z Irlandii, która została wtedy zbawiona i ochrzczona w Duchu Świętym. W tym czasie pracowała ona jako pokojówka w jednym z londyńskich hoteli i miała tam wspólną sypialnię z inną młodą kobietą, jej rówieśnicą tego samego wyznania. Pewnego razu ta druga kobieta podeszła do niej i poprosiła: Powiedz mi, jakim to dziwnym językiem mówisz do siebie co wieczór leżąc w łóżku, gdy wydaje się, że już śpisz? Nie potrafię ci tego powiedzieć - odrzekła pierwsza kobieta - gdyż w ogóle nie wiedziałam, że mówię w jakimś języku.
W ten sposób dowiedziała się, ku swemu zdziwieniu, że każdej nocy gdy usnęła, bez świadomego udziału własnych władz umysłowych, mówiła obcymi językami to, co jej Duch Święty dyktował. Na tym właśnie polega napełnienie i oddanie się Duchowi Świętemu. Gdy osiągamy kres swojej przyrodzonej siły i rozumu, Duch Święty może przejąć nasze fizyczne i umysłowe władze i poprzez nas na swój sposób czcić Boga i modlić się. Oto obraz oblubienicy Chrystusa przedstawiony w PnP 5,2: "Ja spałam, lecz moje serce czuwało".

Oblubienica może spać, oblubienica może być fizycznie i umysłowo wyczerpana. Lecz w najgłębszych otchłaniach jej ducha zamieszkuje ten, kto nigdy nie drzemie i nie śpi - sam Duch Święty. Nawet w godzinach ciemności na ołtarzu jej serca płonie ogień, który nigdy nie wygasa - ogień czci i modlitwy, będący życiem zamieszkującego w niej Ducha Świętego. Jest to biblijny wzór zwyczajów modlitewnych, które powinien stosować współczesny Kościół. Lecz taki sposób modlenia się jest możliwy tylko dzięki nadprzyrodzonej obecności zamieszkującego w wiernym Ducha Świętego.

Piątym wielkim celem chrztu w Duchu Świętym jest to, że Duch Święty może stać się naszym przewodnikiem i nauczycielem w sprawach dotyczących Pisma. Zostało to wyraźnie stwierdzone przez samego Chrystusa w dwóch fragmentach Ewangelii wg św. Jana. W 14, 26 Jezus mówi: "Lecz Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem".

Podczas swej ziemskiej działalności Jezus nauczał swych uczniów wielu rzeczy, których oni nie byli w stanie albo zrozumieć, albo zapamiętać. Dotyczyło to zwłaszcza spraw związanych ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa. Jednakże Jezus zapewnił ich, że gdy Duch Święty przybędzie, aby w nich zamieszkać, stanie się On ich osobistym nauczycielem i umożliwi im zarówno właściwe zrozumienie, jak i zapamiętanie wszystkiego, czego Jezus uczył ich podczas swego pobytu na ziemi. Co więcej, Duch Święty nie poprzestanie na tłumaczeniu nauk Jezusa głoszonych na ziemi, lecz doprowadzi uczniów do pełnego i właściwego zrozumienia całej prawdy objawienia Bożego. Dalej zostało to podkreślone przez Jezusa w J 16,13: "Lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie...".
Użyte tu sformułowanie "cała prawda" może być rozumiane jako odniesienie do słów Jezusa, zanotowanych w J 17,17: "Słowo Twoje jest prawdą". W ten sposób Jezus wspomina tu o objawieniu Boga dokonanym poprzez Jego Słowo i obiecuje swoim uczniom, że Duch Święty doprowadzi ich do właściwego zrozumienia całego objawienia Bożego, zawartego w Piśmie. Obejmuje to stary Testament, nauki Jezusa głoszone podczas Jego pobytu na ziemi, a także dalsze objawienie prawdy Ewangelii przekazane Kościołowi po dniu Pięćdziesiątnicy przez Pawła i innych Apostołów. Duch Święty został zesłany Kościołowi po to, aby stał się objawicielem, przewodnikiem i nauczycielem wszystkich szczegółów Boskiego objawienia zawartego w Piśmie Świętym.

Spełnienie obietnicy Chrystusa mówiącej, że Duch Święty wytłumaczy uczniom Pismo, widać bardzo wyraźnie w zdarzeniach mających miejsce w dniu Pięćdziesiątnicy. Gdy tylko Duch Święty został wylany na uczniów i gdy zaczęli oni mówić obcymi językami, padło pytanie: "Co to ma znaczyć?" W Dz 2,16-17  znajdujemy odpowiedź Piotra na to pytanie: "Ale tutaj jest to, co było zapowiedziane przez proroka Joela: I stanie się w ostateczne dni, mówi Pan, że wyleję Ducha mego na wszelkie ciało...".
Następnie bez chwili wahania Piotr zaczyna cytować i tłumaczyć zawartą w drugim rozdziale księgi proroka Joela przepowiednię dotyczącą czasów ostatecznych. W kazaniu, które potem następuje, prawie połowa tego, co Piotr mówi, jest bezpośrednim cytowaniem fragmentów Starego Testamentu. Nauki tych fragmentów nadzwyczaj jasno i skutecznie daje się zastosować do faktu śmierci i zmartwychwstania Chrystusa oraz do wylania Ducha Świętego. Trudno wyobrazić sobie większy kontrast pomiędzy przedstawieniem tu przez Piotra fragmentów Starego Testamentu a brakiem zrozumienia tych samych fragmentów, jakie okazywał Piotr i wszyscy pozostali uczniowie podczas pobytu Jezusa na ziemi i przed dniem Pięćdziesiątnicy. Wydaje się, że ta zupełna zmiana nastawienia uczniów wobec Pisma Świętego nie była stopniowym procesem, lecz została wywołana w jednej chwili nadejściem Ducha Świętego. Gdy tylko Duch Święty przybył, aby w nich zamieszkać, uczniowie natychmiast zaczęli szybciej pojmować znaczenie Pisma i rozumieć je lepiej. Poprzednie wątpliwości zostały bezzwłocznie zastąpione dokładnym zrozumieniem Pisma i skutecznym zastosowaniem jego nauk. Od tamtego momentu, to znaczy od dnia Pięćdziesiątnicy, to samo dramatyczne wydarzenie jest znakiem wyróżniającym napełnionych Duchem wiernych. Na przykład Szaweł z Tarsu poznawał Stary Testament pod kierunkiem Gamaliela, najsławniejszego nauczyciela tamtych czasów. A jednak początkowo nie zdawał sobie sprawy ani nie rozumiał, w jaki sposób te fragmenty powinny być właściwie stosowane. Dopiero gdy Ananiasz włożył na niego ręce i modlił się, aby Szaweł został napełniony Duchem Świętym (działo się to w Damaszku), z oczu Szawła spadły łuski i od tej pory rozumiał i potrafił zastosować fragmenty Pisma.
W Dz 9,20 czytamy, że po tym wydarzeniu "już zaczął zwiastować w synagogach Jezusa, że On jest Synem Bożym".
Zwróćcie uwagę na słowo "już". Nie była to powolna, stopniowa walka o zrozumienie, lecz raczej nagłe oświecenie. Duch Światy napełnił go swoją obecnością i w tej samej chwili rzucił zupełnie nowe światło na fragmenty Pisma, które Szaweł znał od lat, lecz nigdy nie wiedział, jak należy stosować je czy tłumaczyć. To samo, co Duch Święty zrobił dla Piotra, dla Szawła i dla ogółu chrześcijan żyjących w okresie opisywanym w Nowym Testamencie, wciąż chce i może zrobić dla wszystkich współczesnych chrześcijan. Lecz najpierw każdy wierny musi poprzez chrzest w Duchu Świętym przyjąć osobiście tego wspaniałego, zamieszkującego w nim przewodnika, nauczyciela i objawiciela.

Kończąc ten szkic musimy dodać, że zupełnie naturalne i logiczne jest, aby Duch Święty był dla chrześcijan tłumaczem i nauczycielem Pisma. Przyczyna tego leży w fakcie, że Duch Święty jest nie tylko tłumaczem, lecz także autorem całego Pisma. W ten sposób dzięki mądremu planowi Boga autor Pisma staje się z kolei tym, który je wyjaśnia. Z 2Tym 3,16 dowiadujemy się: "Całe Pismo przez Boga jest natchnione...". Słowo przetłumaczone tu jako "natchnione" w języku greckim bezpośrednio wiąże się z odpowiednikiem słowa "Duch". A zatem znaczenie tego wiersza jest następujące: całe Pismo zostało natchnione przez Ducha Bożego. Mówiąc prościej, Duch Boży jest autorem całego Pisma Świętego.
I znowu w 2Ptr 1,20-21 czytamy:
"Wszelkie proroctwo Pisma nie podlega dowolnemu wykładowi. Albowiem proroctwo nie przychodzi nigdy z woli ludzkiej, lecz wypowiadali je ludzie Boży, natchnieni Duchem Świętym".

Piotr, tak samo jak Paweł, naucza tu, że Duch Święty, mając za narzędzia natchnionych ludzi, napisał całe Pismo. Z tego powodu Duch Święty bez niczyjej pomocy może zapewnić człowiekowi pełne i właściwe zrozumienie całego Pisma, "...wszelkie proroctwo Pisma - mówi Piotr - nie podlega dowolnemu wykładowi...". Znaczy to, że żaden człowiek tylko przy pomocy swego rozumu, w oderwaniu od Ducha Świętego, nie może właściwie zrozumieć Pisma; lecz każdy wierny, który osobiście otrzymał Ducha, otrzymał w Nim wyznaczonego przez Chrystusa przewodnika i nauczyciela Biblijnej prawdy.


Szósty wielki rezultat działalności Ducha Świętego w życiu wiernego wskazują słowa Pawła zanotowane w Rz 8,14: "Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi".
Wielu praktykujących chrześcijan, nawet takich, którzy autentycznie narodzili się na nowo, nie przywiązuje właściwej wagi do tych słów Pawła. Niektórzy spośród tych chrześcijan wykazują tendencją do kładzenia nacisku tylko na pewne chwilowe przejawy łaski Bożej, takie jak nowe narodziny czy chrzest w Duchu Świętym, oraz do opierania swego prawa do nazywania siebie chrześcijanami wyłącznie na fakcie otrzymania tych darów. Bez wątpienia sprawą najwyższej wagi jest podkreślanie tych doniosłych wydarzeń, lecz nie do tego stopnia, żeby zapominać o konieczności codziennego postępowania w łasce Boga.
Aby stać się prawdziwym chrześcijaninem, człowiek musi narodzić się powtórnie z Ducha Bożego. Aby stać się skutecznie działającym świadkiem Chrystusa, człowiek musi zostać ochrzczony w Duchu Świętym. Lecz w żadnym wypadku działalność Ducha Świętego nie powinna się na tym zakończyć. Aby żyć codziennie jako chrześcijanin, człowieka musi prowadzić Duch. "Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi". Paweł przyjmuje tu za pewnik dwa wstępne etapy, to znaczy narodziny w Duchu Świętym i chrzest w Duchu Świętym. Następnie zauważa, że jedynym sposobem na udane codzienne chrześcijańskie życie jest po przejściu przez te dwa etapy pozwolić Duchowi stale kierować wszystkimi swymi myślami, słowami i czynami. Prawdziwy, napełniony Duchem wierny musi nauczyć się zachowywać postawę pokornej i bezustannej zależności od Ducha Świętego, w każdym aspekcie swego życia polegając na Jego poradach i wskazówkach. Tylko w ten sposób będzie możliwe, aby Duch Święty osiągnął wszystkie cele, dla których przybył i zamieszkał w wiernym.
Ta prawda pozostaje w zgodzie z tym, co Paweł powiedział w Ef 2,10: "Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili".

Paweł naucza, że Bóg stworzył nas na nowo jako wiernych poprzez naszą wiarę w Chrystusa. Abyśmy później mogli dalej prowadzić chrześcijańskie życie, nie musimy planować własnego sposobu postępowania i swych własnych czynności. Wprost przeciwnie, ten sam Bóg, który znał nas, zanim jeszcze się narodziliśmy, a potem stworzył nas na nowo w Chrystusie, przed stworzeniem świata również opracował kryteria dobrych czynów. Jego wolą jest, aby każdy z nas jako chrześcijanin dokonywał tych czynów. A zatem my nie planujemy naszych własnych dobrych uczynków, lecz dążymy do odkrycia, a następnie do realizacji dobrych czynów, które Bóg już dla nas zaplanował. W tym momencie niezbędne dla każdego chrześcijanina stają się porady Ducha Świętego. Gdyż właśnie Duch Święty najpierw objawia, a potem wprowadza nas w plan, jaki Bóg ma co do naszego chrześcijańskiego życia.
Niestety, wielu współczesnych chrześcijan w praktyce odwróciło ten proces. Najpierw planują swój własny sposób postępowania i swoje własne czynności, a potem odmawiają jakąś powierzchowną modlitwę, prosząc Boga o pobłogosławienie zachowania i działalności, jakie sami zaplanowali. Jednakże jest zupełnie pewne, że w rzeczywistości Bóg nigdy nie wyrazi swej aprobaty ani nie da błogosławieństwa po to, aby stać się zwykłą pieczątką położoną na planach i czynnościach, w związku z którymi nigdy szczerze nie zwracano się do Niego po radę.

Jest to błąd powszechny, spotykany nie tylko w życiu poszczególnych chrześcijan, lecz także w działalności kościołów i innych chrześcijańskich organizacji, zarówno w kraju, jak i za granicą. W wielu różnych sferach działalności chrześcijańskiej bezowocnie marnotrawi się i traci niezliczone godziny pracy i ogromne ilości pieniędzy tylko dlatego, że przed podjęciem tych różnych zadań z prośbą o radę nie zwrócono się do wszechmogącego Boga. W rzeczywistości w wielu chrześcijańskich kołach największym obecnie wrogiem prawdziwej duchowości i skuteczności działania jest pochłaniający czas, wyciskający pot ruch, któremu przylepiono etykietkę "chrześcijaństwa", lecz któremu brakuje Boskiego natchnienia, ożywienia i wskazówek Ducha Świętego. Końcowe rezultaty wszelkiej działalności tego rodzaju zostały porównane przez Pawła w 1Kor 3,12 do budowli "z drzewa, siana lub ze słomy". Budowle takie bez śladu spłoną w ogniu Boskiego sądu ostatecznego, podczas którego rozpatrywane będą uczynki Jego ludu.
W przeciwieństwie do tego wszystkiego jedną z cech wyróżniających Kościół Nowego Testamentu jest przejawiające się w całej jego działalności bezpośrednie, nieprzerwane, nadprzyrodzone przewodnictwo Ducha Świętego. Z wielu przykładów, które na poparcie tego można znaleźć w księdze Dziejów Apostolskich, wystarczy rozważyć jeden, bardzo charakterystyczny, zanotowany podczas drugiej podróży misyjnej Pawła, kiedy to Pawłowi towarzyszył Sylas. Przykład ten znajduje się w Dz 16,6-10: "I przeszli przez frygijską i galacką krainę, ponieważ Duch Święty przeszkodził w głoszeniu Słowa Bożego w Azji. A gdy przyszli ku Mizji, chcieli pójść do Bitynii, lecz Duch Jezusa nie pozwolił im. Minąwszy Mizję, doszli do Troady. I miał Paweł w nocy widzenie: jakiś Macedończyk stal i prosił go, mówiąc: Przepraw się do Macedonii i pomóż nam. Gdy tylko ujrzał to widzenie, staraliśmy się zaraz wyruszyć do Macedonii wnioskując, iż nas Bóg powołał, abyśmy im zwiastowali dobrą nowinę".
Rozważając ten fragment musimy pamiętać, że Paweł i Sylas podczas swej misji spełniali bezpośrednie polecenie, jakie Jezus wydał swoim uczniom. Zanotowane ono zostało w Mt 28,19: "Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody...".
I znowu w Mk 16,15: "Idąc na cały świat głoście Ewangelię wszystkiemu stworzeniu!".
Zauważcie, jak wszechogarniające jest to polecenie: "wszystkie narody", "wszystkiemu stworzeniu".
Spełniając to polecenie, Paweł i Sylas nauczali we Frygii i w krainie galackiej - to znaczy w środkowej części obszaru, który obecnie nosi nazwę Azji Mniejszej. Następnym, logicznie się nasuwającym miejscem ich działalności powinien być jeden z okręgów Azji, graniczący z zachodnią częścią Azji Mniejszej. Jednakże podany fragment Dziejów Apostolskich naucza: "Duch Święty przeszkodził w głoszeniu słowa Bożego w Azji". W związku z tym przenieśli się w północny rejon Azji, do Myzji. Wydaje się oczywiste, że stamtąd powinni udać się na północny wschód, do Bitynii. Jednakże następne słowa Dziejów Apostolskich wyjaśniają tę kwestię: "chcieli pójść do Bitynii, lecz Duch Jezusa nie pozwolił im – to znaczy "Duch Święty nie pozwolił im tam się udać". W ten sposób dwa oczywiste kierunki ewangelizacji - do Azji z jednej strony i do Bitynii z drugiej - zostały dla nich zamknięte bezpośrednim, wyraźnym rozporządzeniem Ducha Świętego.

Bez wątpienia Paweł i Sylas zaczęli się zastanawiać, co Bóg dla nich planuje lub dokąd w następnej kolejności powinni się udać. Lecz w nocy Paweł miał widzenie, w którym ukazał mu się jakiś Macedończyk i powiedział: "Przepraw się do Macedonii i pomóż nam!" Bez żadnych dalszych pytań Paweł i Sylas natychmiast zrozumieli, że Bóg kieruje ich do Macedonii — do północnej części Grecji, obszaru leżącego w południowo-wschodnim zakątku kontynentu europejskiego. W ten sposób Ewangelia po raz pierwszy dotarła z Azji do Europy. A gdy teraz spoglądamy wstecz na dziewiętnaście późniejszych wieków historii Kościoła, zdajemy sobie sprawę z decydującej roli, jaką Kościół odegrał w Europie, najpierw chroniąc prawdę Ewangelii, a potem aktywnie szerząc tę prawdę na całym świecie. A zatem rozumiemy, dlaczego w swej mądrości i zdolności przewidywania Bóg uważał, że sprawą najwyższej wagi i nie cierpiącą zwłoki jest, aby sam Paweł, główny Apostoł pogan, tak wcześnie zasiał w Europie ziarno Ewangelii. Jednakże Paweł i Sylas nie mieli pojęcia, jaki będzie bieg historii w następnych dziewiętnastu wiekach. Dlatego zrobienie tego epokowego kroku, który przeniósł ich do Europy, było możliwe tylko dzięki nadprzyrodzonemu objawieniu i wskazówkom Ducha Świętego. Gdyby umysł ich nie był otwarty na polecenia Ducha, przeoczyliby Boski plan dotyczący zarówno ich życia, jak całego upowszechniania Ewangelii.

Nadprzyrodzony sposób, w jaki Bóg poprzez Ducha Świętego pokierował w tamtej sytuacji Pawłem, staje się jeszcze bardziej godny uwagi, gdy zaczniemy rozważać pewne późniejsze etapy jego działalności misyjnej. Tutaj, w rozdziale szesnastym Dziejów Apostolskich, czytamy, że Duch Święty zabronił Pawłowi głosić Słowo w prowincji Azji i że dlatego ominął on Azję i pojechał do Europy. A jednak z dziewiętnastego rozdziału Dziejów Apostolskich dowiadujemy się, że w jakiś czas później Paweł powrócił do Efezu, który był głównym miastem jednej z prowincji azjatyckich, i że głoszone tam w tym czasie przez niego nauki stały się źródłem przebudzenia religijnego, które historia odnotowuje jako jedno z najpotężniejszych i o najszerszym zasięgu w całej jego działalności misyjnej. Działalność ta w tym czasie wywołała w Efezie takie poruszenie, że w Dz 19,10 czytamy: "I działo się to przez dwa lata, tak że wszyscy mieszkańcy Azji i Żydzi i Grecy, mogli usłyszeć Słowo Pańskie".

Niewątpliwie zasługuje to na dokładne zbadanie. Wcześniej Duch Święty nie pozwolił Pawłowi nawet wkroczyć do Azji czy przemówić tam chociaż do jednej osoby. Później, gdy kierowany przez Ducha Świętego Paweł wrócił tam w wyznaczonym przez Boga czasie, na własne oczy ujrzał w tej samej prowincji azjatyckiej takie oddziaływanie głoszonej Ewangelii, że każdy bez wyjątku jej mieszkaniec przybył, aby usłyszeć prawdę o Chrystusie. Opierając się na tych faktach, możemy zaryzykować sformułowanie dwóch wniosków. Po pierwsze, gdyby Paweł wbrew poleceniom Ducha udał się do Azji podczas swojej pierwszej podróży, doznałby tylko zawodu i niepowodzeń. Możemy sobie wyobrazić, że w takiej sytuacji Azję by opisano (posłużmy się tu językiem współczesnych misji) jako "teren niezwykle trudny". Po drugie, odwiedzając Azję przedwcześnie, zanim Duch go tam poprowadził, Paweł mógłby łatwo przeszkodzić lub nawet całkowicie uniemożliwić Duchowi Bożemu dalsze Jego wielkie posunięcie, jakie miał zaszczyt ujrzeć na własne oczy podczas swego późniejszego pobytu.

Jaka to jest lekcja dla tych wszystkich, którzy na wszelkie sposoby usiłują głosić Ewangelię czy być świadkiem Chrystusa! Na każdy proponowany sposób działania składają się dwa tej samej wagi czynniki, które należy wziąć pod uwagę: pierwszym jest miejsce, drugim czas.
Pod tym względem można uznać, że objawienie Pisma Świętego jest całkowicie zgodne z podstawowym wnioskiem współczesnej naukowej teorii względności: nigdy nie można dokładnie określić miejsca, jeśli nie sprecyzuje się czasu. Te dwa czynniki są powiązane ze sobą i nigdy jeden nie może być oderwany od drugiego. Ta sama prawda została wiele lat temu wyrażona w innym języku, przez Salomona, a znaleźć ją możemy w księdze Kazn 3,1: "Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę"! Nie wystarczy tylko dokonać właściwej rzeczy czy mieć właściwy cel. Aby odnieść sukces i cieszyć się błogosławieństwem Boga, musimy dokonać właściwej rzeczy we właściwym czasie i musimy zrealizować właściwy cel we właściwej porze. Gdy Bóg mówi: "Teraz", na próżno człowiek powie: "Później"; i odwrotnie, gdy Bóg mówi: "Później", na próżno człowiek powie: "Teraz". Powołaniem Ducha Świętego, przeznaczonym Mu przez Boga, jest objawianie nie tylko właściwych rzeczy czy właściwych celów, lecz także właściwego czasu i właściwej pory. Wielu szczerych i mających jak najlepsze intencje chrześcijan, którzy nie nauczyli się w swym postępowaniu zostawiać miejsca dla wskazówek Ducha Świętego, przez całe swe życie nieustannie przeżywa zawód za zawodem. Dzieje się tak, dlatego, że usiłują oni dokonać właściwej rzeczy w nieodpowiednim czasie lub zrealizować właściwy zamiar w nieodpowiedniej porze.
W związku z tym prorok Izajasz zadaje bardzo głębokie pytanie. W Iz 40,13 czytamy: "Kto kieruje Duchem Pana, a czyja rada pouczyła Go? "
Niestety, właśnie to usiłuje w dzisiejszych czasach zrobić wielu szczerych i mających jak najlepsze intencje chrześcijan: usiłują zbadać Ducha Pana i stać się doradcą Ducha Bożego. Planują swoją działalność, kierują swoim postępowaniem, a potem mówią Duchowi Świętemu, czego się po Nim spodziewają: dokładnie co, kiedy i jak ma On pobłogosławić. W ilu współczesnych parafiach znajdzie się, chociaż trochę faktycznego miejsca zostawionego Duchowi Świętemu, aby mógł On albo pokierować nabożeństwami, albo też w ich trakcie interweniować? Skutek tej złej postawy wobec Ducha Świętego, widoczny w życiu wiernego, może być streszczony jednym słowem: zawód. Tacy wierni mogą autentycznie ponownie się narodzić, a nawet otrzymać chrzest w Duchu Świętym; mogą być zupełnie szczerzy wyznając wiarę w Chrystusa. Niemniej jednak w ich codziennym życiu nie ma zwycięstw ani skuteczności działania, gdyż przeoczyli oni tę podstawową zasadę chrześcijańskiego życia: "Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są dziećmi Bożymi".

Mamy jeszcze trochę czasu, aby w szkicu omówić pokrótce następny cel chrztu w Duchu Świętym. Jest to siódmy na naszej liście taki cel, czyli rezultat. Został on opisany przez Pawła w Rz 8,11: "A jeśli Duch tego, który Jezusa wzbudził z martwych, mieszka w was, tedy Ten, który Jezusa Chrystusa z martwych wzbudził, ożywi i wasze śmiertelne ciała przez Ducha swego, który mieszka w was".
Kluczowym sformułowaniem jest tu: "ożywi i wasze śmiertelne ciała przez Ducha swego, który mieszka w was". Ten fragment Pisma nie spełni się ostatecznie, dopóki pierwsi zmarli nie zostaną wskrzeszeni w Chrystusie. W Rz 1,4 Paweł mówi, że Jezus Chrystus "według Ducha uświęcenia został ustanowiony Synem Bożym w mocy przez zmartwychwstanie". Znaczy to, że właśnie Duch uświęcenia — czyli Duch Święty - podniósł z grobu martwe ciało Chrystusa, w ten sposób dostarczając Mu Boskiego dowodu na poparcie twierdzenia, że jest On Synem Bożym. Następnie w ósmym rozdziale Listu do Rzymian Paweł stwierdza, że ten sam Duch, który przybył, aby zamieszkać w ludziach wierzących w Chrystusa, także podniesie z grobu ich ciała podczas pierwszego wskrzeszenia sprawiedliwych zmarłych. W obecnym wieku obietnica ta ma dla każdego napełnionego Duchem wiernego również przejściowe zastosowanie. Nawet teraz zamieszkujący w wiernym Duch Boży przekazuje jego fizycznemu ciału cząstkę Boskiego życia i zdrowia, wystarczającą do powstrzymania i odparcia szatańskich ataków choroby i niemocy.

Najwyższy cel, dla którego Chrystus przybył, został określony w J 10,10: "Ja przyszedłem aby owce miały życie i obfitowały".
Ktoś tak skomentował ten fragment: pierwsza część Boskiego życia pojawia się wraz z powtórnymi narodzinami, natomiast rzeka życia bardziej obfitego ma swe źródło w chrzcie w Duchu Świętym. Nawet w teraźniejszym wieku celem Boga jest, aby to Boskie, bogate, obfite życie pochodzące od Niego wystarczyło nie tylko dla zaspokojenia duchowych potrzeb człowieka, lecz także dla zaspokojenia fizycznych potrzeb człowieka zewnętrznego — to znaczy jego fizycznego ciała. Tę ważną prawdę dotyczącą sposobu, w jaki Bóg nawet w teraźniejszym wieku zaspokaja wszystkie potrzeby fizycznego ciała wiernego, nadzwyczaj wyraźnie i dobitnie, dwukrotnie w dwóch kolejnych wierszach, wyraził Paweł w 2Kor 4,10-11. Druga część wiersza 10 brzmi jak następuje: "aby i życie Jezusa na ciele naszym się ujawniło". W drugiej części wiersza 11 znowu czytamy: "aby i życie Jezusa na śmiertelnym ciele naszym się ujawniło".

Nauka płynąca z tych dwóch wierszy jest bardzo jasna. Boskie życie zmartwychwstałego Pana Jezusa Chrystusa ma nie tylko rozwijać się w wewnętrznej, duchowej naturze wiernego. To samo życie Chrystusa ma otwarcie przejawiać się w zewnętrznym, fizycznym ciele wiernego. Z tego powodu Paweł dwukrotnie mówi: "na ciele naszym się ujawniło", "na śmiertelnym ciele naszym się ujawniło". To objawienie w ciele wiernego potężnego, zwycięskiego, nadprzyrodzonego życia zmartwychwstałego Chrystusa nie jest zarezerwowane tylko dla chwili wskrzeszenia, lecz skutki jego są widoczne nawet teraz, gdy wciąż trwamy "w naszym śmiertelnym ciele". Skuteczne przejawienie się w naszym ciele życia Chrystusa jest podstawową, Biblijną zasadą Boskiego uzdrawiania i Boskiego zdrowia. A wielkim zarządcą tego Boskiego życia, rozsiewającym to życie od wewnątrz, tak że wystarczy go na zaspokojenie każdej fizycznej potrzeby, jest nikt inny, jak właśnie sam Duch Święty -Trzecia Osoba Boska –ten, który tak właściwie został nazwany w Obj 11,11 "Duchem żywota z Boga". Ten szczególny tytuł Ducha Świętego – "Duch żywota z Boga" – określa obecne powołanie Ducha, które realizuje On przebywając w fizycznym ciele każdego ochrzczonego Duchem wiernego. Duch, stworzywszy sobie w ciele wiernego własną osobistą świątynię, udziela następnie temu ciału Boskiego życia zmartwychwstałego Chrystusa, pochodzącego od samego Boga.


A zatem ważnym fragmentem działalności Ducha Świętego jest zapewnienie ciału wiernego Boskiego życia, uzdrowienia, zdrowia i ochrony. Ten aspekt działalności Ducha Świętego został pięknie podsumowany w dwóch obietnicach zawartych w drugim rozdziale księgi proroka Zachariasza. W Zach 2,14 Pan mówi: "Wykrzykuj z radości i wesel się, córko syjońska, bo oto ja przyjdę i zamieszkam pośród ciebie - mówi Pan". I w wierszu 9 tego samego rozdziału: "I Ja - mówi Pan - będę jego murem ognistym wokoło i będę chwałą pośród niego".
Tak samo przedstawia się sytuacja, gdy Pan, Duch, przybywa, aby zamieszkać w wiernym. Staje się on zarówno chwałą wypełniającą go od wewnątrz, jak i otaczającym go murem ognistym. Jego obecność niesie radość i światło duchowi wiernego, jak również staje się osłaniającym całą osobę wiernego, włączając w to również jego fizyczne ciało, murem ognistym. W Liście do Ef 5,18 Paweł daje wszystkim wiernym ogólne przykazanie: "...bądźcie pełni Ducha". Zarówno słowa, jak i gramatyczny czas użyty tu w wersji greckiej wskazują, że nie jest to tylko pojedyncze, chwilowe wydarzenie, lecz stan ciągły: "Stale bądźcie pełni Ducha". A zatem, jeśli wierni nie napełniają się stale Duchem Świętym, okazują zwykłe nieposłuszeństwo przykazaniu Boga. Ponadto ta szczególna forma nieposłuszeństwa niesie za sobą najpoważniejsze z możliwych zagrożeń dla bezpieczeństwa i pomyślności całej osobowości wiernego. Obecnie, jak nigdy dotąd w historii świata, każda istota ludzka - a szczególnie każdy praktykujący chrześcijanin - jest narażony na ciągły nacisk mocy szatańskiej skierowany przeciw każdej sferze jego osobowości - duchowi, umysłowi i ciału. Statystyki mówią, że w Ameryce Północnej mniej więcej jedna osoba na siedem przeżywa załamanie psychiczne lub nerwowe i że ten sam procent choruje na którąś z postaci raka. Stan ciągłego napełnienia Duchem Świętym jest ustalonym przez Boga sposobem ochrony całej osobowości wiernego przed tymi i wieloma innymi formami szatańskiego ataku. Zwycięstwo i ochrona są zapewnione wiernemu tylko w tym stopniu, w jakim każda sfera jego osobowości jest napełniona i kierowana przez zamieszkującego w nim Ducha Świętego. Tylko obecność i moc Ducha są dostatecznym środkiem pozwalającym odeprzeć każdą formę szatańskiego nacisku i ataku. Ta całkowita opieka zamieszkującego w wiernym Ducha - wewnętrzna i zewnętrzna - jednakowo chroniąca ludzkiego ducha i ciało, została podsumowana słowami przepowiedni Zachariasza: "zamieszkam pośród ciebie" i "będę jego murem ognistym".

Następny, ósmy już rezultat chrztu w Duchu, został opisany przez Pawła w Rz 5,5: "A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany".
Szczególnie chciałbym zwrócić uwagę na drugą część tego wiersza: "miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany".


Zwróćcie uwagę na wyrażenie "miłość Boża". Paweł nie mówi tu po prostu o miłości ludzkiej, ani nawet o miłości do Boga. Mówi o "miłości Bożej", którą Duch Święty rozlewa w sercu wiernego. Ta miłość Boża, przekazywana przez Ducha Świętego, tak daleko przewyższa jakąkolwiek formę zwykłej ludzkiej miłości, jak daleko jest z ziemi do nieba. Jako istoty ludzkie w normalnym biegu życia napotykamy i doznajemy wielu różnych form miłości. Można tu na przykład wymienić to, co uważa się za formę miłości, a co w rzeczywistości jest tylko seksualną namiętnością. Poza tym istnieje miłość małżeńska, miłość, jaką odczuwają do siebie mąż i żona. Z kolei w rodzinie istnieje miłość rodziców do dzieci i dzieci do rodziców. Jeszcze dalej patrząc, poza więzy rodzinne, znajdziemy miłość przyjaciela do przyjaciela, taką, jaka łączyła Dawida i Jonatana. Te i inne formy miłości w różnej mierze i stopniu występują we wszystkich grupach ludzkich, nawet tam, gdzie Ewangelia Chrystusa nie dotarła. W języku greckim, który charakteryzuje się niezwykle bogatym słownictwem, istnieje wiele różnych określeń, dla opisania tych odmiennych form miłości. Jednakże w greckiej wersji Nowego Testamentu znajdziemy tylko jedno słowo oznaczające "miłość", którego nigdy nie używa się dla określenia jakiejkolwiek formy miłości, którą spotyka się na czysto ludzkiej płaszczyźnie. Słowem tym jest "agape". Słowa "agape" w całym Nowym Testamencie używa się tylko i wyłącznie dla określenia miłości, która w swym pochodzeniu i naturze jest miłością Boską. Oznacza ono doskonałą miłość, która łączy trzy Osoby Boskie: Ojca, Syna i Ducha. Oznacza ono miłość Boga do człowieka - to znaczy miłość, która pobudziła Boga Ojca do ofiarowania swego Syna, a Chrystusa - Syna Bożego - do ofiarowania swego życia, aby człowiek mógł zostać uwolniony od grzechu i jego konsekwencji. I oznacza ono miłość, którą Bóg poprzez swego świętego Ducha przenosi do serc ludzi wierzących w Jezusa Chrystusa. I tylko te przejawy i działania łaski Bożej oznacza słowo "agape"; nigdy nie zostało ono użyte na określenie miłości czysto ludzkiej. To wyjaśnienie pozwala nam zrozumieć właściwie słowa Apostoła Jana zanotowane w 1J 4,7-8: "Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością".


W wierszach tych Jan użył słowa "agape", posługując się nim zarówno jako rzeczownikiem, jak i czasownikiem. Jan naucza, że nikt, kto nie narodził się z Boga, nie może doznać tego rodzaju miłości - "agape". Ta miłość pochodzi tylko od Boga. A zatem każdy, kto w jakimś stopniu przejawia ten rodzaj miłości, w tym samym stopniu poprzez powtórne narodziny poznał Boga. I odwrotnie, człowiek, który nigdy w żadnym stopniu nie zaznał lub nie okazał tej miłości, nigdy nie znał Boga; gdyż człowiek zmienia się i przeobraża w takim samym stopniu, w jakim poznał Boga, a skutek tego jest taki, że on sam zaczyna przejawiać tę miłość w stosunku do innych. Jak stwierdza Jan, te oznaki "agape" – "Boskiej miłości" –zaczynają być w człowieku widoczne po powtórnych narodzinach. Pozostaje to w doskonałej zgodzie ze słowami Apostoła Piotra, zanotowanymi w 1Ptr 1,22-23: "Skoro dusze wasze uświęciliście przez posłuszeństwo prawdzie ku nieobłudnej miłości bratniej, umiłujcie czystym sercem jedni drugich gorąco; jako odrodzeni nie z nasienia skazitelnego, ale nieskazitelnego, przez Słowo Boże, które żyje i trwa".


W wezwaniu Piotra: "umiłujcie czystym sercem jedni drugich gorąco" jeszcze raz odnajdujemy słowo, które oznacza Boską miłość - "agape". Piotr bezpośrednio powiązał możliwość okazywania przez chrześcijan tej Boskiej miłości z faktem, że narodzili się oni ponownie z niezniszczalnego nasienia Słowa Bożego. Znaczy to, że perspektywa Boskiej miłości zawarta jest w Boskim nasieniu Słowa Bożego, zaszczepionego w ich sercach podczas ponownych narodzin. Jednakże celem Boga jest, aby ten początkowy stan Boskiej miłości, wywołany podczas ponownych narodzin, został później bezgranicznie pogłębiony i rozszerzony poprzez chrzest w Duchu Świętym. Z tego powodu we fragmencie, który już cytowaliśmy, to znaczy w Rz 5,3 Paweł mówi: "miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany".


I znowu spotykamy się ze słowem określającym Boską miłość – "agape" – bo właśnie nim Paweł się tu posłużył. Słowo "agape" łączy on teraz z czasownikiem "rozlać". W dosłownym tłumaczeniu czasownik ten brzmi "wylewać", a w tekście oryginalnym użyto go w czasie dokonanym. Tak więc bardziej dosłownym przekładem tego fragmentu będzie: "miłość Boga została wylana w sercach naszych". Użycie czasu dokonanego sygnalizuje, jak zwykle w języku greckim, ostateczny charakter danej czynności oraz jej pełnię. Znaczenie tych słów jest następujące: podczas aktu chrztu w Duchu Świętym, Bóg obdarza serce wiernego całą pełnią swej Boskiej miłości. Nic nie chowa na później ani nie zatrzymuje dla siebie; wszystko zostało wylane. Poprzez to jedno wydarzenie wielka obfitość łaski Bożej otworzyła wiernemu dostęp do całej pełni Boskiej miłości, bez ograniczeń i bez zastrzeżeń. Później wierny nie musi już dążyć do zdobycia większej ilości miłości Boga; musi tylko uznać, korzystać i dawać świadectwo temu, co już przyjął do wnętrza swej istoty. Ochrzczony w Duchu wierny, proszący Boga o więcej miłości, jest jak człowiek, który mieszka na brzegu Missisipi czy Amazonki i szuka jakiegoś innego zapasu wody. To oczywiste, że człowiek ten ma już do dyspozycji nieskończenie więcej wody, niż może kiedykolwiek potrzebować. Jedyne, co musi zrobić, to spożytkować zapasy, które już zostały mu udostępnione. Podobnie mówi Jezus w J 7,38-39: ochrzczony w Duchu wierny ma już w sobie nie tylko jedną rzekę, lecz "rzeki wody żywej"- rzeki Boskiej łaski i miłości - i zawsze będzie ich miał więcej, niż w całym swym życiu mógłby kiedykolwiek potrzebować.


Charakter tej Boskiej miłości, rozlanej w wiernym przez Ducha Świętego, został określony dokładniej przez Pawła w następnych trzech wierszach piątego rozdziału Listu do Rzymian – to znaczy w Rz 5,6-8: "Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych. Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego; prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł".


Paweł zauważa tu, że nawet naturalna miłość, nie związana z łaską Bożą, może sprawić, że ktoś będzie chciał umrzeć za swego przyjaciela, jeśli ten przyjaciel jest dobrym i sprawiedliwym człowiekiem - tak jak naturalna miłość w innej postaci może spowodować, że matka odda życie za swoje dziecko. Lecz następnie Paweł zaczyna udowadniać, że nadprzyrodzona, święta miłość Boga objawia się w fakcie, że Chrystus umarł za grzeszników, którzy nigdy by nie mogli rościć sobie prawa do żadnego rodzaju jakiejkolwiek miłości naturalnej. Dla opisania tych, za których Chrystus umarł, Paweł posługuje się w tych wierszach dwoma określeniami: "grzesznicy" i "słabi". Znaczy to, że w tym czasie ci, za których umarł Chrystus, w żaden sposób nie mogli sobie pomóc, że Bóg był im zupełnie obcy i że otwarcie się przeciw Bogu zbuntowali. I właśnie umierając za takich ludzi Chrystus zamanifestował "agape" - Boską miłość - w jej doskonałej pełni.
W 1J 4,1 Apostoł Jan podobnie definiuje miłość Boską: "Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze".

Boża miłość nie zależy od czegoś, co w ludziach, do których została skierowana, jest godne miłości, ani nie czeka na odwzajemnienie, zanim da wszystko. Wprost przeciwnie, ona daje bezzwłocznie i hojnie tym, którzy nie wzbudzają miłości, którzy są jej niegodni, a nawet tym, którzy są wrogo nastawieni i otwarcie zbuntowani. To właśnie tej Bożej miłości dała wyraz modlitwa Jezusa odmówiona za tych, którzy Go ukrzyżowali. Modlitwę tę odnajdziemy w Łk 23,34:
"A Jezus rzekł: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią".


Ta sama Boża miłość wyrażona została w modlitwie umierającego męczennika  Szczepana, odmówionej za tych, którzy go kamienowali. Znajdziemy ją w Dz 7,60: "...Panie, nie policz im grzechu tego".
I znowu ta sama miłość została wyrażona w słowach człowieka, który z własnej woli był świadkiem ukamienowania Szczepana - Szawła z Tarsu, późniejszego Apostoła Pawła. W Liście do Rz 9,1-3 Paweł mówi o swych żydowskich braciach, którzy uporczywie go odrzucali i prześladowali:
"Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, a poświadcza mi to sumienie moje w Duchu Świętym, że mam wielki smutek i nieustanny ból w sercu swoim. Albowiem ja sam gotów byłem modlić się o to, by być odłączony od Chrystusa za braci moich, krewnych moich według ciała".


Tak bardzo pragnął Paweł zbawienia prześladujących go żydowskich braci, że gotów był zrzec się wszelkich błogosławieństw własnego zbawienia i powrócić do przekleństwa nieodpuszczonego grzechu, ze wszystkimi tego konsekwencjami, gdyby tylko mogło to być środkiem, który doprowadzi ich do Chrystusa. W słowach "poświadcza mi to sumienie moje w Duchu Świętym" Paweł przyznaje, że doznanie i urzeczywistnienie tej miłości było możliwe tylko dzięki obecności zamieszkującego w nim Ducha Świętego.

Powiedzieliśmy, że wśród różnych celów, dla których Bóg ofiarowuje dar Ducha Świętego, wylanie Bożej miłości do serca wiernego zajmuje miejsce wyjątkowe i specjalne. Przyczyną tego jest fakt, że bez wszechwładnego wpływu miłości wypełniającej serce wiernego wszystkie pozostałe skutki, jakie ma wywołać chrzest w Duchu Świętym, tracą swoje prawdziwe znaczenie i nie osiągają swego prawdziwego celu. Ten fakt został bardzo wyraźnie uwypuklony w słowach Pawła zanotowanych w 1Kor 13r.:
"Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym.
I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym".


W wersji greckiej odpowiednikiem występującego tu słowa "miłość" jest to samo słowo "agape" – Boża miłość – którego znaczenie już zbadaliśmy.
Z charakterystyczną pokorą Paweł stawia się w sytuacji wiernego, który korzysta z duchowych darów, lecz w którym nie obudziła się Boża miłość. W poprzednim rozdziale 1Kor Paweł wymienił dziewięć darów, czyli nadprzyrodzonych znaków Ducha Świętego. Teraz wyobraża sobie siebie w sytuacji człowieka, który korzysta z różnych darów, lecz robi to bez miłości. Najpierw rozważa możliwość posługiwania się darem języków na tak wysokim nadprzyrodzonym poziomie, że jest to nie tylko mówienie nieznanymi ludzkimi językami, lecz nawet językiem aniołów. Stwierdza, że gdyby miał robić to bez Bożej miłości, niczym by się nie różnił od gongu czy cymbałów. Przedmioty te wydają głośny dźwięk, gdy się w nie uderza, lecz wewnątrz są zupełnie puste. Następnie rozważa możliwość posługiwania się innymi darami duchowymi o wielkim znaczeniu — takimi jak proroctwo, mądrość słowa, wiedza czy wiara. Lecz podsumowuje te rozważania stwierdzeniem, że gdyby miał posługiwać się którymkolwiek z tych darów bez Bożej miłości, byłby absolutnie niczym.


Te słowa Pawła są odpowiedzią na pytanie, które obecnie zadaje się w wielu kołach: czy można niewłaściwie posługiwać się darem języków? Odpowiedź na nie jest jasna: tak, niewłaściwe wykorzystanie daru języków jest zupełnie możliwe. Każde wykorzystanie daru języków jest zupełnie możliwe. Każde wykorzystanie daru języków bez udziału Bożej miłości jest niewłaściwe, ponieważ czyni ono z postępującego w ten sposób wiernego nic innego, jak właśnie pusty, brzęczący gong czy cymbały, a z całą pewnością to nigdy nie było celem, dla którego Bóg udzielił nam tego daru. Tak więc zupełnie wyraźnie możemy stwierdzić, że każde wykorzystanie daru języków bez udziału Bożej miłości nie jest zgodne z wolą i celem Boga, a zatem jest wykorzystaniem niewłaściwym. Odnosi się to w równym stopniu do innych darów, które Paweł wymienia w następnym wierszu - to znaczy do proroctwa, mądrości słowa, wiedzy i wiary. Posłużyć się którymkolwiek z tych darów bez Bożej miłości, znaczy zaprzepaścić cały cel Boga. Niestety, doświadczenie wykazuje raz po raz, że istnieje poważne niebezpieczeństwo niewłaściwego wykorzystania przez wiernych trzech duchowych darów, które działają poprzez organ mowy, to znaczy daru języków, tłumaczenia i proroctwa. Potwierdza to fakt, że większość następnego rozdziału, to jest 1Kor 14r., Paweł poświęca ustaleniu zasad kierujących i regulujących posługiwanie się tymi trzema szczególnymi darami. To zupełnie jasne, że gdyby nie istniała możliwość niewłaściwego wykorzystania tych darów, nie byłoby potrzeby ustalać zasad ich kontroli. Fakt ustanowienia tych zasad świadczy, że są one potrzebne.

Tłumacząc, czego Paweł naucza w 1Kor 13,1 koniecznie trzeba zwrócić baczną uwagę na słowa, jakich on tu używa. Paweł mówi: "Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym".
Zwróćcie uwagę na sformułowanie "byłbym"'. Słowa te wskazują, że gdyby zaistniała taka sytuacja, o jakiej mówi się w pierwszej części wiersza, w służącym Pawłowi za przykład wiernym zaszłaby pewna zmiana. Gdyby tak się stało, z duchowego punktu widzenia ten nie byłby tą samą osobą, jaką był pierwotnie, kiedy został ochrzczony w Duchu Świętym. W tym czasie miał pewność, że poprzez wiarę w Chrystusa grzechy jego zostały mu odpuszczone, a serce oczyszczone; i gotów był oddać siebie, w takim stopniu, jak tylko jest to możliwe, we władzę Ducha Świętego. W tym stanie początkowy znak mówienia językami wskazywał, że Duch Święty przybył, aby zamieszkać w tym wiernym i przejąć władzę nad jego życiem. Jednakże w okresie, jaki od tego czasu upłynął, przedstawiony tu przez Pawła wierny zachował ten zewnętrzny znak, lecz - z powodu niedbalstwa czy też nieposłuszeństwa - nie zachował tego samego stanu wewnętrznego oczyszczenia i podporządkowania się Duchowi Świętemu. W ten sposób proces mówienia językami zdegenerował się i stał się tylko zewnętrznym fizycznym znakiem, bez odpowiadającej mu wewnętrznej duchowej rzeczywistości.


Oto, co Paweł miał na myśli, stawiając się w sytuacji wiernego, któremu obca jest miłość. Aby ujrzeć to wydarzenie we właściwej perspektywie, musimy przytoczyć obok siebie dwa fakty, które potwierdza zarówno Pismo, jak i życie.
Po pierwsze, w czasie, gdy wierny jest ochrzczony w Duchu Świętym, musi on spełniać dwa warunki: jego serce musi być oczyszczone poprzez wiarę w Chrystusa i musi być gotów oddać swe fizyczne członki, a szczególnie język, we władzę Ducha Świętego.
Po drugie, fakt, że wierny podczas swego chrztu w Duchu był oczyszczony i podporządkowany Duchowi, sam w sobie automatycznie gwarantuje, że na zawsze zachowa on ten stan, nawet jeśli wciąż będzie towarzyszył mu znak mówienia językami.


W tym momencie wiele osób może zawołać: "Lecz przecież jeśli człowiek zacznie niewłaściwie wykorzystywać dar Boży, wtedy Bóg po prostu całkowicie ten dar mu odbierze!" Jednakże ani logika, ani Pismo nie potwierdza przypuszczenia, że Bóg wycofa swoje dary, jeśli będą one niewłaściwie wykorzystane. Z punktu widzenia logiki, gdyby dar, raz ofiarowany, mógł później z woli ofiarodawcy zostać odebrany, wtedy powiedzielibyśmy, że od początku nie był on nigdy prawdziwym darem. Byłaby to pożyczka lub warunkowy depozyt, lecz nie dobrowolny dar. Dobrowolny dar, gdy raz został ofiarowany, wymyka się spod kontroli ofiarodawcy i od tej pory podlega wyłącznie kontroli tego, kto ten dar otrzymał, bez względu na to, czy posługuje się on nim właściwie, czy niewłaściwie, czy też w ogóle go nie używa. Ten wynikający z logiki fakt potwierdzony jest w Piśmie, gdyż w Rz 11,29 Paweł mówi: "Nieodwołalne są bowiem dary i powołanie Boże". Wyrażenie "nieodwołalne", użyte tu w odniesieniu do Boga, a nie człowieka, wskazuje, że gdy Bóg raz ofiarował dar, nigdy potem nie zmienia zdania i go nie cofa. Później odpowiedzialność za właściwe wykorzystanie tego daru spoczywa nie na Bogu, dawcy, lecz na człowieku, biorcy. Ta ważna zasada ma zastosowanie we wszystkich, łącznie z darami Ducha, sferach działalności Boga, gdzie ma On do czynienia z człowiekiem.

Ten wniosek powinni z należytą uwagą rozważyć ci wszyscy, którzy pragną otrzymać lub już otrzymali chrzest w Duchu Świętym, wraz z towarzyszącym mu znakiem mówienia obcymi językami. Pismo naucza, że nie można otrzymać chrztu bez tej zewnętrznej oznaki. Lecz możliwe jest, że znak ten będzie występował później, nawet jeśli dana osoba nie zachowa wewnętrznej pełni Ducha. Istnieje tylko jeden pewny, Biblijny test trwałej pełni Ducha, a jest nim test miłości. W jakim stopniu jesteśmy napełnieni Duchem Świętym, w takim samym stopniu jesteśmy napełnieni Bożą miłością. Nie jesteśmy bardziej pełni Ducha Świętego, niż jesteśmy pełni Bożej miłości. Zasadę tego testu krótko i wyraźnie przedstawił Apostoł Jan w 1J 4,16: "Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim".
W zgodzie z tym pozostają słowa Pawła, zanotowane w 1Kor 13,13: "Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość".
Spośród wszystkich rodzajów działalności zamieszkującego w wiernym Ducha, najważniejszym i najtrwalszym jest wylewanie Bożej miłości do serca wiernego.

W ten oto sposób rozważyliśmy osiem głównych skutków, jakie chrzest w Duchu Świętym wywołuje w życiu wiernego jako jednostki.

 

DUCH  ŚWIĘTY  WŚRÓD  WIERNYCH

W obecnym szkicu wyjdziemy poza życie poszczególnych wiernych po to, aby rozważyć ogólne życie i sposób odprawiania praktyk religijnych w chrześcijańskim zborze traktowanym jako całość. Pytania, na które będziemy usiłowali znaleźć odpowiedź, brzmią tak: jaka różnica zachodzi w życiu i doświadczeniach zboru jako całości pod wpływem chrztu w Duchu Świętym? Jakie główne cechy wyróżniają zbór, w którym wszyscy jego członkowie (lub większość) przyjęli chrzest w Duchu Świętym i mają swobodę posługiwania się w swej służbie w ten sposób otrzymaną mocą? Czym taki zbór różni się od zboru, w którym żaden z jego członków nie otrzymał tego daru?

W odpowiedzi na te pytania wskażemy dwie główne cechy, którymi zbór skupiający wiernych ochrzczonych w Duchu różni się od zboru, którego członkowie nie otrzymali chrztu w Duchu Świętym. Pierwszą główną cechę wyróżniającą taki zbór znajdziemy w 2Kor 3,17: "A Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch Pański, tam wolność".

Paweł podkreśla tu dwa główne fakty dotyczące obecności i wpływu Ducha Świętego w zborze. Pierwszym faktem jest to, że Duch Święty jest Panem. Występujące w Nowym Testamencie słowo "Pan"' w zastosowaniu i znaczeniu odpowiada imieniu "Jahwe" ze Starego Testamentu. A zatem jest to tytuł zastrzeżony dla jedynego prawdziwego Boga i nigdy w tym sensie nie używa się go do jakiejkolwiek istoty czy stworzenia niższego rzędu. Jest to tytuł, który prawnie należy do każdej z trzech Osób Boskich. Bóg Ojciec jest Panem, Syn Boży jest Panem i Duch Święty jest Panem. A zatem mówiąc: "Pan jest Duchem", Paweł podkreśla tu najwyższą wszechwładną boskość i władzę Ducha Świętego w Kościele.

Drugim ważnym faktem uwypuklonym tu przez Pawła jest to, że kościół, który uznał władzę Ducha Świętego, tym samym przyniósł swoim członkom "wolność", czyli "niezależność". Ktoś usiłował wydobyć prawdziwe znaczenie drugiej części tego wiersza wprowadzając niewielką zmianę do przekładu. Zamiast mówić: "gdzie zaś Duch Pański, tam wolność", możemy inaczej powiedzieć: "Gdzie Duch jest Panem – tam wolność". Znaczy to, że prawdziwą wolność zbór otrzymuje w takim stopniu, w jakim jego członkowie uznają i podporządkowują się władzy Ducha Świętego. Tak więc tę pierwszą główną cechę wyróżniającą zbór skupiający wiernych ochrzczonych w Duchu możemy podsumować zestawiając obok siebie dwa słowa. Słowa te to: "wolność" i "władza".

Na pierwszy rzut oka zestawienie tych dwóch słów może wydawać się nielogiczne. Ktoś mógłby poczuć się zmuszony zaprotestować: "Lecz jeśli jesteśmy wolni, to nikt nie ma nad nami władzy. A jeśli ktoś ma nad nami władzę, to nie jesteśmy wolni". I rzeczywiście, ludzie często głęboko wierzą, że wolność i władza to pojęcia wzajemnie się wykluczające. Odnosi się to nie tylko do spraw duchowych, lecz także do sfery politycznej. Przypomina mi się tu sytuacja polityczna brytyjskiej kolonii w Kenii, we wschodniej Afryce, gdzie w latach 1957-1961 prowadziłem działalność misyjną. W tym okresie afrykańska ludność Kenii z wielką niecierpliwością oczekiwała chwili, w której ich kraj zdobędzie całkowitą niepodległość, czyli autonomię. Odpowiednikiem słowa niepodległość w języku suahili jest "uhuru" - co dosłownie znaczy "wolność" lub "niezależność" - i słowo to było wtedy na ustach wszystkich. Wielu mniej wykształconych Afrykańczyków stworzyło sobie cudowne obrazy tego, co "uhuru", czyli "wolność" im przyniesie. "Gdy uhuru nadejdzie - mówili - będziemy mogli jeździć na rowerach tą stroną drogi, którą będziemy chcieli; będziemy mogli jeździć autobusami bez płacenia tak daleko, jak nam się spodoba; nigdy już nie będziemy musieli płacić rządowi żadnych podatków".

Bardziej doświadczonym mieszkańcom innych krajów takie wypowiedzi mogą się wydać dziecinne lub śmieszne. Ludzie ci udowodniliby, że takie zasady nie przyniosłyby prawdziwej wolności, lecz najwyższego stopnia anarchię i bałagan. Niemniej jednak ci prości Afrykańczycy byli zupełnie szczerzy w swych wypowiedziach, gdy tworzyli dla siebie właśnie taki obraz "wolności". W związku z tym afrykańscy przywódcy polityczni często mieli trudności z wytłumaczeniem im w sposób rozsądny i praktyczny tego, co w rzeczywistości pociągnie za sobą wolność, czyli niepodległość. Dziwne jest to, że ludzie, którzy doskonale rozumieją, co znaczy wolność polityczna, czasami zachowują się zupełnie dziecinnie tworząc obraz wolności duchowej. Tacy ludzie śmialiby się z Afrykańczyków, którzy wyobrażają sobie, że wolność polityczna polega na prawie do jeżdżenia rowerem każdą stroną drogi czy do podróżowania autobusami bez płacenia za bilet. A jednak ci sami ludzie postępują nie mniej głupio czy nieporządnie w domu Boga, a potem usprawiedliwiają swe zachowanie mówiąc o "wolności duchowej". Na przykład gdy w niektórych kościołach poprosi się jedną osobę o pokierowanie modlitwą i przedstawienie Bogu pewnych konkretnych próśb, zaraz znajdą się inni, którzy tak głośno mówią obcymi językami, że niemożliwością staje się zrozumienie przez resztę zgromadzenia tego, co mówi wyznaczony przewodnik modlitwy. Znaczy to, że niemożliwe jest, aby zgromadzeni wierni ze zrozumieniem i wiarą mogli powiedzieć "Amen" na zakończenie modlitwy, której nawet nie byli w stanie usłyszeć. W ten sposób z powodu głupiego, niewłaściwego wykorzystania daru języków wszyscy wierni tracą błogosławieństwo i korzyści, jakie niesie płynąca z głębi serca błagalna i orędownicza modlitwa. Może się też zdarzyć, że pastor wygłasza logiczne, zgodne z Pismem kazanie, które ma ukazać niezbawionym potrzebę i drogę zbawienia. Gdy pastor zbliża się do punktu kulminacyjnego swego posłania, nagle ktoś ze zgromadzonych zupełnie nie w porę wybucha głośnymi słowami w obcych językach. W rezultacie uwaga całego zgromadzenia odwraca się od orędzia zbawienia; obecne tam osoby niewierzące są albo zdenerwowane, albo przerażone tym, co wydaje im się bezsensownym, emocjonalnym wybuchem. Cała moc starannie przygotowanego kazania dotyczącego zbawienia zostaje zaprzepaszczona

Bardzo często zdarza się, że gdy później osoba odpowiedzialna za tego rodzaju głupie postępowanie zostaje zganiona, odpowiada ona mniej więcej tak: "Nie mogłem się powstrzymać! Duch Święty kazał mi to zrobić. Musiałem usłuchać Ducha Świętego!". Jednakże taka odpowiedź nie może zostać zaakceptowana, gdyż jest sprzeczna z wyraźną nauką Pisma. W 1Kor 12,7 Paweł mówi: "A w każdym różnie przejawia się Duch ku wspólnemu pożytkowi". W sposób bardziej dowolny można to przetłumaczyć jako: "Duch zawsze objawia się dla użytecznego, praktycznego, rozsądnego celu". A zatem jeśli sposób, w jaki objawia się Duch, ma doprowadzić do celu, zawsze będzie on w zgodzie z planem i celem całego nabożeństwa oraz prawdziwie przyczyni się do osiągnięcia głównego celu nabożeństwa. Nigdy nie będzie on bezsensowny, rozpraszający uwagę innych czy niewłaściwy.

Dalej, w 1Kor 14,32-33 Paweł mówi:
"A Duchy proroków są poddane prorokom. Albowiem Bóg nie jest Bogiem nieporządku, ale pokoju".

Innymi słowy, każde duchowe objawienie, które prawdziwie jest kierowane i kontrolowane przez Boga, będzie zmierzało do uzyskania pokoju i harmonii, a nie do wprowadzenia zamieszania czy zamętu. Ponadto żadna osoba odpowiedzialna za objawienie, które zmierza do wprowadzenia zamieszania czy zamętu, nie może później usprawiedliwić siebie mówiąc: "Nie mogłem się powstrzymać. Duch Święty kazał mi to zrobić". Paweł wyklucza tę linię obrony stwierdzając: "A Duchy proroków są poddane prorokom". Innymi słowy, Duch Święty nigdy nie ogranicza woli poszczególnego wiernego i nie zmusza go do zrobienia czegoś, co jest wbrew Jego woli. Nawet gdy wierny korzysta z duchowego daru, jego duch i wola wciąż podlegają jego władzy. Może on wykorzystywać ten dar lub nie. Na nim spoczywa odpowiedzialność za to , w jaki sposób go wykorzysta. Jak już wcześniej powiedzieliśmy w jednym ze szkiców z tej serii, Duch Święty nigdy nie odgrywa roli dyktatora czy despoty ingerującego w życie wiernego. Jest to jedna z głównych cech, które odróżniają prawdziwe objawienie Ducha Świętego od zjawiska spirytyzmu czy opętania przez demony. W wielu formach spirytyzmu lub opętania przez demony, osoba odgrywająca rolę medium czy innego nosiciela mocy szatańskiej, zmuszona jest oddać pełnię władzy nad całą swoją wolą i osobowością w ręce ducha, który usiłuje ją posiąść czy poprzez nią działać. Bardzo często taka osoba jest potem zmuszona mówić lub robić takie rzeczy, których z własnej woli nigdy nie zgodziłaby się powiedzieć lub zrobić. W niektórych formach spirytyzmu człowiek, który dostaje się pod władzę ducha, traci wszelką orientację i świadomość tego, co mówi czy robi. Po zakończeniu tego rodzaju doświadczenia, opętany człowiek może po upływie wielu godzin przyjść do siebie w całkowicie obcym otoczeniu, zupełnie nie zdając sobie sprawy lub nie pamiętając tego, co wydarzyło się w minionym okresie. W ten sposób zarówno wola, jak i rozum opętanej przez demony osoby zostały zupełnie pominięte. Natomiast Duch Święty nigdy w ten sposób nie postępuje z prawdziwym wiernym w Chrystusie. Wola i osobowość należą do najcenniejszych darów, w jakie Bóg wyposażył człowieka, swój twór. W konsekwencji Bóg nigdy nie uchyla ani nie wkracza w ludzką osobowość. Bóg szanuje wolę i osobowość wiernego. On będzie poprzez nie działał, jeśli Mu się na to pozwoli, lecz nigdy ich nie zlekceważy. Szatan ma niewolników; Bóg ma dzieci. A zatem widzimy, jak niewłaściwe i niezgodne z Pismem jest, gdy ochrzczeni w Duchu wierni, w związku z jakimkolwiek duchowym objawieniem, mówią: "Nie mogłem nic na to poradzić! Duch Święty kazał mi to zrobić". Mówiąc w ten sposób, wierny przedstawia zamieszkującego w nim Ducha Bożego jako despotę, a siebie jako niewolnika.

Wierni, którzy tak mówią, nie zrozumieli jeszcze swoich przywilejów i obowiązków spoczywających na nich, jako na dzieciach Boga. Muszą na nowo zbadać słowa Pawła zanotowane w Rz 8,15-16: "Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście Ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze! Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy".

W ten sposób stanęliśmy twarzą w twarz z ważną ogólną zasadą, która obowiązuje we wszystkich ludzkich poczynaniach, czy to politycznych, czy duchowych: prawdziwa wolność nie jest możliwa bez dobrego rządu. Taki typ wolności, który dąży do usunięcia całego rządu czy jakiejkolwiek władzy, kończy się tylko anarchią i chaosem, a jego ostatecznym wynikiem jest nowa forma niewoli, daleko cięższej niż poprzednia polityka rządu, który został usunięty. Widzimy, że dzieje się tak raz po raz w politycznej historii ludzkości; i ta sama zasada w równym stopniu odnosi się do duchowego życia chrześcijańskiego Kościoła. Prawdziwa duchowa wolność możliwa jest tylko tam, gdzie jest duchowa władza. Władzą, którą Bóg ustanowił dla Kościoła, jest władza Ducha Świętego. A zatem wracamy do wypowiedzi Pawła, zawartej w 2Kor 3,17: "A Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch Pański, tam wolność".

Jeśli pragniemy korzystać z wolności Ducha, najpierw musimy dobrowolnie uznać władzę Ducha. Te dwa aspekty działalności Ducha Świętego nigdy nie mogą być od siebie oderwane. Nie możemy także zapominać o innym ważnym fakcie dotyczącym Ducha Świętego, który ustaliliśmy wcześniej w tej serii szkiców. Duch Święty jest zarówno autorem Pisma, jak i tym, który to Pismo objaśnia. Znaczy to, że Duch Święty nigdy nie poleci wiernemu powiedzieć lub zrobić coś, co jest niezgodne z Pismem. Gdyby Duch Święty miał kiedykolwiek to zrobić, postąpiłby nielogicznie i sprzecznie ze swoim charakterem; a wiemy, że to jest niemożliwe. W 2Kor 1,18-19 Paweł mówi: "Jak wierny jest Bóg, tak słowo nasze do was nie jest równocześnie "Tak" i "Nie". Albowiem Syn Boży Chrystus Jezus, którego wam zwiastowaliśmy, ja i Sylwan i Tymoteusz, nie był równocześnie "Tak" i "Nie", lecz w nim było tylko "Tak".

Paweł mówi tu, że w postępowaniu Boga nigdy nie ma sprzeczności. W związku z żadną kwestią doktrynalną czy praktyczną Bóg nie powie raz "tak", a innym razem "nie". Jeśli Bóg kiedykolwiek powiedział "tak", to Jego odpowiedź zawsze będzie brzmiała "tak". Nigdy nie zmieni tego później na "nie". W Jego postępowaniu nigdy nie ma niestałości czy sprzeczności

Dotyczy to związku pomiędzy naukami Pisma z jednej strony a wypowiedziami i sposobami objawienia się Ducha Świętego z drugiej. Duch Święty, będąc autorem Pisma, zawsze zgadza się z Pismem. Nigdy nie ma możliwości równoczesnego "tak" i "nie". Tam, gdzie Biblia mówi "nie", Duch Święty mówi "nie". Żadna wypowiedź czy objawienie, które jest natchnione i kontrolowane przez Ducha Świętego, nie będzie sprzeczne z naukami i przykładami Pisma. Jednakże, jak już powiedzieliśmy, Duch Święty nigdy nie pełni w życiu wiernego roli dyktatora. Nie zmusza wiernego, aby zawsze postępował w sposób zgodny z Pismem. Duch Święty służy tylko jako Ten, który objaśnia i radzi. Objaśnia Pismo, proponuje wskazówki i rady. Lecz wierny wciąż ma swobodę wyboru: może przyjąć lub odrzucić radę Ducha, posłuchać Go lub nie posłuchać. Jak się przekonamy, fakt ten nakłada na każdego ochrzczonego w Duchu wiernego wielką osobistą odpowiedzialność. Każdy taki wierny ma obowiązek poznawać objawione w Piśmie postanowienia Ducha Świętego, a potem, podczas korzystania z darów duchowych (tak jak we wszystkich innych kwestiach), musi w taki sposób kierować swoim własnym postępowaniem i zachowaniem, aby zgadzało się ono z zasadami i przykładami Pisma. Jeśli z powodu lenistwa, obojętności czy nieposłuszeństwa, ochrzczony w Duchu wierny tego nie zrobi i w rezultacie zacznie korzystać z Biblijnych darów w sposób głupi i niezgodny z Pismem, odpowiedzialność za takie postępowanie spoczywa wyłącznie na samym wiernym, a nie na Duchu Świętym. W związku z tym specjalny obowiązek przypadł każdemu pastorowi, powołanemu przez Boga do kierowania modlitwami i nabożeństwami ochrzczonego w Duchu zboru. Człowiek taki nie tylko musi swą własną duchową działalność prowadzić w zgodzie z naukami Pisma; musi także stać się narzędziem w rękach Boga, które będzie kierowało praktykami religijnymi i działalnością całego zboru, zgodnie z tymi samymi Biblijnymi zasadami. Powodzenie tych zamierzeń w wysokim stopniu wymaga pewnych specjalnych kwalifikacji: przede wszystkim gruntownej znajomości Pisma, a następnie mądrości, autorytetu i odwagi. Tam, gdzie przywódca nie posiada tych cech, zbór usiłujący korzystać z darów Ducha będzie jak statek na morzu, miotany wśród zdradliwych raf potężnymi wichrami, dowodzony przez źle wyszkolonego, niedoświadczonego kapitana. Nic dziwnego, że kończy się to katastrofą. Od około dwudziestu lat stale jestem osobiście związany z działalnością Kościoła Pełnej Ewangelii. W ciągu tych lat zauważyłem dwie rzeczy, które bardziej niż cokolwiek innego przeszkodziły przyjęciu świadectwa pełnej Ewangelii. Pierwszą jest nieumiejętność właściwego sprawowania władzy nad publicznymi sposobami objawiania się duchowych darów, a szczególnie daru języków; drugą są niesnaski i niezgoda panujące wśród ochrzczonych w Duchu wiernych, zarówno pomiędzy członkami tego samego zboru, jak i między różnymi zborami. Źródłem każdej z tych rzeczy jest jeden i ten sam błąd: nieuznanie skuteczności władzy Ducha Świętego.

Jesteśmy teraz w stanie podać definicję prawdziwej duchowej wolności. Wolność duchowa polega tylko na tym jednym: uznaniu skuteczności władzy Ducha Świętego w Kościele: "Gdzie Duch jest Panem - tam wolność". Tak wielu ochrzczonych w Duchu wiernych ma swoje własne, osobliwe pojęcie wolności. Niektórzy wyobrażają sobie, że wolność polega na krzyczeniu. Jeśli tylko będziemy mogli krzyczeć wystarczająco głośno i wystarczająco długo (zdają się myśleć) stopniowo doprowadzimy do wolności. Lecz Ducha Świętego nie można zdobywać stopniowo; On albo zstępuje z góry, albo wypływa z wnętrza. W każdym wypadku objawia się On swobodnie i spontanicznie, nigdy mozolnie czy z trudem. Inni ochrzczeni w Duchu wierni kładą nacisk tylko na jakiś inny sposób wyrażania czy objawiania swego stanu, takim jak śpiewanie, klaskanie w dłonie czy tańczenie. W wielu wypadkach przyczyną takiego postępowania jest to, że Bóg kiedyś pobłogosławił ich w jednej z tych sytuacji. Wtedy uwierzyli, że zawsze będą otrzymywali Boże błogosławieństwo w tej samej sytuacji, a nigdy w żadnej innej. Bóg pobłogosławił ich kiedyś, gdy krzyczeli, więc zawsze chcą krzyczeć. Albo Bóg pobłogosławił ich kiedyś, gdy tańczyli, więc zawsze chcą tańczyć. Stali się tacy ograniczeni w swych poglądach i w swym pojęciu Ducha Świętego, że nigdy nie mogą wyobrazić sobie Boga błogosławiącego ich w jakikolwiek inny sposób. Dość często mają nawet skłonność do lekceważenia innych wiernych, którzy razem z nimi nie krzyczą, tańczą czy klaszczą, i do sugerowania, że ci inni wierni nie są naprawdę "wolni w Duchu". Należy tu wyraźnie stwierdzić, że w krzyczeniu, tańczeniu czy klaskaniu w dłonie, niekoniecznie musi być coś niezgodnego z Pismem. Biblia daje wyraźne przykłady pojawiania się tych wszystkich elementów podczas oddawania czci Bogu. Lecz z całą pewnością niezgodne z Pismem, a także głupie jest sugerowanie, że którykolwiek z tych środków wyrazu obowiązkowo przynosi prawdziwą duchową wolność. Człowiek, który wyobraża sobie, że zawsze musi czcić Boga krzycząc, tańcząc czy klaszcząc w dłonie, już więcej nie zazna prawdziwej duchowej wolności; wprost przeciwnie, znowu znalazł się w niewoli religijnej specjalnego rodzaju, niewoli, którą sam sobie stworzył. Człowiek ten jest takim samym niewolnikiem, jak chrześcijanin znajdujący się na przeciwnym końcu religijnej skali, który nie ma żadnego innego sposobu oddawania Bogu czci, niż przy pomocy słów i form ustalonej liturgii. Wspaniałym kluczem do prawdziwej duchowej wolności są słowa Salomona pochodzące z Kazn 3,1-8: "Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę: Jest czas rodzenia i umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono; jest czas zabijania i czas leczenia, jest czas burzenia i czas budowania; jest czas płaczu i czas śmiechu, jest czas narzekania i czas pląsów; jest czas rzucania kamieni i czas zbierania kamieni, czas pieszczot i czas wstrzymywania się od pieszczot; jest czas szukania i czas gubienia, jest czas przechowywania i czas odrzucania; jest czas rozdzierania i czas zszywania, jest czas milczenia i czas mówienia; jest czas miłowania i czas nienawidzenia, jest czas wojny i czas pokoju".

Salomon wymienia tu dwadzieścia osiem rodzajów czynności, tworzących czternaście przeciwieństw. Każda z tych par określa, co jest właściwe w jednym okresie, a co w innym. Nigdy nie możemy bezwzględnie, bez zastrzeżeń stwierdzić, że zawsze należy robić jedno, a nigdy nie wolno robić drugiego. Czy każda z tych rzeczy jest właściwa, czy niewłaściwa, decyduje czas, czyli pora. W tych parach przeciwieństw, które Salomon tu wymienia, znajduje się wiele czynności związanych z życiem i praktykami religijnymi parafii, takich jak sadzenie i wyrywanie; zabijanie i leczenie; burzenie i budowanie; płacz i śmiech; zawodzenie i pląsy; zachowywanie i odrzucanie; milczenie i mówienie. Żadna z tych rzeczy nie jest bezwzględnie właściwa czy bezwzględnie niewłaściwa. Każda jest właściwa, jeśli została dokonana we właściwym czasie, a niewłaściwa, jeśli została dokonana w niewłaściwym czasie. A zatem skąd mamy wiedzieć, co robić i kiedy? Odpowiedź na to pytanie brzmi: jest to najwyższe zadanie Ducha Świętego jako Pana w Kościele. On objawia i zarządza, co i kiedy należy robić. Parafia, która jest kierowana przez Ducha Świętego, zawsze zrobi właściwą rzecz we właściwym czasie. Jest to źródłem każdej prawdziwej wolności, harmonii i jedności. Bez tego istnieją tylko różne stopnie niewoli, niezgody i braku jedności.

W obecnym szkicu zbadamy jeszcze jeden charakterystyczny i ważny skutek wywołany obecnością Ducha Świętego w Kościele. Ten drugi główny skutek może być streszczony w następujący sposób: czynne uczestnictwo wszystkich członków w życiu, praktykach i służbie Kościoła. Obecnie w ogromnej większości chrześcijańskich kościołów, podczas regularnych nabożeństw, prawie cała rzeczywista inicjatywa i działalność ogranicza się zaledwie do kilku osób. Wierni jako całość mają brać udział w pewnych uprzednio zaplanowanych czynnościach, takich jak śpiewanie pieśni religijnych ze śpiewnika, powtarzanie ustalonych modlitw czy odpowiedzi. Również w głównej grupie wiernych może działać jedna lub dwie mniejsze, specjalnie wyszkolone grupy - takie jak chór czy orkiestra. Lecz poza tym, w przeważającej większości zboru, cała rzeczywista inicjatywa i działalność jest skupiona w rękach jednej lub dwóch osób, podczas gdy rola reszty członków jest prawie całkowicie bierna. Jedna osoba kieruje śpiewem, jedna osoba modli się, jedna osoba naucza. Czasami jedna osoba przyjmuje na siebie nawet dwa lub więcej z tych zadań. Od reszty członków oczekuje się i wymaga niewiele więcej, niż sporadyczne "Amen". Natomiast, jeśli z otwartym umysłem zbadamy życie i sposób odprawiania praktyk religijnych wczesnego Kościoła, tak jak opisuje to Nowy Testament, przekonamy się, że wszyscy wierni obecni na nabożeństwie aktywnie w nim uczestniczyli i że spowodowane to było nadprzyrodzoną obecnością i mocą Ducha Świętego, działającego w poszczególnych wiernych i poprzez nich. Pierwszym punktem, który musimy ustalić, jest to, że według przedstawionego w Nowym Testamencie wzoru, nadprzyrodzone dary, czyli sposoby przejawiania się Ducha Świętego, nie są przede wszystkim przeznaczone dla indywidualnego wiernego. Raczej są one przekazane poprzez indywidualnego wiernego całemu Kościołowi czy zborowi. Wobec tego nie mogą one osiągnąć swego właściwego celu, o ile swobodnie się nie przejawiają i nie są wykorzystywane w życiu zboru.

Zostało to wyraźnie uwypuklone w naukach Pawła zawartych w 1Kor 12,7-11. Paweł wymienia tu dziewięć specjalnych, nadprzyrodzonych darów, czyli sposobów objawiania się Ducha Świętego, kończąc ten wykaz słowami: "Wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu poszczególnie jak chce". To ostatnie sformułowanie wyraźnie wskazuje, że dary te, czyli znaki Ducha, początkowo przekazane są indywidualnym wiernym. Jednakże Paweł na tym nie kończy. W następnych szesnastu wierszach tego samego rozdziału, to znaczy od wiersza 12 do 27, Paweł wyjaśnia, że Kościół chrześcijański jest jak jedno ciało o wielu członkach, i porównuje każdego z poszczególnych wiernych do jednego z członków tego ciała. Porównanie to Paweł kończy słowami: "Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa, a z osobna członkami".

A zatem płynie stąd nauka, że chociaż dary duchowe otrzymują poszczególni wierni, celem ich jest umożliwienie tym wiernym pełnienia w Kościele - Ciele Chrystusa - właściwej roli. Tak, więc dary duchowe nie są przeznaczone głównie dla jednostki, lecz mają służyć całemu zborowi, wzbogacać jego życie i praktyki religijne. Tę prawdę wyraźnie przedstawia Paweł zaraz w następnym wierszu, to znaczy w 1Kor 12,28. Paweł mówi tu: "A Bóg ustanowił w kościele najpierw apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, następnie moc czynienia cudów, potem dary uzdrawiania, niesienia pomocy, kierowania, różne języki".

Mówiąc tu o rozmaitych obowiązkach i nadprzyrodzonych darach Ducha Świętego, w związku z nimi wszystkimi Paweł stwierdza, że zostały one ustanowione przez Boga "w Kościele". Znaczy to, że nie są one przeznaczone tylko dla prywatnego użytku poszczególnych wiernych, lecz dla publicznego objawienia w Kościele — zgromadzeniu ludu Bożego traktowanym jako całość. Ta sama prawda została w sposób uderzający uwypuklona w krótkiej przypowieści, którą Jezus posłużył się podczas Kazania na Górze. W Mt 5,15 Jezus powiedział: "Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu".


Dwoma głównymi symbolami użytymi w tej przypowieści są światło i świecznik. Znaczenie świecznika można wyjaśnić odwołując się do Obj 1,20 (ostatnia część): "a siedem świeczników, to siedem zborów". W całym Piśmie Świętym świecznik używany jest jako symbol Kościoła lub grupy wiernych. Znaczenie zapalonej świecy można wyjaśnić odwołując się do Przyp 20,27: "Lampą Pańską jest duch człowieka". Tak więc zapalona świeca jest symbolem ducha człowieka wierzącego, płonącego i jaśniejącego dzięki ogniowi zamieszkującego w nim Ducha Bożego. Mówiąc prościej, zapalona świeca symbolizuje wiernego ochrzczonego w Duchu Świętym i ogniu.

A zatem w omawianym fragmencie Ewangelii według św. Mateusza Jezus mówi, że prawnie przewidzianym miejscem ochrzczonego w Duchu wiernego jest świecznik - to znaczy, że należy on do Kościoła, zgromadzenia ludu Bożego. Świeca pod korcem - to znaczy przykryta jakimś pustym naczyniem - jest przedmiotem zupełnie nie na miejscu, bezużytecznym. Tak jak miejscem zapalonej świecy jest świecznik, tak ochrzczony w Duchu wierny ma obowiązek zająć w zgromadzeniu ludu Bożego należne mu miejsce. Wierny, który przyjął chrzest w Duchu Świętym, a nigdy publicznie nie posłużył się żadnym duchowym darem, jest jak świeca pod korcem — osobą nie na miejscu, bezużyteczną. A więc z tych fragmentów Pisma widzimy, że chrzest w Duchu Świętym i nadprzyrodzone dary, czyli sposoby objawienia się Ducha Świętego, nie zostały przeznaczone głównie na prywatny użytek, czy dla korzyści poszczególnych wiernych. Wprost przeciwnie, mają one odgrywać decydującą rolę w życiu i praktykach religijnych zboru jako całości. Gdy obecność i moc Ducha Świętego w ten sposób publicznie objawia się poprzez różnych wiernych, w rezultacie zupełnie zmienia się całe życie zboru i sposób, w jaki oddaje się tam Bogu cześć. Główna odpowiedzialność za przebieg i kierowanie nabożeństwem nie spoczywa na jednej czy dwu osobach, podczas gdy reszta pozostaje w swym lenistwie bierna. Wprost przeciwnie, każdy członek zboru zaczyna aktywnie uczestniczyć w nabożeństwie i różni członkowie tej społeczności służą sobie wzajemnie, zamiast jednego czy dwóch wiernych służących przez cały czas reszcie. Jest to wzór przekazany przez Pawła na przykładzie ciała i jego członków. Potwierdzają go słowa Apostoła Piotra w 1Ptr 4,10-11: "Usługujcie drugim tym darem łaski, jaki każdy otrzymał, jako dobrzy szafarze rozlicznej łaski Bożej. Jeśli kto mówi, niech mówi jak Słowo Boże. Jeśli kto usługuje, niech czyni to z mocą, której udziela Bóg, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa. Jego jest chwała i moc na wieki wieków. Amen".

Piotr mówi tu, że łaska Boża jest różnoraka. To znaczy łaska Boża jest tak bogata, tak wszechstronna, że we wszelkich formach modlitw i służby ludu Bożego, poprzez każdego członka może przejawiać się inny aspekt tej łaski. Łaska Boża jest tak bogata, że każdy członek Kościoła może otrzymać specjalny jej dowód i wykorzystując swój dar z kolei służyć w jakiś sposób wszystkim pozostałym członkom. Język, którym Paweł się tu posługuje, wskazuje, że dotyczy to każdego członka Kościoła Nikt nie powinien zostać bez daru czyli obowiązku. Piotr mówi: "usługujcie drugim tym darem laski, jaki każdy otrzymał". I znowu w następnym wierszu: "Jeśli kto mówi... Jeśli kto usługuje...". Nie mówi się tu o kościele zatrudniającym na stałe jednego czy dwóch "zawodowych" pastorów, podczas gdy wszyscy pozostali członkowie są w wielkiej mierze bierni lub bezczynni. Boski program nadprzyrodzonej działalności w Kościele obejmuje każdego członka. Każdy człowiek może otrzymać dar, każdy człowiek może mieć dar przemawiania, każdy człowiek może pełnić służbę. Ten obraz Kościoła, którego każdy członek czynnie uczestniczy w jego życiu, potwierdzają słowa Pawła w Rz 12,3-8: "Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem, stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił. Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich. A mamy różne dary według udzielanej nam łaski. Jeśli dar prorokowania, to niech będzie używany stosownie do wiary; jeśli posługiwanie, to w usługiwaniu; jeśli kto naucza, to w nauczaniu; jeśli kto napomina, to w napominaniu; jeśli kto obdarowuje, to w szczerości; kto jest przełożony, niech okaże gorliwość; kto okazuje miłosierdzie, niech to czyni z radością".

W tych wierszach Paweł jeszcze raz porównuje Kościół chrześcijański do ciała, którego członkami są wszyscy poszczególni wierni, oraz kładzie wielki nacisk na działalność każdego członka. Zwróćcie uwagę na powtarzanie się takich sformułowań jak: "my wszyscy", "każdy z was". Paweł naucza, że Bóg przeznaczył każdemu członkowi, każdemu wiernemu specjalną funkcję, specjalne obowiązki; i że Bóg także dla każdego członka ustalił miarę wiary, wystarczającą jej ilość, która pozwoli każdemu poszczególnemu członkowi pomyślnie spełniać przeznaczone mu obowiązki. Tak więc przedstawionym w Nowym Testamencie obrazem Kościoła jest energiczne, czynne ciało, w którym każdy wierny, każdy poszczególny członek należycie spełnia swą specjalną funkcję. Kościół, w którym czynnie działałby tylko jeden lub dwóch jego członków, według norm Nowego Testamentu byłby jak ciało, którego tylko część, powiedzmy głowa, jedna ręka i noga, jest sprawna i silna, a cała reszta sparaliżowana i bezużyteczna. To oczywiste, że takie ciało, traktowane jako całość, w tym stanie nigdy nie będzie mogło spełniać swej właściwej funkcji. W 1Kor 12,7-11 Paweł kładzie szczególny nacisk na nadprzyrodzone obowiązki, jakie Duch Święty nakłada na każdego członka Kościoła istniejącego w okresie Nowego Testamentu. Mówi: "A w każdym różnie przejawia się Duch ku wspólnemu pożytkowi". I dalej w związku z dziewięcioma nadprzyrodzonymi darami, czyli sposobami objawienia się Ducha Świętego: "Wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu poszczególnie, jak chce". Zwróćcie dokładną uwagę na to, co Paweł tu mówi: "A w każdym różnie (to znaczy w każdym członku Kościoła) objawia się Duch" - to znaczy zamieszkujący w wiernym Duch publicznie demonstruje swe istnienie. I znowu: wszystkie te dziewięć nadprzyrodzonych darów Duch Święty "rozdziela każdemu" - to znaczy każdemu członkowi Kościoła. Słowa te jasno dają do zrozumienia, że wyraźną wolą, to znaczy wolą Jego jest jawne, publiczne, nadprzyrodzone objawienie się zamieszkującego w wiernym Ducha. Jeśli wszyscy wierni nie posługują się w rzeczywistości tymi darami, nie dzieje się tak dlatego, że Bóg ich powstrzymuje, lecz po prostu dlatego, że tacy wierni przez niedbalstwo lub brak wiary nie potrafią w pełni poddać się woli Bożej, objawionej dla potrzeb Jego ludu. Tacy wierni nie usłuchali wezwania Pawła zawartego w 1Kor 12,31: "Starajcie się tedy usilnie o większe dary łaski..." i następnego, umieszczonego w 1Kor 14,1: "Dążcie do miłości, starajcie się też usilnie o dary duchowe, a najbardziej o to, aby prorokować".

Szczególną wagę Paweł przywiązuje do trzech darów Ducha, a mianowicie do daru języków, tłumaczenia i proroctwa. W 1Kor 14,5 Paweł mówi: "A pragnąłbym, żebyście wy wszyscy mówili językami, lecz jeszcze bardziej, żebyście prorokowali...". Ponieważ Paweł pisze tu pod natchnieniem Ducha Świętego, jego słowa przekazują Kościołowi objawioną wolę Boga. Wolą tą jest, aby wszyscy, którzy w Niego wierzą, zarówno mówili językami, jak i prorokowali. Jeśli jacyś chrześcijanie nie wykorzystują możliwości posługiwania się tymi darami, nie dzieje się tak dlatego, że Bóg wstrzymał dary, lecz po prostu dlatego, że wierni ci nie osiągnęli pełni swego dziedzictwa w Chrystusie. W Joz 13,1 czytamy, że Pan powiedział do Jozuego i swego ludu, żyjącego w okresie obowiązywania Starego Przymierza: "pozostało jeszcze bardzo wiele ziemi do objęcia...". Tak samo przedstawia się sytuacja również z ludem Bożym, żyjącym w czasach współczesnych, to znaczy w okresie obowiązywania Nowego Przymierza: "pozostało jeszcze bardzo wiele ziemi do objęcia". W 1Kor 14,13 Paweł mówi także: "Dlatego ten, kto mówi językami, niechaj się modli o dar wykładania ich". Wiemy doskonale, że Słowo Boże nie poleca nam modlić się o coś, czego posiadanie nie jest wolą Boga. A zatem widzimy, że wolą Boga jest, aby każdy, kto mówi językami, także tłumaczył swoją wypowiedź. Ponieważ Paweł już powiedział, że Bóg chce, aby wszyscy mówili językami, a zatem Bóg także chce, aby wszyscy tłumaczyli. I znowu w 1Kor 14,31 Paweł mówi: "Możecie bowiem kolejno wszyscy prorokować, aby się wszyscy czegoś nauczyli i wszyscy zachęty doznali".

Nic nie może być wyraźniejsze, niż to stwierdzenie. Posługiwanie się przez wszystkich członków Kościoła duchowym darem proroctwa wchodzi w zakres objawionej woli Boga. Na to ogólne objawienie woli Boga Paweł nakłada tylko dwa ograniczenia. W wierszu dopiero co przytoczonym Paweł mówi: "kolejno". Znaczy to, że wierni mają posługiwać się tym darem jeden po drugim, tak aby nigdy w danej chwili nie prorokował więcej niż jeden wierny. Cel tego jest jasny i został sformułowany kilka wierszy dalej. Chodzi tu o to, aby uniknąć zamieszania. Drugie ograniczenie dotyczące posługiwania się darem proroctwa wysunął Paweł nieco wcześniej, w 1Kor 14,29: "A co do proroków, to niech mówią dwaj albo trzej, a inni niech osądzają".

Paweł ogranicza tu liczbę osób, które mają podczas jednego nabożeństwa wykorzystać dar proroctwa. Mówi: "dwaj albo trzej". Celem tego ograniczenia jest niedopuszczenie do zmonopolizowania całego nabożeństwa przez jedną szczególną formę duchowego objawienia. Miejscem posługiwania się darem proroctwa jest nabożeństwo, lecz nabożeństwo nie służy wyłącznie realizacji tego daru. Działalność Ducha Świętego, przejawiająca się poprzez lud Boży, jest dużo bardziej urozmaicona. Aby nabożeństwo było pełne, musi składać się z wielu różnych form tej działalności. W wierszu tym Paweł wyraźnie stwierdza również, że przemówienia proroków muszą być rozsądzane, czyli badane. Mówi: "inni niech osądzają". W języku greckim, tak jak w polskim, słowo "inni" ma formę liczby mnogiej. Znaczy ono: "pozostali członkowie" — inni obecni tam ochrzczeni w Duchu wierni, którzy zdolni są rozpoznać prawdziwe objawy daru proroctwa. Nawet tu widzimy, że Paweł ma na myśli wszystkich członków. Nie wyszczególnia tylko jednego zawodowego pastora, który ma ocenić, lecz odpowiedzialnymi za to czyni wszystkich wiernych. Zgadza się to z tym, co Paweł mówi w 1Tes 5,19-21: "Ducha nie gaście, proroctw nie lekceważcie! Wszystkiego doświadczajcie, co dobre, tego się trzymajcie".

Te trzy wiersze skierowane są do ogółu chrześcijan i muszą być traktowane jako polecenia ściśle ze sobą powiązane. Niewłaściwe jest, aby wierni gasili Ducha, to znaczy odrzucali rezultaty działania i objawienia się Ducha Świętego wewnątrz ich istoty. Niewłaściwe jest również, aby wierni lekceważyli proroctwo, to znaczy żeby wobec objawiania się daru proroctwa przyjęli postawę krytyczną, lekceważącą lub świadczącą o braku wiary. Z drugiej strony, gdy dar ten objawia się, wierni powinni zbadać go, to znaczy wypróbować w oparciu o Biblijne kryteria, a następnie zachowywać, akceptować, uznawać tylko to, co jest dobre; tylko to, co zgadza się z kryteriami i wzorami Pisma.

Widzimy zatem, że Pawłowi zależy, aby nie dopuścić do niczego, co w posługiwaniu się lub objawieniu duchowych darów mogłoby być fałszem lub niedbalstwem. Jednakże, z tym jednym zastrzeżeniem, Paweł wielokrotnie stanowczo stwierdza, że wszyscy wierni w Kościele mogą i powinni publicznie posługiwać się duchowymi darami. W związku z tym wymienia zwłaszcza trzy dary: dar języków, tłumaczenia i proroctwa. Co dzieje się w kościele, gdy wszyscy jego członkowie otwarcie i publicznie posługują się w ten sposób darami duchowymi? W 1Kor 14,26 Paweł opisuje typ nabożeństwa, który jest wynikiem właśnie takiej sytuacji. Mówi: "Cóż tedy, bracia? Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem, inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ich wykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu".

Ogólnie rzecz biorąc, gdy współcześni chrześcijanie zbierają się w jednym miejscu, głównym ich celem jest otrzymywanie, a nie wnoszenie swego wkładu w to, co się dzieje. Przychodzą, aby otrzymać błogosławieństwo, zostać uzdrowionym, posłuchać nauk. Lecz nie tak wyglądał Kościół opisany w Nowym Testamencie. Tam członkowie przychodzili głównie nie po to, aby otrzymać, lecz aby coś wnieść. Każdemu z nich Duch powierzył coś innego, co oni z kolei mogli wnieść do całości obrzędów religijnych i nabożeństw odprawianych w ich kościele. Paweł wymienia różne możliwe formy tego ich udziału. "Jeden z was służy psalmem" będzie oznaczało pewną formę współpracy muzycznej. Może ona wynikać albo z wrodzonego talentu, albo z nadprzyrodzonego wpływu Ducha Świętego. "Inny nauką..." będzie oznaczało zdolność przekazywania prawdy zawartej w naukach Słowa Bożego. "Inny językami, inny ich wykładem" może służyć jako ogólny termin obejmujący trzy dary nadprzyrodzonych wypowiedzi - dar języków, tłumaczenia i proroctwa. "Inny objawieniem" obejmuje trzy główne dary objawienia "dar mądrości słowa", "umiejętność poznawania" i "rozpoznawanie duchów".

W ten sposób - głównie poprzez działanie nadprzyrodzonych duchowych darów - każdy z członków miał coś własnego, co stanowiło jego wkład w cały system praktyk religijnych i nabożeństw odprawianych w ich kościele. Dzięki temu mogli oni spełnić nakaz wydany im przez Piotra w 1Ptr 4,10: "Usługujcie drugim tym darem łaski, jaki każdy otrzymał, jako dobrzy szafarze rozlicznej łaski Bożej".


Piotr uwypukla tu ten sam punkt, co Paweł. Zdolność poszczególnych członków do skutecznego służenia sobie wzajemnie wynikała głównie z faktu otrzymania przez nich tych nadprzyrodzonych duchowych darów. W ten sposób pokonali oni ograniczenia własnego wykształcenia czy wrodzonego talentu i wkroczyli w leżącą na o wiele wyższym poziomie sferę wolności duchowej. Gdyby ich zdolność wzajemnego służenia sobie opierała się tylko na ich wykształceniu lub wrodzonym talencie, wielu z nich miałoby bardzo nieznaczny wkład w całość nabożeństwa. Rezultat byłby taki, jaki widzimy obecnie w większości kościołów chrześcijańskich. Główny ciężar działalności spadłby tylko na kilku członków, a cała reszta pozostałaby w wielkiej mierze bierna lub obojętna, bez żadnych prawdziwych możliwości duchowego wypowiedzenia się czy rozwoju. Dlaczego tak się dzieje, że aż tylu zawodowych pastorów działających współcześnie, przeżywa psychiczne lub nerwowe załamania? W wielu wypadkami odpowiedź na to pytanie jest następująca: jeden członek Kościoła szarpie się, aby udźwignąć ciężar obowiązków, których Bóg nigdy na niego nie nałożył. Jeden członek usiłuje podołać obowiązkom, które zgodnie z zamierzeniem Boga powinny zostać podzielone pomiędzy wszystkich członków Kościoła. Prawie nieuniknionym tego skutkiem jest depresja psychiczna. Ucieczka od tego rodzaju ograniczeń i zawodów możliwa jest jedynie dzięki nadprzyrodzonej działalności w Kościele Ducha Świętego, rozdzielającego dary duchowe pośród wszystkich członków Kościoła, każdemu z osobna, zgodnie z Jego wolą. W ten sposób członkowie zostają wyzwoleni i wyniesieni ponad ograniczenia własnej natury i wkraczają w sferę duchową, gdzie każdy z nich może swobodnie działać i gdzie razem dźwigają ciężar wszystkich obowiązków Kościoła. W ten sposób każdy członek Ciała Chrystusa może stać się skutecznie czynny, co będzie stanowić przeciwieństwo Kościoła, w którym czynnie działa tylko kilku członków, podczas gdy cała reszta jest bierna i bezużyteczna. W ten sposób Ciało Chrystusa jako całość może spełniać przeznaczoną mu funkcję

 

DUCH ŚWIĘTY A GŁOSICIELE EWANGELII


W obecnym szkicu nie będziemy już więcej poświęcać uwagi zborowi jako całości, lecz skoncentrujemy się na specjalnych obowiązkach kaznodziei - to znaczy wiernego powołanego przez Boga do specjalnej, niezbędnej działalności polegającej na głoszeniu Słowa Bożego. Pytania, na które będziemy próbowali odpowiedzieć to: jakie specjalne skutki wywiera chrzest w Duchu Świętym na działalność człowieka głoszącego Słowo Boże? Czym różni się działalność kaznodziei, którego Duch Święty obdarzył mocą, od działalności tego, który nie otrzymał takiej pomocy? Rozważanie związku pomiędzy Duchem Świętym a działalnością kaznodziejską dobrze jest zacząć od słów Apostoła Piotra (1Ptr 1,12). Piotr przypomina tu członkom wczesnego Kościoła przykład i wzór przekazany im przez osoby, które przyniosły im posłanie Ewangelii. Mówi tu o "tych, którzy w Duchu Św. ...opowiadali wam radosną nowinę". Słowa te wyraźnie uwypuklają główną cechę charakteryzującą ludzi głoszących Słowo Boże w czasach Nowego Testamentu. Nie polegali oni głównie na swoim wykształceniu, darze wysławiania się czy wrodzonych zdolnościach; oni "w Duchu Świętym zesłanym z Nieba opowiadali wam radosną nowinę".
Oni liczyli i polegali na rzeczywistej, osobistej obecności i mocy Ducha Świętego działającego w nich, poprzez nich i z nimi. Wszystkie pozostałe środki i zdolności, jakimi się posługiwali, podporządkowali temu jednemu najwyższemu działaniu - obecności i mocy Ducha Świętego.

Jakie skutki towarzyszą uznaniu przewodniej roli Ducha Świętego w pełnieniu obowiązków kaznodziejskich? Pierwszy taki skutek został wymieniony przez Jezusa w J 16,8: "A On - Duch Święty - gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie".

Dość dowolny przekład tego wiersza mógłby brzmieć: "Duch Święty narzuci światu ludzi niewierzących prawdziwe, podstawowe zapatrywania na temat grzechu, sprawiedliwości i sądu, a zrobi to w taki sposób, że już nigdy świat nie będzie mógł zlekceważyć czy zaprzeczyć tym zasadom". Te trzy rzeczy - grzech, sprawiedliwość i sąd - są trwałą, wieczną rzeczywistością, na której opiera się cała prawdziwa religia.

W Dz 17,31 Paweł przypomina dumnym, wykształconym, niezależnym Ateńczykom o tym podstawowym fakcie sądu Bożego. Mówi: "Gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie". Sąd jest Boskim postanowieniem; nikt nie został usprawiedliwiony; nikt nie został uwolniony; nikt nie może uciec. Postanowienie Boga dotyczy świata - całego rodzaju ludzkiego. Podczas tego sądu Boga interesuje jedna i tylko jedna kwestia, a mianowicie kwestia sprawiedliwości. Bóg nie będzie sądził ludzi według stopnia ich zamożności, inteligencji lub zaangażowania religijnego. Interesuje Go tylko jedna kwestia - kwestia sprawiedliwości. Istotę tej kwestii wyraźnie definiuje Jan 1J 5,17: "Wszelka nieprawość jest grzechem". Pod względem moralnego postępowania istnieją tylko dwie możliwości - albo sprawiedliwość, albo grzech. Grzech musi zostać zdefiniowany w kategoriach sprawiedliwości. Zło musi być definiowane w kategoriach dobra. To tak, jakby poproszono nas o wytłumaczenie słowa "krzywy". Najprościej by było zacząć od zademonstrowania znaczenia słowa "prosty". Moglibyśmy narysować linię prostą i powiedzieć: "Jest to linia prosta". Następnie moglibyśmy wyjaśnić: "Każda inna linia łącząca te same dwa punkty, nie pokrywająca się z tą linią, jest linią krzywą". Dokładne określenie odchylenia linii krzywej od prostej jest sprawą mniejszej wagi. Może ona odchylać się o jeden stopień lub o wiele stopni. Nie ma to żadnego znaczenia. Bez względu na to, czy odchyla się trochę, czy bardzo, jest to zawsze linia krzywa. Taka sama jest zależność pomiędzy grzechem a sprawiedliwością. "Każde bezprawie jest grzechem". Każda forma moralnego postępowania, która nie jest sprawiedliwością, jest grzechem. Bóg przedstawił swój Boski wzorzec sprawiedliwości. Wszystko, co w jakimkolwiek stopniu, małym czy dużym, odbiega od tego wzoru, jest grzeszne. Jaki jest Boski wzorzec sprawiedliwości? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w drugiej części wiersza, który już cytowaliśmy - wiersza pochodzącego z mowy Pawła wygłoszonej w Atenach (Dz 17,31): Bóg "wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych"

Jaki jest ten przedstawiony tu Boski wzorzec sprawiedliwości? Nie jest to ani kodeks moralny, ani złota reguła; nie jest to nawet dziesięć przykazań. Jest to ten rodzaj wzorca, który doskonale odpowiada rodzajowi ludzkiemu. Jest to człowiek - ten człowiek, którego Bóg przeznaczył. Kim jest ten człowiek? Jest to człowiek, któremu Bóg wystawił świadectwo, czyli Go uwierzytelnił, wskrzeszając Go z martwych. Tym człowiekiem jest Jezus Chrystus. On i tylko On jest Boskim, wzorcem sprawiedliwości ofiarowanym rodzajowi ludzkiemu. Aby zrozumieć ten wzorzec, musimy poznać życie i charakter Jezusa odtworzone w Nowym Testamencie. Każdy aspekt ludzkiego charakteru bądź postępowania, który odbiega od wzoru Jezusa, odbiega tym samym od Boskiego wzorca sprawiedliwości. Tę samą prawdę, lecz wyrażoną innymi słowami, znajdziemy w Liście do Rz 3,23. Paweł wypowiada się tu na temat istoty sprawiedliwości i grzechu, mówiąc: "Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej". Dowodząc powszechnej grzeszności całego rodzaju ludzkiego, Paweł nie wymienia tu żadnego konkretnego rodzaju grzechu. Nie wymienia dumy czy pożądliwości, morderstwa czy kłamstwa. Twierdzi tylko, że wszyscy są jednakowo winni i dlatego wszystkim "brak chwały Bożej". Wszyscy zaniedbali obowiązek życia dla chwały Bożej, wszyscy zaniedbali obowiązek życia według wzorca chwały Bożej; wszyscy zostali pozbawieni tej chwały; wszyscy przeoczyli znak. Ten wzorzec chwały Bożej jeszcze raz zwraca naszą uwagę na Jezusa Chrystusa. Z Listu do Hebr 1,3 dowiadujemy się, że On, Jezus, jest "odblaskiem chwały i odbiciem jego istoty". Ze wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli, jedynie Chrystus przeżył całe swoje życie według tego jednego wzorca i dla tego jednego celu - chwały Boga, swego Ojca. A zatem zostały tu zdefiniowane tak, aby wszyscy mogli je zrozumieć, trzy podstawowe zagadnienia, od których zależy wieczne przeznaczenie każdego człowieka - pojęcie grzechu, sprawiedliwości i sądu. A jednak rodzaj ludzki w swym naturalnym, niemoralnym stanie jest całkowicie obojętny wobec tych spraw. Dzieje się tak, dlatego, że upadły człowiek jest niewolnikiem swego własnego cielesnego umysłu. Ma tylko jeden przyrodzony sposób kontaktowania się z rzeczywistością, a mianowicie poprzez swoją cielesną naturę - poprzez swoich pięć zmysłów. Działają na niego i wywierają wrażenie tylko te aspekty rzeczywistości, które odbiera przy pomocy zmysłów. A zatem jest on zamknięty w sferze cielesnej i materialnej. To właśnie sprawy tej sfery wywierają na nim wrażenie i mają na niego wpływ, zajmują jego czas, myśli i energię. Posłuchajcie przypadkowych rozmów prowadzonych w jakimkolwiek miejscu publicznym - autobusie, pociągu, restauracji. Jaki jest najczęstszy temat tych rozmów? Bez wątpienia pieniądze. Przekonałem się o tym na podstawie własnych obserwacji, słuchając rozmów prowadzonych w wielu różnych językach, w wielu różnych krajach.

Poza pieniędzmi istnieje jeszcze wiele innych tematów, a wszystkie w jakiś sposób wiążą się z fizycznym i materialnym powodzeniem człowieka - jego przyjemnościami, jego wygodami, jego zbytkiem. Z najczęściej spotykanych na całym świecie tematów rozmów możemy wymienić: sport, rozrywki, politykę, interesy, gospodarowanie, sprawy rodzinne, samochody, stroje i wyposażenie domu. Właśnie te sprawy zwykle przyciągają myśli i słowa ludzi tego świata. Nie ma wśród nich miejsca na trzy kwestie, które wymieniliśmy - grzech, sprawiedliwość i sąd. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta. Tych trzech spraw nie można zrozumieć przy pomocy cielesnych zmysłów człowieka. Dla człowieka, który jest zamknięty w więzieniu własnych zmysłów i własnego cielesnego rozumu, grzech, sprawiedliwość i sąd nie mają żadnego znaczenia ani nic wspólnego z rzeczywistością. Istnieje tylko jeden sposób, aby przybliżyć mężczyznom i kobietom te pojęcia, a jest nim działanie Świętego Ducha Bożego. Tylko On może przekonać świat o realności tych niedostrzegalnych zmysłami, wiecznych kwestii. Proporcjonalnie do stopnia, w jakim Duch Święty zyskuje dostęp do ludzkich serc i umysłów, oni przekonują się i zaczynają się interesować grzechem, sprawiedliwością i sądem. W Ps 14,2-3 został nam przekazany natchniony przez Boga obraz całej ludzkości, tak jak On sam ją widzi, w jej naturalnym stanie, stanie upadku, oderwanym od wpływu łaski Bożej i oddziaływania Ducha Bożego. Autor tego psalmu mówi tu: "Pan spogląda z niebios na synów ludzi, aby zobaczyć, czy jest kto rozumny, który szuka Boga. Wszyscy odstąpili, wespół się splugawili. Nie ma, kto by dobrze czynił, nie ma ani jednego".

Zwróćcie uwagę na to, co autor tego psalmu mówi tu na temat naturalnego stanu człowieka. Nie chodzi mu tylko o to, że nie ma ani jednej osoby, która czyni dobrze. Duchowa deprawacja człowieka sięga znacznie głębiej. Nie ma ani jednego rozumnego człowieka, ani jednego, który szukałby Boga. Ludziom jest zupełnie obce nawet zrozumienie spraw duchowych i pragnienie poznania Boga. Jeśli Bóg poprzez swego Świętego Ducha nie dotrze do człowieka, pozostawiony sam sobie człowiek z własnej woli nigdy nie stara się dotrzeć do Boga czy Go szukać. Zgadza się to z tym, co Paweł mówi w Ef 2,1: "I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze". Poza ożywczym wpływem Ducha Świętego, duchowym stanem człowieka jest stan śmierci. Umarł on dla Boga i dla duchowej rzeczywistości. Grzech, sprawiedliwość i sąd nic dla niego nie znaczą i nie mają żadnego związku z rzeczywistością. Nie znaczy to, że człowiek w takim stanie musi być człowiekiem nie-religijnym. Wprost przeciwnie, religia może odgrywać wielką role. w jego życiu. Lecz religia oderwana od oddziaływania Ducha Świętego może stać się źródłem najbardziej niszczącego wpływu, usypiając czujność człowieka poczuciem fałszywego bezpieczeństwa i zaszczepiając w nim brak wrażliwości i obojętność w stosunku do tych istotnych duchowych kwestii, od których zależy los jego duszy. W 2Tym 3,1-5 Paweł przedstawia proroczą wizję głównych moralnych cech, które będą charakteryzować rodzaj ludzki pod koniec obecnego wieku: "A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, bezbożni. Bez serca, nieprzejednani, przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego co dobre. Zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga. Którzy przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy; również tych się wystrzegaj".

Paweł wymienia tu osiem głównych moralnych skaz, które zeszpecą i zniekształcą ludzkie życie i zachowanie, gdy wiek ten zbliży się ku końcowi. Pierwsze dwie moralne skazy z jego listy to "samolubstwo" i "chciwość"; ostatnia polega na tym, że "ludzie będą... miłujący więcej rozkosze niż Boga". Kierowany nieomylną przenikliwością Ducha Świętego, Paweł wskazał główne cechy współczesnej cywilizacji: "samolubstwo", "chciwość", "umiłowanie rozkoszy". Pomiędzy nimi znajduje się na tej liście piętnaście innych cech moralnego upadku. Każda z nich w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat istnienia ludzkości ujawniła się wyraźniej i na większa skalę niż w jakimkolwiek innym okresie historii świata. A jednak dającym najwięcej do myślenia aspektem tej całej sytuacji jest, że ten powszechny moralny upadek nie charakteryzuje się zanikiem religii. Po wymienieniu tych osiemnastu moralnych skaz Paweł dodaje: "przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy". Innymi słowy, ludzie winni popełniania tych moralnych grzechów nie są ludźmi bez religii. Okazują oni "pozór pobożności" - pozór religii - lecz jest to religia, w której nie ma miejsca na obecność i moc Ducha Świętego. W rezultacie nie istnieje wrażliwość na sprawy duchowe, świadomość podstawowych duchowych prawd, przeświadczenie o grzechu, sprawiedliwości czy sądzie. Z tego wynika, że głoszenie posłania Ewangelii mówiącego o zbawieniu poprzez Chrystusa, bez towarzyszącego mu oddziaływania Ducha Świętego, jest zupełnie bezcelowym wysiłkiem. Jest to udzielanie pomocy ludziom, którzy nie uświadomili sobie potrzeby - podawanie lekarstwa ludziom, którzy nie są świadomi swej choroby. Jedyną reakcją, jaką może to wywołać, jest obojętność lub pogarda. Największym wrogiem ewangelicznej działalności nie jest komunizm ani fałszywe kulty. Jest nim materializm i obojętność. Jedyną mocą, która może zburzyć tę barierę materializmu, jest moc Ducha Świętego. "On zaś - Duch Święty - gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie". Światu nie jest potrzebne zwykłe głoszenie Ewangelii - potrzebne mu jest takie głoszenie Ewangelii, jakie miało miejsce we wczesnym Kościele - głoszenie Ewangelii "mocą zesłanego z nieba Ducha Świętego".

Przyjrzyjmy się pobieżnie zanotowanym w księdze Dziejów Apostolskich przykładom właśnie takiego głoszenia Ewangelii oraz rezultatom, jakie ono wywołało. W dniu Pięćdziesiątnicy, przed zstąpieniem Ducha Świętego, stu dwudziestu wiernych zgromadzonych w Jerozolimie w sali na górze stanowiło nie rzucającą się w oczy, nie wpływową mniejszość. Lecz gdy zostali oni napełnieni Duchem Świętym, Piotr wstał i wygłosił kazanie do kilkutysięcznego tłumu Żydów, którzy się tam zebrali. Jaki był rezultat tego jednego kazania? Zanotowane to zostało w Dz 2,37: "A gdy to usłyszeli, byli poruszeni do głębi i rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia?"

Zwróćcie uwagę na to ważne sformułowanie: "byli poruszeni do głębi". Ten poryw serca jest wynikiem działalności Ducha Świętego, który Jezus proroczo ukazał mówiąc: "Duch Święty zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie".

Dzięki temu, że Duch posiada zdolność przekonywania, zanim ten dzień się zakończył, trzy tysiące niewierzących Żydów nawróciło się, uznało Jezusa za Pana i Zbawiciela i posłusznie poszło za Jego przykładem przyjmując chrzest. Jednakże koniecznie trzeba podkreślić, że te wyniki nie zostały osiągnięte tylko dzięki nadprzyrodzonemu objawieniu samego Ducha Świętego, lecz poprzez to objawienie oraz głoszenie Słowa Bożego, które po nim nastąpiło. W 1Kor 1,21 Paweł mówi: "...upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie".

Bóg nigdy nie postanowił, że ludzie powinni być zbawieni przez oglądanie na własne oczy cudów lub poprzez słuchanie proroczych słów. Te nadprzyrodzone znaki służą do przyciągania uwagi ludzi i otwarcia ich serc na prawdę. Lecz ludzie zostają rzeczywiście zbawieni tylko poprzez głoszenie Słowa Bożego. To, co wydarzyło się w dniu Pięćdziesiątnicy, ilustrują zawarte w Ef 6,17 następujące słowa Pawła:"...miecz Ducha, którym jest słowo Boże". Gdyby Piotr w dniu Pięćdziesiątnicy nie powstał i nie wygłosił posłania Słowa Bożego, Duch Święty nadal byłby potężnie obecny w uczniach i wśród uczniów. Lecz wtedy zostałby bez żadnego miecza, którym mógłby władać. Wśród niewiernych wciąż panowałby strach i zdumienie, lecz nikt by się nie nawracał. To właśnie ten ostry, obosieczny miecz Słowa Bożego, którym władał Duch Święty, przy pomocy ust Piotra poruszył do głębi serca tych niewiernych i wpoił w nich takie głębokie przekonanie. Studiując kazanie Piotra wygłoszone w dniu Pięćdziesiątnicy przekonamy się, że prawie połowa tego kazania składa się z cytatów pochodzących ze Starego Testamentu. Tak wielki jest wpływ spisanego Słowa Bożego, gdy zostało ono zaszczepione w ludzkim sercu mocą Ducha Świętego.

W Dz 6 i 7r. czytamy o tym, jak Szczepan został obwiniony o bluźnierstwo i postawiony w stan oskarżenia przed radą żydowską pełniącą swe funkcje w Jerozolimie. W chwili rozpoczęcia rozprawy Szczepan był osobą oskarżoną, a członkowie rady oskarżycielami. Lecz zanim rozprawa została zakończona, role się odwróciły. W miarę jak Szczepan, namaszczony przez Ducha, objaśniał radzie fragmenty Starego Testamentu dotyczące Izraela i Mesjasza, on stał się oskarżycielem, a członkowie rady oskarżonymi. Efekt, jaki wywarły słowa Szczepana na członkach rady, został opisany w Dz 17,54: "A słuchając tego wpadli we wściekłość i zgrzytali na niego zębami". Zwróćcie uwagę na słowa: "wpadli we wściekłość". Jeszcze raz widzimy, że miecz Słowa Bożego, którym włada Duch Święty, trafił dokładnie w serca tamtych niewiernych i zranił ich tam nader głęboko. Jednym ze świadków procesu i męczeńskiej śmierci Szczepana był młody człowiek, nazywany Szawłem z Tarsu. W Dz 9,5 czytamy, jaki efekt wydały te wydarzenia w życiu Szawła. W Dz 24r. czytamy o innym procesie, na którym teraz Paweł był oskarżonym. Oskarżenie dotyczyło jego wiary w Chrystusa, a sędzią był Feliks, namiestnik rzymski. Podczas tego procesu Duch Święty jeszcze raz odwrócił role oskarżyciela i oskarżonego. W wierszu 25 czytamy: "Lecz gdy zaczął mówić o usprawiedliwieniu i o wstrzemięźliwości i o przyszłym sądzie, Feliks zaniepokoił się...". Gdy Duch Święty posługując się Pawłem przekazał do serca Feliksa te prawdy dotyczące sprawiedliwości i sądu, dumny rzymski namiestnik, przyzwyczajony do tego, że więźniowie przed nim drżą, w obecności niewidocznego sędziego sam zaczął drżeć i pośpiesznie zamknął posiedzenie, nie ogłaszając żadnego wyroku. Te przykłady z księgi Dziejów Apostolskich ilustrują nadprzyrodzoną moc Ducha Świętego, pozwalającą Mu przekonywać ludzi o grzechu, sprawiedliwości i sądzie. Lecz one wykazują również, że przekonanie to nie to samo, co nawrócenie, ani że nie musi ono prowadzić do nawrócenia. Jednakże jedno jest pewne: dzięki swej mocy przekonywania Duch Święty nie zostawia miejsca na dalszą neutralność.

W Mt 12,30 Jezus mówi: "Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto ze mną nie zbiera, rozprasza". Tam, gdzie objawia się moc przekonywania Ducha Świętego, każdy człowiek, który znajdzie się w zasięgu działalności tej mocy, zostaje zmuszony do zajęcia określonego stanowiska — albo z Chrystusem, albo przeciwko Niemu; albo zbiera, albo rozprasza. Kompromis czy neutralność już nie są możliwe. W Mt 10,34-35 Jezus właśnie w związku z tym również powiedział: "Nie mniemajcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką".

"Miecz", o którym Jezus tu mówi, jest mieczem Słowa Bożego. Gdy miecz ten wspiera moc Ducha Świętego, jest on tak ostry i skuteczny, że nie pozostawia miejsca na dalszą neutralność czy kompromis. Rozdziela nawet członków tej samej rodziny, zmuszając każdego z nich osobno do zajęcia stanowiska: albo z Chrystusem, albo przeciw Niemu.

Żyjemy w cywilizacji, którą charakteryzuje materializm, obojętność, skłonność do kompromisów; moralny i duchowy upadek. Czy istnieje coś, co może powstrzymać ten upadek i przywrócić nasze pokolenie Bogu? Tak, jest jedna i tylko jedna rzecz, która może to zrobić: moc Ducha Świętego, działającego poprzez Słowo Boże, przekonującego świat o grzechu, sprawiedliwości i sądzie.

Następny ważny skutek, jaki chrzest w Duchu Świętym wywołuje w działalności osoby głoszącej Ewangelię został opisany w Hbr 2,3-4: "... jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie?" Najpierw było ono zwiastowane przez Pana, potem potwierdzone nam przez tych, którzy słyszeli. A Bóg poręczył je również znakami i cudami, i różnorodnymi niezwykłymi czynami oraz darami Ducha Świętego według swojej woli". Autor podaje tu trzy przyczyny, dla których posłanie Ewangelii powinno przyciągać najbaczniejszą uwagę wszystkich, którzy ją słyszą. Po pierwsze dlatego, że na samym początku głosił ją sam Pan Jezus Chrystus; po drugie dlatego, że następnie przekazali ją i zanotowali ludzie, którzy osobiście słyszeli i widzieli wszystko, co się wydarzyło; po trzecie dlatego, że to posłanie, w ten sposób przekazane, zostało dalej w sposób nadprzyrodzony potwierdzone przez znaki, niezwykłe czyny, cuda i dary Ducha Świętego, które towarzyszyły temu posłaniu. Stąd dowiadujemy się, że jednym z głównych dotyczących głoszenia Ewangelii zadań Ducha Świętego jest dawanie, poprzez znaki, niezwykłe czyny, cuda i dary, nadprzyrodzonego świadectwa Boskiej władzy i prawdzie głoszonych wiadomości. Zgadza się to z tym, co sam Jezus powiedział swoim uczniom na zakończenie swej własnej ziemskiej działalności, gdy polecił im przekazać posłanie Ewangelii całemu światu. Słowa tego polecenia podaje dokładnie Mk 16,15-18 "... Idąc na cały świat, głoście Ewangelię wszystkiemu stworzeniu! ... A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, węże brać będą, a choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im; na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją".

W wierszach tych Jezus wymienia pięć nadprzyrodzonych znaków, które zgodnie z nakazem Boga mają towarzyszyć głoszeniu posłania Ewangelii i w ten sposób dawać Boskie świadectwo jej prawdzie. Tych pięć nadprzyrodzonych znaków można pokrótce streścić w następujący sposób:

       - zdolność wypędzania demonów

       - mówienie nowymi językami (gdzie indziej nazywane "obcymi językami")

       - odporność na ukąszenia wężów

       - odporność na działanie trucizny znajdującej się w jedzeniu lub piciu

       - zdolność uzdrawiania chorych poprzez wkładanie na nich rąk w imię Jezusa

 

Należy podkreślić, że użyte tu przez Jezusa wprowadzające wyrażenie "w imieniu moim" odnosi się do każdego z pięciu wymienionych tu znaków. Każdy z nich jest skuteczny tylko poprzez wiarę w imię Jezusa. Należy także zaznaczyć, że tych pięć towarzyszących nadprzyrodzonych znaków nie zostało przeznaczonych dla jakiejś specjalnej klasy czy kategorii ludzi. Jezus nie powiedział: "te znaki będą towarzyszyć apostołom" lub: "te znaki towarzyszyć będą wczesnemu Kościołowi". On rzekł: "A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli". Każdy prawdziwy wierny ma prawo oczekiwać, że te nadprzyrodzone znaki będą towarzyszyły i potwierdzały jego świadectwo, gdy posłuszny nakazowi Chrystusa będzie starał się głosić wszystkim ludziom dobrą nowinę Ewangelii. Właśnie dokładnie w ten sposób pierwsi uczniowie tłumaczyli i stosowali polecenie Jezusa. Dowiadujemy się o tym z następnych dwóch wierszy Ewangelii według św. Marka - to znaczy z rozdziału 16, wierszy 19 i 20: "A gdy Pan Jezus to do nich powiedział, został wzięty w górę do nieba i usiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i wszędzie kazali, a Pan im pomagał i potwierdzał ich słowo znakami, które mu towarzyszyły".

Zauważmy, że to nadprzyrodzone potwierdzanie głoszonej przez uczniów Ewangelii zaczęło mieć miejsce dopiero wtedy, gdy Pan Jezus Chrystus został przyjęty do nieba i zajął swoje miejsce po prawicy Ojca. Od tej pory Pan Jezus współdziałał ze swymi uczniami i potwierdzał ich świadectwo nie swoją cielesną obecnością na ziemi, lecz obecnością i mocą Ducha Świętego, wylanego na nich w dniu Pięćdziesiątnicy. A zatem za to nadprzyrodzone potwierdzenie świadectwa uczniów faktycznie odpowiedzialny był Duch Święty. Właśnie On otrzymał specjalne zadanie dawania nadprzyrodzonego świadectwa prawdzie posłania Bożego. Widzimy, że ilustruje to działalność zarówno samego Jezusa, jak i uczniów. Dopóki Jezus nie został ochrzczony przez Jana w rzece Jordan, nigdzie nie ma żadnej wzmianki mówiącej, że On kiedykolwiek nauczał lub czynił cuda. Podczas chrztu zstąpił na Niego z Nieba  Duch Święty i poprowadził Jezusa na pustynię, gdzie przez czterdzieści dni był On kuszony przez diabła. Po zakończeniu tego okresu kuszenia, Jezus natychmiast rozpoczął swą publiczną działalność, polegającą na głoszeniu nauk i przez następne trzy i pół roku Jego posłanie i działalność nieustannie potwierdzane były poprzez rozmaite cuda, znaki i nadprzyrodzone dary. Jezus sam publicznie oznajmił, że to nadprzyrodzone potwierdzenie Jego działalności było dziełem Ducha Świętego. W Łk 4,18-19, cytując słowa proroctwa Izajasza, Jezus mówi: "Duch Pański na Mnie, przeto namaścił Mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał Mnie, abym głosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność, abym zwiastował miłościwy rok Pana".

Tutaj Jezus bardzo wyraźnie przypisuje namaszczeniu siebie przez Ducha Świętego zarówno to, że głosił dobrą nowinę, jak i cuda łaski i wyzwolenia, które temu towarzyszyły. Z kolei w Mt 12,28 Jezus mówi: "A jeśli ja wyganiam demony Duchem Bożym, tedy nadeszło do was Królestwo Boże". Jezus przypisuje tu bezpośrednio Duchowi Świętemu posiadaną przez siebie moc, dzięki której mógł wypędzać demony. Fakt, że namaszczeniu przez Ducha Świętego Chrystus zawdzięczał nadprzyrodzone potwierdzenie swej działalności, został również stwierdzony przez Apostoła Piotra w księdze Dziejów Apostolskich. W 2,22 Piotr mówiąc o Jezusie, zwraca się do Żydów w następujących słowach: "Jezusa Nazareńskiego, męża, którego Bóg wśród was uwierzytelnił przez czyny niezwykłe, cuda i znaki, jakie Bóg przez niego między wami uczynił, jak to sami wiecie...".

Piotr stwierdza tu, że jednym z celów niezwykłych czynów, cudów i znaków towarzyszących działalności Jezusa było poświadczenie, czyli potwierdzenie Boskiego pochodzenia i mocy Jego powołania; i że to właśnie sam Bóg dawał to świadectwo o działalności Jezusa. Z kolei w Dz 10,38 Piotr mówi o działalności Jezusa w ten oto sposób: "O Jezusie z Nazaretu, jak Bóg namaścił Go Duchem Świętym i mocą, jak chodził czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z Nim".

W słowach tych Piotr jeszcze raz przypisuje nadprzyrodzoną działalność i moc uzdrawiania Jezusa namaszczeniu Go przez Ducha Świętego. To samo, co powiedzieliśmy o działalności samego Jezusa, odnosi się również do działalności Jego uczniów. Przed dniem Pięćdziesiątnicy niewiele nadprzyrodzonych znaków towarzyszyło działalności uczniów.

Z Mk 6,12-13 dowiadujemy się następujących rzeczy na temat dwunastu uczniów, których Jezus wysłał po dwóch: "A oni poszli i wzywali do upamiętania, wyganiali wiele demonów, i wielu chorych namaszczali olejem, i uzdrawiali".

I znowu Łk 10,17 podaje nam do wiadomości następujące fakty dotyczące siedemdziesięciu dwóch uczniów, których Jezus wysłał później: "Powróciło tedy owych siedemdziesięciu dwóch z radością, mówiąc: Panie, i demony są nam podległe w imieniu twoim".

A zatem widzimy, że nawet podczas ziemskiej działalności Jezusa, Jego uczniowie w pewnym stopniu dzielili z Nim tę nadprzyrodzoną moc pozwalającą im uzdrawiać chorych i wypędzać demony. Lecz miało to ściśle ograniczony zakres i było tylko rozszerzeniem działalności Jezusa poprzez Jego bliski kontakt z uczniami. Natomiast w dniu Pięćdziesiątnicy uczniowie natychmiast rozpoczęli własną, pełną, nadprzyrodzoną działalność, która już nie zależała od cielesnej obecności Jezusa przebywającego z nimi na ziemi. Bezpośrednim efektem zstąpienia Ducha Świętego było to, że natychmiast został zamanifestowany jeden z pięciu nadprzyrodzonych znaków obiecanych przez Jezusa w Mk 16r.: "I wszyscy... zaczęli mówić obcymi - albo nowymi - językami". Dzieje Apostolskie odnotowuje cudowne uzdrowienie chromego przy bramie Pięknej. Od tego momentu pozostała część księgi Dziejów Apostolskich jest nieprzerwanym rejestrem nadprzyrodzonych znaków, jakie Bóg przekazuje za pośrednictwem Ducha Świętego, aby potwierdzić posłanie i działalność uczniów. To nadprzyrodzone potwierdzenie ich działalności zostało bardzo wyraźnie podsumowane w wierszu, który już zbadaliśmy, to znaczy w Hbr 2,40: "A Bóg poręczył je również znakami i cudami, i różnorodnymi niezwykłymi czynami oraz darami Ducha Świętego według swojej woli".

Księga Dziejów Apostolskich podaje, że z pięciu nadprzyrodzonych znaków, jakie Jezus obiecał w szesnastym rozdziale Ewangelii według św. Marka, cztery rzeczywiście miały miejsce. Mówienie obcymi, czyli nowymi językami objawiło się w dniu Pięćdziesiątnicy i przy różnych późniejszych okazjach. Uzdrawianie chorych i wypędzanie demonów objawiało się podczas działalności Filipa, Pawła oraz wszystkich apostołów. Odporność na ukąszenia jadowitego węża objawiła się podczas pobytu Pawła na Malcie, opisanego w Dz 28,3-6. Doprowadzony do czasów współczesnych wykaz tych znaków zawiera niewielka książeczka, zatytułowana "Znaki towarzyszące", wydana w pierwszej połowie bieżącego stulecia. Autor, William Burton, przez ponad czterdzieści lat był misjonarzem w belgijskim Kongu. W swojej książce rozważa kolejno wszystkie pięć znaków i szczegółowo opisuje kilka przykładów, pochodzących z własnych obserwacji i przeżyć, podczas których objawiły się te znaki. W szczególności odnotowuje przykłady odporności misjonarzy i ewangelistów zarówno na jad węży, jak i na inne rodzaje trucizny umieszczonej w ich jedzeniu i piciu przez czarnoksiężników przeciwnych szerzeniu Ewangelii. Sam Jezus wyraźnie stwierdził, że te znaki będą towarzyszyły "tym, którzy uwierzą", nie wprowadzając żadnych ograniczeń, co do czasu, miejsca czy osoby.

W J 14,12 Jezus rzekł: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy we Mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe nad te czynić będzie; bo Ja idę do Ojca". Zwróćcie uwagę na środkową część tego stwierdzenia: "Kto wierzy we Mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię". Zwrot "kto wierzy we Mnie" jest absolutnie powszechny w swym zastosowaniu. Oznacza on każdego prawdziwego wiernego, znajdującego się gdziekolwiek. Nie wprowadza on żadnego ograniczenia dotyczącego jakiegoś specjalnego wieku, miejsca, grupy lub klasy ludzi. Dokładnie tym samym zwrotem: "kto wierzy we Mnie" posłużył się Jezus w J 6,47: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy we Mnie, ma żywot wieczny". Kompletnie nielogiczne byłoby nadanie sformułowaniu "kto wierzy we Mnie" innego znaczenia w każdym z tych dwóch fragmentów, w których Jezus nim się posługuje. Jeśli obietnica wiecznego życia dotyczy bez żadnych dalszych ograniczeń każdego prawdziwego wiernego, taka sama jest obietnica: "dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię". Jak jest to możliwe, że każdy wierny może dokonywać tych dzieł, których dokonywał sam Jezus? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w ostatniej części J 14,12, gdzie Jezus mówi: "bo Ja idę do Ojca". Trochę dalej, w wierszach 16 i 17 tego samego rozdziału, Jezus mówi: "Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki - Ducha prawdy..." - to znaczy Ducha Świętego.

Oświadczenie to daje odpowiedź uzupełniającą obietnicę z wiersza 12. Dokonywanie dzieł, których dokonywał Jezus, umożliwia wiernemu obecność zamieszkującego w nim Ducha Świętego, zesłanego na niego mocą obecności Ojca. To samo namaszczenie Ducha Świętego, udzielone wiernemu w taki sam sposób, w jaki najpierw zostało udzielone samemu Jezusowi, prowadzi wiernego do tego samego rodzaju nadprzyrodzonej działalności, którą rozpoczął Jezus po zstąpieniu na Niego Ducha Świętego. Tej nadprzyrodzonej działalności wierny nie zawdzięcza żadnej naturalnej mocy czy własnym zdolnościom, lecz namaszczeniu go przez Ducha Świętego. Jeśli przestudiujemy uważnie całe Pismo Święte, przekonamy się, że nadprzyrodzone świadectwo prawdy Ewangelii zgadza się ze sposobem traktowania przez Boga wierzących w Niego ludzi w każdym wieku. Ilekroć Bóg przy pomocy Boskiego objawienia przekazał człowiekowi prawdę, a ludzie chcieli usłuchać tej prawdy, Bóg zawsze był gotów dać nadprzyrodzone świadectwo prawdzie, którą objawił. Dowód na to znajdujemy już na samym początku historii ludzkiej. W opisie ofiar składanych Bogu przez Kaina i Abla, który znajduje się w 1Mojż 4,3-8. Te dwa różne typy ofiar charakteryzują dwa główne wzory religii istniejące w późniejszych wiekach historii człowieka. Kain składał w ofierze płody ziemi - lecz była to ziemia, którą Bóg przeklął, co zostało zanotowane w 1Mojż 3,17. Ofiara Kaina była wytworem jego rozumu i jego własnej pracy. Nie było w niej objawienia Bożego; nie było uznania grzechu z wynikającym z niego przekleństwem; nie było uznania potrzeby ofiary, pokuty za grzech, Abel przyniósł w ofierze pierwociny ze swej trzody. Tym czynem wykazał, że uznaje grzech i potrzebę ofiary przebłagalnej, połączonej z przelewem krwi. Dowiedział się o tym nie dzięki własnemu rozumowi, lecz poprzez Boskie objawienie. Jego religia nie opierała się na własnych czynach, lecz na wierze w Boga.

Potwierdzone to zostało w Hbr 11,4: "Przez wiarę złożył Abel Bogu wartościowszą ofiarę niż Kain, dzięki czemu otrzymał świadectwo, że jest sprawiedliwy, gdy Bóg przyznał się do jego darów...".

Ponieważ Abel uwierzył i usłuchał objawionej prawdy Bożej, Bóg z radością dał jego ofierze nadprzyrodzone świadectwo. Z drugiej strony Bóg odmówił dania świadectwa, że uznaje ofiarę Kaina. Mówi się o tym w 1Mojż 4,4-5: "Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; ale na Kaina i na jego ofiarę nie wejrzał...". W Hbr 11,4 stwierdza się: "Bóg przyznał się do jego (Abla) darów". Innymi słowy, Bóg publicznie, w sposób nadprzyrodzony potwierdził fakt, że uznał formę ofiary Abla. Większość komentatorów uważa, że nadprzyrodzony ogień Boga spadł z nieba na ofiarę Abla i strawił ją. Od tego czasu Bóg zawsze w podobny sposób z radością dawał publicznie nadprzyrodzone świadectwo prawdzie, którą objawiał człowiekowi. W 2Mojż 4r. czytamy, że polecając Mojżeszowi zanieść dzieciom Izraela przebywającym w Egipcie wiadomość o wyzwoleniu, Bóg ofiarował mu trzy wyraźne, nadprzyrodzone znaki, które miały mu towarzyszyć i potwierdzać jego misję. W 3Mojż 9,24 czytamy, że gdy Mojżesz i Aaron zakończyli składanie ofiar Bogu w Namiocie Spotkania, "wyszedł [...] ogień od Pana i strawił na ołtarzu ofiarę całopalną i tłuszcz. A gdy to ujrzał cały lud, wydał radosny okrzyk i padł na twarz". W 2Krn 7,1 czytamy, że gdy Salomon zakończył modlitwę odmawianą podczas poświęcenia świątyni, "spadł ogień z niebios i strawił ofiarę całopalną i ofiary rzeźne, a chwała Pańska wypełniła świątynię". W 1Krl 18,38-39 czytamy, jak podczas sporu Eliasza z prorokami Baala Pan potwierdził jego posłanie i świadectwo: "Wtedy spadł ogień Pana i strawił ofiarę całopalną i drwa, i kamienie, i ziemię, a wodę, która była w rowie, wysuszył. Gdy to cały lud zobaczył, padł na twarz, mówiąc: Pan jest Bogiem, Pan jest Bogiem!"

Nadprzyrodzone potwierdzenie przez Boga posłannictwa proroków nie skończyło się tu na Eliaszu, lecz dalej objawiało się podczas działalności Elizeusza, Izajasza, Ezechiela i wielu innych. Nadprzyrodzone potwierdzenie przez Boga prawdy Jego Słowa nie zmniejszyło się ani nie zostało zarzucone w Nowym Testamencie wraz z nastaniem Ewangelii. Wprost przeciwnie, bardzo wzrosło i rozszerzyło się, zarówno podczas działalności samego Jezusa, jak i późniejszej działalności całego wczesnego Kościoła. W ciągu wieków specjalnym zadaniem Ducha Świętego było dawanie nadprzyrodzonego świadectwa objawionej prawdzie Bożej i potwierdzanie słowa posłańców Bożych. Im obficiej Duch Święty zostaje wylany na lud Boży, tym bardziej to nadprzyrodzone świadectwo jest spotęgowane i powiększone. Czasami sugeruje się, że duży zasób wiedzy i głębokie wykształcenie sług Bożych mogą uczynić zbytecznym specjalne, nadprzyrodzone świadectwo Ducha Świętego. Jednakże znakomity przykład Apostoła Pawła wyraźnie dowodzi, że nie jest to prawdą. Wiedza intelektualna, mimo że użyteczna na jej poziomie, nigdy nie może zastąpić nadprzyrodzonej mocy i działalności Ducha Świętego. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że Apostoł Paweł był człowiekiem obdarzonym wielkim intelektem i posiadającym rozległą wiedzę, zarówno w zakresie religii, jak i filozofii. A jednak głosząc Ewangelię umyślnie rezygnował z odwoływania się do swej wiedzy czy posługiwania się czysto ludzkimi odmianami rozumowania i dowodzenia. Wyraźnie to widać z jego własnego oświadczenia, zanotowanego w 1Kor 2,1-2.4-5: "Również ja, gdy przyszedłem do was, bracia, nie przyszedłem z wyniosłością mowy lub mądrości, głosząc wam świadectwo Boże. Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. A mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc. Aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej".

Widzimy tu, że głosząc posłanie Ewangelii, Paweł umyślnie wyrzekał się tego, co nazywa "wyniosłością mowy lub mądrości", a dalej "przekonywającymi słowami mądrości". Daje nam tu do zrozumienia, że gdyby chciał posługiwać się takimi jak te formami wezwania, leżałoby to w jego mocy, lecz on zrezygnował z nich na rzecz zupełnie innego rodzaju dowodu potwierdzającego jego misję. Ten inny rodzaj dowodu Paweł określa jako słowa, w których "objawiały się... Duch i moc". Zwróćcie uwagą na słowo "objawiały". Kryje ono w sobie pojęcie czegoś jawnego, publicznego, poznawalnego zmysłami. Współdziałanie Ducha Świętego z Apostołem Pawłem nie polegało tylko na wywieraniu niewidzialnego, niedostrzegalnego wpływu. Obecność i moc Ducha Świętego była publicznie objawiona w działalności Pawła. Dlaczego Bóg ustanowił, a Paweł uznał tę nadprzyrodzoną formę potwierdzenia prawdy posłania Ewangelii? Odpowiedź na to pytanie daje nam Paweł: "aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej". Celem Boga nie jest taka wiara Jego ludu, która opiera się na argumentach i dowodach czerpanych z płaszczyzny czysto ludzkiego rozumu. Jedyną dostateczną podstawą wiary każdego wiernego jest bezpośrednie, osobiste doznanie oddziaływania mocy Ducha Świętego w jego własnym sercu i życiu. Zgadza się to z tym, co Paweł mówi także w Rz 15,18-19: "Nie odważę się bowiem mówić o czymkolwiek, czego Chrystus nie dokonał przeze mnie, aby przywieść pogan do posłuszeństwa słowem i czynem, przez moc znaków i cudów oraz przez moc Ducha Świętego...". Paweł mówi tu, że nie chce opierać władzy posłannictwa Ewangelii, przekazanej mu przez Boga, na jakichkolwiek cechach własnego charakteru - takich jak wrodzone zdolności czy wiedza. Wyraźnie stwierdza, że posłuszeństwo Ewangelii nie wywodzi się z żadnych tego rodzaju cech, lecz tylko z "mocy znaków i cudów". A te, mówi Paweł, są dziełem Ducha Bożego - to znaczy Ducha Świętego.

A zatem widzimy tu wielkie, niezmienne zadanie Ducha Świętego - dawać świadectwo objawionej prawdzie Bożej poprzez publiczne ukazywanie nadprzyrodzonej mocy. Ta działalność Ducha Świętego polegająca na dawaniu nadprzyrodzonego świadectwa rozpoczęła się od Abla - pierwszego wiernego, a także pierwszego od upadku człowieka męczennika w historii ludzkości. Duch święty dopóty nie przerwie swej nadprzyrodzonej działalności, dopóki znajdą się na ziemi poddani Boga, którzy wierzą i są posłuszni objawionej prawdzie Jego Słowa.
 

 

BOSKA OBIETNICA ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

 

Osobiste stałe zamieszkiwanie  obiecane Abrahamowi  okupione pokutą Chrystusa.

Aby zakończyć naszą serię szkiców na ten szczególny temat, musimy znaleźć odpowiedź na jeszcze jedno, już ostatnie pytanie o wielkim praktycznym znaczeniu. Pytanie to brzmi: w jaki sposób można przyjąć chrzest w Duchu Świętym? Lub inaczej mówiąc: jakie warunki należy spełnić, aby można było zostać ochrzczonym w Duchu Świętym? Podejść do tego zagadnienia można na dwa różne sposoby. Pierwszym jest rozważenie go z punktu widzenia Boga, dawcy tego daru; drugim jest rozważenie go z punktu widzenia człowieka, biorcy. Mądrym rozwiązaniem będzie najpierw podejść do tego zagadnienia w pierwszy z tych dwóch wymienionych sposobów - to znaczy rozpatrywać je przede wszystkim nie z ludzkiego punktu widzenia, lecz raczej z punktu widzenia samego Boga. Aby postawić tę kwestię jaśniej, możemy sformułować to pytanie jeszcze inaczej. Możemy zapytać: jaką rolę odgrywa dar Ducha Świętego - czyli chrzest w Duchu Świętym - w całkowitym planie i zabezpieczeniu przez Boga zaspokojenia wszystkich potrzeb całego rodzaju ludzkiego? Ważnym fragmentem Pisma, który otwiera nam drogę do właściwego zrozumienia tego problemu, jest Ewangelia według św. Jana, rozdział 7wiersze 37, 38 i 39: "A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego uwierzyli; albowiem Duch Święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony".

Pierwsze dwa wiersze tego fragmentu zawierają rzeczywistą obietnicę samego Jezusa mówiącą, że każda spragniona dusza, która przyjdzie do Niego w zgodnej z Pismem wierze, zostanie napełniona, a pragnienie jej będzie ugaszone strumieniami wody żywej, płynącej z jej wnętrza. Ostatni wiersz tego fragmentu wyjaśnia dwa poprzednie i został dodany przez autora tej Ewangelii. W tym wyjaśnieniu autor podkreśla dwie rzeczy: po pierwsze, że obietnica strumieni wody żywej odnosi się do daru Ducha Świętego; po drugie, że dar ten nie mógł zostać ofiarowany, gdy Jezus wciąż przebywał na ziemi w cielesnej postaci, lecz stał się dla wiernych osiągalny dopiero wtedy, gdy Jezus ponownie znalazł się w niebie i zasiadł tam w chwale po prawicy Ojca. Co dokładnie autor tej Ewangelii miał na myśli mówiąc, że w tym czasie dar Ducha Świętego jeszcze nie był dany? Rzecz jasna, nie znaczy to, że przed wstąpieniem Chrystusa do nieba Duch Święty nie mógł być w żaden sposób obecny czy też działać i funkcjonować na ziemi. Wprost przeciwnie, już w drugim wierszu Biblii — l Księga Mojżeszowa, rozdział l wiersz 2 - czytamy o działalności Ducha Świętego na świecie. Z wiersza tego dowiadujemy się, że "Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód". Od tego momentu cały Stary Testament oraz fragmenty Nowego opisujące okres pobytu Chrystusa na ziemi nieustannie dostarczają nam informacji na temat różnych sposobów działalności i funkcjonowania Ducha Świętego na świecie w ogóle, a w szczególności pośród wiernego ludu Bożego. A zatem czym różnił się sposób działalności Ducha Świętego w okresie zakończonym wstąpieniem Chrystusa w chwale do nieba od daru Ducha Świętego, który miał zacząć się przejawiać wśród chrześcijan dopiero po wniebowstąpieniu Chrystusa, a który po raz pierwszy otrzymali uczniowie w Jerozolimie w dniu Pięćdziesiątnicy? Istnieją trzy opisowe słowa, które podsumowują charakterystyczne cechy daru Ducha Świętego i które w ten sposób wyróżniają ten dar od wszystkich poprzednich sposobów działania na świecie Ducha Świętego. Tymi słowami są: osobisty; zamieszkujący; stały. Rozważmy kolejno pokrótce znaczenie każdej z tych trzech cech.

Po pierwsze, dar Ducha Świętego jest darem osobistym. Począwszy od dnia Pięćdziesiątnicy Duch Święty dąży do tego, aby przybyć do każdego wiernego indywidualnie, jako Osoba. Nie możemy już więcej mówić tylko o wpływie czy o działaniu, czy o przejawianiu się, czy też o jakiejś bezosobowej mocy. Duch Święty jest taką samą Osobą jak Bóg Ojciec czy Syn Boży; i właśnie w ten indywidualny i osobisty sposób w obecnym okresie pragnie On przybyć do wiernego. Podczas zbawienia, czyli nowych narodzin, grzesznik otrzymuje Chrystusa, Syna Bożego, Drugą Osobę. Podczas chrztu w Duchu Świętym wierny otrzymuje Trzecią Osobę Boską, Ducha Świętego. W każdym z tych wydarzeń dokonuje się jednakowa, absolutnie rzeczywista i bezpośrednia transakcja pomiędzy człowiekiem a jedną z Osób Trójcy Świętej. Po drugie, w obecnym okresie Duch Święty przybywa, aby zamieszkać w wiernym. W Starym Testamencie działalność Ducha Świętego wśród ludu Bożego w sposób charakterystyczny opisana została przy pomocy takich oto sformułowań: "Duch Święty spoczął na nich"; "Duch Święty nakłonił ich"; "Duch Święty przemówił do nich". Wszystkie te sformułowania wskazują, że pewna część istoty, czyli osobowości wiernego dostała się we władanie Ducha Świętego. Lecz nigdzie w Starym Testamencie nie czytamy, żeby kiedykolwiek Duch Święty przybył, aby zamieszkać w świątyni fizycznego ciała wiernego i aby w ten sposób, od wewnątrz, przejąć władzę nad całą jego osobowością. Po trzecie, Duch Święty zamieszkuje w chrześcijaninie na stałe. W okresie opisywanym w Starym Testamencie Duch Święty odwiedzał wiernych na wiele różnych sposobów i przy wielu różnych okazjach. Lecz we wszystkich tych wypadkach Duch Święty zawsze był Gościem, a nigdy stałym Mieszkańcem. Natomiast w Nowym Testamencie Jezus obiecał swoim uczniom, że gdy Duch Święty do nich przybędzie, od tego czasu na zawsze w nich zamieszka.

A zatem obiecany w Nowym Testamencie dar Ducha Świętego możemy opisać podając jego trzy charakterystyczne cechy: jest on osobisty; polega on na zamieszkiwaniu w wiernym Ducha; jest on stały. Lub mówiąc krótko: jest to osobiste, stałe zamieszkiwanie Ducha Świętego w wiernym. W świetle tych charakterystycznych cech możemy teraz przedstawić dwie przyczyny, dla których dar ten nie mógł być ofiarowany, dopóki Chrystus przebywał na ziemi w postaci cielesnej. Po pierwsze, podczas swego pobytu na ziemi Chrystus był osobistym, miarodajnym przedstawicielem Boga. Nie było potrzeby ani miejsca, aby w tym samym czasie był osobiście obecny na ziemi również Duch Święty. Lecz po wstąpieniu Chrystusa do nieba nadszedł czas, aby z kolei przybył na ziemię Duch Święty jako jedna z Osób Trójcy; i właśnie On, Duch Święty, jest w obecnym okresie działającym tu na ziemi osobistym przedstawicielem Boga. Po drugie, dar Ducha Świętego nie mógł zostać ofiarowany przed wniebowstąpieniem Chrystusa, ponieważ prawo każdego wiernego do otrzymania tego daru nie opiera się na jego zasługach, lecz tylko i wyłącznie na pokutnej śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. A zatem dar Ducha Świętego nie mógł zostać ofiarowany, dopóki pokutne dzieło Chrystusa nie dobiegło końca i nie uzyskało w niebie aprobaty Boga Ojca. W Liście do Galatów, rozdział 3 wiersze 13 i 14, Paweł wyraźnie stwierdza, że obietnica otrzymania Ducha Świętego została dana wiernemu tylko na podstawie pokutnej ofiary Chrystusa złożonej na krzyżu. Paweł mówi: "Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie, aby błogosławieństwo Abrahamowe przeszło na pogan w Jezusie Chrystusie, my zaś abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę".

W wierszach tych Paweł podkreśla trzy bardzo ciekawe i bardzo ważne fakty dotyczące otrzymania przez chrześcijanina daru Ducha Świętego. Przede wszystkim Paweł stwierdza, że tylko poprzez odkupicielską ofiarę Chrystusa złożoną na krzyżu wierny może teraz otrzymać obiecanego Ducha. Co więcej, Paweł wyjaśnia, że właśnie to było głównym celem, dla którego Chrystus cierpiał na krzyżu. Umarł i przelał na krzyżu swoją krew, aby w ten sposób kupić prawo do dwóch rzeczy: dla siebie samego prawo do obdarowywania oraz dla wiernego prawo do otrzymywania tego cennego daru Ducha Świętego. A zatem otrzymanie tego daru w najmniejszym stopniu nie zależy od zasług wiernego, lecz wyłącznie od charakteru pokuty Chrystusa. Dar ten otrzymujemy przez wiarę, nie przez uczynki. Po drugie, zauważmy, że Paweł posługuje się tu sformułowaniem "obiecany Duch", mówi: "abyśmy obiecanego  Ducha otrzymali przez wiarę".

Zgadza się to ze słowami, których użył sam Jezus w Ewangelii według św. Łukasza, rozdział 24 wiersz 49, kiedy przed wstąpieniem do nieba wydał swym uczniom ostatnie polecenie: "A oto ja zsyłam na was obietnicą mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysokości".

Jezus mówi tu swoim uczniom o chrzcie w Duchu Świętym, który mieli oni otrzymać w Jerozolimie w dniu Pięćdziesiątnicy. Dla opisania tego wydarzenia posługuje się dwoma sformułowaniami. Nazywa je "przyobleczeniem mocą z wysokości", a także "obietnicą mojego Ojca" To drugie wyrażenie, "obietnica mojego Ojca", pozwala nam w sposób cudowny wejrzeć w zamierzenia i plany Boga Ojca dotyczące daru Ducha świętego. Ktoś obliczył, a była to skromna ocena, że Biblia zawiera siedem tysięcy różnych obietnic danych przez Boga wierzącym w Niego ludziom. Lecz z tych siedmiu tysięcy obietnic danych przez Boga wiernemu Jezus wyszczególnia jedną, jako wyjątkową, specjalną obietnicę Boga daną każdemu z Jego wiernych dzieci. Jaka jest ta wyjątkowa specjalna obietnica? Jest nią to, co Paweł nazywa "obietnicą Ducha". W samym dniu Pięćdziesiątnicy Apostoł Piotr również posłużył się podobnym sformułowaniem dla określenia tego specjalnego daru, jaki Bóg Ojciec przeznaczył dla wszystkich swoich dzieci. W Dziejach Apostolskich, rozdział 2 wiersz 39, czytamy, że gdy Duch Święty został wylany na uczniów przebywających w Jerozolimie w sali na górze, Piotr wstał i powiedział wszystkim ludziom: "Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła". Zauważcie, że Piotr posługuje się tu określeniem "obietnica". Jaką specjalną obietnicę Boga ma tu Piotr na myśli? Dokładnie tę samą obietnicę, o której mówił Jezus i Paweł - "obietnicę Ducha". Jest to naprawdę "obietnica Ojca" - najwyższe błogosławieństwo, jakie Bóg Ojciec zaplanował i przygotował przez wieki, aby mógł przy pomocy Jezusa Chrystusa obdarzyć nim swoje wierne dzieci żyjące w obecnych czasach.

Jeśli powrócimy teraz do cytowanych już słów Pawła pochodzących z Listu do Galatów, rozdział 3 wiersz 14, zauważymy trzeci fakt, który w związku z tym darem Ducha Świętego został tam wyszczególniony. Paweł nazywa go nie tylko "obiecanym Duchem", lecz także "błogosławieństwem Abrahama", gdyż mówi: "aby błogosławieństwo Abrahamowe przeszło na pogan w Jezusie Chrystusie, my zaś abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę". Dlaczego Paweł nazywa tu obiecany poganom dar Ducha Świętego "błogosławieństwem Abrahama"? W jaki sposób błogosławieństwo to wiąże się szczególnie z Abrahamem? Aby zrozumieć, musimy przez chwilę zająć się opisanymi w l Księdze Mojżeszowej stosunkami łączącymi Boga z Abrahamem. Badając zapiski l Księgi Mojżeszowej dowiadujemy się, że Bóg zawarł z Abrahamem dwa zupełnie różne i odrębne przymierza. Pierwsze przymierze zostało opisane w piętnastym rozdziale l Księgi Mojżeszowej; drugie - w siedemnastym rozdziale tej księgi. Te dwa przymierza różnią się między sobą wieloma bardzo ważnymi i istotnymi cechami. Niektóre spośród tych głównych różnic możemy przedstawić przy pomocy następujących par przeciwieństw:

Pierwsze przymierze nazywane było po prostu "przymierzem"; drugie sam Bóg określał mianem "mojego przymierza". Pierwsze przymierze nie zabezpieczało losów samego Abrahama, a tylko jego potomstwa; drugie przymierze zabezpieczało losy samego Abrahama, a dopiero potem jego potomstwa. Pierwsze przymierze nie było związane z żadnym szczególnym okresem czasu; drugie przymierze zostało wyraźnie nazwane "przymierzem wiecznym". Pierwsze przymierze zostało przypieczętowane krwią zwierząt ofiarnych; drugie przymierze poprzez rytuał obrzezania zostało przypieczętowane krwią Abrahama i jego potomków. Pierwsze przymierze pociągnęło za sobą narodziny Ismaela; drugie przymierze pociągnęło za sobą narodziny Izaaka.

W świetle tych różnic pomiędzy dwoma przymierzami wyraźnie widać, że każde z nich wypełniło się w inny, odrębny sposób. Pierwsze przymierze wypełniło się w okresie obowiązywania Prawa, poprzez Mojżesza i Jozuego. Drugie przymierze wypełniło się w okresie głoszenia Ewangelii, poprzez Jezusa Chrystusa. W ten sposób doszliśmy do jeszcze jednej charakterystycznej cechy drugiego przymierza. W czasie, gdy Bóg ustanowił zasady drugiego przymierza, zmienił również imię Abrahama. Do tego momentu nazywał się on po prostu "Abram". Odtąd imię jego brzmiało "Abraham". Dowiadujemy się o tym ze słów samego Pana zanotowanych w l Księdze Mojżeszowej, rozdział 17 wiersz 5: "Nie będziesz już odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, gdyż ustanowiłem cię ojcem mnóstwa narodów". Imię "Abram" znaczy dosłownie "ojciec wysoko postawiony". Znaczenie imienia "Abraham" podaje sam Bóg i jest nim "ojciec mnóstwa narodów". Zmiana z formy "Abram" na formę "Abraham" została dokonana przez wprowadzenie do środka imienia dodatkowej sylaby. W języku polskim sylaba ta składa się z dwóch liter: "h - a". Lecz w języku hebrajskim, z którego pochodzi to imię, zapisuje się tylko spółgłoski. A zatem zmiany tego imienia w języku hebrajskim dokonano po prostu wprowadzając do środka poprzedniego imienia Abrahama, do formy Abram, pojedynczą literę "h". W języku hebrajskim dźwięk odpowiadający literze h – nazywanej w tym języku "heh" - tworzy delikatny oddech wydobywany z gardła. A zatem głoska "h" jest zasadniczo głoską "tchnienia". Wprowadzenie tej litery do imienia Abrahama oznacza, że wnętrze wiernego owionęło tchnienie czyli Duch Wszechmogącego Boga. To znowu przypomina nam scenę z Ewangelii według św. Jana, rozdział 20 wiersz 22, kiedy to zmartwychwstały Chrystus tchnął na swoich uczniów i rzekł: "Weźmijcie Ducha Świętego"<. Przypomina to również scenę mającą miejsce w dniu Pięćdziesiątnicy, opisaną w Dziejach Apostolskich, rozdział 2 wiersz 2, gdzie w związku z nadejściem Ducha Świętego czytamy: "I powstał nagle z nieba szum jakby wiejącego gwałtownego wiatru..."

To właśnie dzięki temu tchnieniu Wszechmogącego Boga - Ducha samego Boga - błogosławieństwa Abrahama miały się rozszerzyć i spełnić, tak żeby naprawdę mógł się on stać, jak to Bóg obiecał, "ojcem mnóstwa narodów"; z tego powodu Paweł, mówiąc o obiecanym Duchu, nazywa Go "błogosławieństwem Abrahama", które Bóg obiecał zesłać na pogan. I właśnie, aby dla wszystkich narodów kupić to błogosławieństwo, Chrystus, potomek Abrahama, umarł na krzyżu. Jednakże pokutne dzieło Chrystusa ostatecznie nie dopełniło się na ziemi, lecz w niebie. Wyjaśnia to List do Hebrajczyków, rozdział 9 wiersze 11 i 12, w których czytamy: "Lecz Chrystus, który się zjawił jako arcykapłan dóbr przyszłych, wszedł przez większy i doskonalszy przybytek, nie ręką zbudowany, to jest nie z tego stworzonego świata pochodzący, wszedł raz na zawsze do świątyni nie z krwią kozłów i cielców, ale z własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego odkupienia".

Dalej w Liście do Hebrajczyków, to znaczy w rozdziale 12 wierszu 24, czytamy, że jako wierni w Nowym Przymierzu przybyliśmy "do Pośrednika nowego przymierza - Jezusa, i do krwi, którą się kropi, a która przemawia lepiej niż krew Abla". W tych fragmentach Listu do Hebrajczyków Paweł daje wyraźnie do zrozumienia, że pokutne dzieło Chrystusa nie dopełniło się ostatecznie na ziemi poprzez przelanie Jego krwi na krzyżu, lecz poprzez późniejsze utorowanie sobie własną krwią drogi prowadzącej przed oblicze Ojca oraz ofiarowanie tam tej krwi jako ostatecznego i wystarczającego zadośćuczynienia i pokuty za wszelkie grzechy. To właśnie ta krew Chrystusa, obecnie rozlana w niebie, "przemawia lepiej niż krew Abla" Krew Chrystusa przeciwstawiano krwi Abla pod dwoma względami. Po pierwsze, krew Abla została rozlana na ziemi, podczas gdy krew Chrystusa została ofiarowana i rozlana w niebie. Po drugie, krew Abla woła o pomstę do Boga, podczas gdy krew Chrystusa prosi Boga w niebie o łaskę i wybaczenie. To przedstawione w Liście do Hebrajczyków objawienie, ukazujące Chrystusa dopełniającego aktu pokuty poprzez ofiarowanie Ojcu w niebie swej własnej krwi, pozwala nam zrozumieć, dlaczego dar Ducha Świętego nie mógł być dany, dopóki Chrystus nie został uwielbiony. Ducha Świętego wierny nie otrzymuje na podstawie swoich zasług, lecz na podstawie zadośćuczynienia Chrystusa. To zadośćuczynienie nie dopełniło się ostatecznie, dopóki krew Chrystusa nie została ofiarowana w niebie, a Bóg Ojciec nie oznajmił, że ta pokutna ofiara całkowicie Go zadowala. Od tego momentu udzielenie Ducha Świętego tym, którzy uwierzyli w Chrystusa, było publicznym świadectwem najwyższego sądu niebieskiego ogłaszającego, że krew Chrystusa została na zawsze uznana za wystarczające przebłaganie za wszelkie grzechy. Potwierdzają to słowa Apostoła Jana pochodzące z jego Pierwszego Listu, rozdział 5 wiersz 6, gdzie wypowiada się on na temat Jezusa w ten oto sposób: "On jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, Jezus Chrystus; nie w wodzie tylko, ale w wodzie i we krwi, a Duch składa świadectwo, gdyż Duch jest prawdą". A więc widzimy, że Duch Święty daje świadectwo krwi Jezusa. Innymi słowy, ofiarowanie Ducha Świętego tym, którzy wierzą w Jezusa, tworzy połączone świadectwo Ojca i Ducha potwierdzające, że krew Jezusa wystarcza dla oczyszczenia wiernego z każdego grzechu. Pozostaje to w zgodzie również z tym, co Piotr mówi na temat wylania Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy. Ten fragment jego wypowiedzi znajduje się w Dziejach Apostolskich, rozdział 2 wiersz 33. Skończywszy mówić na temat śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, Piotr stwierdza następnie: "Wywyższony tedy prawicą Bożą i otrzymawszy od Ojca obietnicę Ducha Świętego, sprawił to, co wy teraz widzicie i słyszycie". Chrystus najpierw kupił zbawienie ludzkości płacąc za nie swoją pokutną śmiercią i zmartwychwstaniem. Następnie wstąpił do nieba do swojego Ojca i tam ofiarował swoją krew, która była dowodem i przypieczętowaniem odkupienia. Po zaakceptowaniu przez Ojca krwi, Chrystus otrzymał od Ojca dar Ducha Świętego, aby wylewać Go na tych, którzy w Niego uwierzyli. A zatem w ten oto sposób możemy podsumować objawienie Pisma dotyczące Boskiego planu ofiarowania wszystkim wiernym daru Ducha Świętego: W chwili zawarcia z Abrahamem drugiego przymierza Bóg Ojciec wyraźnie obiecał wszystkim narodom błogosławieństwo Ducha Świętego, które otrzymają poprzez Chrystusa. Przelewając na krzyżu swoją krew, Chrystus kupił dla wszystkich wiernych prawo do tego błogosławieństwa. Po ofiarowaniu swej krwi w niebie Jezus otrzymał od Ojca dar Ducha Świętego. W dniu Pięćdziesiątnicy sam Duch Święty, który jest darem, został wylany z nieba na oczekujących na to na ziemi wiernych. A zatem wszystkie trzy Osoby Boskie: Ojciec, Syn i Duch Święty były zaangażowane w planowanie, realizację oraz spełnienie tej najwyższej obietnicy i ofiarowanie każdemu wierzącemu w Boga człowiekowi tego największego ze wszystkich darów.

 

OD CZEGO ZALEŻY OTRZYMANIE DUCHA ŚWIĘTEGO

 

Teraz zaczniemy rozpatrywać ten dar z przeciwnego punktu widzenia - to znaczy już nie z punktu widzenia Boga, dawcy, lecz z punktu widzenia człowieka, biorcy. Kierując się tym założeniem możemy teraz sformułować następujące pytanie: jakie warunki musi spełniać człowiek, który pragnie otrzymać dar Ducha Świętego?Rozważając zawarte w Piśmie nauki na ten temat przekonamy się, że istnieje jedna podstawowa zasada, która w jednakowym stopniu stosuje się do wszystkiego, co Bóg w swej łasce zapewnia człowiekowi. Ta zasada została sformułowana w Liście do Rzymian, rozdział 11 wiersz 6: "A jeśli z łaski, to już nie z uczynków, bo inaczej łaska nie byłaby już łaską".

W tym fragmencie, a także w innych fragmentach swoich listów, Paweł przeciwstawia dwa pojęcia: "łaska" i "uczynki". Słowem "łaska" Paweł zawsze określa dobrowolne, niezależne od wartości człowieka względy i błogosławieństwa Boże, ofiarowane ludziom na nie nie zasługującym, a nawet zasługującym na złe traktowanie. Słowem "czyny" Paweł zawsze określa wszystko, co człowiek robi w oparciu o własne zdolności, aby zasłużyć na błogosławieństwo i łaskę Boga. Paweł stwierdza, że te dwa sposoby otrzymywania od Boga wzajemnie się wykluczają; nigdy nie mogą się połączyć. Jeśli człowiek otrzymuje coś od Boga dzięki łasce, nie otrzymuje tego ze względu na uczynki; jeśli człowiek otrzymuje coś od Boga ze względu na uczynki, nie otrzymuje tego dzięki łasce. Tam, gdzie przejawia się łaska, uczynki są bez znaczenia; tam, gdzie przejawiają się uczynki, łaska jest bez znaczenia. Fakt zwrócenia uwagi na ten kontrast zobowiązuje nas do zajęcia się innym kontrastem, kontrastem pomiędzy "łaską" a "prawem". Istnienie tego kontrastu zaznaczone zostało w Ewangelii według św. Jana, rozdział l wiersz 17: "Zakon bowiem został nadany przez Mojżesza, łaska zaś i prawda stała się przez Jezusa Chrystusa"

W okresie obowiązywania Prawa Mojżeszowego ludzie usiłowali zasłużyć na błogosławieństwo Boże tym, co sami robili; natomiast przez Jezusa Chrystusa to dobrowolne, niezależne od zasług człowieka błogosławieństwo i względy Boga są obecnie ofiarowywane wszystkim ludziom. Jest to "łaska". Widzimy zatem, że wszystko, co otrzymujemy od Boga poprzez Jezusa Chrystusa, otrzymujemy dzięki łasce; a środkiem umożliwiającym otrzymanie tej łaski nie są uczynki, lecz wiara. Zostało to podkreślone przez Pawła w Liście do Efezjan, rozdział 2 wiersze 8 i 9:"Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar. Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił".

Zwróćcie uwagę na podstawową zasadę ustaloną przez Pawła w tym fragmencie. Można ją streścić w trzech kolejnych sformułowaniach: "łaską" - "przez wiarę" - "nie z uczynków". Ta podstawowa zasada jest tak ważna, że pozwolę sobie powtórzyć te sformułowania jeszcze raz: "łaską" - "przez wiarę" - "nie z uczynków".

Ta podstawowa zasada stosuje się do przyjęcia każdego daru ofiarowanego człowiekowi dzięki łasce Bożej. Szczególnie odnosi się ona do przyjęcia daru Ducha Świętego. Zastosowanie tej zasady do daru Ducha Świętego zostało wyraźnie stwierdzone przez Pawła w Liście do Galatów, rozdział 3 wiersze 13 i 14, gdzie mówi on: "Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę".

Paweł uwypukla tu dwa ważne, powiązane ze sobą fakty. Po pierwsze, dar Ducha Świętego zostaje udostępniony człowiekowi poprzez odkupicielskie dzieło Chrystusa na krzyżu; to znaczy, że jest on częścią ogólnego systemu zabezpieczenia człowieka ustanowionego dzięki łasce Bożej poprzez Jezusa Chrystusa. Po drugie, ten dar, jak każdy inny przejaw łaski Bożej, otrzymać można tylko poprzez wi
arę, a nie poprzez uczynki. Najwyraźniej w chrześcijańskich kościołach Galacji zadawano sobie pytanie, w jaki sposób można otrzymać Ducha Świętego, i Paweł kilkakrotnie wspomina o tym w trzecim rozdziale swego listu do Galatów. Na przykład w rozdziale 3, wierszu 2, Paweł mówi: "Chcę dowiedzieć się od was tego jednego: Czy przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy przez słuchanie z wiarą?" I dalej w wierszu 5 tego samego rozdziału: "Czy Ten, który daje wam Ducha... czyni to na podstawie uczynków zakonu, czy na podstawie słuchania z wiarą?" I jeszcze raz w wierszu 14, jak już się przekonaliśmy, Paweł mówi: "abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę". A zatem trzy razy w tych kilku wierszach, posługując się sformułowaniem "słuchanie z wiarą", Paweł podkreśla, że Ducha otrzymuje się poprzez wiarę. Innymi słowy, podstawowe, niezbędne przygotowanie wiernych do przyjęcia Ducha Świętego powinno polegać na pouczeniu ich w oparciu o Pismo, co stanowi istotę Boskiego systemu zabezpieczenia ich potrzeb i w jaki sposób poprzez wiarę w odkupicielskie dzieło Chrystusa na krzyżu mogą domagać się realizacji tego planu. Jeżeli tego rodzaju biblijne pouczenie zostanie najpierw udzielone, a następnie przyjęte z wiarą przez tych, którzy poszukują Ducha Świętego, później nie powinna istnieć potrzeba ciężkiej pracy czy opóźnienia w otrzymaniu przez nich tego daru.

Z Listu Pawła do Galatów mogłoby się wydawać, że tamtejsi chrześcijanie pierwotnie przyjęli od niego z prostą wiarą posłanie Ewangelii i dar Ducha Świętego, i w ten sposób zaczęli korzystać z pełni Boskiego błogosławieństwa. Jednakże później, ulegając wpływowi innych nauczycieli, związali się oni z pewnego rodzaju prawnym systemem nałożonym na tę podstawę Ewangelii i w ten sposób zaczęli tracić ten pierwszy obraz naturalnego otrzymywania daru Bożego dzięki łasce, poprzez wiarę. Jednym z głównych celów napisanego do nich listu Pawła jest ostrzeżenie ich przed niebezpieczeństwami takiej sytuacji oraz przywołanie ich do pierwotnej prostoty wiary. Wydaje się, że ten sam błąd, przed którym Paweł ostrzegał Galatów, grozi dzisiaj licznym grupom chrześcijan zamieszkujących różne zakątki świata. Obecnie w wielu miejscach istnieje tendencja do narzucania tym, którzy pragną otrzymać dar Ducha Świętego, pewnego rodzaju systemu czy też techniki. Konkretna forma tej techniki zmienia się w zależności od grupy. W niektórych miejscach nacisk kładzie się na jakąś szczególną pozę czy postawę. W innych miejscach nacisk spoczywa na jakichś specjalnych formach słów lub powtarzaniu pewnych specjalnych zwrotów. Oparte na tych założeniach pouczenia, których udziela się osobom poszukującym Ducha Świętego, niekoniecznie muszą być niezgodne z Pismem, lecz wielkie niebezpieczeństwo tkwi w tym, że ta szczególna postawa lub forma słów, zamiast być tylko pomocą dla wiary, może ją całkowicie zastąpić. W takim wypadku ten rodzaj techniki unieważnia jej cele. Zamiast pomóc tym ludziom otrzymać Ducha Świętego, w rzeczywistości ona im to uniemożliwia. Często skutkiem tego rodzaju techniki jest to, że spotykamy ludzi chronicznie poszukujących Ducha, którzy mówią: "Próbowałem wszystkiego! Próbowałem pochwał, mówiłem "Alleluja", wznosiłem ręce do nieba, krzyczałem, robiłem wszystko - lecz po prostu nic nie skutkowało". Nie zdając sobie z tego sprawy, ludzie, którzy tak mówią, popełniają ten sam błąd, w jaki wpadli mieszkańcy Gal+acji: wiarę zastępują czynami, proste słuchanie Słowa Bożego techniką.

W jaki sposób można temu zaradzić? Właśnie tak, jak Paweł proponuje to Galatom: wracając do "szukania z wiarą". Tacy chroniczni poszukiwacze Ducha nie muszą już dłużej chwalić, krzyczeć czy podnosić rąk. Oni powinni wysłuchać nowego pouczenia Słowa Bożego na temat dobrowolnych darów łaski Bożej. Podstawową zasadą powinno być, że wszędzie, gdzie ludzie pragną otrzymać dar Ducha Świętego, okres nauczania opartego na Słowie Bożym zawsze będzie poprzedzać każdy okres modlitwy. Jeżeli o mnie chodzi, gdyby wyznaczono mi okres trzydziestu minut, aby pomóc wiernym pragnącym otrzymać dar Ducha Świętego, zawsze co najmniej połowę tego czasu - co najmniej pierwszych piętnaście minut - poświęciłbym na udzielenie zgodnego z Pismem pouczenia. Wtedy następnych piętnaście minut poświęconych modlitwie przyniesie o wiele bardziej pozytywne wyniki niż pełnych trzydzieści minut modlitwy nie poprzedzonej żadnym pouczeniem. A zatem widzimy, że podstawowy warunek otrzymania daru Ducha Świętego został określony przez Pawła jako "słuchanie z wiarą". Jednakże ustalając tę zasadę musimy uważać, aby ustrzec się przed fałszywym zrozumieniem tego, co określa się mianem wiary. Wiara nie ma zastępować posłuszeństwa. Wprost przeciwnie, prawdziwa wiara zawsze przejawia się przy pomocy posłuszeństwa. W ten sposób posłuszeństwo staje się zarówno kryterium, jak i dowodem wiary. Stosuje się to w jednakowym stopniu do otrzymania Ducha Świętego, jak i do każdej innej dziedziny łaski Bożej. Wyraźnie daje to do zrozumienia Apostoł Piotr w swym oświadczeniu skierowanym do rady żydowskiej, co podają Dzieje Apostolskie, rozdział 5 wiersz 32: "A my jesteśmy świadkami tych rzeczy, a także Duch Święty, którego Bóg dał tym, którzy mu są posłuszni".

Mówiąc o darze Ducha Świętego, Paweł podkreśla wiarę, podczas gdy Piotr podkreśla posłuszeństwo. Jednakże pomiędzy tymi dwoma postawami nie zachodzi żadna sprzeczność. Prawdziwa wiara zawsze łączy się z posłuszeństwem. Całkowita wiara niesie całkowite posłuszeństwo. Piotr mówi tu, że gdy nasze posłuszeństwo jest całkowite, wtedy dar Ducha Świętego należy do nas. Jakie są etapy całkowitego posłuszeństwa towarzyszącego dążeniu do otrzymania daru Ducha Świętego? Możemy przeanalizować sześć etapów, przedstawionych w Piśmie, które wyznaczają ścieżkę posłuszeństwa prowadzącą do daru Ducha Świętego. Pierwsze dwa etapy określa Apostoł Piotr w Dz 2,38: "Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego".

Dwa etapy określone tu przez Piotra to - po pierwsze - "opamiętajcie się", a po drugie - "ochrzcijcie się". Nawrócenie jest wewnętrznym odmienieniem serca i postawy wobec Boga, które przywraca zgodę i pokój pomiędzy Bogiem a grzesznikiem. Następujący później chrzest jest zewnętrznym aktem, przy pomocy którego wierny potwierdza wewnętrzną zmianę zaistniałą w jego sercu pod wpływem łaski Bożej. Trzeci etap tej drogi prowadzącej do pełni Ducha Świętego określa Jezus w Ewangelii według św. Jana, rozdział 7 wiersze 37 i 38:"Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie  do mnie i pije. Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej". W następnym wierszu autor Ewangelii wyjaśnia, że ta obietnica Jezusa odnosi się do daru Ducha Świętego. Zgadza się to z tym, co Jezus mówi także w Ewangelii według św. Mateusza, rozdział 5 wiersz 6:"Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni".

Niezbędnym warunkiem otrzymania pełni Ducha Świętego jest łaknienie i pragnienie. Bóg nie marnuje swych błogosławieństw na tych, którzy nie odczuwają potrzeby ich otrzymania. Wielu praktykujących chrześcijan, którzy prowadzą dobre, godne szacunku życie i którzy właściwie rozumieją wszystkie podstawowe założenia doktrynalne, nigdy nie otrzymuje pełni Ducha Świętego po prostu, dlatego, że nie odczuwają takiej potrzeby. Osiągnęli zadowolenie bez tego błogosławieństwa i Bóg nie ingeruje w ich sprawy. Z ludzkiego punktu widzenia dosyć często zdarza się, że dar Ducha Świętego otrzymują ci, którzy sprawiają wrażenie osób najmniej na to zasługujących, a nie otrzymują ci, którzy sprawiają wrażenie, że najbardziej na to zasługują. Wyjaśnia to Ewangelia według św. Łukasza, rozdział l wiersz 53: "Łaknących nasycił dobrami, a bogatych odprawił z niczym". Bóg nie mierzy naszych potrzeb naszymi zasługami, lecz pragnieniami.

Czwarty etap na drodze prowadzącej do osiągnięcia pełni Ducha Świętego określił Jezus w Ewangelii według św. Łukasza, rozdział 11 wiersz 13: "Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą"

Jezus wyraźnie tu stwierdza, że te dzieci Boga, które chcą otrzymać Ducha Świętego, mają obowiązek proszenia o ten dar niebieskiego Ojca. Czasami słyszy się, że chrześcijanie wypowiadają się mniej więcej tak: "Jeśli Bóg chce, abym miał Ducha Świętego, da mi Go. Nie muszę prosić Go o to". Jednakże taka postawa nie jest zgodna z Pismem. Jezus wyraźnie naucza, że dzieci Boże powinny prosić swego niebieskiego Ojca o ten specjalny dar Ducha Świętego. Następnym krokiem po proszeniu jest przyjęcie. W Ewangelii według św. Jana, rozdział 7 wiersz 37, krok ten został określony przez Jezusa jako picie, gdyż mówi On: "Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije". "Picie" oznacza czynny proces przyjmowania. Napełnienie Duchem Świętym nie może odbyć się przy negatywnej czy biernej postawie. Nikt nie może pić inaczej, niż przy aktywnym udziale własnej woli; i nikt nie może pić z zamkniętymi ustami. Tak jak odbywa się to w świecie fizycznym, tak samo dzieje się w świecie duchowym. W Ps 81,11 Pan mówi: "...otwórz szeroko swe usta, a napełnię je". Bóg nie może napełnić zamkniętych ust. Chociaż wydaje się to oczywiste, niemniej jednak są tacy, którzy nie otrzymują pełni Ducha tylko dlatego, że nie otwierają ust. Następnym po piciu, szóstym a zarazem ostatnim krokiem do otrzymania pełni Ducha Świętego jest "oddanie". W Rz 6,13 Paweł mówi chrześcijanom o dwojakim poddaniu się Bogu. Stwierdza: "...oddawajcie siebie Bogu jako ożywionych z martwych, a członki swoje Bogu na oręż sprawiedliwości".

Zwróćcie uwagę na dwa kolejne etapy przedstawione tu nam jako chrześcijanom. Pierwszym poddaniem jest oddanie "siebie" - oddanie siebie, oddanie swej woli i osobowości. Jednakże to nie wszystko. Istnieje dalszy stopień poddania, które jest poddaniem nie tylko naszej woli, lecz także naszych rzeczywistych fizycznych "członków". Osiągnięcie tego drugiego stopnia poddania wymaga dalszego zwiększenia zaufania do Boga. Poddając siebie - swoją wolą, okazujemy posłuszeństwo objawionej woli Bożej, lecz jednocześnie zachowujemy możność posługiwania się własnym rozumem. Jesteśmy skłonni robić to, czego Bóg od nas zażąda, o ile najpierw zrozumiemy, czego od nas się oczekuje. Natomiast oddając Mu swoje fizyczne członki wychodzimy poza to ograniczenie. Już nie pragniemy przy pomocy intelektu zrozumieć, czego Bóg od nas żąda. Po prostu przekazujemy Bogu nieograniczoną władzę nad naszymi fizycznymi członkami i pozwalamy Mu rządzić nimi zgodnie z Jego wolą i planem, nie mając nawet satysfakcji z intelektualnego zrozumienia tego, co Bóg robi czy dlaczego to robi. Dopiero, gdy wkroczymy w okres drugiego poddania, docieramy do punktu całkowitego, bezwarunkowego oddania się. I właśnie w tym momencie Duch Święty przybywa w całej swej pełni i przejmuje władzę nad naszymi członkami. Szczególnie musi On mieć pełnią władzy nad tym nieposłusznym członkiem, którego żaden człowiek nie może ujawnić - nad językiem. Tak, więc oddanie naszych języków Duchowi Bożemu, aby mógł rządzić nami zgodnie ze swoją wolą, a w oderwaniu od wskazań naszego rozumu i umysłu, oznacza punkt kulminacyjny oddania się - poddania - całkowitego posłuszeństwa. Właśnie dzięki temu otrzymujemy dar Ducha Świętego. Tak, więc przedstawiliśmy w ogólnym zarysie sześć kolejnych kroków prowadzących do otrzymania pełni Ducha Świętego: pierwszy - nawrócenie; drugi - przyjęcie chrztu; trzeci - odczuwanie pragnienia, czwarty - proszenie; piąty - picie, to znaczy aktywne otrzymywanie; szósty - oddanie się, to znaczy oddanie ostatecznej władzy nad naszymi fizycznymi członkami bez uciekania się do pomocy naszego umysłu czy rozumu.

Z tego zarysu automatycznie wyłania się pytanie: czy musi być prawdziwe twierdzenie, że każdy człowiek, który otrzymał dar Ducha Świętego, przeszedł przez te wszystkie sześć przedstawionych tu etapów? Odpowiedź na to pytanie brzmi: "nie". Łaska Boska jest wszechwładna. Jeśli Bóg uważa to za właściwe, może dobrowolnie w swej łasce dotrzeć do potrzebujących dusz pomijając warunki przedstawione w Jego Słowie. Łaska Boska nie musi być ograniczona warunkami, które On sam narzuca. Lecz z drugiej strony, jeśli te warunki zostaną całkowicie spełnione, wierność Boga nigdy nie wstrzyma błogosławieństwa, które sam obiecał. Wydaje się, że niektóre spośród nakreślonych tu etapów zostały pominięte przez ludzi, którzy pomimo tego otrzymali dar Ducha Świętego. Dar Ducha Świętego w szczególności jest czasami ofiarowywany ludziom, którzy nigdy nie zostali ochrzczeni i którzy nigdy nie prosili Boga o ten konkretny dar. Wiem o tym z własnego doświadczenia. Ja sam otrzymałem dar Ducha Świętego zanim zostałem ochrzczony i chociaż nigdy konkretnie o to nie prosiłem. Jeśli chodzi o te dwie sprawy, Bóg w swej wszechwładnej łasce dobrowolnie dotarł do mnie pomijając warunki narzucone w Jego Słowie. Ze swej strony jednak zdaję sobie sprawę, że obecnie tym większy mam dług wobec łaski Bożej. Z pewnością ta sytuacja nie zostawia mi furtki do okazywania dumy, do zaniedbywania obowiązków czy do nieposłuszeństwa. Jednakże wydaje się, że Bóg nigdy nie ofiarowuje daru Ducha Świętego, gdy pozostałe cztery podane w Jego Słowie warunki nie są spełnione. To znaczy Bóg nigdy nie obdarza Duchem Świętym tych, którzy najpierw się nie nawrócą, a później, po nawróceniu, nie będą odczuwać duchowego pragnienia i nie okażą chęci zarówno otrzymania tego daru, jak i podporządkowania się władzy Ducha.

Na zakończenie tej serii szkiców poświęconych tematowi chrztu w Duchu Świętym należałoby jeszcze raz podkreślić ścisły związek pomiędzy pełnią Ducha Świętego a posłuszeństwem. Jak mówi Piotr, dar Ducha Świętego przeznaczony jest dla tych, którzy są posłuszni Bogu. Nawet, gdy Bóg w swej łasce ofiarowuje ten dar tym, którzy nie spełnili wszystkich warunków podanych w Jego Słowie, i tak nie ma tu miejsca na zaniedbywanie obowiązków czy nieposłuszeństwo. W dziesiątym rozdziale Dziejów Apostolskich czytamy, że gdy Piotr nauczał w domu Korneliusza, Duch Święty zstąpił na tych wszystkich, którzy słuchali jego słów. Jednakże tekst Dziejów Apostolskich wyraźnie daje do zrozumienia, że ten przejaw łaski Bożej w żadnym wypadku nie może być uważany za środek zastępujący posłuszeństwo wobec Słowa Bożego, gdyż w ostatnim wierszu tego rozdziału — Dzieje Apostolskie, rozdział 10 wiersz 48 - czytamy: "I (Piotr) rozkazał ich ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa". Nawet tych, którzy otrzymali dar Ducha Świętego, obowiązuje nakaz Słowa Bożego, którego nie można zignorować: nakaz polecający im poddać się obrządkowi chrztu w wodzie. W sferze darów duchowych musimy przede wszystkim nieustannie wystrzegać się duchowej pychy. Im obfitsze są dary łaski Bożej, które otrzymujemy, tym większy mamy obowiązek posłuszeństwa i wierności w posługiwaniu się i dysponowaniu tymi darami. Ta zasada odpowiedzialności za otrzymaną łaskę podsumowana została w Łk 12,48 słowami Jezusa, dotyczącymi posługiwania się darami: "Komu wiele dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się wymagać".

Im obfitsze są dary i łaski, które otrzymujemy od Boga poprzez Chrystusa, tym większy mamy obowiązek życia w pokorze, uświęceniu i nieustającym posłuszeństwie.
 

 

EPILOG: W OBŁOKU I W MORZU


Jaką rolę pełni chrzest wodą i chrzest w Duchu Świętym w ogólnym planie Boga dotyczącym wszystkich chrześcijańskich wiernych? Pisma Pawła zawierają jeden szczególny fragment, który rzuca specjalne światło na to pytanie. Fragment ten znajduje się w 1Kor 10,1-4: "A chcę, bracia, abyście dobrze wiedzieli, że ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przez morze przeszli. I wszyscy w [imię] Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu. I wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli, i wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skalą tą był Chrystus". Trochę dalej w tym samym rozdziale Paweł ukazuje związek pomiędzy tymi przeżyciami Izraelitów opisanymi w Starym Testamencie a przeżyciami chrześcijan z Nowego Testamentu. W wierszu szóstym mówi: "A to stało się dla nas wzorem, ostrzegającym nas, abyśmy złych rzeczy nie pożądali, jak tamci pożądali". I znowu w wierszu jedenastym: "A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków". Innymi słowy, Paweł mówi, że te przeżycia Izraela mające miejsce w okresie Starego Testamentu nie są tylko interesującymi historycznymi wydarzeniami z przeszłości, lecz zawierają także pilną i ważną wiadomość dla nas jako chrześcijan żyjących w obecnym wieku. Te przeżycia Izraela zostały specjalnie zanotowane, pod wpływem Boskich wskazówek, aby stały się przykładami, czyli wzorcami zachowania, które zgodnie z zamiarem Boga mają być dokładnie naśladowane przez wszystkich chrześcijańskich wiernych tego okresu. Dlatego Paweł mówi: "A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane — jako przykłady —jako wzory zachowania, i jest napisane ku przestrodze dla nas —to znaczy aby udzielić nam wskazówek i ostrzec nas — którzy znaleźliśmy się u kresu wieków — to znaczy nas, którzy teraz żyjemy w końcowym okresie obecnego wieku"

Pamiętając o tym, powróćmy teraz do pierwszych czterech przeczytanych już przez nas wierszy tego rozdziału i dokładnie zastanówmy się, jakie są to przykłady czy pouczenia, których Paweł nam tu udziela. Przede wszystkim zauważamy, że w tych czterech wierszach bardzo krótkie, lecz ważne słowo "wszyscy" występuje pięć razy. Paweł mówi:"...ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przez morze przeszli. I wszyscy w [imię] Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu. I wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli. I wszyscy ten sam napój duchowy pili"

Paweł wyraźnie tu podkreśla, że Bóg zaplanował, aby wszystkie te przykłady czyli wzory naśladowane były przez wszystkich wierzących w Niego ludzi. Bóg nie robi tu żadnych wyjątków. Te rzeczy zostały przeznaczone dla wszystkich członków ludu Bożego. Jakie konkretnie są te wzory zachowań, które Paweł ma tu na myśli? Widzimy, że wymienione tu zostały cztery kolejne przeżycia. Pierwsze - wszyscy zostawali pod obłokiem; drugie - wszyscy przeszli przez morze; trzecie - wszyscy spożywali ten sam pokarm duchowy; czwarte - wszyscy pili ten sam duchowy napój. A zatem to są wymienione cztery wzorcowe przeżycia, które mają być naśladowane przez cały lud Boży; przejście pod obłokiem, przejście przez morze; spożywanie tego samego pokarmu duchowego i picie tego samego duchowego napoju. Naturalnie, teraz zadamy sobie pytanie: jakim doznaniom chrześcijańskich wiernych obecnego okresu odpowiadają te cztery wzory przeżyć? Jaka płynie stąd nauka dla was, współczesnych chrześcijan? Szukając odpowiedzi na to pytanie zauważamy, że te cztery przeżycia same w sobie tworzą dwie odrębne pary. Pierwsze dwa - przejście pod obłokiem i przejście przez morze - były pojedynczymi przeżyciami, które wydarzyły się tylko raz. Następne dwa - spożywanie i picie duchowego pokarmu i napoju - były powszednimi zdarzeniami, które regularnie powtarzały się przez długi okres czasu. Zacznijmy od pierwszej pary przeżyć - tych, które wydarzyły się tylko raz: od przejścia pod obłokiem i przez morze. Co znaczą one dla nas jako chrześcijan? Kluczem do zrozumienia tego problemu jest charakterystyczny zwrot, którym Paweł posługuje się w związku z tymi dwoma wydarzeniami - to znaczy przejściem pod obłokiem i przejściem przez morze. W związku z każdym z tych przeżyć Paweł używa tego samego wyrażenia, a mianowicie: "być ochrzczonym". Paweł mówi: "wszyscy w [imię] Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu". A zatem te dwa wydarzenia wyraźnie odpowiadają dwóm postaciom chrztu, a one obie są rodzajem chrztu, które Bóg przeznaczył wszystkim chrześcijanom żyjącym w obecnym okresie. Jakim dwóm formom chrztu odpowiadają te dwa przeżycia? W świetle naszych poprzednich szkiców łatwo jest nam teraz dać odpowiedź na to pytanie. Dla Izraelitów chrzest w obłoku był tym, czym dla chrześcijan obecnego okresu jest chrzest w Duchu Świętym. Dla Izraelitów chrzest w morzu był tym, czym dla chrześcijan obecnego okresu jest chrzest wodą. Mówiąc krócej: chrzest w obłoku odpowiada obrządkowi chrztu w Duchu Świętym; chrzest w morzu odpowiada obrządkowi chrztu w wodzie. Jeśli teraz zbadamy opisane w Starym Testamencie szczegóły tych dwóch przeżyć Izraelitów, przekonamy się, jak należycie każde z nich spełnia funkcję wzoru odpowiednich przeżyć dla współczesnych chrześcijan. Historyczną relację z przejścia Izraelitów pod obłokiem i przez morze znajdziemy w 2Mojż 13 i 14r. Te dwa rozdziały opisują, jak po złożeniu w ofierze paschalnej baranka Izraelici tej samej nocy rozpoczęli swą ucieczkę z Egiptu, jak dotarli do brzegów Morza Czerwonego i cudownie przeszli przez nie jak po suchym lądzie.

Pierwsza wzmianka o ich przejściu pod obłokiem znajduje się w 2Mojż 13,20-22: "I wyruszyli z Sukkot i rozłożyli się obozem w Etam, na skraju pustyni. A Pan szedł przed nimi w dzień w słupie obłoku, by ich prowadzić w drodze, a w nocy w słupie ognia, aby im świecić, żeby mogli iść dniem i nocą. Nie ustępował sprzed ludu słup obłoku w dzień ani słup ognia w nocy".

Mówiąc o tym w 1Kor 10 Paweł rzekł: "ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem". To pozwala nam zrozumieć, że w pewnym momencie podróży Izraelitów z Egiptu ten niezwykły, nadprzyrodzony obłok spłynął z góry zatrzymując się nad nimi i od tej pory wciąż nad nimi się unosił. Nie ma żadnych wątpliwości, że obłok ten Izraelici byli w stanie dostrzec zmysłami i że przybierał on dwie różne postacie. Za dniami był to obłok dający cień i ochraniający przed promieniami słońca. W nocy był to słup ognia dający światło i ciepło w ciemnościach i chłodzie nocy. Zarówno w nocy jak i w dzień był on dla Izraelitów Boskim przewodnikiem wskazującym im kierunek wędrówki.

Jeśli teraz przejdziemy do czternastego rozdziału 2Mojż, znajdziemy tam dwa dalsze fakty objawione w związku z tym cudownym obłokiem. Po pierwsze, sam Bóg - PAN Jahwe - był osobiście obecny w tym obłoku. Po drugie, obłok ten służył zarówno oddzieleniu, jak i uchronieniu Izraelitów od Egipcjan. Fakty te zostały zanotowane w 2Mojż 14,19-20: "A anioł Boży, który kroczył przed obozem Izraela, przesunął się i szedł za nimi. I ruszył słup obłoku sprzed oblicza ich i stanął za nimi, tak iż wsunął się między obóz Egipcjan i obóz Izraela. Z jednej strony obłok był ciemnością, z drugiej zaś strony rozświetlał noc. I nie zbliżyli się przez całą noc jedni do drugich".

Trochę dalej, w wierszu 24 tego samego rozdziału, znowu czytamy o tym obłoku: "A nad ranem spojrzał Pan na wojsko Egipcjan ze słupa ognia i obłoku, wzniecił popłoch w wojsku egipskim".

Z tej relacji dowiadujemy się, że sam PAN, Jahwe, potężny Anioł Boga znajdował się w tym obłoku i działał w tym obłoku. Właśnie w tym obłoku przeszedł nad Izraelitami z przodu do tyłu i w tym obłoku we własnej osobie stanął pomiędzy Izraelitami a Egipcjanami, aby odgrodzić i uchronić swój lud od ich wroga. Widzimy także, że obłok zupełnie co innego znaczył i wywoływał wśród Izraelitów niż wśród Egipcjan. Dla Egipcjan był on "obłokiem ciemności", natomiast Izraelitom "oświecał noc". Obłok ten był ciemnością dla Egiptu, ludzi tego świata; natomiast dla Izraelitów, ludu Bożego, był on światłem.

Ponadto, gdy wstał świt, oddziaływanie obłoku okazało się dla Egipcjan jeszcze straszliwsze. Czytamy, że "...nad ranem spojrzał Pan na wojsko Egipcjan ze słupa ognia i obłoku, wzniecił popłoch w wojsku egipskim". Powiedzieliśmy sobie, że obłok, pod którym Izraelici przeszli i w którym byli ochrzczeni, jest symbolem lub wyobrażeniem chrztu w Duchu Świętym. Przedstawimy teraz pokrótce w sposób uporządkowany fakty, które ustaliliśmy na temat tego obłoku, i przekonamy się, jak dokładnie i jak doskonale każdy z nich pasuje do chrztu w Duchu Świętym. A oto są główne fakty objawione w związku z tym obłokiem. Fakt pierwszy: spłynął on na lud Boży z góry, z nieba. Fakt drugi: nie było to tylko niewidzialne oddziaływanie, lecz był on dostrzegalny zmysłami. Fakt trzeci: dawał on cień chroniący od upału podczas dnia oraz światło i ciepło podczas nocy. Fakt czwarty: dla ludu Bożego był on Boskim przewodnikiem wskazującym im kierunek wędrówki. Fakt piąty: w obłoku tym był faktycznie, osobiście obecny sam PAN, Jahwe, i właśnie w tym obłoku Pan przybył osobiście, aby uratować swój lud od wroga. Fakt szósty: obłok dawał światło ludowi Bożemu, natomiast dla ich wroga ten sam obłok był czymś ciemnym i przerażającym. Fakt siódmy: obłok znalazł się pomiędzy ludem Bożym a jego wrogiem, w ten sposób odgradzając i chroniąc Izraelitów. Przekonajmy się teraz, jak doskonale każdy z tych faktów przedstawia ważne aspekty prawdy dotyczącej chrztu w Duchu Świętym i co to przeżycie znaczy dla ludu Bożego obecnego okresu. Po pierwsze, chrzest w Duchu Świętym jest wspaniałą, osobistą obecnością samego Boga spływającą na lud Boży z nieba, otaczającą i zanurzającą ich. Po drugie, chrzest w Duchu Świętym nie jest tylko niewidzialnym oddziaływaniem, lecz jest on czymś, co można dostrzec przy pomocy zmysłów, a skutki, które on wywołuje, mogą być zarówno widziane, jak i słyszane. Po trzecie, Duch Święty przybywający w ten sposób jest wyznaczonym Pocieszycielem ludu Bożego: dając cień zapewnia osłonę przed upałem, a światło i ciepło w ciemności i chłodzie. Po czwarte, Duch Święty jest Boskim przewodnikiem ludu Bożego, kierującym nim w jego ziemskiej wędrówce. Po piąte, temu przeżyciu towarzyszy rzeczywista obecność samego Pana, gdyż w związku z nim Jezus powiedział w Ewangelii według św. Jana, rozdział 14 wiersz 18: "Nie zostawię was sierotami. Przyjdę - ja sam osobiście - do was". Po szóste, chrzest w Duchu Świętym daje ludowi Bożemu światło, natomiast dla ludzi tego świata to nadprzyrodzone wydarzenie pozostaje czymś ciemnym, niepojętym, a nawet przerażającym; w Pierwszym Liście do Koryntian, rozdział 2 wiersz 14, Paweł mówi: "Ale człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać". Po siódme, chrzest w Duchu Świętym, jako duchowe doznanie, wyznacza granicę pomiędzy ludem Bożym a ludźmi tego świata; on zarówno oddziela, jak i chroni lud Boży od grzesznego, powodującego zepsucie wpływu tego świata.

Tyle na temat "chrztu w obłoku". Zajmijmy się teraz "chrztem w morzu". Przejście Izraelitów przez Morze Czerwone zostało opisane w tym samym czternastym rozdziale 2 Księgi Mojżeszowej. W 2 Księdze Mojżeszowej, rozdział 14 wiersze 21 i 22, czytamy: "A Mojżesz wyciągnął rękę nad morze, Pan zaś sprowadził gwałtowny wiatr wschodni wiejący przez całą noc i cofnął morze, a zamienił w suchy ląd. Wody się rozstąpiły. A synowie izraelscy szli środkiem morza po suchym gruncie, wody zaś były im jakby murem po ich prawej i lewej stronie".

Następnie czytamy, jak Egipcjanie usiłowali przeprawić się przez Morze Czerwone w ten sam sposób, w jaki zrobili to Izraelici; a punkt kulminacyjny całego zdarzenia, z końcową klęską Egipcjan, został opisany w wierszu 27: "Mojżesz wyciągnął rękę nad morze i wróciło morze nad ranem na swoje miejsce, podczas gdy Egipcjanie uciekali w jego stronę. Tak wtrącił Pan Egipcjan w sam środek morza"

Równolegle z tą relacją 2 Księgi Mojżeszowej powinniśmy również przeczytać natchniony komentarz Pisma, przedstawiony w Liście do Hebrajczyków, rozdział 11 wiersz 29: "Przez wiarę (Izraelici) przeszli przez Morze Czerwone jak po suchej ziemi, gdy zaś Egipcjanie podjęli tę próbę, potonęli".

W świetle tych dwóch fragmentów możemy teraz pokrótce przytoczyć główne fakty objawione w związku z przejściem Izraelitów przez Morze Czerwone i przekonać się, jak dokładnie i jak doskonale każdy z nich pasuje do chrześcijańskiego chrztu wodą. Fakt pierwszy: przejście Izraelitów przez Morze Czerwone było możliwe tylko dzięki nadprzyrodzonemu wpływowi mocy Bożej. Fakt drugi: Izraelici mogli skorzystać z tego daru tylko dzięki swej wierze; wody rozstąpiły się, a następnie zamknęły pod wpływem aktu wiary ze strony Mojżesza i Izraelici jako całość mogli przejść przez Morze Czerwone tylko dzięki wierze. Fakt trzeci: Egipcjanie, próbując zrobić to samo, lecz bez wiary, nie zostali zbawieni, lecz zgładzeni. Fakt czwarty: Izraelici weszli do wody, przeszli przez wodę i wyszli z wody. Fakt piąty: po przejściu przez morze nieodwołalnie został zerwany ostatni bezpośredni kontakt Izraelitów z Egiptem i odsunięta ostatnia groźba dostania się pod panowanie Egipcjan. Fakt szósty: Izraelici wyszli z morza na nową ziemię, aby żyć j tam zgodnie z nowymi prawami i aby słuchać nowego przywódcy. Przekonajmy się teraz, jak doskonale każdy z tych faktów przedstawia ważne aspekty prawdy dotyczącej chrześcijańskiego chrztu wodą oraz co to przeżycie znaczy dla ludu Bożego obecnego okresu. Po pierwsze, możność chrześcijańskiego chrztu wodą wierni uzyskali tylko dzięki nadprzyrodzonej śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Po drugie, chrzest chrześcijański jest skuteczny tylko poprzez osobistą wiarę ze strony wiernego: "kto wierzy i został ochrzczony, będzie zbawiony". Po trzecie, ci którzy poddają się temu obrządkowi bez osobistej wiary, są jak Egipcjanie wchodzący do Morza Czerwonego: czyn ten nie ocali ich, lecz zniszczy. Po czwarte, w każdym opisanym w Nowym Testamencie przypadku chrztu osoba ochrzczona wchodzi do wody, przechodzi przez wodę i wychodzi z wody. Po piąte, zgodnie z zamierzeniami Boga chrzest w wodzie ma oddzielić wiernego od świata i od dalszego panowania świata nad jego życiem. Po szóste, po przyjęciu chrztu wierny zostaje wprowadzony przez Boga w nowe życie, w którym obowiązują nowe prawa i którym kieruje nowy przywódca. Potwierdza to wypowiedź Pawła zanotowana w Liście do Rzymian, rozdział 6 wiersz 4: "Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest i śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili".

Przekonaliśmy się, że wyzwalając się spod władzy Egiptu wszyscy członkowie ludu Bożego podległego prawom Starego Testamentu dzielili dwa przeżycia wspólne każdemu z nich: każdy z nich przeszedł pod obłokiem i przez morze; każdy z nich został ochrzczony w obłoku i w morzu. Zajmijmy się teraz przez chwilę miejscem, jakie te dwa zdarzenia zajmowały w ogólnym planie Boga dotyczącym zbawienia Jego ludu. Przede wszystkim widzimy, że Boskie dzieło wyzwolenia Jego ludu w rzeczywistości rozpoczęło się w Egipcie. Bóg posłał wyznaczonego przez siebie wybawiciela, Mojżesza, do swego ludu, do Izraelitów, do miejsca położonego dokładnie w środku Egiptu, gdzie oni żyli i gdzie cierpieli nędzę i niewolę. Tam Bóg ocalił swój lud od gniewu i sądu poprzez ich wiarę w krew ofiary, którą Sam wyznaczył - to znaczy paschalnego baranka. Jednakże, gdy Bóg już zbawił w Egipcie swój lud, nie pozwolił im dłużej tam pozostać. Wprost przeciwnie, rozkazał im wyruszyć z Egiptu jeszcze tej samej nocy, gdy zostali zbawieni, w pośpiechu, z przepasanymi biodrami, już nie jako zwykły tłum niewolników, lecz jako armia przygotowana do wojny. Gdy Egipcjanie wyruszyli za Izraelitami, zdecydowani znowu uprowadzić ich do Egiptu do niewoli, następne dwa etapy Boskiego planu wyzwolenia Jego ludu polegały na nakłonieniu ich do przejścia pod obłokiem i przez morze. W ten sposób Bóg osiągnął dla swego ludu dwa główne cele. Po pierwsze, zakończył dzieło wyzwolenia ich z egipskiej niewoli; po drugie, poczynił niezbędne kroki zabezpieczające nowe życie, w które ich wprowadzał. Jeszcze raz przekonujemy się, że wszystkie te wydarzenia są przykładami lub wzorami Boskiego planu wyzwolenia ułożonego z myślą o Jego ludzie żyjącym w obecnym okresie. Dzisiaj w dalszym ciągu Bóg w miłosierdziu i łasce przybywa tam, gdzie grzesznik żyje, gdzie na tym świecie cierpi nędzę i niewolę. Tam Bóg zbawia grzesznika poprzez jego wiarę - wiarę nie w krew paschalnego baranka, lecz w krew Jezusa Chrystusa, "baranka Bożego, który przejmuje grzech świata". Dzisiaj w dalszym ciągu natychmiast po tym początkowym akcie zbawienia Bóg rozkazuje grzesznikowi zerwać ze starym życiem, starymi przyzwyczajeniami i znajomościami. To wezwanie Boga do zerwania z tym wszystkim i odseparowania się od tego dziś nadal jest tak samo wyraźne, jak wezwanie Boga nakazujące Izraelitom opuścić Egipt; a wiemy to stąd, że w Drugim Liście do Koryntian, rozdział 6 wiersz 17 i 18, Paweł mówi do chrześcijan: "Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan. I nieczystego się nie dotykajcie; a Ja przyjmę was. I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący".

W obecnych czasach w dalszym ciągu szatan, bóg tego świata, usiłuje postępować tak, 'jak postąpił faraon - iść za ludem Bożym, gdy on ucieka spod jego władzy, aby znowu mieć go w swej niewoli. Z tego powodu Bóg podwójnie zabezpieczył swój lud żyjący w obecnych czasach, co odpowiada podwójnemu obrządkowi chrztu Izraela w obłoku i w morzu. Bóg zarządził, aby po uzyskaniu poprzez wiarę w krew Chrystusa zbawienia wszyscy wierzący w Niego ludzie zostali następnie w Nim ochrzczeni zarówno w wodzie, jak i w Duchu Świętym. Zamiarem Boga jest, aby poprzez ten podwójny chrzest Jego lud został ostatecznie uwolniony od związków z tym światem i od jego władzy; i aby powrotna droga do starego życia od tej pory była dla nich na zawsze zamknięta. Przez ten podwójny chrzest Bóg podejmuje niezbędne kroki zabezpieczające nowe życie, w które później zamierza wprowadzić swój lud.

Na zakończenie rozważmy dwa pozostałe nakazy, które Bóg dał swemu ludowi żyjącemu w okresie Starego Testamentu, to znaczy nakaz polecający wszystkim spożywać ten sam duchowy pokarm i pić ten sam duchowy napój. Duchowym pokarmem przeznaczonym przez Boga dla wszystkich Izraelitów była manna, która regularnie każdego ranka spadała dla nich z nieba. Głównie tym nadprzyrodzonym pokarmem Izraelici żyli w czasie czterdziestu lat wędrówki przez pustynię. W Nowym Testamencie Paweł mówiąc o mannie nazywa ją "pokarmem duchowym". Innymi słowy, Paweł sygnalizuje, że dla nas jako chrześcijan żyjących w obecnym okresie manna odpowiada nie naturalnemu, materialnemu pokarmowi, którym musimy odżywiać nasze ciała, lecz duchowemu, nadprzyrodzonemu pokarmowi, którym musimy odżywiać nasze dusze. A zatem co jest tym duchowym, nadprzyrodzonym pokarmem chrześcijan żyjących w obecnym okresie? Odpowiedzią na to pytanie są słowa samego Chrystusa zanotowane w Ewangelii według św. Mateusza, rozdział 4 wiersz 4:"Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych". Pokarmem duchowym przeznaczonym przez Boga dla wszystkich wiernych obecnego okresu jest Słowo Boże. Gdy karmimy się wiarą opartą na spisanym Słowie Bożym, Piśmie Świętym, przyjmujemy do wnętrza swej istoty Boskie życie żywego Słowa, to znaczy samego Jezusa Chrystusa. Gdyż w Ewangelii według św. Jana, rozdział 6 wiersz 51, Jezus powiedział o sobie: "Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił". A zatem właśnie poprzez spisane Słowo - żywe słowo - żywy chleb z nieba zstępuje do duszy wiernego żyjącego w obecnym czasie. Zarządzenia dotyczące zbierania przez Izraelitów manny zostały przedstawione w rozdziale szesnastym 2 Księgi Mojżeszowej. Składają się na nie trzy główne punkty: pierwszy - zbierana była regularnie; drugi - zbierana była indywidualnie: trzeci - zbierana była rano. Te same trzy zasady stosują się do chrześcijan obecnego okresu. Każdy chrześcijanin musi żywić się Słowem Bożym regularnie, indywidualnie i rano. I wreszcie przyszła kolej na wyjaśnienie kilku spraw dotyczących przeznaczonego ludowi Bożemu duchowego napoju. Dla Izraelitów ze Starego Testamentu napojem tym był strumień, który wypływał ze skały. A Paweł mówi nam: "ta skała - to był Chrystus". Dla chrześcijan obecnego okresu przeznaczonym w sposób Boski napojem są strumienie Ducha Świętego wypływające z wnętrza ich istoty. Wyjaśnia to Jezus w Ewangelii według św. Jana, rozdział 7 wiersze 37 i 38, który to fragment dotyczy Ducha Świętego: "Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije! Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej".

Dla Izraelitów Starego Testamentu strumień ten wypływał z uderzonej skały; dla współczesnych chrześcijan strumień ten wypływa ze zranionego boku samego Zbawiciela, gdyż właśnie Jego zbawcza śmierć na krzyżu zdobyła dla wszystkich wiernych pełnię zamieszkującego w nich Ducha Świętego. Zastosujmy teraz pokrótce cały ten wzór do przeżyć chrześcijanina żyjącego w obecnym okresie. Bóg zarządził, aby każdy współcześnie żyjący chrześcijanin doświadczył pięciu rzeczy, które zostały zapowiedziane w Starym Testamencie przeżyciami Izraelitów. Te pięć wydarzeń to: zbawienie poprzez wiarę w krew Jezusa Chrystusa, chrzest w Duchu Świętym, chrzest w wodzie, codzienne karmienie się Słowem Bożym i codzienne picie ze swego wnętrza Ducha Świętego. Z tych pięciu wydarzeń pierwsze trzy - zbawienie oraz chrzest w wodzie i w Duchu - są wydarzeniami, które mają miejsce tylko raz i nie muszą być powtarzane. Ostatnie dwa - karmienie się Słowem Bożym i picie Ducha Świętego - są zwyczajami, które wierny musi praktykować regularnie każdego dnia swej ziemskiej wędrówki.

Wasz w służbie dla Pana
dr Derek Prince


 

 

Góra strony

 

A  CO  KRZYŻ MA  Z  TYM  WSPÓLNEGO?


Kiedy po raz drugi byłem w Kościele Zielonoświątkowym, a było to, zanim poznałem Pana, znalazłem się w bardzo dziwnej sytuacji. Mówca nauczał na temat: "Enocha nie było, bo Pan go zabrał". Był on jednym z tych kaznodziei, którzy lubią przedstawiać treści w żywy i nowoczesny sposób. Dlatego też nakreślił werbalny obraz policji z psami, próbującymi wytropić ślad po zaginionym Enochu. Do pewnego czasu psy miały trop, ale potem nagle wszelki ślad zaginął. Nie szedł ani na północ, ani na południe, ani na wschód, ani na zachód. Doszli więc do wniosku, że musiał zostać zabrany w górę. Z moim wykształceniem logicznym, wiedziałem, że ten wniosek jest logiczny.

Potem mówca doszedł do końca przesłania, a ja wiedziałem, co będzie dalej. Kaznodzieja powiedział: "Pochylmy głowy i zamknijmy oczy; jeśli chcesz osobistej więzi z Bogiem, podnieś rękę".

Podniosłem rękę i po westchnieniu ulgi kontynuowano nabożeństwo. Ponieważ grzesznicy na nabożeństwach byli w tamtych czasach rzadkością, jako jedyny odpowiedziałem na wezwanie.

Niestety, wkrótce mieli się rozczarować. Po nabożeństwie, kaznodzieja podszedł do mnie, wymieniliśmy spojrzenia i myślę, że zdał sobie sprawę, że ma problem. Dlatego też zadał mi dwa pytania. Zapytał: "Czy wierzysz, że jesteś grzesznikiem?" Moją specjalnością w psychologii były definicje, tak więc, aby odpowiedzieć na to pytanie, przebiegłem przez wszystkie definicje grzesznika, jakie mogłem sobie przypomnieć. Każda z nich pasowała do mnie. Dlatego odpowiedziałem: "Tak, wierzę, że jestem grzesznikiem". Potem zadał drugie pytanie: "Czy wierzysz, że Chrystus umarł za twoje grzechy?" Dokładnie pamiętam moją odpowiedź: "Prawdę mówiąc, nie wiem, co śmierć Jezusa Chrystusa 19 wieków temu mogłaby mieć wspólnego z grzechami, które popełniłem w moim życiu". Wtedy napotkałem na skałę. Kaznodzieja miał na tyle mądrości, żeby nie kłócić się wtedy ze mną, ale wierzę, że kiedy odszedł, to modlił się za mnie.

Kiedy później poznałem Pana, moje problemy intelektualne odsunąłem na bok; nie zostały one całkowicie rozwiązane. Izajasz 53,6 mówi: "Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich".

Pomimo tego, że już wcześniej czytałem ten werset, nadal nie mogłem zrozumieć, jak coś, co miało miejsce 19 wieków temu, może mieć wpływ na moje grzechy.
Czytając pewnego dnia List do Hebrajczyków znalazłem odpowiedź. Hbr 9,14 mówiąc o mocy krwi Jezusa, stwierdza: "O ileż bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego ofiarował samego siebie bez skazy Bogu, oczyści sumienie nasze od martwych uczynków, abyśmy mogli służyć Bogu żywemu".

Stwierdzenie "przez Ducha wiecznego" rozwiązało mój problem.

Dzięki znajomości języków klasycznych dokładnie wiedziałem, jaki jest sens słowa wieczny. Nie oznacza ono nieograniczonego czasu. Określa coś, co istnieje poza czasem, w Królestwie innego czasu.
Zrozumiałem że to, co stało się na Kalwarii, wydarzyło się w wiecznym Królestwie. Nie było ograniczone do konkretnego czasu w historii człowieka. Ale w tym tłumaczeniu Bóg Ojciec złożył martwe uczynki wszystkich wieków przeszłości, teraźniejszości i przyszłości na ukrzyżowanego Jezusa. To rozwiązało problem.

To jest też kluczem do zrozumienia tego, co się stało, kiedy Jezus umarł na krzyżu. Bóg Ojciec sprawił, że w osobie Jezusa spotkały się wina, przewrotność i bunt każdego z nas razem ze wszystkimi złymi konsekwencjami buntu. Jeśli to zrozumiesz, wszystko, czego, będziesz potrzebował, będzie zawierało się w tym objawieniu.

Na krzyżu dokonała się Boska wymiana. Pomyśl o tym kluczowym słowie wymiana. Całe zło, spowodowane naszym buntem, Jezus wziął na siebie, abyśmy mogli mieć udział w całym błogosławieństwie, które należało się Jemu przez Jego bezgrzeszne posłuszeństwo. To jest fundamentem naszej wiary.

NASTĘPNY KROK

W jakim kierunku pójdziemy, mając już tę świadomość? Jakie życie powinna wytworzyć w nas ta prawda? Wierzę, że jeśli w pełni pojmiemy dzieło krzyża, skutkiem będzie pobożne życie.
Świętość nie jest słowem często używanym we współczesnym społeczeństwie. Jednym z oczywistych powodów jest fakt, że nie ma ludzi, których można by opisać tym określeniem. Stało się ono właściwie niemodne. W rzeczywistości jednak, sam Bóg szanuje i docenia świętość, domaga się też jej od swoich ludzi.
Może dobrze byłoby zdefiniować teraz świętość. Proponowałbym opisać świętość jako życie, które jest ciągłym pamiętaniem o Bożej rzeczywistości.
Znasz kogoś, kogo życie tak wygląda? Sama rozmowa, czy chociażby przebywanie w jednym pomieszczeniu z taką osobą, przypomina ci o Bogu. Czy znasz osobę, której obecność, życie i zachowanie przypominają o tym, że Bóg istnieje?

W 2Kor 2,14 Paweł podaje piękny opis takiego życia: "Ale Bogu niech będą dzięki, który w Chrystusie prowadzi nas w triumfalnym pochodzie i sprawia, że przez nas rozchodzi się wonność poznania Bożego po całej ziemi".

W tym wersecie widzę dwie rzeczy: zwycięstwo Jezusa, wypracowane w naszym życiu i rozprzestrzenianie się zapachu Jezusa. W innym miejscu (Kol 2) Paweł mówi, że Chrystus pokonał na krzyżu wszystkie moce zła. A w 2Kor 2,14 mówi, że Bóg daje nam zwycięstwo w Chrystusie. Triumf jest publiczną procesją, demonstracją odniesionego zwycięstwa. Tak więc mamy się stać częścią procesji Chrystusa, demonstrującej Jego zwycięstwo. Powinniśmy pokazywać Jego zwycięstwo wszystkim, którzy na nas patrzą. Takie życie pełne zwycięstwa prowadzi do czegoś cudownego. Gdziekolwiek idziemy, roznosimy wonność poznania Jezusa. Zapach jest piękną, ale ulotną rzeczą. Kobieta może użyć zaledwie parę kropel perfum, a twój nos wyłapie w powietrzu coś, czego żaden naukowy przyrząd nie jest w stanie wykryć. Zostawiła po sobie coś pięknego, ale też coś, co uruchamia pamięć.

Zapach prawdopodobnie bardziej niż cokolwiek innego pobudza pamięć.

Razem z żoną zwykliśmy spacerować wieczorami po mieście, w którym mieszkaliśmy. Często przechodziliśmy koło domu na rogu, obok którego rósł krzew. W dzień nie pachniał, ale wieczorem wydawał bardzo śliny zapach. Za każdym razem, kiedy przechodziliśmy tamtędy, mówiliśmy: "O, to ten krzew".

Ostatnio byłem za granicą i poczułem ten sam zapach. Natychmiast mój umysł przeniósł mnie do tego miasta, domu na rogu i krzewu. Zapach tworzy skojarzenia, stymuluje pamięć. Natomiast przez świętość zapach Jezusa rozchodzi się jak perfumy, gdziekolwiek idziemy.

Świętość ma trzy praktyczne aspekty. Przede wszystkim święta osoba czerpie wszystko od Boga. Nie ma żadnego polegania na sobie, żadnego pokładania ufności w ciele. Pobożny człowiek całkowicie ufa łasce i mocy Bożej. Jego życie polega na Bogu.

Po drugie świętość odnosi wszystko do Boga. Pobożna osoba nigdy nie podejmuje decyzji z własnej woli, w oparciu o własną moc. Zanim się czemuś poświęci, czeka na Boga. Zawsze chce wiedzieć: "Panie czy to Twoja wola? Jeśli jest to Twoja wola, to ja tego chcę. Jeśli nie jest to Twoja wola, to nie ważne jest, jak to jest atrakcyjne, pociągające, czy ekscytujące; to nie jest wtedy dla mnie".

W końcu po trzecie, pobożna osoba widzi Boga we wszystkim, bez względu na pozory czy próby. Mówi: "Może tego nie rozumiem, ale Bóg w tym jest. On jest moim Ojcem, On wyprowadzi z tego dobro".

SPRAWDŹ  KONTRAST

Naszkicowałem obraz świętości. Przyjrzyjmy się teraz jej przeciwieństwu - bezbożności. Słowo Boże podkreśla, że ludzie będą celować w bezbożności pod koniec obecnych czasów. Jestem też przekonany, że już teraz jest to bardzo widoczne. List Judy 14-16 mówi:

"O nich też prorokował Enoch, siódmy potomek po Adamie, mówiąc: Oto przyszedł Pan z tysiącami swoich świętych, aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich bezbożników za wszystkie ich bezbożne uczynki, których się dopuścili i za wszystkie bezecne słowa, jakie wypowiedzieli przeciwko Niemu bezbożni grzesznicy. Są to ludzie biadający nad swoim losem, kierujący się swoimi pożądliwościami; usta ich głoszą słowa wyniosłe, a dla korzyści schlebiają ludziom".

Zwróćcie uwagę, że w samym centrum tego opisu ludzkiego charakteru pod koniec wieku, słowo bezbożny pojawia się aż cztery razy. Jest to jeden z faktów, którym musimy stawić czoła we współczesnym świecie; bezbożność się szerzy. Opisując bezbożnych, Juda mówi: "Są to ludzie biadający nad swoim losem". Narzekanie jest z pewnością znakiem bezbożności tak, jak chwała jest dowodem pobożności.

Co w takim razie jest pozytywną alternatywą? Juda odpowiada parę wersetów dalej (w.20-21):

"Ale wy, umiłowani, budujcie siebie samych w oparciu o najświętszą wiarę waszą, módlcie się w Duchu Świętym, zachowajcie siebie samych w miłości Bożej, oczekując miłosierdzia Pana naszego Jezusa Chrystusa ku życiu wiecznemu".

Juda prezentuje potrójną reakcję na zalew bezbożności atakującej nasze zmysły. Po pierwsze mamy budować siebie samych w oparciu o wiarę. Przychodzi to przez nieustanne studiowanie i medytację nad Słowem Bożym. Następnie przez modlitwę w Duchu Świętym. I w końcu poprzez zachowywanie siebie samych w miłości. Jestem przekonany, że to znaczy ciągłe staranie się, by okazywać miłość i miłosierdzie.

Wasz w służbie dla Pana
dr Derek Prince
 


 

Góra strony

 

TRAKTUJ  BOGA  POWAŻNIE


Rozważając ostatnio różne definicje wiary, doszedłem do swojej własnej: Wiara jest traktowaniem Boga poważnie. Doszedłem do niej na skutek zetknięcia się z wieloma chrześcijanami, którzy opowiadali się za wiarą, ale nie traktowali Boga poważnie.
Traktowanie Boga poważnie oznacza poważne traktowanie Jego Słowa. Jeśli ktoś mówi do nas, a my większość tego lekceważymy lub nawet odrzucamy, to z pewnością nie traktujemy tej osoby poważnie. Faktycznie jesteśmy winni braku szacunku.
To samo dotyczy Boga. Jeśli lekceważymy lub odrzucamy większość tego , co On do nas mówi poprzez Pismo Święte, to nie traktujemy Go poważnie - faktycznie nie okazujemy mu szacunku.

Wielu chrześcijan ma właśnie taki stosunek do Boga. Traktują Słowo Boże jak bufet z zakąskami, gdzie wybiera się to, co nam smakuje, a resztę pomija.
Obietnice, przykazania, zakazy i ostrzeżenia Pisma Świętego mogą mieć praktyczne zastosowanie w naszym życiu. W dalszej części omówimy kilka przykładów ilustrujących każdy rodzaj Bożej dyscypliny i zastanowimy się, jak możemy je zrealizować we własnym życiu.

BOŻE OBIETNICE

Cztery Ewangelie zawierają wiele cudownych obietnic Jezusa, ale zanim odniesiemy je do siebie, warto dowiedzieć się, komu poszczególne obietnice były dane. Autorzy ewangelii wyraźnie zaznaczają różnice pomiędzy tym, co Jezus mówił do uczniów, a tym, co mówił do zgromadzonych tłumów czy poszczególnych ludzi, nie będących uczniami. Ponad 900 zapisanych wersetów zostało skierowanych do uczniów, a około 860 do tych którzy, nimi nie byli.

Cecha wyróżniająca uczniów to oddanie i zaangażowanie. Szczerze zobowiązali się do posłuszeństwa i naśladowania Jezusa bez względu na koszty, jakie musieli w związku z tym ponieść. Jezus osobiście postawił ten warunek:

"Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną nie może być uczniem moim.
Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być moim uczniem."  (Łk 14, 27.33)

Oczywiście my, którzy dzisiaj żyjemy, nie byliśmy obecni, kiedy Jezus to mówił. Dlatego zanim odniesiemy do siebie którąkolwiek z Jego obietnic, musimy zadać sobie pytanie: czy jestem tego rodzaju osobą, do której mówił Jezus? Czy jego obietnice odnoszą się do mnie? Czy mam do nich prawo?
Na przykład:


J 14,13 - "O cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię."
J 14,14 - "Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim spełnię to."
J 14,19 - "Ja żyję i wy żyć będziecie."
J 14,27 - "Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka..."

Te obietnice były dane grupie oddanych uczniów, w imieniu których Piotr powiedział: "Oto my opuściliśmy, co było nasze, a poszliśmy za Tobą".     (Łk 18, 28)

Domaganie się tych obietnic bez spełnienia tego warunku nie jest wiarą, ale zarozumiałością. Każdy z nas musi zadać sobie pytanie: Czy jestem uczniem czy tylko członkiem zboru?

BOŻE PRZYKAZANIA

A z tego wiemy że Go znamy, jeśli przykazania Jego zachowujemy. Kto mówi: Znam go, a przykazań Jego nie zachowuje, jest kłamcą i prawdy w nim nie ma.      (1Jana 2,3-4)

Nasza reakcja na Boże przykazania obnaża nasz faktyczny stan duchowy. Jeśli jesteśmy im posłuszni, to znaczy, że znamy Boga.
Biblia zawiera wiele przykazań dotyczących różnych dziedzin naszego życia, ale Jezus ujął je wszystkie w przykazaniu, dając mu pierwszeństwo przed innymi:                                               

"Nowe przykazanie daję wam abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie."  (J 13, 34-35)

Jeśli jesteśmy posłuszni temu przykazaniu, to wypełniamy całe Boże Prawo (zakon):
Albowiem cały zakon streszcza się w tym jednym słowie, mianowicie w tym: Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego. (Gal 5, 14)


Wszystkie przykazania dane zostały po to, abyśmy mogli posiąść miłość (cel ostateczny):
"A celem tego, co przykazałem, jest miłość płynąca z czystego serca i dobrego sumienia, i z wiary nieobłudnej, czego niektórzy nie osiągnęli i popadli w próżną gadaninę."     (1 Tm 1,5-6 )                  


Każda religijna działalność, która nie wytwarza miłości, jest tylko daremnym wysiłkiem. Pod tym kątem musimy ocenić nasze posłuszeństwo Bożym przykazaniom. Musimy zapytać siebie samych: Czy nasze życie wyraża Boża miłość?

BOŻE ZAKAZY

"Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca."  (1Jana 2,15)

W tych słowach Bóg zabrania nam kochać świat. Zmusza nas do dokonania wyboru. Możemy kochać świat albo kochać Boga Ojca. Nie możemy robić obu rzeczy jednocześnie. Musimy postanowić: albo kochamy świat, albo Boga. W Nowym Testamencie słowo świat oznacza wszystkich ludzi i wszelką działalność, która nie jest podporządkowana sprawiedliwym rządom wyznaczonego przez pana władcy, którym jest Jezus Chrystus. Świat jako taki, świadomie lub nieświadomie, buntuje się przeciw Bogu, dlatego jeśli miłujemy świat, to stajemy w jednym rzędzie z buntownikami.

Pociąg do świata w całym naszym życiu jest bardzo silny. Świat oferuje nam wiele pokus. Niektóre z nich wydają się nam niewinne, ale zawsze są zaprawione trucizną buntu. Jednym z głównych kanałów wpływu wywieranego na nas przez świat są media z wszystkimi swoimi formami rozrywki, jaką nam proponują. Doszedłem do wniosku, że przedstawienie czy widowisko nie jest pojęciem chrześcijańskim , skoro pozostawia ludzi całkowicie biernymi. W Biblii Bóg przewidział dla swojego ludu okresy radosnego świętowania, ale ludzie zawsze brali w nim aktywny udział. Nigdy nie pozostawali tylko biernymi widzami. Co więcej, wiele współczesnych programów poprzez pokazywanie przemocy i zepsucia przyczynia się do deprawacji. Kilka lat temu oglądaliśmy z Ruth świetny film komediowy. Akcja była naprawdę żywa, ale w kilku scenach aktorzy używali wulgarnego języka. Chciało nam się pójść jeszcze raz zobaczyć ten film, ale w końcu doszliśmy do wniosku, że nie możemy wystawić Ducha Świętego, który w nas mieszka, na te obrzydliwe słowa. Ostatecznie postanowiliśmy, że już nigdy dobrowolnie nie będziemy uczestniczyć w tym, co gloryfikuje grzech i obraża Jezusa Chrystusa. Postanowiliśmy także, że nie będziemy trzymać w domu książek czy innych przedmiotów, które mogą przynieść ujmę Chrystusowi. CZY TO JEST RADYKALIZM? Być może jest. Jeśli tak, to chrześcijaństwo jest radykalną religią .

BOŻE OSTRZEŻENIA

W 24r. Ewangelii Mateusza znajdujemy proroczą zapowiedź Jezusa dotyczącą dni ostatecznych. Jezus zaczyna od ostrzeżenia przed oszustwem i zwiedzeniem:                      

"Baczcie, żeby was kto nie zwiódł.                                                  

W 11w. Jezus powtarza to ostrzeżenie:                                            

"I powstanie wielu fałszywych proroków , i zwiodą wielu."

 

 Zwiedzenie jest największym pojedynczym niebezpieczeństwem, jakie czyha na chrześcijan w dniach ostatecznych. Ostrzeżenia z Mt 24r. były skierowane do apostołów, których wybrał sam Jezus, którzy stale z Nim przebywali przez 3,5 roku Jego służby. Skoro apostołowie potrzebowali ostrzeżenia, tym bardziej my, ponieważ nie jesteśmy wolni od takiego niebezpieczeństwa. Jednak spotykam wielu chrześcijan, którym się wydaje, że nie dotyczy ich ostrzeżenie o możliwości zwiedzenia. W 2Tes Paweł powtarza ostrzeżenie przed oszustwem przy okazji nadejścia antychrysta:  

"A ów niegodziwiec (tj. antychryst) przyjdzie za sprawa szatana z wielką mocą, wśród znaków i rzekomych cudów, i wśród wszelkich podstępnych oszustw wobec tych, którzy mają zginąć, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, która mogła ich zbawić." (2Tes 2, 9-10)

Wielu charyzmatycznych chrześcijan żywi przekonanie, że każde posłannictwo czy służba, której towarzyszą nadnaturalne znaki, musi koniecznie pochodzić od Boga. To nieprawda. Biblia wyraźnie wskazuje, że szatan również może dokonywać wielu nadnaturalnych znaków. Pochopne uznawanie wszystkiego co nadprzyrodzone, za pochodzące od Boga, prowadzi do zwiedzenia.
Przed zwiedzeniem jest tylko jedna pewna obrona - "przyjęcie miłości prawdy" (2Tes 2,10)                    

To wykracza poza zwykłe słuchanie kazań lub nawet czytanie Biblii. W tym jest zawarte mocne i żarliwe zobowiązanie do poddania się autorytetowi Pisma Świętego, które wpływa na każdą dziedzinę naszego życia; wytwarza w nas instynktowną reakcję przeciwko wszelkiemu nauczaniu i służbie, które nie są zgodne z Pismem Świętym.

Bóg oferuje każdemu z nas "miłość prawdy". Czy chcemy ją przyjąć? Potraktujemy Jego ostrzeżenia poważnie, czy je zlekceważymy?

Wasz w służbie dla Pana
dr Derek Prince


 

 

Góra strony

 

SEDNO  UWIELBIENIA

 

Na uwielbienie zwraca się ostatni coraz więcej uwagi. Jest ono jednym z motywów przewodnich Biblii i jego znaczenie w naszym życiu jest przeogromne. Prawdziwe uwielbienie jest diametralnie różne od tego, do czego przyzwyczaiło się wielu współczesnych członków kościoła. W niektórych kościołach mówi się o "porannych nabożeństwach uwielbiających". Bez urazy, moje doświadczenie mówi mi, że w wielu z tych kościołów prawdziwe uwielbienie nie znajduje miejsca.

Chcę przestudiować etapy prawdziwego uwielbienia, jak również jego naturę. Potem chcę Wam  zaproponować owoc prawdziwego uwielbienia, którym jak wierzę jest odpoczynek. Myślę, że zgodzicie się ze mną, że odpoczynek w czasach obecnych jest artykułem prawdziwie luksusowym. Ilu ludzi tak naprawdę wie, co to znaczy odpoczywać?

Psalm 95 mówi:

"Pójdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
Wznośmy okrzyki radosne skale zbawienia naszego!
Pójdźmy przed oblicze Jego z dziękczynieniem,
Wykrzykujmy Mu radośnie w pieniach,
Gdyż wielkim Bogiem jest Pan
I Królem wielkim nad wszystkich bogów.
W Jego ręku są głębokości ziemi
I Jego są szczyty gór.
Jego jest morze i On je uczynił,
I suchy ląd ręce Jego ukształtowały.
Pójdźcie, pokłońmy się i padnijmy na twarz!
Klęknijmy przed Panem, który nas uczynił!
On bowiem jest Bogiem naszym,
A my ludem pastwiska Jego i trzodą ręki Jego.
Obyście dziś głos Jego usłyszeli:
Nie zatwardzajcie serca waszego, jak w Meriba,
Jak w dniu pobytu w Massa na pustyni,
Gdzie kusili Mnie ojcowie wasi,
Doświadczali Mnie, chociaż widzieli dzieło Moje.
Przez czterdzieści lat czułem odrazę do tego rodu
I rzekłem: Lud ten błądzi sercem i nie zna dróg Moich.
Dlatego przysięgłem w gniewie swoim:
Nie wejdą do odpocznienia Mego."


Rzadko spotyka się psalm z tak negatywnym zakończeniem. Jednakże wierzę, że fakt ten ma szczególną wymowę. Dziękczynienie, chwała i cześć są bardzo ze sobą związane. Różnią się od siebie, ale porównałbym je do kolorów tęczy, które chociaż oddzielne, stapiają się ze sobą. Po prostu, można powiedzieć, że dziękujemy Bogu za to, co robi, w szczególności za to, co robi dla nas. Chwalimy Boga za Jego wielkość. Ale uwielbienie wiąże nas z Bogiem w Jego świętości.

Spośród wszystkich cech Boga – a jest ich wiele – świętość jest najtrudniejsza do zrozumienia ludzkim umysłem, dlatego że nie ma ona swojego odpowiednika na ziemi. Możemy mówić o mądrości Bożej; znamy mądrych ludzi. Możemy mówić o wielkości Boga; znamy wielkich ludzi. Możemy mówić o potędze Boga; widzieliśmy demonstracje mocy. Jednak poza Bogiem nie ma żadnej demonstracji świętości, jest to coś właściwe tylko Bogu i tym, którzy otrzymali świętość od Boga. Uważam, że uwielbienie odnosi się szczególnie do Bożej świętości.

Dlatego, że Boża świętość jest trudna do zrozumienia, trudno jest też wejść w uwielbienie. Myślę, że w uwielbieniu są etapy. Psalm 100 mówi: "Wejdźcie w bramy jego z dziękczynieniem, w przedsionki jego z pieśnią chwały!"

Są to dwa etapy w przychodzeniu do Boga. Wchodzisz w bramy z dziękczynieniem, potem idziesz dalej i wchodzisz z chwałą w Jego przedsionki. Ale to nie jest jeszcze uwielbienie. W gruncie rzeczy, dziękczynienie i chwała są wypowiedzią naszych ust.

Każde słowo w Biblii, Starym i Nowym Testamencie, oznaczające cześć lub tłumaczone jako cześć, zawsze opisuje postawę. Uwielbienie jest przede wszystkim postawą. Przez całe Pismo przewijają się też różne postawy ciała związane z uwielbieniem – pochylenie głowy, ukłon i w szczególności ręce podniesione do góry.

Jest jeszcze jedna postawa, o której wielokrotnie mówi Pismo: padnięcie na twarz przed Panem. Jeden z dobrze znanych hymnów angielskich – Ukoronujcie Go Panem nad wszystkim – mówi: "Niech aniołowie upadną na twarz". Większość członków kościoła nigdy by o tym nie pomyślała. To przecież takie niegodne!

Stawiam pod znakiem zapytania czy ktoś, kto nigdy nie leżał na twarzy przed Bogiem, kiedykolwiek był blisko Niego. Trudno by było znaleźć w Biblii jakąś ważną postać, która nigdy tego nie robiła. Pójdę jeszcze dalej i przyznam, że sam to praktykuję, nie ze względu na legalizm, nie jako rytuał, ale wtedy kiedy czuję, że potrzebuję poczucia bezpieczeństwa.

Leżenie twarzą przed Bogiem jest najbezpieczniejszym miejscem jakie znam. John Bunyan powiedział: "Ten, kto już jest na ziemi, nie musi się bać upadku". Kiedy leżysz na podłodze, to niżej już zejść nie możesz. Jezus powiedział:                                      

"Każdy, kto się poniża, będzie wywyższony, a każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony."

W Iz 6r. opisana jest wizja chwalebnych stworzeń Niebieskich i tronu Pana. Izajasz widział uwielbienie prowadzone w Niebie. Szczególnie skoncentrował się na stworzeniach zwanych serafinami. To hebrajskie słowo jest bezpośrednio związane ze słowem oznaczającym ogień. Serafini to ogniste stworzenia, przebywające bardzo blisko tronu Boga. Jest napisane, że każdy z nich miał trzy pary skrzydeł. W dzień i w nocy wołały:  "Święty, święty, święty jest Pan."                                                      

To, co oni robili ze skrzydłami, zawsze wywoływało mój podziw: dwoma przykrywały twarz, dwoma przykrywały stopy i na dwóch latały. Przykrycie twarzy i stóp rozumiem jako uwielbienie, a latanie – jako służbę.

Zwróćcie uwagę na porządek i proporcje. Przede wszystkim uwielbienie idzie przed służbą. Często zastanawiałem się, czy nasza służba jest tak naprawdę mile widziana, jeśli nie jest poprzedzona uwielbieniem. Spójrzmy na proporcje. Z sześciu skrzydeł cztery były używane do uwielbienia, podczas gdy tylko para do służby. Uważam, że to jest właściwa proporcja. Moim zdaniem można śmiało stwierdzić, że uwielbienie jest dwa razy ważniejsze od służby. Czy pamiętacie, co Jezus powiedział Samarytance? Rozmawiali o tym, czy to Jerozolima, czy Samaria jest tym właściwym miejscem, gdzie należy oddawać cześć Bogu. Jezus odpowiedział, że nadchodzi czas, kiedy nie w Jerozolimie ani nie w Samarii prawdziwi czciciele oddawać będą cześć Ojcu, ale w duchu i w prawdzie, gdyż Ojciec szuka tych, którzy by Mu tak cześć oddawali. Bóg szuka tych, którzy będą Mu oddawać cześć.
Na podstawie Psalmu 95 chciałbym pokazać, co według mnie jest wzorem wejścia do uwielbienia. Dwa pierwsze wersety mówią o wylewnej chwale i dziękczynieniu:
"Pójdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
Wznośmy okrzyki radosne skale zbawienia naszego!"


Bogu trudno jest zaakceptować chwałę bez entuzjazmu. Słowo mówi: Wielki jest Pan i wielkiej godzien czci.

W gruncie rzeczy, jeśli nie jesteś gotowy oddać Mu wielką cześć, to może w ogóle nie powinieneś się za to zabierać.
"Pójdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
Wznośmy okrzyki radosne skale zbawienia naszego!
Pójdźmy przed oblicze Jego z dziękczynieniem,
Wykrzykujmy Mu radośnie w pieniach."


To właśnie to nazywam wejściem w Jego bramy z dziękczynieniem i z chwałą w Jego przedsionki. To jest dostęp. Wierzę, że bez tego nie mamy dostępu, ponieważ Iz 60,18 mówi: "Lecz nazwiesz swoje mury zbawieniem, a swoje bramy chwałą."

 Innymi słowy, jeśli chcesz wejść do zbawienia, musisz przejść przez bramę, a każdą bramą jest chwała. Następnie wersety 3-5 podają nam powody, dla których powinniśmy chwalić Boga:

"Gdyż wielkim Bogiem jest Pan
I Królem wielkim nad wszystkich bogów
W Jego ręku są głębokości ziemi
I Jego są szczyty gór.
Jego jest morze i On je uczynił,
I suchy ląd ręce Jego ukształtowały."


Patrząc na cały stworzony wszechświat widzimy mądrość i wielkość Stwórcy. To powinno wywołać u nas dziękczynienie i chwałę. Przeszedłszy przez etap dziękczynienia i chwały, jeszcze nie dotarliśmy do uwielbienia. W wersetach 6-7 nastrój Psalmu się zmienia i docieramy do tego, co według mnie jest sednem sprawy:
"Pójdźcie, pokłońmy się i padnijmy na twarz!
Klęknijmy przed Panem, który nas uczynił!"


Tak, jak ja to widzę, to doniosłe uwielbienie nie należy do gatunku tych hałaśliwości, które ostatnimi czasy stały się normą. Jest ciszą. Potem w wersecie 7 mamy podane dwa powody, dla których powinniśmy czcić Pana.
"On bowiem jest Bogiem naszym,
A my ludem pastwiska jego i trzodą ręki jego."


Pierwszym powodem uwielbiania Boga jest fakt, że On jest Bogiem i jest On naszym Bogiem. On jest jedyną istotą w całym wszechświecie, która jest naprawdę godna czci. Możemy chwalić ludzi, ale nigdy nie powinniśmy ich czcić. Uwielbienie jest tym, co najbardziej wyróżnia naszą relację z Bogiem jako Bogiem.
Przekonałem się, że to, czemu oddajemy cześć, przejmuje nad nami kontrolę. Im więcej to czcimy, tym bardziej się do tego upodabniamy i tym większą kontrolę sprawuje to nad nami. To, co uwielbiamy, staje się naszym bogiem. Jeśli nie uwielbiamy Boga to tak naprawdę na ile jest On naszym Bogiem?
Drugim powodem, dla którego powinniśmy Go uwielbiać jest to, że jesteśmy ludem pastwiska Jego i trzodą Jego ręki.         

 

Cześć jest właściwą odpowiedzią na Bożą troskę o nas. W ten sposób uznajemy Go naszym Bogiem i odpowiadamy na Jego troskę o nas. Ważne jest to, że Psalm nie kończy się tutaj. Kończy się poważnym ostrzeżeniem:
"Obyście dziś głos Jego usłyszeli:
Nie zatwardzajcie serca waszego, jak w Meriba,
Jak w dniu pobytu w Massa na pustyni,
Gdzie kusili mnie ojcowie wasi,
Doświadczali mnie, chociaż widzieli dzieło moje.
Przez czterdzieści lat czułem odrazę do tego rodu
I rzekłem: Lud ten błądzi sercem i nie zna dróg moich.
Dlatego przysięgłem w gniewie swoim:
Nie wejdą do odpocznienia Mego."


To stawia przed nami wybór: albo wejdziemy do prawdziwego uwielbienia, albo nie. W uwielbieniu słyszymy Boży głos. Poprzez słuchanie Bożego głosu i posłuszeństwo wchodzimy do odpocznienia. Słuchanie Bożego głosu jest warunkiem koniecznym. W Księdze Jer 7,23 Bóg mówi do swoich ludzi:
Słuchajcie mojego głosu, a Ja będę waszym Bogiem.
Jest to jedno z najprościej sformułowanych Bożych wymagań względem nas:                                          

"Słuchajcie Mojego głosu, a będę waszym Bogiem."

5Mojż 28r. wymienia wszystkie błogosławieństwa wypływające z posłuszeństwa i wszystkie przekleństwa wynikające z nieposłuszeństwa. Błogosławieństwa zaczynają się tak:         

"Jeżeli zaś usłuchasz głosu Pana, Boga twego ... spłyną na ciebie i dosięgną cię wszystkie te błogosławieństwa."          

 

Przekleństwa zaczynają się:                                                        

"Lecz jeżeli nie będziesz słuchał głosu Pana Boga twego... przyjdą na ciebie wszystkie te przekleństwa i dosięgną cię."                                                                                                  

Punktem zwrotnym jest słuchanie bądź nie słuchanie głosu Pana.

Nie chcę was szokować, ale nie wystarczy po prostu czytać Biblię. Spójrzcie na Ewangelię Jana 10,27:

"Owce głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną."

Zauważcie, Jezus nie powiedział, że Jego owce czytają Biblię lub chodzą do kościoła, lub ubierają się w pewien sposób. Powiedział, że owce słuchają Jego głosu. Nie możesz iść za Jezusem jeśli nie słyszysz Jego głosu. Dobrze jest czytać Biblię, ale można czytać Biblię nie słysząc głosu Bożego. Uważam, że uwielbienie jest wyznaczonym na sposobem, w który nabieramy odpowiedniej postawy i relacji, gdzie słyszymy Boży głos.
Kiedy słyszymy Boży głos, wchodzimy do Jego odpocznienia i wierzę, że uwielbienie jest sposobem na odpoczynek. Tylko ci, którzy naprawdę wiedzą jak uwielbiać, mogą cieszyć się odpocznieniem, a słysząc Boży głos wchodzimy do Jego odpocznienia. To właśnie tutaj Izrael zawiódł. Obrali zły kurs. Nie uwielbiali, nie słyszeli Bożego głosu, ich serce stały się zatwardziałe, sprowokowali Boży gniew i nie weszli do odpocznienia. Czytając ten artykuł weź pod uwagę następujące pytania: Czy dobrze rozporządzasz swoim czasem? Czy wiesz co to znaczy odpoczywać? Czy jesteś w stanie tak się zdyscyplinować, aby przestać wykonywać cokolwiek, nawet umysłowo? Czy możesz położyć się i nie myśleć o tym, co powinieneś w tej chwili robić?
Tak więc kiedy odpoczniemy? Doświadczam czegoś nowego ucząc się uwielbienia i odpoczynku, i dochodzę do wniosku, że są one ze sobą mocno związane. Uznaję dziękowanie Bogu i głośne chwalenie Go – nawet taniec, klaskanie i śpiew. Ale przychodzi taki czas, kiedy zasłaniam skrzydłami twarz i stopy, i słucham, co mówi Bóg. Dzisiaj, kiedy usłyszycie Jego głos, nie zatwardzajcie swoich serc, nie przegapcie Jego odpoczynku.

Wasz w służbie dla Pana
dr Derek Prince
 


 

Góra strony

 

PRZYGOTOWANIE  NA  PRZYJŚCIE  MESJASZA

 

Poselstwo to zostało wygłoszone w trakcie seminarium podczas Święta Namiotów w Jerozolimie w październiku 1984 roku.

Jest siedem sukcesywnych stadiów w moim szkicu:
Pierwszy na który spojrzymy, jest ważny ze względu na przygotowanie na przyjście Mesjasza, jest to świadomość obietnic i celów. Powiem to jeszcze raz. Bądź świadomy obietnic i celów.
Spójrzmy na trzy fragmenty Pisma, które zawierają jasne obietnice powrotu Pana Jezusa Chrystusa. Pierwszy jest w Ew. Jana rozdz. 14, gdzie Jezus mówi do swoich uczniów o fakcie, że ich opuści i mówi:
"A gdy odejdę, przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem."

Jest to bardzo jasne i konkretne słowo: "
...przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie..."


Nie myślę, że musisz być teologiem, żeby zrozumieć znaczenie tego słowa. Jeżeli biznesmen idzie rano do pracy, całuje swoją żonę i mówi: "Kochanie, do widzenia, będę w domu o szóstej wieczorem", ona rozumie, o czym on mówi, on będzie o szóstej wieczorem. Różnica polega tylko na tym, że Pan nie dał nam precyzyjnie określonego czasu, kiedy wróci. Ale jest to relacja miłości:                                                                                         "...przyjdę powtórnie i zabiorę was do Siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem..."


W Dziejach Apostolskich mamy potwierdzenie aniołów, słyszeliśmy słowa samego Pana, w Dz 1,11-12 jest tam potwierdzenie aniołów, apostołowie poszli z Jezusem na Górę Oliwną i potem On ich pobłogosławił i widzieli jak powrócił do Nieba. I chmury Go przejęły i zasłoniły Go, i kiedy tam wciąż stali i spoglądali w górę, aniołowie pojawili się im i podali im to zapewnienie:
Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do Nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach.                                                                                             

To byli aniołowie, którzy powiedzieli:                                                                                                                     "Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się  w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do Nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do Nieba."   Dz. 1,10-11


Myślę, że żaden język nie może tego lepiej wyrazić. Ten sam Jezus, którego widzieliście jak poszedł do Nieba, powróci w ten sam sposób, w jaki widzieliście że tam poszedł.

Są dwie sprawy, które trzeba zauważyć: poszedł w chmurach i powraca w chmurach; odszedł z Góry Oliwnej i powraca na Górę Oliwną.
Spójrzmy na chwilę na proroctwo w księdze Zachariasza, które to potwierdza. Znajdziemy tu opis tego, jak Pan osobiście rozprawi się z narodami, które zgromadziły się w bitwie przeciwko Jerozolimie:
"Wtedy Pan wyruszy do boju i będzie walczył przeciw ludom, jak niegdyś walczył w dniu bitwy. W owym dniu dotknie stopami Góry Oliwnej."    Zach 14,3-5


Zauważcie jak bardzo konkretnie jest to opisane:

"...która jest naprzeciw Jerozolimy od strony wschodniej..."

Wszyscy widzieliśmy, jak wygląda góra Oliwna:
...a Góra Oliwna rozstąpi się w połowie od wschodu ku zachodowi i powstanie wielka dolina. Połowa góry przesunie się na północ, a połowa na południe.

W chwili obecnej istnieje już rozpadlina na Górze Oliwnej, stoi tam hospicjum Augusta Wiktoriana. Czy widzieliście tam taki budynek ze skwerem? Spędziłem w nim ostatni rok w służbie Armii Brytyjskiej i było dla mnie bardzo realne, że w tym właśnie miejscu ta góra miała się rozpaść. Połowa miała się poruszyć na południe, a połowa na północ. W 1949 roku było trzęsienie ziemi, które spowodowało powstanie tej rozpadliny i w tej chwili ta góra jest już uważana za miejsce niebezpieczne, gdzie będą występować często trzęsienia ziemi. Jest to dla mnie bardzo jasne, że wszystko pasuje do opisu z Zachariasza i nie ma miejsca na ziemi, które by bardziej pasowało do opisanej sytuacji. Przeczytajmy werset piąty:
"I będziecie uciekać na dolinę wśród moich gór, bo dolina gór sięgać będzie aż do Asal; a wy uciekać będziecie, jak uciekaliście w czasie trzęsienia ziemi za dni króla Judy, Ozjasza. W ten czas nadciągnie Pan, mój Bóg, i z Nim wszyscy święci."
 

Kolejny raz konkretna obietnica:
"Pan mój Bóg powróci, Jego nogi staną na górze oliwnej."

Jestem skłonny wierzyć, że to stopy Pana dotykające tej góry spowodują trzęsienie ziemi, jest to opisane w Zachariaszu i innych księgach prorockich:
"W owym dniu wypłyną z Jerozolimy strumienie wód, połowa z nich popłynie do morza wschodniego, a połowa do morza zachodniego."   Zach14,8


To jasne, że ta dolina spowoduje powstanie kanału na wschód, aby wody mogły przepłynąć. W żadnym sensie nie jest to metaforyczny obraz. Jest to bardzo konkretny opis, który pasuje do konkretnego obszaru ziemi. Nie uduchawiajmy tego i nie róbmy z tego metafory. To konkretny  opis tego co się stanie. Spójrzmy na słowa apostoła Pawła odnoszące się do tej sytuacji: "Sam bowiem Pan zstąpi z Nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej."   1Tes 4,16-17


Zauważcie nacisk na to, że będzie to Jezus osobiście. Anioł powiedział wcześniej: "ten sam Jezus", a Paweł mówi: "ten sam Pan". Pismo nie daje nam żadnej możliwości, aby interpretować czy  uduchawiać to w jakikolwiek inny sposób poza tym, że będzie to widzialny osobisty powrót Pana Jezusa.
Będą temu towarzyszyć trzy ekscytujące odgłosy: okrzyk - generalnie jest to okrzyk Pana, ponieważ On wywoła zmarłych z grobu, tak jak to uczynił z Łazarzem. Zauważmy, że gdy Łazarz miał wstać z grobu, Jezus bardzo konkretnie określił, kto ma powstać z grobu. Powiedział: "Łazarzu wyjdź".

Gdyby powiedział wyjdźcie, to wszyscy zmarli by powstali do życia. Przychodzi dzień, kiedy On wywoła wierzących, tych, którzy umarli w Chrystusie. Więc Paweł mówi dalej:
"...i zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my , żywi i pozostawieni, wraz  z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z  Panem".

To bardzo jasny opis rzeczy, które rzeczywiście się wydarzą. Pan przyjdzie i towarzyszyć temu będą te trzy dramatyczne odgłosy: głos Archanioła i trąby Bożej, i potem zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. W tym samym czasie wierzący, którzy są gotowi na ziemi, będą nagle cudownie przemienieni i wszyscy podniesieni w chmurach, jak mówi pismo, aby spotkać Pana na powietrzu.

W języku greckim mamy różne słowa określające powietrze. Eter — oznacza wyższą, rzadszą atmosferę. Powietrze to ta niższa, gęstsza atmosfera, która styka się z powierzchnią ziemi. Właśnie to określenie jest tu użyte. Jezus przyjdzie bardzo blisko ziemi, wierzący będą jak opiłki metalu przyciągane przez magnes. Ci, którzy są zrobieni z właściwego materiału automatycznie będą przyciągnięci do magnesu. Ale jeżeli nie jesteś zrobiony z właściwego materiału, wszystkie twoje wysiłki, aby porzucić ziemię, będą bezużyteczne.

Zauważcie, że będziemy pochwyceni. Ludzie czasami pytają: "Czy wierzysz w pochwycenie?" - odpowiadam - zależy co przez to rozumiesz? Wierzę, że będziemy pochwyceni, bo jest napisane, że będziemy pochwyceni. To słowo może być użyte w różnych kontekstach, o Filipie napisano, że został pochwycony na drodze do Gazy. Został on pochwycony przez Ducha Pańskiego. Potem dworzanin egipski nie widział go więcej. Filip pojawił się ponownie dopiero na drodze do Asztot. Myślę że cała rzecz stanie się właśnie tak, jak Paweł opisał: w jednym momencie, w mgnieniu oka. Bóg czeka przez tysiąclecia, aby zrobić ten ruch. Niektórzy mówią, że Bóg przez tysiące lat nic nie zrobił, więc teraz też nic się nie stanie. Ale to jest błąd, wierzcie mi. Są trzy jasne konkretne obietnice pochodzące od Pana, od aniołów i od apostoła Pawła, potwierdzone przez Pismo Nowego Testamentu. Każdy chciałby wiedzieć, kiedy będzie pochwycenie, ja jednak nie zamierzam dzisiaj wchodzić w te spory. Wierzę jednak, że istnieją konkretnie określone cele, dla których Pan powraca. Jest to dość skomplikowane i można by napisać elaborat o każdym z nich. Nie wchodząc w szczegóły chciałbym po prostu je zaznaczyć.

1. Pan przychodzi, aby przyjąć do siebie kościół, powiedział to jasno:

"..przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie.."

 

2. On powraca, aby zwyciężyć antychrysta i jego armię, jak jest opisane w Objawieniu Jana 19r.

Niektórzy chrześcijanie myślą, że romantycznie zwyciężą antychrysta. Ja jednak zdecydowałem się zostawić to Panu. Myślę, że lepiej zostawić to w Jego rękach. Prawdziwy  Chrystus zwycięży fałszywego chrystusa. Antychryst oznacza dwie rzeczy:  ten który jest przeciwko Chrystusowi i ten który zajmuje miejsce Chrystusa. Duch antychrysta, który bardzo potężnie działa w świecie a także w kościele chrześcijańskim, ma dwa cele: po pierwsze usunąć Jezusa, po drugie zastąpić Go przez kogoś innego.

Tak zwani liberalni chrześcijanie nie zdają sobie sprawy, że ostatecznym celem nie jest pozbycie się Jezusa, ale zastąpienie Go kimś innym. Istnieją trzy monoteistyczne religie biorące swój początek w tej części świata. Te trzy religie: Judaizm, Islam i Chrześcijaństwo mają wiele wspólnego, ale mają też wiele rzeczy, które je różnią. W moim odczuciu jest tylko jedna przeszkoda w zbudowaniu jednej uniwersalnej religii łączącej te trzy. Tą przeszkodą jest historyczna osoba Jezusa z Nazaretu. Jeżeli pozbędziesz się Jezusa z drogi, to nie będzie przeszkód dla połączenia się Judaizmu, Islamu i odstępczego chrześcijaństwa. Można będzie stworzyć system religijny, którego liderem stanie się antychryst. Osobiście wierzę, że tak właśnie będzie, ale to jest tylko moja opinia.

Trzecim celem Jezusa będzie uwolnienie Izraela. Osobiście wierzę, że Pan sam uwolni Izrael. Myślę, że to jest jasno opisane w Izajaszu, Zachariaszu i u innych proroków.

Czwartym celem będzie osądzenie narodów. Jest to jasno opisane w księdze Joela rozdz. 3 i w Mat 25,34.46

Kiedy Syn Człowieczy usiądzie na tronie, zgromadzi narody i oddzieli je jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po swojej prawicy, zaprosi je do swojego Królestwa, które przygotował. Kozły wyrzuci do wiecznego ognia, który przygotował dla diabła i jego aniołów.
Istnieją tylko dwie możliwości. Podstawą dla wydania wyroku będzie sposób, w jaki poszczególne narody traktowały braci Jezusa.
Czy możemy obserwować, jak to już w tej chwili układa się w światowej polityce? Przypuszczalnie najczęściej poruszanym tematem przez ONZ jest Izrael. Wierzę, że przez modlitwę możemy zmieniać sytuację polityczną narodów.

Piąty cel to ustanowić Boże Królestwo na ziemi, gdzie Jeruzalem będzie stolicą.

Jestem naiwny i prosty w swoim myśleniu i wierzę, że Pan będzie sprawował rządy z Jerozolimy.
Pozwólcie, że jeszcze raz podam wymienione cele:
1. Aby przyjąć kościół

2. Zwyciężyć antychrysta

3. Wyzwolić Izrael

4. Osądzić narody

5. Ustanowić Królestwo


Myślę że jest to prawdopodobna chronologia wydarzeń, jakie będą miały miejsce. Nie mam żadnych konkretnych teorii co do momentu i czasu, w którym to będzie miało miejsce. Jedynie Bóg zna czasy i chwile. Jedno wiem i będę to do końca podkreślał, ważne jest, abyśmy byli gotowi.
Wierzę że musimy gorliwie oczekiwać Pana. Muszę powiedzieć, że to zawstydza większość chrześcijan, łącznie z charyzmatykami. Nie spotykam wielu chrześcijan gorliwie oczekujących powrotu Pana, a muszę powiedzieć, że w mojej służbie spotykam bardzo wielu chrześcijan.
Jesteśmy wspaniałymi teologami, jesteśmy tak wykształceni, tak duchowi, że zapomnieliśmy o powrocie Pana. Mam nadzieję, że to nie dotyczy większości z was.

Spójrzmy na Pismo - Marek 13r. A właściwie koniec tego rozdziału. Przeczytajmy kilka wersetów, jest tam jedno kluczowe słowo. Mam nadzieję, że znajdziecie to słowo zanim dojdziemy do końca.
Jezus nie mówi do niewierzących, ale do swoich uczniów:
"Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Jest to tak jak z pewnym człowiekiem, który pojechał do dalekiego kraju i zostawił swój dom sługom. Każdemu wyznaczył jakieś zadanie. Odźwiernemu nakazał, aby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora, czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!"


Czy wiecie już, jakie jest to słowo kluczowe?

Czuwajcie - to znaczy, bądźcie obudzeni. Używamy go mówiąc o żołnierzu na warcie, o stróżu, który pilnuje w nocy, o kimś, kto przez pewien czas musi wstrzymywać się od snu.
To było powiedziane do uczniów Jezusa, Jezus musiał ich ostrzec. Czuwajcie: "Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!" - bądźcie trzeźwi, nie zdrzemnijcie się.

 
"Ukazała się bowiem łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom i poucza nas
( zauważyliście że łaska uczy, niektórzy o tym nie wiedzą), abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie ( jaki jest powód abyśmy na tym świecie pobożnie żyli?), oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa."   (Tyt 2,11-13)

Motywem najczęściej występującym w listach Nowego Testamentu, kiedy poruszany jest temat uświęcenia, jest oczekiwanie powrotu Pana. Jest to główny powód dla świętego życia. Zauważcie że Jezus jest tu nazywany Bogiem:

"Wielki Bóg i Zbawiciel nasz, Jezus Chrystus".

 

Jest wiele fragmentów Nowego Testamentu, które o tym mówią i ważne jest, aby wiedzieć, że Nowy Testament jasno określa bóstwo Jezusa. I może jeszcze jeden fragment:
"...tak Chrystus, raz jeden był ofiarowany dla zgładzenia grzechów wielu, drugi raz ukaże się nie w związku z grzechem, lecz dla zbawienia tych, którzy go oczekują."  (Hbr 9,28)
Ukaże się tym, którzy bardzo gorliwie Go oczekują. I nie ma gwarancji nowotestamentowej, że On przyjdzie dla jakiejkolwiek innej osoby. Tylko dla tych, którzy gorliwie na Niego czekają.

 

Następne wymaganie -  zrozumieć czasy i chwile:
"Nie potrzeba wam, bracia, pisać o czasach i chwilach."  (1Tes 5,1-6)
Czy to jest prawda o nas? Czy tak dobrze znamy sprawy związane z czasem i porą, aby apostoł Paweł nie musiał do nas pisać?
"Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy."
To jest podkreślone wiele razy - powraca jak złodziej - jest tylko jedna różnica, powiem wam jaka. Złodziej przychodzi, aby zabrać to, co nie jest jego, a Pan powraca po tych, którzy są Jego. Ale powraca jak złodziej.
Pamiętam nauczyciela afrykańskiego, z którym pracowałem, gdy byłem dyrektorem Kolegium we wschodniej Afryce. Pamiętam, miał stadko kaczek w tylnym ogródku za szkołą. Był z tych kaczek bardzo dumny. Nie chciał też słuchać o Ewangelii. Pewnego dnia, co jest bardzo powszechne w Afryce, ktoś przyszedł i ukradł jego kaczki. Gdy wylewał swoje żale przede mną, zapytałem czy ten złodziej powiedział, o której godzinie przyjdzie? Czy ogłosił, jakie ma zamiary? Nie! I tak właśnie Pan powraca. On nie powie ci kiedy, nie dowiemy się o tym z gazet.
"Kiedy bowiem będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo - tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną i nie ujdą."

Są dwie rzeczy, których świat tak pożąda: pokój i bezpieczeństwo. Kiedy świat będzie myślał, że jest bezpieczny, przyjdzie na niego zagłada. To jak bóle porodowe przychodzące na kobietę. Myślę że większość kobiet i mężczyzn jest tego świadoma, gdy zaczynają się bóle porodowe to nie ma sposobu aby odwrócić ten proces. Co więcej, im bliżej jest poród, tym częstsze i mocniejsze są skurcze. Myślę, że w takiej chwili właśnie jesteśmy. Nie ma sposobu aby odwrócić ten proces zmian na świecie. Zakończy się on porodem. Jeżeli myślicie, że sytuacja na świecie z biegiem lat stanie się łatwiejsze, to się mylicie. Ponieważ bóle będą częstsze i silniejsze aż do porodu. Czytajmy dalej:
"Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi."

Paweł mówi im, że będą w stanie rozpoznać znaki, które oznaczają dzień powrotu Pana. Istnieją dwie błędne postawy: jedna to nie rozpoznawanie czasów i pór, a druga to zasłanianie się niemożnością poznania dnia, ani godziny. Oczywiście Jezus powiedział: "nikt nie może znać dnia, ani godziny", ale fakt, że nie znamy dnia, ani godziny to nie jest wymówka usprawiedliwiająca brak rozeznawania czasów i pór. W celu porównania spójrzmy na inne wersety:
"Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w Niebie, ani Syn, tylko Ojciec".  (Mk 13,32)
 

Chodzi tu o dzień i godzinę powrotu Pana. Jest to oznaczona godzina w kalendarzu, ale tylko Bóg zna ten kalendarz. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, że Ojciec wie o czymś, o czym nie wie Syn. Wierzę, że Syn spogląda w twarz Ojca, ponieważ czeka na skinienie ręki Ojca, który powie - Synu teraz, teraz jest czas. Wierzę że całe Niebo oczekuje na ten moment bardziej, niż jest to obserwowane na ziemi. W Mt 24,24 mamy ten sam kontekst. Jezus mówi do swoich uczniów:

"Bądźcie też gotowi, bo Syn Człowieczy przychodzi w dniu i godzinie w której nie oczekujecie go".

 

Jest wielu takich i wielu jeszcze będzie, którzy myślą, że wiedzą. Jeżeli myślisz, że wiesz kiedy Jezus przyjdzie, to mylisz się. On przychodzi w dniu, w którym Go nie oczekujesz. Więc nie oszukujmy się, nie ma substytutu na czujność, nie ma alternatywy. Wasza teologia nie może uwolnić was od obowiązku bycia czujnym.

Następne wymaganie w stosunku do nas, to rozpoznać czas. Chcę podać wam przykład z czasów Jezusa. Faryzeusze zapytali Go o znak, na co On odparł:

"Wieczorem mówicie: Będzie piękna pogoda, bo niebo się czerwieni; rano zaś: "Dziś burza, bo niebo się czerwieni i jest zasępione. Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie?".   (Mt 16,2-3)
 

Jezus zgromił religijnych liderów, ponieważ nie  potrafili rozróżnić znaków czasu. Myślę że mógłby tak samo powiedzieć do niektórych liderów kościelnych w naszych czasach. Nie potraficie rozróżnić znaków czasu. Wierzę że Bóg wymaga od nas, abyśmy rozróżniali znaki czasu. Wierzę że znaki, które ostrzegają, że dochodzimy do końca wieku, ostatnio bardzo się pomnożyły.

Chcę pokrótce podać wam listę wersetów. To nie jest głównym celem tego poselstwa, ale oddzielone od tego poselstwo traci swój wydźwięk. Mam tu listę 21 oznak, które oznaczają koniec wieku i gdybym popracował nad tym, mógłbym podwoić tą liczbę.

Pierwszy znak: "Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego ..."

Dni Syna Człowieczego to właśnie te dni, w których powraca Chrystus. To jest jedno z określeń tych czasów: "...jedli i pili, żenili się, za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak  samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi."    (Łk 17,26-30)

 

Jezus mówi, że jeżeli chcesz wzorca, jak to będzie przy końcu wieków, to spójrz na dni Noego i na dni Lota. Myślę że sąd Boży będzie bardzo nagły, będzie bardzo nieoczekiwany i całkowity. Wierzę że jest to powszechnie podkreślana przez Boga rzecz. Jeszcze raz to podkreślę: Boży sąd będzie bardzo nagły, bardzo nieoczekiwany i totalny. Wydaje mi się, że tu właśnie położony jest akcent. Teraz rozważmy, co Biblia mówi o dniach Noego i dniach Lota.


Nie będziemy odczytywać tych fragmentów, wszystkie są w Pierwszej Księdze Mojżeszowej.
Pozwólcie, że zaoferuje wam krótkie streszczenie tego, co można wyczytać z Pierwszej Księgi Mojżeszowej.
Po pierwsze: istniało cielesne zepsucie - Biblia mówi: "wszelkie ciało skaziło swoją drogę". Myślę że opisuje to seksualne zepsucie i całkowicie lubieżne życie.
 

Po drugie: wszelkie wyobrażenia ludzkiego serca były tylko złe. Całe życie ludzkie było zepsute, życie umysłowe było nieczyste. Muszę powiedzieć, że w dniu dzisiejszym głównym czynnikiem, który ciągnie w tym kierunku jest telewizja.
 

Po trzecie: jest mowa, że ziemia była pełna przemocy. Wszyscy możemy poobserwować w dzisiejszych czasach statystyczny wzrost przestępczości. Cechą charakterystyczną dla czasów Lota był homoseksualizm. Było to zjawisko gwałtowne i bez wstydu, co dokładnie oddaje to, z czym mamy do czynienia obecnie. Gdy dorastałem jako chłopczyk, to mogłem usłyszeć o tym, że ktoś jest homoseksualistą, ale było to wstydliwe. Mówiło się o tym szeptem. Dzisiaj jest zupełnie inaczej, homoseksualiści domagają się publicznie swoich praw np. do adopcji.
Po piąte: materializm. Jedli, pili, budowali, sadzili, żenili się i wychodzili za mąż.
Nie jest oczywiście złą rzeczą, że wykonywali to wszystko, złym było to, że czyniąc to zatkali swoje uszy na ostrzeżenia Boże. Myślę, że za taką postawą stał okultyzm. Jeśli przeczytacie początek I Księgi Mojżeszowej, to znajdziecie opis, jak synowie Boży współżyli z ludzkimi córkami. Osobiście wierzę, że chodzi o aniołów, to jest jednak tylko moja opinia. Wierzę że zaistniało zespolenie czynnika anielskiego i ludzkiego. Doszedłem do przekonania, że poza każdą radykalną postacią zepsucia ludzkiego, zawsze znajdziemy symptomy okultyzmu. To jest korzeniem wielu problemów - fałszywi bogowie. Wydaje się także, że są pewne granice, których Pan nie pozwala długo przekraczać. Ludzie mogą żyć bezbożnie przez stulecia i Bóg będzie to tolerował, ale gdy granica pomiędzy bytem anielskim i ludzkim została przekroczona, Bóg postanowił położyć temu kres. Jest jeszcze inna granica, której Bóg zazdrośnie chroni, to jest granica między mężczyzną i kobietą. Widzę, że w naszym pokoleniu ta granica została przekroczona. Nie wierzę, żeby Bóg długo powstrzymywał swój sąd. W USA poza zakładami fryzjerskimi męskimi i damskimi często znajdujemy zakłady pod nazwą "unisex", to znaczy dla transwestytów, to dużo mówi o obecnej sytuacji.

Kiedy dziś jedziesz samochodem wzdłuż ulic, czasem spotykasz osobę, której cechy płciowe są trudne do ustalenia. Jeżeli to coś miałoby brodę, to prawdopodobnie wiedziałbyś, z czym masz do czynienia, ale często tej brody nie ma. Wtedy rzeczywiście trudno jest się zorientować. Byłem na spotkaniach, gdzie prosiłem o powstanie ludzi z  problemami fizycznymi, z zakłopotaniem patrzyłem na pewnego człowieka i pytałem się sam siebie, czy to jest on, czy ona.
Mt 24r. Spójrzmy na znaki tu wymienione. Chcę podkreślić, to nie jest w żaden sposób kompletna lista. Uczniowie spytali Jezusa:

"Powiedz nam, kiedy  to nastąpi i jaki będzie znak Twojego przyjścia i końca świata?"

 

Jezus podał im listę znaków, ale nie odpowiedział im na ich pytanie. Chcę to pytanie pozostawić do końca poselstwa bez odpowiedzi. Przeczytamy pokrótce o tych znakach, ale to nie jest ten znak.
"Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu" – ja to interpretuje jako wojny światowe. "Będzie głód i zaraza, a miejscami trzęsienia ziemi" – niektóre teksty nie mówią "mór" czy "zaraza", ale gdy porównamy tekst z Łukaszem 21r., to znajdziemy te wyrazy.
Mór zawsze idzie za głodem. Kiedy system odpornościowy jest zniszczony, to wtedy choroba wkracza. Trzęsienia ziemi skomentowałem, nie będę o tym mówił. Wersety 8-9:
"Lecz to wszystko jest dopiero początkiem boleści. Wtedy wydadzą was na udrękę i będą was zabijać" – ogromne zwrócenie się świata przeciwko prawdziwym chrześcijanom. Werset 10:

"Wówczas wielu zachwieje się w wierze: będą się wzajemnie wydawać i i jedni drugich nienawidzić."

 

Wielu chrześcijan nie wytrzyma próby, odwrócą się od Pana, odwrócą się od swoich wierzących braci i ich zdradzą. Takie zachowania mogliśmy już oglądać w wielu systemach totalitarnych. Werset 11:
"Powstanie wielu fałszywych proroków i wielu w błąd wprowadzą".

Ja to interpretuje jako olbrzymią liczbę kultów, jakie są na świecie. Każdy kult ma za sobą fałszywego proroka.

 

Są tutaj słowa, na które trzeba zwrócić uwagę: "oziębnie miłość wielu", a w wersji angielskojęzycznej "miłość większości oziębnie".

Słowem określającym w tym miejscu miłość jest - "agape". Atmosfera będzie tak pełna bezbożności, że trudno będzie wytrzymać w Bożej miłości. Kiedyś powiedziałem: "Bezprawie prowadzi do braku miłości." Wierzę, że wszyscy musimy strzec naszej miłości. List Judy mówi:

"...w Duchu Świętym się módlcie i w miłości Bożej strzeżcie siebie samych..."

Myślę że to jest klucz do trzymania się w miłości Bożej: "...w Duchu Świętym się módlcie..."

 

Bracia i siostry, nie możemy powiedzieć, że nas nie ostrzeżono. Nie wiem, jakie słowa mogą jaśniej to określić niż te, które wypowiedziałem przed chwilą. Nie chcę was zostawić w depresji, ale chcę was skonfrontować z faktami. Jeżeli twoja wiara nie może wytrzymać konfrontacji z faktami, to lepiej sprawdź swoją wiarę. Ewangelia Łukasza mówi, że gdy te rzeczy będą się działy, spójrzcie w górę, bo wasze odkupienie się zbliża. Możesz spoglądać na to na dwa sposoby i mówić: Wszystko jest coraz gorsze; to prawda. Albo możesz powiedzieć: Pan jest coraz bliżej i bliżej. Jak zareagujesz, od tego zależy, jak przez to przejdziesz. Twoja reakcja zdeterminuje, jak sobie poradzisz. Teraz pokrótce wspomnijmy te znaki.

Wojny światowe, głody, mór, trzęsienia ziemi, prześladowanie chrześcijan, wielu wierzących zdradzi swoich braci, wzrost bezprawia i utrata miłości. Pan powróci na Syjon, wybuduje Syjon i pokaże się w chwale. Stara wersja Króla Jakuba mówi:

"Kiedy Pan wróci na Syjon, ukaże się tam w swojej chwale."

 

W Księdze Daniela 12,4 mamy dwa bardzo ciekawe tzw. świeckie znaki. Daniel miał objawienie o czasach ostatecznych i napisał tak:

"Ty jednak Danielu, ukryj słowa i zapieczętuj księgę aż do czasów ostatecznych. Wielu będzie dociekało, by pomnożyła się wiedza."  W wersji oryginalnej: "Wielu będzie chodziło tu i tam i ich poznanie wzrośnie."

 

Są tutaj dwa stwierdzenia, które idą obok siebie. Nastąpi wielki wzrost podróży i wiedzy. Słowo nauka jest to łacińskie słowo określające wiedzę. A więc światowy wzrost nauki i podróży. To jest niepodważalna prawda. To że jesteście tu w Jerozolimie jest niezaprzeczalnym świadectwem tego faktu, że nastąpił ogólnoświatowy wzrost podróży i wiedzy. To nauka spowodowała, że ten wzrost podróży był możliwy. Jak jasne i konkretne jest Pismo. I odnosi się to do czasów ostatecznych. Łk 21,24 jest bardzo korespondującym  wersetem do Psalmu 16. Kto wie co tu jest napisane? Fakt, że tu jesteście jest częścią tego proroctwa. Druga część tego wersetu:

"A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą."

 

Nie zrozumcie mnie źle, wy nie depczecie Jerozolimy, po prostu chodzicie po ulicach. Słowo deptać oznacza dominację i przymusowy rząd. To była prawda od roku 78 aż do 1948. W 1948 roku zachodnia Jerozolima została oswobodzona, w godnym uwagi zakresie, od dominacji pogan. W 1967 stare miasto - podstawowa Jerozolima została uwolniona od dominacji pogan. I to w mojej opinii jest jednym z najważniejszych, albo najważniejszym wydarzeniem w tym wieku. Czasy pogan to według mnie czasy, gdy ludy pogan rządziły Jerozolimą. Odpowiedzialnością Żydów jest troszczyć się o miasto Jerozolimę. Mają oni gorliwe zainteresowanie miastem Jeruzalem. Przez te wszystkie wieki nie przestali modlić się o odnowę Jeruzalem. Można by powiedzieć, że pod rządami Żydów Jerozolima kwitła, a pod rządami pogan była w ruinach. Jest to fakt historyczny. Mam przyjaciela rabina. Wychowywał się w Jerozolimie i oprowadzał wycieczki. Któregoś dnia usłyszałem, jak mówił do jednej z wycieczek, że Jerozolima została wybudowana przez Żydów i do czasu, kiedy sprawowali w niej władzę, była kwitnącym miastem. Musimy starać się, aby znowu taka się stała. Wiedział, że mówi do chrześcijan i w końcu powiedział tak: "No przecież, jak Jezus wróci, to chce zobaczyć piękną Jerozolimę - nieprawdaż?" Pomyślałem: "Gdyby on naprawdę wiedział, co powiedział."

 
W 1Tym 4,1-2 jest mowa o innej znaku końca wieku:
"Duch zaś otwarcie mówi, że w czasach ostatnich ..."  (to jest jedno z Biblijnych wyrażeń określających koniec wieku) "...niektórzy odpadną od wiary..."

Jakiej wiary?  Chrześcijańskiej wiary. Ludzie, którzy byli chrześcijanami i odeszli od Niego:

"...skłaniając się ku duchom zwodniczym i ku naukom demonów."

 

Nie musimy czytać dalej. Jesteśmy tu ostrzeżeni, że przy końcu wieków wpływ demonów i szatańskiego zwiedzenia będzie tak silny, że chrześcijanie będą skuszeni, aby odejść od wiary. Ja osobiście tego doświadczyłem w wielu przypadkach. Ilu z was może powiedzieć to samo? Szokujące, ale to powinno wzmacniać twoją wiarę, ponieważ Biblia mówi, że to się stanie. Gdyby to się nie stało, mógłbyś powiedzieć:

"Biblia nie jest odpowiedzialną księgą".


W 2Tym 3,1-5 czytamy:

"A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne" – niebezpieczne czasy.

Powodem niebezpieczeństwa nie jest zagrożenie nuklearne albo wojna atomowa, ale degeneracja charakteru ludzkiego. To jest korzeniem problemu. Bomba atomowa nie stworzyła się sama ani też sama się nie zdetonuje. Paweł mówi kontynuując swoją wypowiedź:
"Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźnierczy, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga."

Możemy sprawdzić sami, ile z tych cech charakteryzuje ludzi nas otaczających. Jest tu wymienionych osiemnaście zachowań wątpliwych moralnie. W ciągu mojego życia mogłem obserwować lawinowy wprost zalew wszelkiej niemoralności. W Wielkiej Brytanii, w Stanach Zjednoczonych, Skandynawii, Europie Zachodniej, tutaj na Bliskim Wschodzie, właściwie we wszystkich miejscach, które odwiedzam, obserwuję dramatyczny wzrost zachowań amoralnych. Ciekawe, ale najczęściej zaczyna się od miłości siebie, samolubstwa, potem zaraz następuje miłość pieniędzy i kończy się to często pewnego rodzaju hedonizmem. Natura zepsucia jest taka, że ono zawsze postępuje; kiedy owoc zaczyna gnić, to nigdy nie staje się on coraz lepszy. Zauważyliście? Rozkład zawsze się powiększa. Czasem myślę o pięknym owocu, który możemy przechować jedynie przez krótki czas. Możecie kupić piękną brzoskwinię, włożyć ją do lodówki i zwolnić proces jej rozkładu, ale nie możecie zatrzymać go ani odwrócić. Pewnego dnia nawet w lodówce skórka się zmarszczy, a owoc zrobi się niesmaczny i nieatrakcyjny. Myślę, że lodówka jest dobrym obrazem religii. Możemy wsadzić ludzi do religijnej lodówki. Na zewnątrz zwolni to proces zepsucia, ale nie zmieni to ich sytuacji.

 

Następny werset mówi o tych ludziach, którzy przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy. Ci ludzie chodzą co niedzielę do kościoła, ale odrzucili transformującą Bożą moc, która mogła zmienić ich w sprawiedliwych ludzi. Biblia daje nam tu dobrą radę:  Trzymaj się od nich z daleka!

"Jak Jannes i Jambres wystąpili przeciw Mojżeszowi, tak też i ci przeciwstawiają się prawdzie, ludzie o spaczonym umyśle, którzy nie zdali egzaminu z wiary. Ale dalszego postępu nie osiągną: bo ich bezmyślność będzie jawna dla wszystkich, jak i tamtych jawna się stała."   Tym 3,8-9


Jannes i Jambres  byli to dwaj magicy, którzy sprzeciwili się Mojżeszowi przed faraonem. Paweł mówi tu o ludziach praktykujących okultyzm. Tak jak magicy Jannes i Jambres sprzeciwili się Bogu, tak praktykujący okultyzm będą się sprzeciwiali prawdzie Ewangelii. Czy to jest prawda? Wierzcie mi, że tak właśnie się dzieje. Jestem przekonany, że ostateczny konflikt nie będzie konfliktem teologii ale konfliktem mocy. Mojżesz powiedział: rzućmy nasze laski, moja stanie się wężem. Magicy faraona uczynili to samo; czy zwróciliście kiedyś na to uwagę? Oni też posiadali moc, ale okultystyczną. Ekscytujące było to, że wąż Mojżesza zjadł węża magików. Wyobrażam sobie Mojżesza wychodzącego z pałacu faraona z dużo grubszą i silniejszą laską niż była wcześniej, podczas gdy magicy zostali bez lasek. Jeżeli możemy mieć laski, które zjedzą laski magików, to lepiej się w nie wyposażmy. To nie będzie tylko doktryna, to będzie moc spotykająca się z większą mocą.

 
"Niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi, bo dzień ten nie nadejdzie, dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia."    (2Tes 2,3)
Tesaloniczanie byli uczeni o tym, że ten dzień już przyszedł. Paweł pisał do nich, aby skorygować ten błąd:

"Dzień ten nie przyjdzie, aż nie nastąpi odstępstwo."

 

Greckie słowo użyte w tym miejscu to apostazja. Apostazja to jest świadome odrzucenie objawionej religijnej prawdy. Powiedziałbym że żyjemy właśnie w czasach apostazji. Ostatnie wydarzenia w Wielkiej Brytanii, takie jak ordynacja biskupa Darów dokumentują, tak jasno jak nic innego, fatalny stan kościoła; sytuację, gdzie odstępstwo występuje w przywództwie. Biskup Darów zaprzeczył bóstwu Jezusa, Jego fizycznemu narodzeniu się z dziewicy oraz Jego fizycznemu zmartwychwstaniu. Stwierdził, że chrześcijanie nie muszą w to wierzyć i w świetle tego został ordynowany biskupem, zastępcą głównego biskupa Kościoła Anglikańskiego w Wielkiej Brytanii. Myślę że nie można już bardziej odstąpić od wiary. Reakcja na ten stan rzeczy nastąpiła nie ze strony innych biskupów, ale ze strony laikatu. Biskupi po prostu się z tym zgodzili.

Nie można być ordynowanym w Kościele Anglikańskim na biskupa lub kapłana nie wierząc w czterdzieści dziewięć tzw. "artykułów wiary˝. Ordynacja biskupa Darów była więc zwykłym oszustwem. Moja rada dla nich jest taka: Zacznijcie sobie nową religię, ale z dala od używania do tego celu Jezusa. Nie jest moim celem wytykanie błędów Kościołowi Anglikańskiemu. Wszystkie większe denominacje mają podobne problemy. Wierzę, że na taką skalę takie wydarzenia nie miały wcześniej miejsca. Chociaż byli w historii zepsuci klerycy, pastorzy, biskupi czy papieże, to nikt otwarcie nie zaprzeczył tym podstawowym doktrynom wiary chrześcijańskiej. To się stało w ostatnich stu pięćdziesięciu latach w Wielkiej Brytanii i w Niemczech. W Niemczech zaczęło się to "nową teologią". Jedną z konsekwencji tej nowej teologii był Hitler i faszyzm. Pozwólcie, że odczytam fragment z Pieśni nad pieśniami Salomona. Ta pieśń mówi:

"Mam małą siostrzyczkę, co z nią zrobimy?"  I mówi tak:

"Jeżeli jest drzwiami to obwarujemy ją tarcicą cedrową. Jeżeli jest murem, zbudujemy na nim srebrny gzyms."

 

Dla mnie jest to mała alegoria kościoła. Jeżeli kościół jest drzwiami, które wpuszczają potok zła, Bóg zamknie je tarcicą cedrową. Ale jeżeli jest to mur, który trzyma zło daleko, to zbudujemy na nim srebrne wieże. Kościół, więc albo wyrzuca zło, albo pozwala na nie. Kościół jest buforem narodu.

Księga Ezechiela 22r. Fragment ten mówi o całkowitym zepsuciu narodu i wymienia grupy ludzi, którzy zawiedli: prorocy, kapłani, książęta i potem ludzie. Zauważcie, gdzie to się zaczyna. Najpierw prorocy, potem kapłani, potem świeccy rządzący, a potem ludzie. Uważam że odpowiedzialność za Adolfa Hitlera leży przede wszystkim u teologów niemieckich. Patrząc szerzej, leży ona u drzwi kościoła. Antychryst nie może być objawiony aż do czasów odstępstwa. Odstępstwo otworzy drzwi dla antychrysta.

Wymienię pokrótce znaki, które wymieniliśmy: zepsucie cielesne, złe wyobrażenia, przemoc, homoseksualizm, wojny światowe, trzęsienia ziemi, światowe prześladowanie chrześcijan, chrześcijanie, którzy zdradzają i wydają swoich wierzących braci, fałszywi prorocy, wzrost bezprawia, utrata miłości, odbudowanie Syjonu i Jerozolimy, wykupienie Jerozolimy  spod pogańskiej dominacji, szerokie rozpowszechnienie się mądrości, wiedzy i podróży, ludzie pod wpływem demonów i fałszywych doktryn, generalna utrata charakteru i etyki, posiadanie fasady religii, opozycja ze strony praktykujących okultyzm i wielkie odstępstwo kościoła.
Moja obserwacja jest taka, że ponad osiemdziesiąt procent z tych rzeczy widoczne jest w wieku, w którym żyjemy i w stopniu, w którym nigdy wcześniej tego nie było.

Mówimy o przygotowaniu drogi dla Mesjasza. Spójrzmy na trzy fragmenty.
"Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana."  Hbr 12,14
To jest bardzo jasne stwierdzenie. Bez świętości nikt nie spotka Pana. Dążcie do pokoju ze wszystkimi. Staraj się utrzymać dobre relacje dookoła siebie, włącznie z twoimi wierzącymi braćmi. Oni są najtrudniejsi z reguły.

 

Cały drugi list Piotra mówi o powrocie Pana. Spójrzmy na 2Ptr 3,10-12:
"Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański."

Jeszcze raz ten obraz:

"...w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione. Skoro to wszystko w ten sposób ulegnie zagładzie".

Nie kładźcie ufności w materializmie

 

"...to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności ..."
To jest pytanie. A teraz odpowiedź: Święte postępowanie i pobożność.

 

"... gdy oczekujecie i staracie się przyspieszyć przyjście dnia Bożego ..."

Zauważcie nastawienie oczekiwania. Pragnienie i oczekiwanie. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym? Możesz przyspieszyć przyjście Pana. Jeżeli możesz je przyspieszyć, to możesz zrobić coś przeciwnego. Wyjaśnię za chwilę, dlaczego. Wierzę że u drzwi kościoła jest odpowiedzialność za opóźnienie się przyjścia Pana. Nie uczyniliśmy tego, co nam powiedziano, że mamy zrobić.

2Ptr 3,14 - "Dlatego, umiłowani oczekując tego, starajcie się, aby was zastał bez plamy i skazy - w pokoju..." Zauważcie, wymagane są trzy rzeczy. W pokoju, bez skazy i bez nagany. W pokoju, to znaczy właściwe relacje. Bez skazy, to znaczy bez zatajonego grzechu. Nie ma plamy na twojej szacie. I bez nagany, to znaczy robisz wszystko, co jest od ciebie wymagane. Weźmy to jako zadanie domowe.

 

1Jana 3,2-3 - "Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim jakim jest".

Czy wiemy o tym?

"Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty."

Możesz powiedzieć, że masz nadzieję, ale jaki jest tego dowód? - Uświęcenie.

Każdy, kto ma tę nadzieję, oczyszcza się. To jest po prostu logiczne. Jak możemy oczekiwać powrotu Pana w mocy, w chwale, w świętości i nic z tym nie robić? Pozwólcie mi przeczytać te wersety jeszcze raz. Kultywuj świętość i właściwe relacje międzyludzkie, głoś Ewangelię Królestwa wszystkim narodom.

Co możemy zrobić, aby przyspieszyć przyjście tego dnia? Chcę zasugerować, że ponad wszystkim innym, przez głoszenie Ewangelii wszystkim narodom przyspieszamy przyjście dnia Pańskiego. Nie czyniąc tego, opóźniamy przyjście Pańskie. Mamy dwie opcje do wyboru.


Mateusz 24r. Pytanie uczniów w wersecie trzecim:

"Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata?"

Już powiedziałem, że było to konkretne pytanie: " Jaki będzie ten znak?"

Jezus odpowiadając wymienia szereg znaków, ale w końcu w wersecie 14 pada określenie, o które uczniowie pytali. To Ewangelia o Królestwie. To nie będzie jakaś ludzka wersja:
"A ta Ewangelia o Królestwie będzie głoszona po całej ziemi, na świadectwo wszystkim  narodom. I wtedy nadejdzie koniec."

 
To jest bardzo jasne. Myślę że nie ma możliwości, żeby źle to zrozumieć. Co to oznacza? Jak możemy przyspieszyć koniec wieku? Przez głoszenie Ewangelii Królestwa wszystkim narodom. A kto to zrobi? Politycy? Widzicie, my jesteśmy ciałem Chrystusa, z tego też powodu  mamy decydujący wpływ na ludzkie sprawy. Sprawy tego świata spoczywają w ręku kościoła. To bardzo ważne, aby widzieć to w tym świetle. W tym sensie widzieć politykę, naukę lub dowódców wojskowych. To jest odpowiedzialność, która leży na wierzących. Co my z nią robimy? Czy wy w ogóle wiecie, że macie taką odpowiedzialność, czy jesteście jej świadomi?


Apokalipsa 5,9 - "I taką nową pieśń śpiewają: Godzien jesteś wziąć księgę i jej pieczęcie otworzyć, bo zostałeś zabity i nabyłeś Bogu krwią twoją ludzi z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu."
Pomiędzy odkupionymi muszą być reprezentanci każdego języka, ludu i narodu. To musi być wykonane przez ludzi ze wszystkich narodów, ze wszystkich języków. Bóg nie powiedział, dlaczego. Bóg pragnie, aby Jezus był uwielbiony. Tylko ci, którzy słyszą Ewangelię, mogą w nią wierzyć. I ci tylko, którzy wierzą, mogą być częścią odkupionych. Jezus mówi:
"Ta Ewangelia będzie głoszona na cały świat jako świadectwo dla wszystkich narodów. I wtedy nadejdzie koniec."

Jest jeszcze jedno wymaganie, które znajdziemy w Rz 11, 25-26. Jest tu mowa o zaślepieniu Izraela:

"Nie chcę jednak, bracia, pozostawiać was w nieświadomości co do tej tajemnicy – byście o sobie nie mieli zbyt wysokiego mniemania".

Nie chcę, abyście byli ignorantami w tej prawdzie. Wiecie co zauważyłem? Że większość wierzących jest ignorantami w tych sprawach. Nic się nie zmieniło przez dziewiętnaście wieków. Ci którzy są ignorantami tej tajemnicy, są zakorzenieni w swych własnych opiniach. To jest wielki problem kościoła:
"...zatwardziałość dotknęła tylko część Izraela aż do czasu, gdy wejdzie (do Kościoła) pełnia pogan."
 

Prawie wszędzie w Biblii, gdzie jest mowa o odsunięciu Izraela, następne słowa brzmią: "aż do".
To jest wielka mądrość Boża, aby wszyscy poganie usłyszeli poselstwo i mieli możliwość uwierzyć. Wszyscy, którzy są przeznaczeni, aby uwierzyć, muszą wejść przed nawróceniem Izraela. Jeżeli jesteś naprawdę zainteresowany odnowieniem Izraela, to jedną z najważniejszych rzeczy, którą możesz zrobić, jest głosić Ewangelię wszystkim narodom. Żydzi musieli być odstawieni na bok, aby poganie mieli możliwość wejść. Widzicie, mamy spory dług wdzięczności wobec Izraela. Nie byłoby żadnej poezji Biblijnej bez Żydów, nie byłoby proroków, nie byłoby apostołów. Nie byłoby Biblii i nie było by Zbawiciela. A co mielibyśmy w zamian? Nic. Pomimo wielkiej opozycji, oni przynieśli Ewangelię poganom, a my mamy dług do zapłacenia. Możemy spłacić dług przez sprostanie warunkom, jakie muszą być spełnione dla ich odnowienia:
"... zatwardziałość dotknęła tylko część Izraela aż do czasu, gdy wejdzie (do Kościoła) pełnia pogan."

I dalej: "I tak cały Izrael będzie zbawiony, jak to jest napisane: Przyjdzie z Syjonu Wybawiciel...".

To napełnia mnie pasją i im jestem starszy, tym bardziej jestem nią wypełniony. Mam dwa obowiązki: pierwszy, aby głosić Ewangelię wszystkim narodom, a drugi modlić się, pracować i walczyć o odnowienie Izraela. Odpowiedzialność za obydwa ciąży na nas jako na ciele Jezusa. Pozwólcie, że na koniec przytoczę nasz siedmiopunktowy szkic oczekiwania:

1. Bądźcie świadomi celów i obietnic
2. Oczekujcie z gorliwością
3. Zrozumcie czasy i pory
4. Rozpoznajcie znaki; dałem wam co najmniej dwadzieścia znaków
5. Kultywujcie świętość i właściwe relacje
6. Głoście Ewangelię wszystkim narodom
7. Módlcie się i pracujcie nad odnowieniem Izraela
 

Wasz w służbie dla Pana
dr Derek Prince
 


 

Góra strony

 

CZY  BOISZ  SIĘ  BOGA?


To pytanie, którego być może nigdy sobie nie zadałeś. To bardzo ważny temat, który bardzo często ignorujemy tylko na własną szkodę. Biblia ma wiele do powiedzenia na temat bojaźni Pańskiej. Jeżeli nie bierzecie pod uwagę tego, co Biblia uczy o bojaźni Pańskiej, jesteście pożałowania godni, ponieważ jest to jeden z tematów, który zawiera wiele obietnic Bożej przychylności i błogosławieństwa. Chcę rozpocząć od dwóch wersetów, które dają nam pewien obraz bojaźni Pańskiej w życiu wierzącego. Pierwszy to Ps 19,9 :
" ...bojaźń Pańska szczera, trwająca na wieki..."


Wierzę, że bojaźń Pańska nie tylko jest czysta, ale też oczyszczająca, ona oczyszcza, utrzymuje nas w czystości. Ten werset mówi: "trwa na wieki". Nie tylko w tym życiu, ale i na wieczność. Bojaźń Pańska zawsze będzie wyznacznikiem prawdziwego ludu Bożego. Czy to ludzi, czy aniołów. W księdze Przyp 23,17 znajdziemy inne stwierdzenie, a właściwie napomnienie:
"Niech twoje serce nie zazdrości grzesznikom, lecz zabiega tylko o bojaźń Pańską."
Trwaj w bojaźni Pańskiej cały dzień. Innymi słowy, niech nie będzie czasu w twoim życiu, gdy nie trwasz w bojaźni Pańskiej.

Musimy rozważyć, co Biblia mówi o bojaźni Pańskiej. Na początek parę przykładów lęków, które nie są tym, o czym Biblia wspomina, gdy mówi o bojaźni Pańskiej. Po pierwsze to nie jest naturalny strach. Kiedy dziecko się rodzi, boi się tylko dwóch rzeczy, głośnych hałasów i uczucia spadania. Kiedy dorastamy poznajemy inne rzeczy, które zaczynają powodować naturalną reakcję strachu. To jest zupełnie normalne. Wszyscy ludzie posiadają wpisany w siebie ten rodzaj strachu, ale to nie jest to, co Biblia nazywa bojaźnią Pańską. Istnieje też pewien rodzaj demonicznego strachu.

 

W 2Tym 1,7 Paweł pisze do Tymoteusza:
" Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni..." (lub - słabego serca)

To jest rodzaj lęku, spowodowany przez złego ducha. Jest to ponadnaturalna reakcja, coś co nas zniewala i nie potrafimy nad tym zapanować. Ten strach zaczyna kontrolować nas w różnych sytuacjach życiowych. To nie jest bojaźń Pańska.

 

Następnym rodzajem jest religijny strach, o którym mówi Izajasz 29,13 :
"Wyrzekł Pan: Ponieważ ten lud zbliża się do Mnie tylko w słowach i sławi Mnie tylko wargami, podczas gdy serce jego jest z dala ode Mnie; ponieważ cześć jego jest dla Mnie tylko wyuczonym przez ludzi zwyczajem..."
Jezus cytuje ten fragment w Mt 15,7-9 i stosuje go do religijnych liderów swojego czasu. Nazywa ich hipokrytami. Jest to rodzaj lęku, który powoduje hipokryzję. Nie mamy czasu, aby wejść w to głębiej, ale ważne jest, aby pamiętać, że słowo hipokryta pochodzi od greckiego słowa, które oznacza aktora - "hipokrytos". Tak więc jest to rodzaj religijnego lęku, który powoduje, że ludzie udają. Cała ich religia jest aktorstwem. Chodzą do budynku kościelnego, zmieniają ton głosu, gdy się modlą i nie ma w tym nic naturalnego. Dzieje się tak dlatego, że ktoś uczy ich, iż tak mają się zachowywać.

 

Następnie w Przyp 29,25 jest opisany kolejny rodzaj strachu, z którym większość chrześcijan jest za pan brat - strach przed ludźmi:
"Strach przed człowiekiem to sidło, kto ufa Panu, bezpieczny."
Strach przed ludźmi jest opozycją bojaźni Pańskiej. Jeśli boimy się tego, co ludzie mówią lub myślą, to jest to strach przed ludźmi. Większość z nas musi przyznać, że to nas ogranicza. Musimy głosić Ewangelię i mówić ludziom o Jezusie, ale lęk przed ludźmi uniemożliwia nam otworzenie ust. To nie jest bojaźń Pańska, o której mówimy.

 

Chciałbym teraz podkreślić jeszcze raz cztery rodzaje lęku, który nie jest bojaźnią Pańską:
- to nie jest naturalny strach
- to nie jest demoniczny strach
- to nie jest religijny strach
- to nie jest strach przed ludźmi

Czym więc jest bojaźń Pańska? Chciałbym przedstawić pewne sugestie. Po pierwsze to jest rodzaj strachu. Specjalny rodzaj, ale to jest strach. Zauważcie, wiele współczesnych tłumaczeń nie używa słowa "strach". Myślę, że to jest spowodowane wpływem humanizmu, który naucza, że nie musimy bać się Boga. Wierzcie mi. Musimy bać się Boga. Bóg jest godzien naszego drżenia. W Biblii nie znajdziemy niczego, co sugerowałoby, że strach przed Bogiem jest tematem przebrzmiałym. Często słyszę o świętej bojaźni. Mówimy: "stoimy w świętej bojaźni" przed kimś. W pewnym sensie nie mamy odwagi podejść zbyt blisko. Innym wyrazem często używanym na określenie tej relacji jest głęboki szacunek. Bojaźń Pańska nie jest jedną z tych rzeczy. Zawiera ona elementy strachu, świętej bojaźni i głębokiego szacunku. Bojaźń Pańska nigdy się nie kłóci z Bogiem, to postawa uległości. Tak mało jest miejsca we współczesnym myśleniu na uległość. Uległość jest kluczowym pojęciem, jeśli chodzi o doskonalenie w nas Bożego charakteru. Jeśli połączymy ze sobą znaczenie słów, które przytoczyliśmy, okaże się, że nie wyczerpaliśmy tematu. Jest coś, co można zrozumieć tylko przez Ducha Świętego. Bojaźń Pańska jest to pewna postawa. Gdy jesteś skonfrontowany z sytuacją, decyzją, problemem, potrzebą, bojaźń Pańska powie: "A co Bóg ma do powiedzenia na ten temat?". To jest najważniejsze. Nie to, co ja myślę, nie to, co ja mogę, ale co Bóg mówi na ten temat. Bojaźń Pańska będzie nas motywować, aby zawsze szukać zadowolenia naszego Pana.

 

W 1Mojż 31,42 znajdziemy bardzo znaczące wyrażenie. Może niektórzy tego w ogóle nie zauważyli. Jest to część sceny, gdzie Jakub jest skonfrontowany przez swojego wujka Labana. Mają ostre spięcie dotyczące jednej sprawy. Laban mówi: "Gdyby Bóg do mnie nie przemówił, zemściłbym się na tobie, ale ponieważ Bóg do mnie przemówił, nie zrobię tego, nie mam śmiałości". Jakub mówi do Labana:
"Gdyby Bóg ojca mego, Bóg Abrahama - Ten, którego z bojaźnią czci Izaak, nie wspomagał mnie, to puściłbyś mnie teraz z niczym."
Zauważcie, Bóg Abrahama i Bóg, przed którym drżał Izaak. Bóg lęku Izaaka.

 

53 werset tego samego rozdziału mówi, że Jakub złożył ślub przed Bogiem:
"Bóg Abrahama i Bóg Nahora, Bóg ich przodków, niechaj będzie naszym sędzią! Jakub zaś przysiągł na Tego, którego z bojaźnią czcił Izaak, jego ojciec."
Dwukrotnie Bóg został nazwany Bogiem lęku Izaaka. Więc jest coś w postawie Izaaka wobec Boga, co spowodowało, że ludzie nazywali Boga lękiem Izaaka.

 

Chcę pójść trochę dalej i zasugerować, że to, czego się boisz, jest twoim Bogiem. Ten rodzaj lęku powoduje, że ta rzecz, której się boisz, zostaje twoim Bogiem. Spójrzmy na obraz Jezusa, który jest nam podany prorocko w  Iz 11r. To jest jedno z pięknych wyrażeń o Jezusie zamieszczone w pismach proroka Izajasza, jest On nazwany "różdżką z pnia Jessego." Przeczytajmy pierwsze dwa wersety Iz 11r. :
"I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni."
Różdżka to jest jeden z tytułów Mesjasza w starym testamencie. I dalej mówi tak:
"I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej."
Teraz przytrzymajcie tu swój palec i otwórzcie swoje Biblie na księdze Obj 1,4 :
"Jan do siedmiu Kościołów, które są w Azji: Łaska wam i pokój od Tego, Który jest, i który był i Który przychodzi i do Siedmiu duchów, które są przed jego tronem".

W tym tłumaczeniu Duch jest dużą literą. W Obj 4,5 jest napisane o siedmiu lampach, które są przed Bożym tronem, to jest siedem Duchów Bożych. Wiele tłumaczeń współczesnych powie: siedmio-rozgałęziony Duch Boży, to jest też dobre tłumaczenie. Oczywiście jest tylko jeden Duch Święty, ale ma siedem rozdzielonych aspektów, manifestacji lub form, w których działa. Zastanawiałem się kiedyś, jak wyrazić siedem aspektów Ducha Świętego. Myślę że Pan poprowadził mnie do Iz 11,2 , gdzie znajdziecie siedem Duchów lub siedem form Ducha Świętego.

Pierwsze to jest - Duch Pana to jest Duch, który mówi w pierwszej osobie jako Bóg. W Dz 13r. jest napisane:
"Rzekł Duch Święty: Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem."
Więc Duch Święty przemówił do Kościoła w pierwszej osobie jako Pan. Pamiętajcie, Bóg Ojciec jest Panem, Bóg Syn jest Panem i Bóg Duch jest Panem. To jest pierwszy aspekt.

 

Dalej mówi, Duch mądrości i zrozumienia. Następnie Duch rady i mocy. Następnie poznania. Jaka jest siódma rzecz? Duch bojaźni Pana. Wierzę, że w pewnym sensie jest to siedem aspektów Ducha Świętego.

Pierwsze, Duch, który mówi w pierwszej osobie jako Bóg, tak jak i Bóg Ojciec, czy Bóg Syn, następnie mamy mądrość i zrozumienie. To mnie zawsze wprawia w zdziwienie, jakie rzeczy należy połączyć. Jeżeli masz mądrość, a nie rozumiesz, to nie zrobisz dobrego użytku z mądrości. Byłem kiedyś zawodowym filozofem, lata temu studiowałem mądrość, ale nie miałem zbyt dużo zrozumienia i powiedziałem wtedy wiele głupich rzeczy.

Następnie mamy Ducha rady lub poznania, a także Ducha mocy i siły. Straszna rzecz mieć moc, a nie mieć mądrości. Ponieważ możesz swoją moc użyć w niewłaściwym kierunku. Pamiętajcie w Iz 9,6 Jezus jest opisany jako "Cudowny Doradca".

 

Duch poznania. Poznanie jest czymś, czego każdy chce. Poznanie powoduje, że puszymy się i nadymamy. Biblia prawie zawsze zestawia z poznaniem bojaźń Pańską. Nie szukaj poznania bez Bojaźni Pańskiej, bo to uczyni ci więcej zła, niż dobra. Iz 11,3 – to obraz Mesjasza, Jezusa, który mówi:
"Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej".
Jeżeli Jezus potrzebował bojaźni Pańskiej, strachu Pańskiego, to czy my możemy kiedykolwiek pomyśleć, że nie potrzebujemy bojaźni Pańskiej? Desperacko jej potrzebujemy. Dzięki Duchowi Świętemu pojawia się w nas potrzeba jej odczuwania i bez niej czujemy się jakoś niepełni.

Chcę powiedzieć coś z osobistego doświadczenia. Spotkałem kiedyś pewnych niezwykłych ludzi, na Uniwersytecie w Cambridge takich ludzi nie udało mi się spotkać. Chodzili do dziwnych kościołów, śpiewali dziwne hymny, klaskali w ręce i robili w ogóle pewne dziwne dla mnie rzeczy. Nie mogłem zrozumieć, co próbowali mi przekazać. Ale jedno zrobiło na mnie wrażenie. Oni znali Boga. Wydawało mi się, że to nie jest fair. Nikt z pośród ich grona nie ukończył nawet szkoły podstawowej, a posiadali intymną więź z Bogiem, natomiast ja skończyłem uniwersytet Cambridge i pomimo mojego wykształcenia tej więzi nie posiadałem. Nikt nie był w stanie mnie jej nauczyć. Moi nowi znajomi wszędzie nosili Biblie, jakby to była najnowsza gazeta. Wielkie wrażenie wywarło na mnie opowiadanie pewnej kobiety. Jej mąż był chory, miał gruźlicę i został wypisany do cywila w czasie drugiej wojny światowej. Ta kobieta powiedziała, że modliła się codziennie przez okres dziesięciu lat, aby Bóg uzdrowił jej męża. Gdy to usłyszałem, pomyślałem, że ten sposób życia jest jakby z innego świata. Nie mogłem pojąć, jak można codziennie, przez dziesięć lat modlić się o cokolwiek. Kobieta kontynuowała swoją opowieść: "Po dziesięciu latach modliłam się sama w naszej jadalni, mój mąż siedział w łóżku w sypialni, kaszląc i plując krwią. Usłyszałam głos, który powiedział: "Ogłaszaj!". Powiedziałam: "Dzisiaj to ogłaszam. Ogłaszam jego uzdrowienie." Jej mąż natychmiast został uzdrowiony, co zostało potwierdzone przez niezależnych lekarzy. Powiedziałem sobie:  Tego szukałem przez całe życie.

 

To zmotywowało mnie, abym zaczął szukać Boga. Wiecie co, On dał mi się znaleźć. Po drugiej wojnie światowej powróciłem, aby odwiedzić tych ludzi. Pewien mężczyzna miał jedną nogę amputowaną z powodu gangreny, istniało realne niebezpieczeństwo, że i druga będzie amputowana. Było mi trudno rozmawiać z nim, ponieważ czułem, jak by to był mój ojciec w wierze. Ale on powiedział: "Ja się nie boję. Bóg uwolnił mnie z wszelkiego lęku." Pomyślałem sobie, że coś tu nie gra, ponieważ Bóg nigdy nie uwalnia nas od bojaźni Pańskiej. Człowiek ten  jest teraz z Panem. Rozmowa z nim była dla mnie ważną lekcją. Nie możemy pozwolić sobie na postawę, która nie pozostawia miejsca dla bojaźni Pańskiej w naszym życiu. Jest dzisiaj wielu chrześcijan, którzy głoszą bezwarunkową wolność w kościele. To bardzo niebezpieczna i zwodnicza nauka. Otwórzmy Biblię na liście do Hbr 5,7. Znajdziemy tu bardzo istotne objawienie, dlaczego Bóg Ojciec zawsze wysłuchiwał modlitw Jezusa:
"Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swojej uległości."
Dlaczego Bóg zawsze wysłuchiwał modlitw Jezusa? Jezus zawsze modlił się z pozycji pokory i bojaźni Pańskiej.

Chcę pokrótce i ogólnie przedstawić wymagania Biblii, które pomogą nam tę bojaźń utrzymać.
Po pierwsze, otwórzmy Przyp 1,28-29 :
"Wtedy będą mnie prosić, lecz ja nie odpowiem i szukać, lecz mnie nie znajdą, gdyż wiedzy nienawidzili, gardzili bojaźnią Pańską..."
Poznanie i bojaźń Pańska. Widzicie to? Dlaczego Bóg ich odrzucił? Ponieważ nie wybrali bojaźni Pana. Bojaźń Pańska nie przyjdzie do twojego życia wbrew twojej woli. Musisz podjąć suwerenną decyzję:

"Boże, chcę mieć miejsce w życiu na bojaźń Pańską, otwieram moje serce i życie na bojaźń Pańską, ucz mnie bojaźni Pańskiej."
To prowadzi do następnej wskazówki, która jest zapisana w Ps 34,12 . Myślę że to Duch Święty mówi do swoich dzieci:
"Pójdźcie synowie, słuchajcie mnie; nauczę was bojaźni Pańskiej."

Musimy być nauczani bojaźni Pańskiej. Po pierwsze, musimy ją wybrać, następnie musimy pozwolić, aby Duch Święty nas nauczał, czym jest bojaźń Pańska. Nie sądzę, aby istniał jakiś inny instruktor, który może nas jej nauczyć, oprócz Ducha Świętego.


"Jakim ma być człowiek, co miłuje życie i pragnie dni, by zażywać szczęścia?"
Jeżeli pozwolicie, aby Duch Święty nauczał was bojaźni Pańskiej, będziecie mieli szczęśliwe życie i będziecie widzieć wiele dobrych dni. Czy to jest dobra motywacja?
 

W Przyp 3,7 mamy inny warunek, który musimy wypełnić:
"Nie bądź mądrym we własnych oczach, Boga się bój, zła unikaj ".
Nie ufaj samemu sobie, swojej mądrości. Oddal się od zła, odwróć się plecami do zła, oddziel się od zła. Zło i bojaźń Pańska nie idą razem. Tak więc pierwszy warunek, który musimy spełnić, to musimy wybrać właściwie. Ja wybieram bojaźń Pańską. Podejrzewam, że są tu tacy, którzy nigdy nie zostali skonfrontowani z koniecznością takiego wyboru.

 

Dalej, musimy być nauczani przez Ducha Świętego. Tylko On może nas uczyć bojaźni Pańskiej. Musimy wstąpić do szkoły Ducha Świętego. Następne wymaganie, to abyś wyrzekł się polegania na twojej własnej mądrości i abyś wyrzekł się zła we wszelkiej formie, w jakiej je znasz. To są podstawowe wymagania, aby wejść w bojaźń Pańską.

Teraz poświęcimy trochę czasu, aby rozważyć, co zyskamy mając bojaźń Pańską? Księga Joba 28, 28 :
"A do człowieka powiedział: Bojaźń Boża - zaiste mądrością, roztropnością zaś - zła unikanie."
Co jest mądrością? Bojaźń Pańska, unikanie złego zaś rozumem. Jeśli chcesz bojaźni Pańskiej, musisz oddalić się od zła. Nie możesz połączyć tych dwóch rzeczy w twoim życiu.


Ps 25,12.14 - jeden z moich ulubionych psalmów. Werset 12:

"Kim jest człowiek, co się boi Pana? Takiemu On wskazuje, jaką drogę wybrać."  

Werset 14: "Pan przyjaźnie obcuje z tymi , którzy się Go boją, i powierza im  swoje przymierze."
Mamy tu pewne błogosławieństwa. Pierwsze - Bóg będzie uczył tego, który się Go boi. Czasami uczę ludzi. Możesz się zaangażować w jakieś seminarium lub szkołę Biblijną, ale to nie jest gwarancja, że Bóg będzie cię uczył. Pan wybiera swoich studentów patrząc na ich charakter.  Pierwsze wymaganie jeżeli chodzi o charakter, to bojaźń Pańska.

Byłem wcześniej misjonarzem w wielu krajach. Jednym z błędów, jaki popełniają misjonarze jest to, że uczą ludzi, którzy nie boją się Pana. Wiecie co ci ludzie zwykle robili? Wyrzucali misjonarzy. Nie jesteśmy powołani, aby uczyć ludzi, którzy nie boją się Pana. Wręcz nie możemy uczyć ludzi, którzy nie boją się Pana, bo Bóg ich nie będzie uczył. W następnym wersecie:

"Pan obwieszcza swoje sekrety tym, którzy się go boją".  Nowoczesne tłumaczenia mówią:

"Bóg ufa tym, którzy się go boją, dzieli z nimi swoje sekrety".

Jeżeli nie masz ochoty dzielić sekretów Pańskich, to jesteś inny niż ja, dla mnie to jest przywilej. Teraz możemy spojrzeć w Księgę Przypowieści 10r. Przewodnim tematem Przypowieści jest bojaźń Pańska:
"Bojaźń Pańska dni pomnaża, krótkie są lata grzesznika."    Przyp 10,27
"W bojaźni Pana jest pewna nadzieja, dla synów swoich jest On ucieczką."
   Przyp 14,26

Gdy kultywujesz bojaźń Pańską, masz pewną ostoję. Nie jest łatwo cię przestraszyć ani rozzłościć. Bóg obiecuje, że będzie ucieczką dla twoich dzieci. Możemy wybrać błogosławieństwo i życie, które dotknie także naszych potomków. Także bojaźń Pańska dotyka twoich potomków. Ten, który boi się Pana, może oczekiwać, że Bóg będzie ucieczką dla jego dzieci. W obecnych czasach to wspaniała wiadomość, że możemy spodziewać się błogosławieństwa dla naszych dzieci. Następny werset 14,27 :
"Źródłem życia jest bojaźń Pańska, by sideł śmierci uniknąć."
Bojaźń Pańska jest zdrojem, który ciągle wlewa życie do twojego wnętrza. Czy to nie jest ekscytujące?
"Bojaźń Pańska prowadzi do życia: kto ją ma odpoczywa syty i nie dozna nieszczęścia."    Przyp 19,23
 

Pamiętaj, jeżeli jesteś sfrustrowany i niezadowolony, to jednej rzeczy brakuje w twoim życiu - bojaźni Pańskiej. Nie będziesz nawiedzony przez nieszczęście. Możesz godzinę spędzić, myśląc tylko o tych trzech stwierdzeniach. Bojaźń Pańska prowadzi do życia, zadowolenia i nie będziesz nawiedzany przez nieszczęścia. Na koniec Przyp 22,4 :
"Nagrodą za pokorę jest bogactwo, cześć i życie."

Musisz połączyć pokorę z bojaźnią Pańską. Nie możesz połączyć pychy z bojaźnią Pańską, to już widzieliśmy. To jest obietnica dla ciebie: bogactwo, cześć i życie. Mogę ostrożnie to powiedzieć, jeżeli głosisz to, co jest dla ciebie bezużyteczne, to nie ma sensu tego głosić. Ja wierzę, że oddaję Bogu chwałę przez głoszenie tego, co działa w moim życiu, ponieważ to daje te trzy rzeczy: bogactwo, cześć i życie. Dzięki Ci Panie. Ja na to nie zasługuję, ja się na to nie powołuję, ale Ty jesteś wierny. Jeżeli chcesz życia pełnego zadowolenia, kultywuj bojaźń Pańską. Jeżeli jeszcze nie uczyniłeś wyboru, uczyń go. Jeżeli jeszcze nie jesteś w szkole Ducha Świętego, zapisz się. Ale nie strać tej okazji. I pamiętaj! Nie możesz połączyć zła z bojaźnią Pańską.

Teraz chcę przez chwilę mówić o obrazach bojaźni Pańskiej w doświadczeniu Bożych ludzi. Myślę że to zawiera pewne ostrzeżenie, które jest desperacko potrzebne we współczesnym kościele. Gdy mówię "współczesny kościół", myślę o kościele w tak zwanym "współczesnym zachodnim świecie." Może szczególnie charyzmatyczny i Zielonoświątkowy Kościół. Te najlepiej znam. Byłem z nimi przez czterdzieści pięć lat, i nadal z nimi jestem. Widziałem chyba już wszystko. Byłbym zaskoczony, gdyby było coś, czego nie widziałem w kościele. Ludzie stali na głowie, tarzali się po podłodze i robili inne podobne rzeczy. Czasami Bóg błogosławi i działa w dziwny sposób. Czasem był to niestety tylko bezużyteczny teatr.

Przez dwadzieścia pięć lat byłem w Kościele Anglikańskim. Chce powiedzieć, że jednym z problemów tych ludzi jest to, że albo są szczęśliwi, albo są załamani. Nie mogą połączyć dwóch przeciwnych rzeczy, które musimy połączyć. Spójrzmy na Ps 2,11 , szczególnie na pewien przykład, który potem wyjaśnię:
"Służcie Panu z bojaźnią..."
Jaką bojaźnią? - Bojaźnią Pańską. Nie wystarczy tyko służyć Panu, musisz także " ...i raduj się z drżeniem..."

Widzicie, tego nasz mały umysł czasami nie może połączyć. Mamy prawo się cieszyć. Właściwie jest źle nie cieszyć się, lecz nie bądź cielesny, nie uprzedzaj się, nie pozwól, aby coś cię wprawiło w takie rozprzężenie. Raduj się, ale z drżeniem. Co prowadzi do sukcesu w chrześcijańskim życiu? Nie musimy cały czas być zmartwieni, smutni, w opresji i depresji, jednak produkowanie pustego hałasu i ekscytacji jest bardzo powierzchowne. Potrzebujemy połączenia tych rzeczy. Raduj się z drżeniem. Nie żartuję sobie teraz z ludzi, którzy inaczej przeżywają swój kontakt z Bogiem.
 

Gdy wyszedłem z Kościoła Anglikańskiego, lub mówiąc inaczej, gdy znalazłem coś poza Anglikańskim Kościołem, śmiałem się z ludzi, którzy byli poważni i cisi. Myślałem, że brakowało im wolności. Ale dzisiaj tego nie robię, ponieważ są różne sposoby przeżywania swojej duchowości. My jednak musimy połączyć radość i drżenie.
W Dziejach Apostolskich mamy małe podsumowanie wzrostu kościoła.
"A Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii, rozwijał się i żył bogobojnie, i napełniał się pociechą Ducha Świętego."    Dz 9,31

Zauważcie, te dwie rzeczy są połączone, bojaźń Pańska i pocieszenie, lub zachęta Ducha Świętego. Widzicie? Tak łatwo być spolaryzowanym. Wszystko jest radością, albo wszystko drżeniem, wszystko pocieszeniem, lub wszystko strachem. Musimy zachować równowagę Ducha Świętego, który daje błogosławieństwo. W liście do Ef 5,21 Paweł mówił o wypełnieniu się ciągle, nie raz, ale ciągle Duchem Świętym, oraz przemawianiu do siebie przez psalmy, hymny, pieśni duchowne itd. Potem przechodzi do tego, jaki styl życia mamy prowadzić:
"Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej!"    Ef 5,21

Pamiętajmy, że uległość jest oznaką Ducha Świętego. Przede wszystkim uległość w ciele Chrystusa, to nie jest uległość wobec liderów, ale wobec siebie nawzajem. Inne wersety mówią o uległości liderom, ale pierwsza uległość, podatność na uległość, jest to uległość wobec siebie nawzajem. Liderzy, jeżeli się tego nie nauczyliście, to nie powinniście być liderami. Piotr uczy nas, abyśmy nie byli panami trzody, ale przykładami. W tym kontekście mówi: "Załóżcie fartuch służenia i służcie sobie nawzajem."

Nie zacząłem od kobiet, ale muszę powiedzieć również o tym wersecie:
"Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu."

Pamiętam jak kiedyś doradzałem pewnemu człowiekowi, który był pełnym sukcesu kaznodzieją baptystycznym, pastorem wielkiego zboru, napisał kilka książek i podzielił się ze mną, że jego życie w domu, jego małżeństwo było dalekie od sukcesu. On i jego żona byli kiedyś w sypialni, klęczeli po dwóch stronach łóżka i próbowali się modlić. Kłócili się i jak to jest typowo, ten pastor - mąż powiedział tak: "Biblia mówi, że masz mi się poddać". Żona odpowiedziała: "Nie wiem, dlaczego właściwie miałabym się poddać".

Właśnie miało dojść do kłótni - "Coś jak zimny wiatr tchnęło przez tą sypialnię i zdaliśmy sobie sprawę, że tej relacji bez bojaźni Pańskiej nie można osiągnąć."

Nagle zdali sobie sprawę, że to nie chodzi o to, jak ją jej mąż traktuje, lub jak żona odpowiada. Pytanie brzmi, czy boimy się Boga? To jest prawdziwa motywacja. Jeżeli twoje oczy są zwrócone na męża, to będziesz miała pokusę, aby być nieposłuszną. To nie zależy od ludzkich osobowości, ale od decyzji, na kogo skierujesz twój wzrok. Bóg wymaga, abyśmy poddawali się i aby żony poddawały się mężom, a dzieci rodzicom. Wiele z tego wydaje się staromodne dla tego pokolenia, ale powiem wam, Bóg się nie zmienił. Jeżeli chcesz błogosławieństwa Pana, musisz sprostać tym warunkom.
 

"...ale w całym postępowaniu stańcie się i wy  również świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż  jest napisane: Świętymi Bądźcie , bo Ja jestem święty."   1Ptr 1,15-19
Następnie Piotr mówi:
"Jeżeli bowiem Ojcem nazywacie Tego, który bez względu na osoby sądzi według uczynków każdego, to w bojaźni spędzajcie czas swojego pobytu na obczyźnie."

Bojaźnią przed czym? Przed zgubieniem? Dlaczego? Powinniśmy żyć w strachu? Następny werset mówi nam:
"Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako Baranka niepokalanego i bez zmazy."

Jaki jest powód naszej bojaźni? Cena, za którą zostaliśmy wykupieni. Jeżeli Bóg dał swego Syna, aby nas odkupić, jak możemy kiedykolwiek być pyszni lub beztroscy?!!

Piotr mówi - ten fakt, że zostałeś odkupiony przez krew Chrystusa, jest powodem dla którego powinieneś w czasie pielgrzymowania tu na ziemi żyć w bojaźni. W jakiej bojaźni? W strachu Pańskim. To przewija się przez całe Pismo od początku do końca.

Pozwólcie że zapytam was: Ilu z tutaj zgromadzonych słyszało jedno kazanie poświęcone tylko bojaźni Pańskiej? Podnieście ręce!

Jedna, czy dwie osoby..

Głosiłem kiedyś na ten temat w czasie wielkiego zgromadzenia, pod koniec podeszła do mnie kobieta, która była na mnie bardzo rozzłoszczona i powiedziała: " Nie wiem o co chodzi, ale gdy zacząłeś mówić o bojaźni Pańskiej, rozpłakałam się i nie potrafię przestać płakać."

Duch Święty próbował otworzyć jej serce i umysł na rzeczywistość bojaźni Pańskiej. Rozważmy, jakiego rodzaju odpowiedzi Bóg od nas oczekuje. Chcę wrócić się jeszcze raz do Przyp 2r.

Prześledzimy pierwsze pięć wersetów, to jest seria przykazań lub napomnień. Pan nie chce, abyśmy próbowali robić pewne rzeczy. On nie mówi, abyśmy próbowali kochać swoich wrogów, on mówi: "Kochajcie swoich wrogów." Spójrzmy na ten werset. Bóg mówi: "synu".

 

 Są cztery wersety prowadzące do kulminacji. W każdym z nich możemy zaobserwować pewną parę.
"Jeśli, synu, nauki me przyjmiesz i zachowasz u siebie wskazania..."
Jaka jest pierwsza para? Przyjęcie Bożego Słowa i zachowanie go w skarbcu, w sercu.


"...ku mądrości nachylisz swe ucho, ku roztropności nakłonisz swe serce..."
Co to znaczy, nadstawić? To znaczy skłonić się. Co to znaczy skłonić się? To sugeruje postawę uległości i pokory otwartą na nauczanie. Następna rzecz jaką musisz zrobić, to nadstawienie ucha i swojego serca na zrozumienie i mądrość:
"...tak, jeśli wezwiesz rozsądek, przywołasz donośnie rozwagę..."
Chodzi tu o jedno słowo - modlitwa. To jest pełna pasji modlitwa. Donośne wołanie: "Boże ja tego potrzebuję, nie skończę się modlić do czasu, gdy mi tego nie dasz."
 

"...jeśli szukać jej poczniesz jak srebra i pożądać jej będziesz jak skarbów..."
Ciągłe szukanie. Jeśli wiesz, że w znanym ci miejscu jest zakopany skarb, to będziesz kopał, aby go wydobyć, nie myśląc o odciskach na rękach. Jest wiele rzeczy w życiu chrześcijańskim, których nie otrzymamy bez ciężkiej pracy. Zaczyna się od daru, ale potem jest dokończone przez gorliwość i oddanie.

To są cztery warunki, o których mówiliśmy:
- przyjmij Boże Słowo, zachowaj w sercu Jego przykazania
- nakłoń ucho na mądrość, zwróć serce do wiedzy
- przywołaj rozsądek i wezwij roztropność
- szukaj jej jak srebra i skarbów ukrytych

Czyniąc to będziesz rozumiał bojaźń Pańską. Poznasz Pana.
"...to bojaźń Pańską zrozumiesz, osiągniesz znajomość Boga."

Poznanie i bojaźń Pańska, te zawsze idą razem. Jaki jest punkt kulminacyjny? - Zrozumienie bojaźni Pańskiej i znalezienie mądrości poznania Boga.

Myślę, że jest to najwspanialsza rzecz jaka może nas spotkać.. Znaleźć poznanie Boga, móc powiedzieć:  "Znam Boga, wiecznego, wszechpotężnego, wszechwiedzącego Stworzyciela."

 

Czy możemy kiedyś Go poznać? Tak, jeżeli spełnimy warunki. Ale nigdy bez bojaźni Pańskiej. Po pierwsze musimy zrozumieć bojaźń Pańską, potem możemy znaleźć poznanie Pana. To jest dla mnie tak ekscytujące. Sprawdzam siebie od czasu do czasu, czy idę według tych kroków.
Może zdobyłeś głębokie pragnienie bojaźni Pańskiej? Czy chcesz sprostać warunkom? Jak odpowiesz na Bożą ofertę, która także jest wyzwaniem?

Nie wierzę, że kiedykolwiek Bóg obiecał coś, czego nie możemy osiągnąć. Jeżeli mówi: "Zrozumiesz bojaźń Pańską, znajdziesz poznanie Pana" – to wierzę, że to jest możliwe.

Dlaczego nie zatrzymamy się na chwilę, aby zadać sobie to pytanie? Czy wybrałem bojaźń Pańską? Czy chcę chodzić w bojaźni Pańskiej?

Czy możesz dziś zdecydować, by wybrać bojaźń Pańską bez względu na koszty, jakie będziesz musiał ponieść, aby w niej chodzić ?

Ja osobiście wybieram chodzenie w bojaźni Bożej.

 

Wasz w służbie dla Pana
dr Derek Prince
 


 

Góra strony

PROROCTWO  BIBLII

 

CZĘŚĆ 1

 

"A ta Ewangelia o Królestwie będzie głoszona po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec."    Mt 24,14

Jest to werset Biblijny, do którego będziemy się odnosić w dalszej części wykładu.
Biblijne proroctwo jest tym, co możesz zignorować na swoją własną zgubę. Kiedy mówię o Biblijnym proroctwie, nie mówię o darze proroctwa, w które wierzę i dziękuję za nie Bogu. Mówię o autentycznych proroctwach, które są zapisane w Piśmie. Myślę że w dzisiejszych czasach ma miejsce smutna tendencja nie zwracania uwagi na proroctwa Biblii. Chrześcijanie dzielą się dziś generalnie na dwa obozy. Ludzi, którzy są fanatyczni w sprawie proroctw i na ich podstawie obliczają daty np. końca świata, oczywiście nie mając racji. Nigdy nie słyszałem o osobie, która postępowała w ten sposób i miała rację. Przeciwnie, słyszałem o dziesiątkach osób, którym udowodniono mówienie nieprawdy. Wydaje się to dziwne, ale te osoby dalej to robią, a ludzie ich dalej słuchają.

 

Następna duża grupa chrześcijan uważa, iż proroctwa Biblijne są za trudne, aby je zrozumieć. Na podstawie doświadczeń z ludźmi głoszącymi swoje nieprawdziwe wymysły, ludzie ci są zniechęceni do zajmowania się proroctwami Biblii. Ludzie ci myślą, że poradzą sobie bez tych proroctw. Ja jednak tak nie myślę i nie sądzę, abym bez ich znajomości mógł być bezpieczny. Proroctwa są częścią Bożego zaopatrzenia, jakie On ma dla każdego swojego dziecka. Jeżeli je ignorujesz, czynisz to na swoją własną szkodę.


Rozpocznę moje rozważania od 2Ptr 1,16 . Piotr porusza tutaj temat obietnicy przyjścia dnia Pańskiego i Jego osobistego powrotu w chwale, aby ustanowić Jego Królestwo na ziemi. Przypuszczam, że jest to wątek całej Biblii. Ktoś kiedyś obliczył, że na jedno proroctwo o przyjściu Jezusa na świat przypada pięć proroctw o Jego powrocie na ziemię. Musimy się zgodzić z faktem, że wszystkie proroctwa o narodzeniu Jezusa, Jego misji i życiu, zostały całkowicie wypełnione.

 

Zanim stałem się nauczycielem Biblijnym, byłem profesjonalnym logikiem, a to czasami pomaga. Wiara w powtórne przyjście Jezusa opiera się na logicznych przesłankach. W grece nowotestamentowej jest specjalne słowo na określenie tego faktu i tym słowem jest "paruzja". Słowo to wydaje się być jakby zarezerwowane dla tego wydarzenia. Piotr opowiada o wydarzeniu, kiedy on i dwaj inni apostołowie mieli przedsmak tego, jak to będzie, kiedy Jezus przyjdzie w chwale. Nie opowiada wymyślonych konstrukcji wziętych ze świata idei, ale wydarzenia, których był naocznym świadkiem. On sam i dwaj inni uczniowie doświadczyli obecności przemienionego Jezusa, widzieli Go takim, jakim będzie w chwale. Jego twarz była jak słońce, a Jego ubranie jak światłość. Mieli przedsmak tego, co czeka nas w dniu ostatecznym. Dalej jednak Piotr powiada, że to, czego doświadczyli i co zobaczyli, nie jest głównym powodem ich wiary. Największym autorytetem i sprawcą naszej wiary jest Pismo. Nigdy od niego nie odstępujcie. Jako przykład podam 1Kor 15r.  gdzie Paweł mówiąc o zmartwychwstaniu powiada:

"Chrystus umarł za nasze grzechy, został pogrzebany i zmartwychwstał zgodnie z Pismem."

 

Tak więc pierwszym dowodem zmartwychwstania Jezusa jest autorytet Pisma, dopiero potem świadectwo ludzi, którzy Go widzieli. Autorytet naocznych świadków jest podrzędny w stosunku do Biblijnego proroctwa. Biblia ma ostateczny autorytet. W podobnym duchu mówi Piotr, byliśmy naocznymi świadkami, ale najważniejszym autorytetem godnym uwagi jest prorockie Pismo.

2Ptr 1,16-19
"Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale /nauczaliśmy/ jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z Nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach."

Słowo przyjście w tym fragmencie to greckie paruzja, czyli ponowne przyjście Jezusa w chwale i w glorii:
"Ale jako naoczni świadkowie Jego majestatu mieliśmy możliwość oglądać Jego uwielbione ciało."

Potem opowiada, co się stało na górze przemienienia:

Wziął bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę. Taki głos doszedł go od majestatu chwały.

Tym majestatem chwały był ponad naturalny obłok, który osłonił to miejsce. Z tego obłoku odezwał się głos:

"To jest mój Syn umiłowany, którego sobie upodobałem. A my będąc na tej świętej górze, usłyszeliśmy ten głos."

Dalej przechodzi do ostatecznego autorytetu dotyczącego wiary w przyjście Pana. Mamy więc słowo prorockie, jeszcze bardziej potwierdzone, a wy dobrze czynicie trzymając się go jako pochodni świecącej w ciemnym miejscu, dopóki dzień nie zaświta i nie wzejdzie jutrzenka w waszych sercach. Zauważcie, co on mówi: "Poza naszym naocznym świadectwem mamy prorockie pismo, jeszcze bardziej pewne."

Dalej mówi: "I dla nas jako wierzących dobrze jest jeśli trzymacie się go."

 

Nie zwracając uwagi na Biblijne słowo prorockie odbieramy sobie coś bardzo ważnego. W dzisiejszym kościele jest wiele błędów spowodowanych ignorancją najprostszych spraw, które są powiedziane w Piśmie na temat przyjścia Pana Jezusa.

Dlaczego Piotr używa zwrotu: "prorockie słowo jeszcze bardziej potwierdzone" ?

Ja wierzę, że dlatego, że on i inni apostołowie doświadczyli własnymi oczami wielkiej ilości przypadków w życiu i służbie Jezusa, kiedy prorockie Pismo Starego Testamentu zostało zupełnie wypełnione. Jako Żydzi wierzyli w proroctwa Starego Testamentu, ale będąc z Jezusem dwa i pół roku mogli oglądać fragment po fragmencie prorockiego Pisma, wypełniający się na ich oczach. To powodowało w nich silną wiarę w prorockie słowo Pisma.

Teraz chciałbym podać kilka przykładów jak starotestamentowe proroctwo wypełniało się w Nowym Testamencie.
Piotr mówi o tym prorockim słowie: "Dobrze robicie, że się go trzymacie jak lampy w ciemności."

 

Nie wiem czy się zgodzicie, ale sądzę, że dziś żyjemy w bardzo ciemnych czasach, świat jest pełen niepewności i zamieszania. Ludzie nie wiedzą, czego mogą się spodziewać, panuje niepokój i bezsilność, ale dla nas jako wierzących, jest światło w ciemnym miejscu. Czym jest to światło, jeśli nie prorockim słowem? Jeżeli jesteś w ciemnym miejscu, a nie używasz lampy danej ci przez Boga, to nie masz prawa narzekać, że pozostajesz w ciemności. Jesteśmy bowiem w mroku z własnej winy. Ciemności nie są celem dla Bożego ludu, On dał nam możliwość chodzenia w świetle. Tą możliwością jest poznanie prorockiego Pisma Bożego. Piotr daje nam bardzo żywy obraz tego, co stanie się z nami, jeżeli będziemy postępować zgodnie z jego instrukcją.

 

Muszę w tym miejscu podziękować armii brytyjskiej za zrozumienie tego wersetu. Nie rozumiałem go zanim w 1941r. armia brytyjska wysłała mnie do Afryki, gdzie przebywałem wiele nocy na pustyni w Egipcie, Libii i Sudanie. Przez dwa lata spędzone na pustyni żyliśmy właściwie zgodnie z naturalnym światłem. Często nie mieliśmy okrycia na noc, nie mówiąc o sztucznym świetle. Gdy ściemniało się, po prostu kładliśmy się na piasku i zasypialiśmy, a budziliśmy się o wschodzie słońca. W tamtym czasie zaobserwowałem coś, co pomogło mi zrozumieć ten werset. Piotr mówi o jutrzence. Jutrzenka to nie jest słońce. Sprawdziłem to bardzo uważnie w najlepszych greckich słownikach. Jutrzenka jest często obecnie nazywana aurorą. Jest to ta sama, bardzo jasna planeta, którą nazywamy gwiazdą wieczorną. Nie jestem astronomem, ale jest to prawdopodobnie Wenus. W niektórych porach roku zachodzi tuż po słońcu i można obserwować ją jako gwiazdę wieczorną, w pozostałym czasie wschodzi tuż przed słońcem i dlatego nazywana jest gwiazdą poranną.

 

Jest to dla mnie bardzo wyraźny obraz, tuż przed wschodem słońca horyzont nagle ogromnie się rozjaśnia i myślisz sobie, że to słońce wstaje, ale to wstaje gwiazda poranna. Jednak, kiedy wstała już jutrzenka, możesz mieć pewność, że tuż po niej wstanie słońce. Taką sytuację opisuje Piotr. Jeżeli zwrócicie uwagę na prorockie słowo, to gwiazda poranna wstanie w waszych sercach. Nie w świecie, ale w waszych sercach. Kiedy ta jutrzenka obudzi się w waszych sercach, będziecie mieli pewność, że słońce za chwilę również wzejdzie. To co mówię, nie jest doktryną ani teologią. Jest to wewnętrzne przekonanie, oczekiwanie na wschodzące słońce. Jednym z celów Biblijnego proroctwa jest dać nam pewność, że Jezus powraca w mocy i chwale na ziemię. Nie jest to coś, co po prostu czytasz w Biblii. Jest to prawda, którą odkrywasz na dnie swojego serca. Ta prawda oświetla twoje życie tak, jak gwiazda poranna. Wierzę, że jeżeli obiektywnie czytacie Nowy Testament, zorientujecie się, że wszyscy apostołowie mieli tę prawdę w swoim sercu. Wszyscy byli podekscytowani faktem powrotu Jezusa. Temat powrotu Jezusa wspomniany jest w jakiś sposób w każdym liście apostolskim. Wszelkie powołanie do uświęconego życia jest połączone z oczekiwaniem na powtórne przyjście Pana.

1Tes 3,2-4
"...a Tymoteusza, brata naszego i sługę Bożego w głoszeniu Ewangelii Chrystusa, wysłaliśmy, aby was utwierdził i umocnił w waszej wierze, tak aby nikt się nie chwiał pośród tych ucisków. Po to bowiem, jak wiecie, zostaliśmy ustanowieni. Albowiem gdy pośród was przebywaliśmy, zapowiadaliśmy wam, że będziemy cierpieć ucisk, co też, jak wiecie, się stało."

Jest to werset, który oboje z Ruth bardzo lubimy. Czego Bóg dokona? Zachowa naszego ducha, duszę i ciało jako czyste i nieskalane na dzień swojego przyjścia. Nawoływanie do świętości jest oparte na oczekiwaniu na powtórne przyjście Pana. Nie jest to odosobniony przykład w Nowym Testamencie. Większa część służby Pawła jest motywowana oczekiwaniem na przyjście Pana. W liście do Tesaloniczan powiada, iż Tesaloniczanie będą jego chwałą i radością w dniu przyjścia Pana. Ich chciał przedstawić Jezusowi, kiedy Ten przyjdzie. Uważam, że tam, gdzie chrześcijanie nie oczekują z radością przyjścia Pana, tam poziom świętości jest poniżej normy wymaganej przez Nowy Testament. Chrześcijanie nowotestamentowi potrzebowali tej motywacji i my również jej potrzebujemy. Już słyszę głosy, które mówią, że oni oczekiwali przyjścia Pana i mylili się, gdyż On nie przyszedł. Pozwólcie, że wam coś powiem. Wolałbym nie mieć racji i mieć rezultaty, które oni mieli, niż mieć rację i mieć nasze obecne wyniki. Prawda zostaje osądzona przez owoce.

 

Chciałbym jednak powiedzieć, że oni wcale nie byli pozbawieni racji. Moje zrozumienie tej sytuacji jest spowodowane tym, że studiowałem filozofię. Czas jest rzeczą względną. Zarówno fizycy jak i filozofowie poświęcają mnóstwo czasu, aby zrozumieć pojęcie czasu. Jak rozumiem, kiedy wierzący umiera to po prostu zasypia. Jest to Biblijne słowo opisujące śmierć. Zostaje pochowany w ziemi, a jego duch i dusza wychodzą, aby być z Panem i jego ludem. Ludzie przechodzą z czasu do wieczności. Wieczność to nie jest długi czas. To jest zupełnie inny typ istnienia. W niej przeszłość teraźniejszość i przyszłość nie mają takiego znaczenia jak dla nas na ziemi. Bóg żyje w wieczności. On zamieszkuje wieczność. Dla Niego wczoraj, dzisiaj i jutro to jest ten sam czas. Nam jest to trudno zrozumieć w pełni, ale zaakceptujmy to jako fakt. Jeżeli oddany Bogu wierzący człowiek umiera, jego świadomość, dusza i duch usuwają się do wieczności i czas już dla nich nie ma znaczenia, aż do dnia zmartwychwstania, kiedy Pan powróci. Spróbujmy sobie to wyobrazić w ten sposób. Ja jako fizyczna osoba zamknę swoje oczy w stanie śmierci i już więcej niczego nie zobaczę fizycznymi oczyma, aż do stworzenia na nowo przez zmartwychwstanie. Będę miał wtedy parę nowych pięknych oczu, które nie będą potrzebowały leków ani okularów. Pierwszą sytuacją, jaką będą oglądały moje nowe fizyczne oczy będzie powrót Jezusa. Więc można by powiedzieć, że przyjście Pana dla każdego wierzącego jest tuż po jego śmierci, bo od czasu jego śmierci nie będzie doświadczał czasu, aż do otwarcia nowych zmartwychwstałych oczu. Jeżeli mam rację, to nowotestamentowi wierzący nie mylili się. Oni oczekiwali z utęsknieniem i mieli rację.

 

Bożą wolą dla wszystkich pokoleń wierzących jest, aby tak oczekiwać przyjścia Pana. Kiedy razem z Ruth podróżujemy, spotykamy różnych ludzi, którzy są zupełnie różni od nas kulturowo, ale jeżeli oni oczekują na przyjście Pana, to wystarczy porozmawiać z nimi 5 minut, aby mieć wrażenie, że znamy ich całe życie. Jest coś, co łączy ludzi posiadających to pełne przekonania uczucie oczekiwania. Jak możemy oczekiwać, że ludzie będą podekscytowani prawdami Ewangelii, jeżeli my nie jesteśmy nimi rozpaleni. Nie mamy prawa oczekiwać większego zaangażowania od niewierzących niż to, które widzimy u wierzących. Jestem podekscytowany faktem powrotu Jezusa, ponieważ wierzę, że powraca w mocy i chwale, aby ustanowić swoje Królestwo. Wierzę, że jest to jedyne rozwiązanie potrzeb tego świata. Możemy dbać o dobroczynność, pomagać chorym i biednym. Możemy też próbować wprowadzić porządek i dobre prawo, ale nasze wysiłki są bardzo ograniczone. Każdego prawie tygodnia, wiele tysięcy dzieci umiera z głodu. Patrząc na ten świat poprzez perspektywę historii nie sądzę, aby kiedykolwiek miał być lepszy. Powiedziałbym, że borykamy się na świecie z problemami o wiele większymi, niż kiedykolwiek w historii ludzkości. Problem kościoła polega na tym, że często wierzący nie są świadomi problemów, których niewierzący są boleśnie świadomi. Ciekawe, ale myślę że niewierzący częściej interesują się i myślą o Armagedonie niż wierzący.

 

Chciałbym teraz powiedzieć o pewnej teorii, która ma związek z moim wykształceniem filozoficznym. Kiedy byłem profesorem na Uniwersytecie w Cambridge, modną filozofią była filozofia lingwistyczna. Nie sądzę, aby ktoś z was był z tym zaznajomiony, ale ojcem tej teorii był Ludwik Witgenstein, był to Żyd z Austrii, a ja byłem jego uczniem, siedząc u jego stóp przez dwa lata. Ludwik Witgenstein mówił mi, że jeżeli będę słuchał jego nauk przez dwa lata, to porzucę filozofowanie. Słuchałem go rzeczywiście przez dwa lata, ale filozofowanie porzuciłem z innego powodu, po prostu spotkałem Jezusa. Znalazłem coś, co spowodowało, że dalsze filozofowanie nie było mi potrzebne, znalazłem odpowiedzi, na które filozofia nie miała odpowiedzi. Są jednak w filozofii kanony, które pomagają utrzymywać właściwą dyscyplinę w choćby poprawnym bądź niepoprawnym używaniu słów. To mi zawsze pomagało jako nauczycielowi Biblijnemu.

 

Musimy zadać sobie pytanie, czy proroctwa Biblijne zostaną literalnie wypełnione? Wielu dzisiejszych chrześcijan twierdzi, że nie będą literalnie wypełnione, ale wypełnią się w sposób duchowy, metaforyczny. Dla mnie jest to złe użycie języka i słów, które tworzy zamieszanie. Jeżeli mówię o czymś literalnie, to tworzę wrażenie i możliwość, że może być inaczej niż mówię. Jeżeli np. zapytam obecnego tu Branda: czy jesteś literalnie żonaty, on natychmiast zaoponuje. Dla czego mówisz literalnie, dosłownie. Jeżeli mówię do niego: czy ty jesteś dosłownie żonaty, to pozostawiam wrażenie, że może być żonaty, a jednak nie być dosłownie żonaty. Jeżeli powiedziałbym do kogoś z was: czy dosłownie płacisz podatki. Odpowiecie: oczywiście, że płacę, dlaczego mówisz dosłownie. Jeżeli używam słowa "dosłownie", tworzę niebezpieczną sugestię, że utrzymujesz, iż płacisz podatki rzeczywiście ich nie płacąc. Innymi słowy, to jest złe użycie języka, które prowadzi do zamieszania. Nie wiem, czy zauważyliście tę prawdę, że ludzie używający słowa "dosłownie", często nie mają na myśli "zupełnie". Mówią np: "On był dosłownie zielony ze złości", a przecież taki nie był. Albo ktoś mówi: "Dosłownie umarłem ze śmiechu", a przecież wciąż żyje. Próbuję powiedzieć, że istnieje spore zamieszanie spowodowane tą koncepcją: literalnie – nie literalnie. Nie używamy tego w innych aspektach, dlaczego więc mamy tego używać w stosunku do Biblijnego proroctwa. Zamiast spekulować podam wam 10 przykładów starotestamentowych proroctw, które zostały wypełnione w Nowym Testamencie w życiu i służbie Jezusa. Chciałbym, abyście zadali sobie pytanie, czy były one dosłownie wypełnione. Jeżeli to nie jest wzór wypełniania proroctw, to Biblia zostawia nas bez wzoru.

Przejdźmy przez główne wydarzenia w życiu Jezusa. W Jego służbie ciągle powtarza się jeden zwrot: "...aby wypełniło się Pismo...". Większość znaczących wydarzeń w służbie Jezusa zdarzyła się, aby zostało wypełnione jakieś proroctwo Starego Testamentu. Można powiedzieć, że Jezus nie tylko wierzył w starotestamentowe proroctwo i nauczanie, ale też demonstrował je we własnym życiu. Jego całe życie od narodzenia do zmartwychwstania było wypełnione spełnianiem się starotestamentowych proroctw w sposób dokładny i dosłowny.

Narodzenie z dziewicy
"A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami."    Mt 1,22-23

Fragment ten opisuje ponadnaturalne narodzenie Jezusa z dziewicy Marii. Opisując te wydarzenia Mateusz stwierdza, że stało się tak, aby zostało wypełnione słowo proroka Izajasza mówiącego o narodzeniu przez dziewicę dziecięcia o imieniu Emmanuel. Należy pamiętać, że Maria była dosłowną dziewicą, to nie była duchowa dziewica. Jezus nie został poczęty z ludzkiego ojca. Gdyby można to było podważyć, to cały plan zbawienia został by zniweczony na samym początku.

Narodzenie
"W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie."    Łk 2,1-7

Józef był z rodu Dawida. Kiedy doszło do spisu ludności musiał pójść do Betlejem i tam Maria urodziła dziecko. W Mt 2r. czytamy, jak mędrcy ze wschodu przybyli do Jerozolimy wprawiając w zakłopotanie całe miasto, ponieważ opowiadali o gwieździe nowego króla żydowskiego, którego przyszli uwielbić. To wydarzenie zagroziło pozycji Heroda jako króla. Ewangelia powiada, że gdy król Herod to usłyszał, był zakłopotany, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich uczonych w Piśmie i kapłanów, aby ich wypytać kiedy ma się narodzić Mesjasz Izraela. Odpowiedzieli mu, że Mesjasz narodzi się w Betlejem Judejskim. W tamtych czasach istniało kilka osad noszących tę nazwę, więc musiało paść dokładne określenie, że chodzi o Betlejem w Judzie.

Każdy uczony w piśmie posiadał dokładną wiedzę o tym, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Został On urodzony precyzyjnie w miejscu, o którym zostało napisane.
 

Przebywanie w Egipcie
"On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego."    Mt 2,14-15

Józef został ostrzeżony, że Herod będzie nastawał na życie dziecka, zabrał dziecko i jego matkę i uciekł do Egiptu gdzie pozostał, aż mogli bezpiecznie wrócić z powrotem. Zrobił to, aby było wypełnione słowo zapisane przez proroków.

Uzdrawianie chorych
"Tymczasem Jan, skoro usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi."    Mt 11,2-6

Mamy tu sytuację, gdzie Jan Chrzciciel będąc w więzieniu zaczął wątpić, czy Jezus jest Mesjaszem. Jezus nie robił tego, czego Żydzi spodziewali się po Mesjaszu. Nie założył swojego królestwa na ziemi, po prostu nauczał i usługiwał ludzkim potrzebom. Jan siedząc samotnie w więzieniu, wysyła wiadomość do Jezusa i pyta:

"Czy jesteś tym, na którego czekaliśmy czy też mamy czekać na kogoś innego?"

Przecież to właśnie Jan Chrzciciel pierwszy rozpoznał Jezusa i ogłosił Mesjaszem, a jednak w swojej więziennej samotności zadał to pytanie. Jezus w odpowiedzi zwrócił Janowi uwagę na swoją służbę. On czynił chorym to, czego spodziewali się po Mesjaszu. Innymi słowy odpowiedział Janowi: "Jeżeli wierzysz w to, co o Mnie słyszysz, to ja jestem Mesjaszem, ponieważ robię to, co powinienem robić."

Łatwo moglibyśmy uduchawiać starotestamentowe proroctwo o uzdrowieniu.

Iz 29,18-19
"W ów dzień głusi usłyszą słowa księgi, a oczy niewidomych, wolne od mroku i od ciemności, będą widzieć. Pokorni wzmogą swą radość w Panu, i najubożsi rozweselą się w Świętym Izraela."

Możemy przeczytać te słowa i powiedzieć: to jest piękny duchowy fragment, ale Jezus powiedział coś contra: "Głusi słyszą, ślepi widzą, a ubogim zwiastowana jest Ewangelia."

Wszystkie opisane tu rzeczy spełniały się w służbie Jezusa nie w sposób duchowy, ale dosłownie.

Iz 35,4-6
"Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto - pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie..."
 

Cierpienia
Wszystkie cierpienia i ofiara odkupieńcza wypełniły się dosłownie w życiu Jezusa. Aresztowano Go, targano Mu brodę, pluto w twarz, a potem był biczowany. Wszystko to zostało przepowiedziane przez Izajasza:
"Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem."    Iz 50,6

Zauważcie, Jezus podał swoje plecy pod bicz. On się nie opierał, mógł to przerwać, ale tego nie zrobił. Aż trudno uwierzyć, ale w tym obrazie nie ma nic, co było by przedstawione w sposób duchowy. Jezus doświadczył w sposób dosłowny wszystkich tych okrutnych rzeczy.
 

Ukrzyżowanie
Dochodzimy teraz do ukrzyżowania. Myślę że wszyscy możemy sobie wyobrazić Jego ręce i nogi przybite do krzyża. Jest coś, czego jeszcze dokładnie nie omówiliśmy. Piotr mówi w swoim pierwszym liście: "Duch Mesjasza był w prorokach Starego Testamentu", to znaczy, że wiele razy prorocy starotestamentowi mówią w pierwszej osobie o czymś, co się stało, ale przecież nie wydarzyło się to im, tylko Mesjaszowi. Duch Święty mówił w osobie Mesjasza przez proroków. Myślę że to szokowało proroków, ponieważ nie rozumieli, co mówią. Aby dać przykład, przyjrzyjmy się słowom Dawida w Ps 22. Dawid opisuje tu różne rzeczy, które nigdy mu się nie przytrafiły, natomiast wszystkie znalazły wypełnienie w życiu Jezusa. Psalmy takie nazywamy Mesjańskimi, ponieważ zawierają one objawienie Mesjasza w Psalmie. Kiedy czytamy Nowy Testament, nie daje on nam żadnego wglądu w wewnętrzne przeżycia Jezusa. Czytamy, że po prostu został ukrzyżowany. Biblia nie mówi nam, co się działo w tym momencie w Jego umyśle i sercu. Kiedy czytamy fragmenty Mesjańskie w Starym Testamencie, dowiadujemy się, co działo się w Jezusie w trakcie tych wydarzeń:
"Moje gardło suche jak skorupa, język mój przywiera do podniebienia, kładziesz mnie w prochu śmierci. Bo sfora psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców. Przebodli ręce i nogi moje, policzyć mogę wszystkie moje kości. A oni się wpatrują, sycą mym widokiem; moje szaty dzielą między siebie i los rzucają o moją suknię."    Ps 22,16-19

Czy to jest wystarczająco literalny obraz? Dalej mówi w wersecie 18 i 19: "Dzielą między siebie moje szaty". Czy tak się dokładnie stało? Zgodnie z tamtą kulturą mężczyzna miał cztery części garderoby. U stóp krzyża było czterech żołnierzy, więc każdy z nich zabrał jedną szatę. Jezus miał też suknię, o której powiedzieli, że szkoda jej dzielić na cztery części. Rzucili, więc losy.
Widzimy, jak bardzo dokładnie słowo proroctwa zostało wypełnione Wspomina nawet o w pewnym sensie nadprogramowej sukni Jezusa. Im bardziej studiujemy starotestamentowe proroctwa, tym wyraźniej widzimy, w jak dokładny sposób wypełniły się one w Nowym Testamencie.

W proroctwie Izajasza, rozdział 53 przedstawia nam wspaniały obraz odkupieńczej śmierci Jezusa:
"Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem? Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć. Grób Mu wyznaczono między bezbożnymi, i w śmierci swej był [na równi] z bogaczem, chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w Jego ustach kłamstwo nie postało."    Iz 53,8-9

Jak dokładnie wypełniły się te słowa? Można mieć dziesięć duchowych zastosowań dla każdego proroctwa, ale bez literalnego wypełnienia jakiż sens ma proroctwo?

Zmartwychwstanie
Paweł z Tarsu powiada: "Powstał na trzeci dzień zgodnie z Pismem". Pisma w tamtym czasie były Pismami wyłącznie starotestamentowymi. W Starym Testamencie jest napisane, że Jezus powstanie na trzeci dzień:
"Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas zranił i On też uleczy, On to nas pobił, On ranę zawiąże. Po dwu dniach przywróci nam życie, a dnia trzeciego nas dźwignie i żyć będziemy w Jego obecności."    Oz 6,1-2

Dlaczego czytamy tu o nas, a nie tylko o Jezusie. W Bożym planie zbawienia musimy być zidentyfikowani z Jezusem. On umarł naszą śmiercią i kiedy On zmartwychwstał, my z Nim zmartwychwstaliśmy. W prorockiej perspektywie opisana jest nie tylko sytuacja zmartwychwstania Jezusa, ale też widzimy tam przedstawioną całą kwintesencję tego wydarzenia.
 

Na podstawie tej krótkiej analizy chcę powiedzieć, że w pismach Nowego Testamentu nie znajdziemy podstaw aby interpretować proroctwa Starego Testamentu w inny sposób, jak tylko literalnie.

Chciałbym teraz podzielić się paroma myślami o naturze nowotestamentowego proroctwa.
5Mojż 18r. - Obietnica dana przez Mojżesza o przyjściu Jezusa jako ostatecznego proroka.

W zamyśle Bożym Jezus nie jest tylko pasterzem, zbawicielem i królem, ale jest również prorokiem. Jeżeli nie spostrzegamy Jezusa również jako proroka, nie możemy mieć o Nim pełnego wyobrażenia. Prawdę mówiąc, był On największym z hebrajskich proroków i o tym właśnie mówi Bóg przez Mojżesza:
"Wzbudzę im proroka spośród ich braci, takiego jak ty, i włożę w jego usta Moje słowa, będzie im mówił wszystko, co rozkażę. Jeśli ktoś nie będzie słuchać Moich słów, które on wypowie w Moim imieniu, Ja od niego zażądam zdania sprawy."    5Mojż 18,18-19

Jezus był unikalnym prorokiem, ponieważ wszystko, co powiedział, pochodziło z Bożych ust. Ci którzy unikają słuchania prorockiej usługi Jezusa, będą przez Boga rozliczeni. Bóg będzie domagał się wytłumaczenia, dlaczego znieważono Jego proroka. Apostoł Piotr cytuje Mojżesza:
"Powiedział przecież Mojżesz: Proroka jak ja wzbudzi wam Pan, Bóg nasz, spośród braci waszych. Słuchajcie Go we wszystkim, co wam powie. A każdy, kto nie posłucha tego Proroka, zostanie usunięty z ludu."               Dz 3,22-23

Jeżeli odmawiamy słuchania prorockiej służby Jezusa, mamy poważne kłopoty. Bóg mówi, że tacy ludzie będą wyniszczeni spośród swojego ludu. Jeżeli Bóg wysyła proroka, a my go ignorujemy, to co się stanie? Czy w ten sposób nie ignorujemy Boga na własną szkodę.
Ani Islam, ani Buddyzm, czy inne systemy religijne, nie posiadają pism zawierających tak wiele literalnie wypełnionych proroctw i mówiących na podstawie wypełnionych proroctw o przyszłości. Pisma prorockie Biblii są zweryfikowane przez literalne wypełnienie w historii.
 

Iz 41,22-24
"Otóż wy jesteście niczym i wasze dzieła są niczym; obrzydliwością jest ten, kto was wybiera. Wzbudziłem kogoś z Północy i przyszedł, ze Wschodu słońca wezwałem go po imieniu. On zdeptał możnowładców jak błoto, podobnie jak garncarz depcze glinę. Kto objawił to z początku, żebyśmy wiedzieli, i to długo naprzód, byśmy rzekli: Słusznie? - Nikt nie objawiał, nikt nie obwieszczał, nikt też nie słyszał słów waszych."  
Jest to wyzwanie rzucone bożkom. Jeżeli nie mogą przewidzieć przyszłości, ani powiedzieć nic o przeszłości zignoruj je, ponieważ nie są godne zaufania.
 

Iz 42,9
"Pierwsze wydarzenia oto już nadeszły, nowe zaś Ja zapowiadam, zanim się rozwiną, już wam je ogłaszam."    
To jest znamienne dla Biblii. Bóg mówił, co się stanie, zanim to się stało.

Iz 46,9-10
"Wspomnijcie rzeczy minione od wieków! Tak, Ja jestem Bogiem i nie ma innego, Bogiem, i nikogo nie ma, jak Ja. Obwieszczam od początku to, co ma przyjść, i naprzód to, co się jeszcze nie stało. Mówię: Mój zamiar się spełni i uczynię wszystko, co zechcę."
Bóg może uczynić wszystko, co zamierzył i przepowiedział na tysiące lat, zanim to się stało. Tracimy najsilniejsze argumenty przemawiające za naszą wiarą, jeżeli ignorujemy proroctwa.

5Mojż 29,28
"Rzeczy ukryte należą do Pana, Boga naszego, a rzeczy objawione - do nas i do naszych synów na wieki, byśmy wykonali wszystkie słowa tego Prawa."
Mojżesz mówi, że rzeczy ukryte należą do Boga, a rzeczy objawione do nas i do naszych dzieci, abyśmy je czynili. Problemem wielu ludzi jest gmatwanie się w rzeczach ukrytych, zamiast wykonywania rzeczy objawionych. Ja osobiście nie chcę odkrywać Bożych sekretów, ale czynić to, co On objawił.



CZĘŚĆ 2

Kulminacją prorockiej służby Jezusa możemy znaleźć w Jego kazaniu na górze oliwnej. Kazanie to Jezus wygłosił na niespełna tydzień przed swoją męką. To kazanie jest tak ważne, że mamy o nim relację w trzech fragmentach Nowego Testamentu. Mówią o nim Marek, Mateusz i Łukasz. Każdy z opisów trochę różni się od siebie w wyrazie. To tak, jakby kazanie Jezusa było filmowane przez trzy kamery. To samo wydarzenie, miejsce i czas, a trzy różne ujęcia.

"Kręgosłup nowotestamentowego proroctwa" jest metaforą użytą przeze mnie, aby pomóc wam zrozumieć wagę proroctwa. Jeżeli chcielibyśmy poukładać we właściwym porządku kości szkieletu człowieka, niezbędne będzie najpierw ułożenie kręgosłupa we właściwej pozycji i porządku. To właśnie on determinuje ułożenie w odpowiednich miejscach obręczy barkowej czy pasa biodrowego. Dopiero na tak przygotowanej podstawie możemy dalej układać pozostałe kości. Kiedy jednak chcielibyśmy jako laicy w dziedzinie anatomii, układać szkielet np. od lewego ramienia, moglibyśmy mieć poważne problemy.

Ludzie miewają problemy z Biblijnym proroctwem, zaczynają od jakiegoś oderwanego wersetu i próbują zbudować na nim resztę "ciała". Niestety to nie działa w ten sposób.
Wierzę, że mowa Jezusa na górze oliwnej stanowi taki kręgosłup, od którego możemy zacząć. Jezus kierował swoje słowa do swoich uczniów. Wierzę, że każdy prawdziwy uczeń Jezusa powinien zwrócić uwagę na to poselstwo. Zachęcam was bardzo serdecznie do przeczytania sobie wszystkich opisów tego wydarzenia. Bardzo lubię wyjaśnianie Słowa Bożego werset po wersecie, dlatego też spróbujemy przejść razem przez pierwsze wersety 24 rozdziału Ewangelii Mateusza.

 

Zacznijmy od pierwszych dwóch. Jezus wyszedł i oddalił się ze świątyni, Jego uczniowie przyszli do Niego, aby zwrócić Jego uwagę na wspaniałe zabudowania świątyni. Musimy pamiętać, że świątynia w Jerozolimie, rozbudowana i odnowiona przez króla Heroda, była uważana za jeden z cudów świata antycznego. Jej budynki były dumą i radością wszystkich Żydów. Był to symbol specjalnej relacji pomiędzy ich narodem a Bogiem. Bez względu na przynależność do stronnictw religijnych, świątynia była centralnym miejscem, gdzie wszyscy mogli razem oddawać Bogu chwałę. Uczniowie Jezusa nie byli pewni, czy zapoznał się ze wspaniałością świątyni, więc zafundowali Mu małą wycieczkę. Pokazywali Mu piękne kamienie i kolumny. Budynki świątyni były udekorowane ofiarami Żydów. Ofiarowując coś Żydzi lubią napisać na tym swoje imię. Nie jestem pewien, czy wtedy tak było, ale jeżeli zechcecie zwiedzić odrestaurowane części starej Jerozolimy, wszędzie znajdziecie nazwiska ofiarodawców. Dzieje się tak również w synagogach i innych miejscach ich kultu. Jak widzimy, ten zwyczaj zostawiania wizytówek ma długą historię.

Wróćmy jednak do uczniów. Reakcja Jezusa na ich słowa była dla nich całkowitym zaskoczeniem. Jezus zapytał ich, czy widzą te wszystkie wspaniałe budynki i powiedział:

"Zaprawdę powiadam wam ani kamień na kamieniu nie pozostanie na tym miejscu, który nie byłby zwalony".

 

Te słowa wywarły na uczniach niezatarte wrażenie. Nie zapytali od razu; jak to się stanie, że centrum ich życia religijnego stanie się kompletną ruiną, ale czekali na sposobność, aby porozmawiać o tym z Jezusem. Z tej sytuacji chciałbym wyciągnąć jedną ważną lekcję. Na Bogu nie robią wrażenia religijne budowle. Osobiście sądzę, iż kościół wydaje niepotrzebnie wiele pieniędzy na nie do końca potrzebne budynki religijne. Niestety, wiele z nich podzieli los świątyni jerozolimskiej. Osobiście nie wierzę w to, że potrzebujemy bardzo drogich pełnych przepychu budynków. Wróćmy jednak do uczniów. Razem z Jezusem opuścili teren świątyni, przekroczyli potok Kidron i udali się na górę Oliwną gdzie usiedli gdzieś na jej zboczach. Ten spacer nie zajął im więcej niż 15 minut. Kiedy spojrzymy stamtąd na górę świątynną, zobaczymy wspaniały obraz całej Jerozolimy. W czasach Jezusa jej centralnym punktem było wznoszące się nad miastem wzgórze Moria, a na jego szczycie świątynia Pańska. Patrząc na ten wspaniały widok, uczniowie pragnęli, aby Jezus objaśnił im swoje słowa. W ich myśleniu zniszczenie świątyni musiało oznaczać koniec świata. Nie mogli uwierzyć, że sprawy świata będą toczyć się dalej, kiedy świątynia zostanie zniszczona.

Mt 24,3
"A gdy siedział na Górze Oliwnej, podeszli do Niego uczniowie i pytali na osobności: Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata?"


Pytali Jezusa o dwie rzeczy. Pierwsze pytanie dotyczyło tego, jaki będzie znak poprzedzający zniszczenie świątyni. A drugie dotyczyło znaku poprzedzającego powtórne przyjście Jezusa. W obu przypadkach nie chodziło uczniom o znaki, ale o pojedynczy wyraźny "znak". Jezus odpowiedział na oba pytania. Ewangelia wg Mateusza odpowiada nam przede wszystkim na pytanie: "Jaki będzie znak Twojego przyjścia", a Ewangelia wg Łukasza odpowiada na pytanie: "Jaki będzie ten konkretny znak zniszczenia świątyni".

Idąc za porządkiem zawartym w Ewangelii wg Mateusza zastanówmy się, jaki będzie ten konkretny znak powtórnego przyjścia. Jezus zaczyna od ostrzeżeń przed zwiedzeniem. Chciałbym zaznaczyć, że w prawie każdym fragmencie Biblii, gdzie Jezus mówi o końcu świata, jest też zawarte ostrzeżenie przed zwiedzeniem. Myślę, że w obecnym czasie, jednym z największych realnych zagrożeń dla chrześcijan jest zwiedzenie. Nie wierzę, że ktokolwiek z nas jest odporny na to zagrożenie. Wciąż modlę się, aby Bóg trzymał mnie z daleka od zwiedzenia. Staram się od paru lat trzymać słów apostoła Pawła:
"Nie mam zaś nakazu Pańskiego co do dziewic, lecz daję radę jako ten, który - wskutek doznanego od Pana miłosierdzia - godzien jest, aby mu wierzono."    1Kor 7,25

Stało się dla mnie bardzo jasne, że tylko przez Boże miłosierdzie możemy być znalezieni jako wierni w dniu Jego przyjścia. W moim życiu nie ma ani jednego tygodnia bez specjalnej modlitwy, abym był wolny od zwiedzenia. Pycha jest narzędziem w ręku diabła, aby wprowadzać błędy i zwiedzenie. Nie wierzę, że ktokolwiek z chrześcijan trwających w postawie pokory, jest łatwym celem dla diabła. Ale gdy tylko stajemy się aroganccy duchowo, wcześniej czy później wpadniemy w kłopoty. Bądźmy pokorni przed Panem, bądźmy otwarci na nauczanie. Nie mówmy: Już to słyszałem i poznałem wszystkie odpowiedzi.

Prośmy Pana, abyśmy mogli utrzymać wierność prawdzie.

 

Jezus mówi w wersecie 4 i 5: "Uważajcie, aby was nikt nie zwiódł" - to jest pierwsza odpowiedź.

"Wielu przyjdzie w Moim Imieniu mówiąc: Jestem Mesjaszem; i wielu zwiodą."

 

Jezus był prawdziwym prorokiem. Encyklopedia podaje, że od czasów Jezusa było około 40 fałszywych mesjaszów. Przyszli oni do Żydów i niektórych zwiedli. Jednym z najbardziej znanych był Szymon Bar Kochba, który poprowadził w 132 r. n.e. bunt przeciwko Rzymianom. Następnym był Sabataj Cwi. W 1666 r. ogłosił się mesjaszem. Wyprowadził on grupę Żydów na bliski wschód, gdzie ostatecznie wszyscy przeszli na Islam. Jak widzimy, Jezus doskonale wiedział, jaka będzie przyszłość.

Razem z żoną mieszkamy w Jerozolimie. Ostatnio pojawiły się w różnych częściach miasta napisy na murach w języku hebrajskim głoszące, że Mesjasz będzie na Górze Oliwnej o podanej dacie i godzinie. Przyjdźcie Go poznać. Nie wiem, kto wykonał te napisy, ani czy ktoś w tym terminie poszedł na Górę Oliwną, ale jest to pewien symptom tego, co się dzieje.

 

Jezus kontynuuje odpowiedź na pytanie uczniów. Werset 6 mówi, że będą wojny i wieści wojenne, ale nie martwcie się, to wszystko musi się stać, ale jeszcze nie nastanie koniec. Innymi słowy, cały ten czas będzie naznaczony wojnami. Nie jestem pewien, ale nie było od czasów Jezusa ani jednej dekady, w czasie której nie toczyła by się wojna. Od drugiej wojny światowej do teraz toczyło się na świecie kilkanaście wojen o różnym zasięgu. Jezus jednak mówi, że to samo w sobie nie jest konkretnym znakiem. Wojny będą nam stale towarzyszyły. Następne dwa wersety są kluczowe dla całego fragmentu:

Mt 24,7-8
"Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będzie głód i zaraza, a miejscami trzęsienia ziemi. Lecz to wszystko jest dopiero początkiem boleści."


Werset siódmy omawia to, co Jezus opisuje jako początek bólów porodowych. Musimy zadać sobie pytanie, co ma się urodzić, jeżeli mamy bóle porodowe, to w ich efekcie musi nadejść poród. Odpowiedź jest taka, że z tych bólów porodowych możemy spodziewać się urodzenia Królestwa Bożego na ziemi, gdzie Jezus będzie ustanowiony Królem.

Mt 19,28
"Jezus zaś rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela."

Jezus mówi do swoich uczniów o ustanowieniu Jego widzialnego Królestwa na ziemi. Stanie się to przy odnowieniu, będącym jakby nowonarodzeniem całej ziemi. To fascynujące, Królestwo Boże przychodzi tylko przez poród. Nie można go zorganizować ani wywołać w żaden inny sposób. Jezus powiedział o pojedynczych ludziach, że nie mogą zobaczyć Królestwa Bożego, dopóki nie narodzą się na nowo. Prawda o jednostce jest też prawdą o całej ziemi. Nie możemy oglądać Królestwa Bożego na ziemi, zanim nie nastąpi moment, który będziemy mogli nazwać odrodzeniem. Jezus mówi dalej, że w tym momencie będzie siedział na swoim tronie, a apostołowie na swoich tronach.

 

Czym w takim razie jest początek bólów porodowych. Werset 7 mówi, że naród powstanie przeciwko narodowi, a królestwo przeciwko królestwu. Jestem przekonany, że będzie to coś zupełnie innego, niż wojny i wieści wojenne, które towarzyszą nam przez całą historię ludzkości. Jednym ze zwrotów, które nigdy nie były używane przed XX w. jest termin "Wojna światowa".
Tylko na przestrzeni XX w. mieliśmy aż dwie wojny światowe. Wojny toczone na taką skalę, nigdy wcześniej nie miały miejsca. Wierzę, że to właśnie skumulowanie Jezus miał na myśli. Jest to tylko moja osobista opinia, ale uważam, że I wojna światowa była początkiem tych boleści. Od jej wybuchu świat nigdy do końca nie wyzdrowiał, przechodzimy od kryzysu do kryzysu, a każdy z nich wydaje się być silniejszy niż poprzedni. Jeżeli mam rację, to jest to sytuacja, którą powinniście rozważyć. Początek bólu porodowego będzie i jest połączony z głodem, zarazami i nasilającymi się trzęsieniami ziemi w różnych miejscach. Jeżeli wszystkie opisane wydarzenia mają miejsce w jednym czasie, jest to wskazówką, iż bóle porodowe się rozpoczęły. Spójrzmy na kolejny fragment:

Łk 21,11
"Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie."


Jezus mówi o wszystkich wymienionych wcześniej znakach, ale wskazuje również na znaki na niebie. Jest to  kontynuacja opisu tej samej sytuacji. Wierzę, że wypełnia się to na naszych oczach, żyjemy w wieku gdzie były dwie wojny światowe. Liczba trzęsień ziemi ciągle wzrasta. Dowiadujemy się ciągle o nowych chorobach i wirusach zabijających coraz więcej ludzi. Małe dzieci umierają tysiącami na całym świecie z powodu panującego głodu. Miliony dorosłych cierpią nędzę i niedostatek.

 

Przypatrzmy się następującym dalej bólom porodowym. Zauważmy powtarzające się słowa "a wtedy" w poszczególnych wersetach. A wtedy będą was wydawać na ucisk i zabijać was, i będziecie w nienawiści u wszystkich narodów ze względu na Moje imię. To jest również początek bólów porodowych. Słowo "was" możemy śmiało zamienić na "nas". To jest dla nas ostrzeżenie, to my będziemy nienawidzeni przez wszystkie narody. W wielu krajach na świecie słowa te już się sprawdzają. Wystarczy spojrzeć na Chiny czy kraje islamskie.

W wersecie 10 znowu użyte jest słowo "wtedy":

"Wtedy wielu zgorszy się i będą zdradzać się i nienawidzić nawzajem."

Kim oni będą - oczywiście chrześcijanami. Będą zgorszeni, czyli nie wytrzymają presji i zaprą się swojej wiary. Aby ratować siebie, będą zdradzać innych wierzących. Takie praktyki już dzisiaj mają miejsce w wielu krajach na świecie.

 

Werset 11 -  "Wtedy powstanie wielu fałszywych proroków i zwiodą wielu."

Mówiąc krótko, fałszywy prorok tworzy kult, a każdy kult jest rezultatem fałszywego proroctwa. Szacuje się, że w XX w. powstało około 10 000 fałszywych kultów. Statystyki te podane są przez bardzo kompetentne źródła.

 

Werset 12 - "Ponieważ bezbożność się rozmnoży, miłość wielu oziębnie."

Kim będzie tych wielu? Oczywiście będą to chrześcijanie. Z powodu bezbożności, wielu chrześcijan nie będących dostatecznie oddzielonymi od tego świata, straci swoją pierwszą miłość agape. Ilu z was w swoim życiu widziało wzrastającą w sposób lawinowy bezbożność w swoim narodzie? Ta bezbożność będzie tak wielka, że wstrząśnie wieloma ludźmi w kościołach w ten sposób, że stracą swoją wiarę. Jeżeli jednak jesteśmy oddzieleni od tego świata, nie dotyczą nas jego sprawy i zachowamy zdrowy dystans i swoją miłość.

 

Werset 13 - "Ale ten, kto wytrwa do końca będzie zbawiony".

Kto będzie zbawiony? Ten, kto wytrzyma do końca. Jesteś już zbawiony przez oddanie swojego życia Jezusowi, ale aby pozostać zbawionym musisz wytrwać do końca.

Łk 21,19 - "Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie."
To jest dla mnie bardzo jasne. Powiedziałbym, przez waszą wytrzymałość zasłużcie na zbawienie waszych dusz. Ceną jaką musisz zapłacić za swoje zbawienie jest wytrwanie. Czy jesteś na to przygotowany? Jest taka modlitwa, którą często powtarzam. Jest to modlitwa Pańska, a szczególnie jej ostatnia część:

"... nie pozwól abyśmy byli kuszeni ponad miarę, ale uwolnij nas od złego."

Mówię: Boże ty wiesz ile potrafię wytrzymać, nie chcę się zaprzeć wiary, nie chcę Cię zasmucić. Nie prowadź mnie do sytuacji, która jest zbyt wielka dla mnie, gdyż mogę jej nie wytrzymać.

To wszystko jest dla mnie bardzo realne.

 

Omówiliśmy kilka znaków poprzedzających ten jeden konkretny znak znajdujący się w tym wersecie. Czym jest ten znak?

Mt 24,14
"A ta Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi, na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec."

To jest bardzo konkretne. Jezus został zapytany, jaki będzie znak końca. Werset 14 daje nam konkretną odpowiedź na konkretne pytanie. To jest bardzo ważne dla wszystkich wierzących, gdyż to na nas spoczywa obowiązek głoszenia Dobrej Nowiny. Nie możemy oczekiwać, że ktokolwiek inny zrobi to za nas. W ten szczególny sposób przeznaczenie narodów jest w naszych rękach. W pewien sposób chrześcijanie są najbardziej znaczącymi dla historii świata. Nie dlatego, że jesteśmy tacy sami w sobie, ale ze względu na to, co możemy zrobić.

2Ptr 3,11-12
"Skoro to wszystko w ten sposób ulegnie zagładzie, to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności, gdy oczekujecie i staracie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią."

Powinniśmy jako chrześcijanie robić dwie rzeczy: oczekiwać nadejścia tego dnia, oraz przynaglać jego nadejście. Jeżeli możemy go przynaglać, to możemy go również opóźnić. Możemy go przyśpieszyć, głosząc Ewangelię wszystkim narodom. Jeżeli jednak tego nie robimy, możemy go w efekcie opóźnić, przedłużając agonię, którą w chwili obecnej przeżywa cały świat. Jest to bardzo ważne spostrzeżenie, które chciałbym, aby zapadło w waszych myślach. Kiedy Jezus odchodził z tego świata, polecił swoim uczniom, aby szli na cały świat i głosili Ewangelię, oraz czynili uczniami wszystkie narody. Innymi słowy, nie ma zamiaru powrócić, dopóki tego nie zrobimy. To jest jak rozkaz wojskowy. Wobec rozkazów nie ma wymówek. Raz wydany rozkaz może anulować tylko osoba z wyższym stopniem, czyli o większym autorytecie. Jezus w swoim autorytecie wydał te polecenia i nigdy ich nie cofnął. Wciąż są w mocy i obowiązują w całej rozciągłości. On nie zamierza powracać po kościół, który ignoruje Jego polecenia.

Razem z żoną ciągle staramy się o tym pamiętać, aby wypełniać te polecenia w sposób bardzo praktyczny. Bardzo pokornie pragnę stwierdzić, że do tej pory za pomocą radia, kaset i książek głosiliśmy Ewangelię dla około stu narodów. Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć, że aby to wszystko robić, potrzebujemy ciągle bardzo dużo determinacji i samozaparcia. Nie wiem, w jaki sposób robi to dziś większość kościołów, ale śmiem twierdzić, iż robi to zwykle mała grupa bardzo mocno zaangażowanych ludzi. Jezus powiedział: "Idźcie na cały świat", ale nigdy nie powiedział, że mamy powrócić. Jeżeli jesteś gotowy, aby pójść i nigdy nie przestać, to narody czekają na twoją decyzję.

 

Wróćmy do Mat 24r. Po wersecie 14 następuje pewna zmiana perspektywy. W wersecie 14 mówimy o całym świecie, natomiast w wersecie 15 uwaga skupiona jest na bardzo małym konkretnym fragmencie ziemi. Tym fragmentem jest Judea. Mniej więcej jej obszar pokrywa się z dzisiejszym obszarem państwa Izrael, chociaż Judea to jest coś więcej. Biblia nazywa Judeą nie tylko zachodni brzeg Jordanu. Żydzi też tego nie robią, w dalszym ciągu dla nich Judea to oba brzegi Jordanu.

Mt 24,15
"Gdy więc ujrzycie ohydę spustoszenia, o której mówi prorok Daniel, zalegającą miejsce święte – kto czyta, niech rozumie..."

Kiedy czytam o ohydzie spustoszenia w miejscu świętym muszę przyznać, że nie wiem co to jest. Wierzę jednak, że "święte miejsce" musi być obszarem świątyni w Jerozolimie. Cokolwiek miało by być tą ohydą spustoszenia, jestem skłonny uwierzyć, że będzie to jakiś bałwochwalczy znak stojący w miejscu świątynnym, ogłaszający, że należy oddać cześć antychrystowi. Będzie to punkt, w którym antychryst ogłosi się Bogiem i zażąda czci od Żydów. To wprowadzi naród żydowski w poważny kryzys, ponieważ żaden Żyd bez przymusu nie zegnie kolan przed jakimkolwiek człowiekiem. W pewnym sensie myślę, że zostaną postawieni przed decyzją, czy uznać antychrysta jako Mesjasza, czy też go odrzucić. Myślę też, że Bóg celowo prowadzi ich do tego miejsca konfrontacji.

Mt 24,16-22
"...wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry! Kto będzie na dachu, niech nie schodzi, by zabrać rzeczy z domu. A kto będzie na polu, niech nie wraca, żeby wziąć swój płaszcz. Biada zaś brzemiennym i karmiącym w owe dni! A módlcie się, żeby ucieczka wasza nie wypadła w zimie albo w szabat. Będzie bowiem wówczas wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd i nigdy nie będzie. Gdyby ów czas nie został skrócony, nikt by nie ocalał. Lecz z powodu wybranych ów czas zostanie skrócony."

Jakkolwiek będzie wyglądał ten znak, o którym Jezus mówił, kiedy go zobaczymy, będziemy musieli działać natychmiast. Pośpiech, o którym Jezus mówi, jest przerażający. Niech ci, którzy są w Judei, uciekają w góry. Nie wiem, o jakie dokładnie góry chodzi, wydaje mi się jednak że są to góry Negew. Ci, którzy są na dachu domu, niech nie wchodzą do wewnątrz aby coś ze sobą zabrać. W Izraelu domy posiadały płaskie dachy z zewnętrznymi klatkami schodowymi prowadzącymi z dachu na poziom gruntu. Jezus powiedział, że jeżeli te wieści dotrą do ciebie, kiedy będziesz na dachu, to natychmiast prosto po schodach uciekaj z domu nie wchodząc do środka aby coś zabrać. Ci, których ta sytuacja zastanie w polu, niech nie wracają po swoje rzeczy. Jeżeli pracując na roli zostawiłeś swój płaszcz w jakimś bezpiecznym miejscu, nie wracaj, aby go wziąć, nie masz na to czasu. Myślę, że nie można było już bardziej podkreślić pośpiechu, o jakim Jezus mówił.

 

Dalej mówi, biada tym kobietom, które są ciężarne lub karmią piersią. Innymi słowy będzie to bardzo ciężki czas dla ciężarnych i karmiących matek. Następne stwierdzenie jest bardzo znaczące, módlcie się aby ta ucieczka nie wypadła w zimie lub w szabat. Dlaczego nie byłoby dobrze uciekać w szabat? Przed powołaniem państwa Izrael byłem w Palestynie, kiedy jeszcze panowali tam Brytyjczycy. W tamtych czasach nie miałoby to najmniejszego znaczenia, czy uciekasz w szabat, czy nie. Jednak od czasu powołania Państwa Izraelskiego, Żydzi żądają szczególnego poszanowania szabatu i większość publicznej komunikacji po prostu nie jeździ w szabat. Wielka grupa ludzi uciekających w szabat natychmiast zwróciłaby na siebie uwagę. To ciekawe, ale Jezus wiedział mówiąc te słowa, że w czasie, kiedy będą się one wypełniać, w Judei będzie ustanowione państwo Izrael. Inaczej to proroctwo było by bez znaczenia. Wiemy z historii, że przez kilkanaście stuleci nikt nie podejrzewał, że takie państwo kiedykolwiek powstanie.

Chciałbym jeszcze coś zaznaczyć. Ta sytuacja wskazuje nam, o co i jak się modlić. Razem z żoną mieszkamy w Jerozolimie i ta sytuacja, o której Jezus mówił, może nas w przyszłości dotyczyć. Proroctwo zaleca, aby modlić się, aby ta ucieczka nie wypadła w zimie albo w czasie szabatu. Byłoby niemądre, aby modlić się, abyśmy nie musieli uciekać, ponieważ Biblia mówi, że będziemy to musieli zrobić. Możemy jednak modlić się, aby to nie stało się zimą lub w szabat. Kiedy widzicie, że kryzys nadciąga, a akurat jest zima lub piątek wieczór, możecie się modlić do Pana, aby opóźnił rozwój tej sytuacji do wiosny lub do niedzieli. Chcę podkreślić, że jeżeli nie znamy proroctw, nie znamy też tematów do modlitw. Głupio jest modlić się o coś, o czym Jezus powiedział, że się stanie, aby się nie stało. Myślę, że w dzisiejszych czasach wielu chrześcijan modli się o rzeczy, które nigdy się nie wydarzą, ponieważ Jezus powiedział, że one nigdy nie będą miały miejsca. Taka modlitwa to tylko strata czasu. Twoja modlitwa, aby była skuteczna, musi być prowadzona według Bożej woli objawionej w Jego Słowie.

Mt 24,21-22
"Będzie bowiem wówczas wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd i nigdy nie będzie. Gdyby ów czas nie został skrócony, nikt by nie ocalał. Lecz z powodu wybranych ów czas zostanie skrócony."


W czasach opisywanych przez ten werset, będziemy świadkami wielkiej agonii, cierpień gorszych od opisywanych kiedykolwiek przez krwawą historię świata. Jeżeli te wydarzenia mają być czymś gorszym od zagłady 6 000 000 Żydów w czasie II wojny światowej, to uważam, że wymagają naszej szczególnej uwagi. Nie jestem fatalistą ani pesymistą. Z natury jestem optymistą, wierzę że Bóg posiada kontrolę nad całym stworzeniem i że z wszystkiego, co On uczyni, będą dobre owoce. Nie mądrze jest jednak ignorować Boże proroctwo, a ono mówi, że będzie ciężko. Chcę powiedzieć, że jeżeli Bóg mówi, że będzie ciężko, to tak właśnie będzie. Jezus powiedział, że sytuacja będzie tak poważna, że zagrozi życiu na całej ziemi. W chwili obecnej ludzkość posiada potencjał atomowej broni, zdolny zniszczyć życie na ziemi nie raz, ale kilkaset razy. Kilkadziesiąt lat temu ludzie śmialiby się na myśl o takiej możliwości, ale dziś nikomu nie jest już do śmiechu. Nie sądzę, aby Jezusowi chodziło o wojnę nuklearną. Sądzę, a jest to tylko moja opinia z którą możecie się nie zgodzić, że ten ucisk będzie miał jakby dwa oblicza. Pierwsze będzie dotyczyło Izraela, ale tam się nie skończy.

Księga Jeremiasza jest bardzo jasną przepowiednią odnowienia Państwa Izraelskiego w naszych czasach:
Jer 30,3
"Bo oto nadchodzą dni - wyrocznia Pana – w których odmienię los mojego narodu, Izraela i Judy - mówi Pan. Przyprowadzę ich znów do ziemi, jaką dałem ich przodkom, i wezmą ją w posiadanie."


Jeżeli masz jakiekolwiek pojęcie o historii, to wiesz, jaką ziemię dał Bóg Izraelowi; to był Kanaan. Bóg zapowiada, że przyprowadzi tam swój lud i da im moc, aby posiedli tą ziemię. Bóg nie będzie się oglądał na zdanie ONZ. Prawdę powiedziawszy ONZ nie robi na mnie dużego wrażenia, a gdybym opierał na tej organizacji moje poczucie bezpieczeństwa, był bym człowiekiem, którego charakteryzuje ogromny brak poczucia bezpieczeństwa.
Pewien  Anglikanin powiedział mi kiedyś, że powrót Izraela na swoje ziemie nie pochodzi od Boga, ponieważ Biblia o tym nie uczy. Wiecie co? On po prostu nie znał swojej Biblii. To są słowa, które wypowiedział Pan o Izraelu i Judzie

Jer 30,4-9
"Następujące słowa wypowiedział Pan do Izraela i do Judy: To mówi Pan:

Usłyszeliśmy krzyk bolesny trwogi, a nie pokoju. Pytajcie się i patrzcie:

Czy mężczyzna może rodzić? Dlaczego widzę wszystkich mężczyzn z rękami na biodrach jak u rodzącej kobiety? Każda twarz powlekła się bladością. Ach, jak wielki to dzień, nie ma on równego sobie! Będzie on czasem ucisku Jakuba, a jednak on zostanie zeń wybawiony!

W dniu tym - wyrocznia Pana Zastępów - skruszę jarzmo znad ich szyi, zerwę ich więzy, tak że nie będą więcej służyć obcym. Będą zaś służyć Panu, swemu Bogu, i Dawidowi, swojemu królowi, którego im wzbudzę."

Czy rozpoznajecie w tym obrazie bóle porodowe? Są tak okropne, że nawet mężczyźni będą się zachowywać jak kobiety rodzące.

Jer 30,7
"Ach, jak wielki to dzień, nie ma on równego sobie! Będzie on czasem ucisku Jakuba, a jednak on zostanie zeń wybawiony!"


Ewangelia wg Mateusza rozdział 24 mówi o czasie ucisku dla Izraela. O tym samym czasie mówi Księga Daniela 12,1:
"
W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia: ci wszyscy, którzy zapisani są w księdze."
Michał jest Archaniołem, który jest odpowiedzialny za naród izraelski. Kiedykolwiek spotykamy się na kartach Biblii z Michałem, możemy się spodziewać pojawienia się na scenie Izraela.

1Mojż 15,5
"I poleciwszy Abramowi wyjść z namiotu, rzekł: Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić; potem dodał: Tak liczne będzie twoje potomstwo."

Bóg pokazywał Abramowi, jak będzie wyglądało jego potomstwo.

Kiedyś Pan pozwolił mi zrozumieć, że kiedy świeci słońce, to nie widać, że świecą jednocześnie inne gwiazdy i księżyc. Kiedy jednak robi się ciemno, widać świecące gwiazdy. Paweł apostoł mówi, że my jesteśmy potomkami Abrahama przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Bóg oczekuje, że będziemy jaśnieć jak te gwiazdy.

 

Otwórzmy list do Rzymian 2,9-10:
"Ucisk i utrapienie spadnie na każdego człowieka, który dopuszcza się zła, najpierw na Żyda, a potem na Greka. Chwała zaś, cześć i pokój spotka każdego, kto czyni dobrze - najpierw Żyda, a potem Greka."


Widzimy tu Boży porządek w Bożych sądach i w Jego błogosławieństwie. Zawsze można zaobserwować porządek, zawsze najpierw Żyd, a potem poganin. Kiedy przyjdzie ucisk na Izrael, będzie to preludium do ucisku całego świata. Problemy dotykające Izraela przypuszczalnie w niedługim czasie dotkną i resztę świata. Nie siedźmy w naszych kościołach mówiąc, że to nas nie dotyczy. Ani się nie obejrzymy, jak staniemy się uczestnikami podobnych problemów. Terroryzm rozwinął się na terenach Palestyny, a w tej chwili jest problemem całego świata.

Obj 7,9-10
"Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: Zbawienie u Boga naszego, Zasiadającego na tronie i u Baranka."

Jan opisuje świętych, którzy przyszli z wielkiego ogólnoświatowego ucisku.


Biblia daje nam ostrzeżenie przed zwiedzeniem. Będą fałszywe cuda i fałszywi mesjasze. Nie wierzcie, że człowiek jest prawdziwym prorokiem tylko dlatego, że czyni cuda. Za Mesjaszem nie trzeba będzie się uganiać po rozpadlinach skalnych lub innych tajemnych miejscach.  W przyjściu Jezusa Chrystusa nie będzie niczego sekretnego. Przygotowania odbywają się po cichu, ale Jego przyjścia nie sposób będzie przegapić. Jak błyskawica pojawia się na wschodzie i biegnie aż na zachód, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego.
To wydarzenie w jednym momencie jak błyskawica rozjaśni oblicze ziemi. Nie pozostawi to żadnych wątpliwości co do prawdziwości tego, co będziemy oglądać. Nie będzie też możliwości, aby ukryć się w jakimś bezpiecznym miejscu. Strażnica świadków Jehowy głosi, że Jezus przyszedł potajemnie.  Jest to typowy przykład zwiedzenia.

Mt 24,28 - "Gdzie jest padlina, tam się i sępy zgromadzą."
W tym kraju nie ma ich zbyt wiele, ale na bliskim wschodzie ich widok nie jest niczym niezwykłym. Kiedy zlatują się w jedno miejsce nieba obniżając swój lot, to wiadomo, że coś tam na dole umiera. Osobiście jestem przekonany, że każdy rodzaj takich alegorycznych sępów, czyli rozmaitych kultów i zwiedzenia, jest reprezentowany na terenie tego małego państwa, jakim jest Izrael.

Mt 24,29
"Zaraz też po ucisku owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku; gwiazdy zaczną padać z nieba i moce niebios zostaną wstrząśnięte."


Chciałbym zwrócić uwagę na pierwsze słowa tego wersetu: "Zaraz po", czyli natychmiast.
Musimy zadać sobie pytanie o słowo natychmiast. Natychmiast po czym? Oczywiście po ucisku. Wszystkie znaki towarzyszące Jego przyjściu będą obserwowane przez narody ziemi, a zaraz po tym będzie obserwowany Jego powrót w mocy i chwale. Przed przyjściem Jezusa, ziemia będzie w stanie ucisku. Chciałbym być teraz dobrze zrozumiany - jeżeli kościół miałby być odpowiedzialny za stan ziemi bezpośrednio przed przyjściem Jezusa, musiałby też przyjąć na siebie odpowiedzialność za ucisk. Osobiście nie wierzę, aby kościół był w stanie mieć ostatnie słowo tuż przed Jego powrotem. Myślę, że wiele wrogich sił rozwinie się w taki sposób, że nie będziemy w stanie wziąć odpowiedzialności jako kościół Jezusa Chrystusa za przebieg wydarzeń. Niektórzy twierdzą, że kościół posiądzie cały świat i przedstawi Jezusowi jak prezent w dniu Jego przyjścia. Niestety jedyną rzeczą, jaką będziemy mogli przedstawić Jezusowi, będzie sytuacja ogólnoświatowego ucisku. Nie chciałbym być odpowiedzialny za taką sytuację. Nie zamierzam z nikogo żartować, ale pomysł na takie Biblijne nauczanie o tryumfującym kościele czasów ostatecznych wynika z całkowitej ignorancji proroctw Biblii. Uważam, że bardzo potrzebujemy takiego Biblijnego światła w naszych ciemnych czasach.


Ewangelia Łukasza podaje nam odpowiedź na pytanie, kiedy świątynia w Jerozolimie zostanie zburzona. Było to dla jego uczniów bardzo ważne pytanie:
Łk 21,20
"Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie."

Otoczenie Jerozolimy przez armię wypełniło się dokładnie, kiedy Rzymianie oblegli miasto w 87 r n.e. Jezus powiedział tym, którzy mu wierzyli, aby uciekali w góry i nie wracali do kraju. Ostrzegł swoich uczniów, aby kiedy zobaczą miasto otoczone armią, uciekać tak szybko, jak to będzie tylko możliwe. Wypełniło się to w ten sposób. Kiedy armia rzymska otoczyła Jerozolimę, z pewnych politycznych powodów przerwała oblężenie na bardzo krótki czas. Ci którzy uwierzyli Jezusowi, wykorzystali ten moment i uciekli z miasta do miasta zwanego Pylla i tak uratowali swoje życie. Po tej krótkiej przerwie Rzymianie przypuścili szturm i zdobyli Jerozolimę. Zginęło w tym czasie około 3 000 000 Żydów, a Jerozolima została zniszczona. Jak widać, warto jest słuchać Biblijnych proroctw. Czasem od tego może zależeć twoje życie.


Na zakończenie przeczytajmy werset Łk 21,22:
"Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane."


Gdzie napisane są słowa które mają się wypełnić – w Biblii, a przede wszystkim w księgach Mojżesza. Na jaki lud nadejdzie wielki ucisk – na Żydów, będą oni rozgromieni ostrzem miecza i wydani w niewolę wszystkim narodom. Wiemy, że każde z tych słów wypełniło się dokładnie w historii Izraela. Po zniszczeniu Jerozolimy około 1 000 000 Żydów zostało sprzedanych na targach niewolników. Werset 24 mówi, że Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan się wypełnią. Kiedy Jerozolima zostanie wyzwolona z dominacji pogan i ustanowiony będzie żydowski rząd, możemy się spodziewać, że następną rzeczą, jaka się stanie, będzie powrót Jezusa.
Tak jak napisałem na wstępie, możesz zignorować Boże proroctwo, ale moim zdaniem uczynisz to na swoją własną szkodę.

 

Wasz w służbie dla Pana

dr Derek Prince

Góra strony