|
WSTĘP I OSTRZEŻENIE
Obecnie zajmujemy się tą częścią nauki
chrześcijańskiej, która w Hebr 6,2 została nazwana "nauką o chrztach"
lub "nauką o obmywaniach".
W ramach tej nauki zajmujemy się badaniem ostatniego
rodzaju chrztu, jaki został opisany w Nowym Testamencie - tego, który
określa się mianem "chrztu w Duchu Świętym".
Do tej pory rozważaliśmy faktyczny charakter tego
przeżycia oraz opisany w Nowym Testamencie znak, dzięki któremu możemy
mieć pewność, że przeżycie to stało się udziałem danego człowieka. Aby
ten temat wyczerpać, w naszych badaniach musimy poruszyć kwestię o
wielkim praktycznym znaczeniu, która w sposób naturalny wyłania się z
naszych poprzednich rozważań. Kwestią tą jest: W jakim celu otrzymujemy
chrzest w Duchu Świętym? Lub mówiąc inaczej: Jakie rezultaty w życiu
wiernego Bóg pragnie uzyskać chrzcząc go w Duchu Świętym?
Jednakże zanim zaczniemy poszukiwać prawdziwej,
biblijnej odpowiedzi na to pytanie, najpierw musimy wyjaśnić pewne
powszechnie panujące nieporozumienia, dość często dręczące ludzi, którzy
niedawno otrzymali chrzest w Duchu Świętym, i w ten sposób
uniemożliwiające im przyjęcie wszystkich dobrodziejstw i
błogosławieństw, jakimi Bóg chciał ich obdarzyć za pośrednictwem tego
wydarzenia.
Pierwszym punktem, który należy podkreślić, jest to, że Duch Święty
nigdy nie pełni w życiu wiernego roli dyktatora. Obiecując swoim uczniom
dar Ducha Świętego, Jezus mówił o Nim jako o "Pocieszycielu",
"Przewodniku" lub "Nauczycielu". Duch Światy zawsze uznaje te granice.
Nigdy nie łamie woli ani osobowości wiernego. Nigdy w żadnym sensie nie
wywiera nacisku ani nie zmusza wiernego do robienia czegokolwiek wbrew
jego woli czy chęci.
W Liście do Hebr 10,29 Duch Święty został nazwany
"Duchem łaski". Jest On zbyt łaskawy, aby narzucać się wiernemu lub
wtargnąć w jakąkolwiek sferę jego osobowości, w której nie jest
przyjmowany jako pożądany gość. W Ps 51,12 Dawid modli się do Pana: "A
ducha prawego odnów we mnie". To słowo "prawy" dokładnie określa
stosunek Ducha Świętego do człowieka wierzącego. On nie przymusza ani
nie zniewala; On przynosi wolność, nie niewolę.
W 2Kor 3,17 Paweł mówi: "A Pan jest Duchem; gdzie
zaś Duch Pański, tam wolność".
W Rz 8,15 tę wolność ochrzczonego w Duchu
chrześcijanina Paweł przeciwstawia niewoli Izraela wobec prawa
obowiązującego w okresie Starego Testamentu i przypomina chrześcijanom:
"Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by
znowu ulegać bojaźni.."
A zatem wynika stąd, że zakres, w jakim Duch Święty
będzie rządził i kierował wiernym, jest zakresem, w jakim sam wierny
dobrowolnie odda się Duchowi Świętemu i zaakceptuje Jego władzę i
wskazówki. W J 3,34 czytamy: "Bóg udziela [mu] Ducha bez miary". W tym
przekładzie, podobnie jak i w angielskiej "wersji Króla Jakuba",
tłumacze popełnili błąd dodając słowo "mu". W oryginalnej wersji tekstu
jest to zupełnie ogólne stwierdzenie: "Bóg udziela Ducha bez miary". Bóg
daje nie znając miary; miara tkwi w naszym przyjmowaniu. Możemy mieć
taką część Ducha Świętego, jaką chcemy otrzymać. Lecz aby Go przyjąć,
musimy dobrowolnie oddać Mu się i uznać Jego władzę. On nigdy nie zmusi
nas do oddania się Mu czy do zrobienia czegokolwiek innego wbrew naszej
woli.
Niektórzy wierni popełniają właśnie ten błąd w
chwili, gdy mają zostać ochrzczeni w Duchu Świętym. Wyobrażają sobie, że
Duch Święty podziała na nich tak silnie, że zostaną dosłownie zmuszeni
do przemówienia obcymi językami i zrobią to bez żadnego udziału własnej
woli. Jednakże w ten sposób nigdy to się nie odbędzie. W Dz 2,4 w
związku z tym, co wydarzyło się pierwszym uczniom w dniu
Pięćdziesiątnicy, czytamy: "I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym,
i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał". Widzimy tu,
że uczniowie zaczęli najpierw sami mówić, a dopiero potem Duch Święty
podsuwał im słowa wypowiedzi. Gdyby uczniowie dobrowolnie nie zaczęli
mówić, Duch Święty nigdy by nie podyktował im treści wypowiedzi. Bez ich
dobrowolnej współpracy nigdy by nie zmusił ich do wypowiedzenia tych
słów. Nieodzownym warunkiem mówienia obcymi językami jest współdziałanie
wiernego z Duchem Świętym. Ktoś określił ten wzajemny stosunek pomiędzy
wiernymi a Duchem Świętym w następujący sposób: wierny nie może zrobić
tego bez Ducha Świętego; Duch Święty nie zrobi tego bez wiernego.
To współdziałanie wiernego z Duchem Świętym jest
również niezbędne po otrzymaniu chrztu w Duchu Świętym. Tu znowu
niektórzy wierni popełniają wielki błąd przypuszczając, że po
początkowym napełnieniu Duchem Świętym z towarzyszącym temu wydarzeniu
znakiem mówienia językami Duch Święty automatycznie zacznie sprawować
pełnię władzy nad ich całą istotą, bez żadnej dalszej reakcji czy
współpracy z ich strony. Lecz dalekie to jest od prawdy. Cytowaliśmy już
słowa Pawła zanotowane w 2Kor 13,17: "Pan zaś jest Duchem...". Duch
Święty naprawdę jest Panem —
dokładnie takim samym, jak Bóg Ojciec i Syn Boży. Lecz On, tak jak
Ojciec i Syn, czeka, aż wierny uzna w Nim Pana. Aby panowanie Ducha było
skuteczne i stało się rzeczywistością w codziennym życiu wiernego, musi
on w pełni i stale, w każdej sferze swej osobowości i w każdej
dziedzinie swego życia podporządkować się władzy Ducha. Ktoś bardzo
mądrze powiedział, że dla utrzymania stanu napełnienia Duchem potrzeba
co najmniej tyle samo wiary, poświęcenia i modlitwy, co dla początkowego
napełnienia. Chrzest w Duchu Świętym nie jest ostatecznym celem, który
chrześcijanin powinien w swym życiu osiągnąć; jest to pierwsza furtka
prowadząca do nowej sfery chrześcijańskiego życia. Po przejściu przez tę
furtkę każdy wierny ma indywidualny obowiązek trwać w wierze i
postępować ze zdecydowaniem oraz samemu badać wszystkie wspaniałe
możliwości tej nowej sfery, do której właśnie wkroczył. Wierny, który
nie zrozumie i nie zastosuje tej prawdy, dozna niewielu, o ile w ogóle
dozna jakichkolwiek, korzyści czy błogosławieństw, jakie Bóg zamierzał
mu przekazać poprzez chrzest w Duchu Świętym. Według wszelkiego
prawdopodobieństwa taki wierny stanie się przyczyną rozczarowania i
będzie zawadą, zarówno dla siebie, jak i dla innych chrześcijan. To,
rzecz jasna, prowadzi nas do innego nieporozumienia, które musimy
wyjaśnić. Z dokładnego badania Nowego Testamentu wyraźnie widać, że Bóg
całkowicie zapewnił każdego chrześcijanina o zaspokojeniu każdej jego
potrzeby, w każdej sferze jego istnienia i w każdej dziedzinie jego
doświadczenia. Na dowód tego możemy przytoczyć dwa bardzo przekonujące
fragmenty Nowego Testamentu:
2Kor 9,8:
"A władny jest Bóg udzielić wam obficie wszelkiej
łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie
łożyć na wszelką dobrą sprawę".
I jeszcze 2Ptr 1,3:
"Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest
potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie Tego, który nas powołał
przez własną chwałę i cnotę".
W tych fragmentach jasno stwierdza się, że łaska i
moc Boża poprzez poznanie Jezusa Chrystusa zapewniła pełne i całkowite
zaspokojenie wszystkich potrzeb każdego wiernego. Ani w żadnej
dziedzinie życia wiernego, ani w żadnej sferze jego osobowości nigdy nie
wystąpi taka potrzeba, której zaspokojenia poprzez Jezusa Chrystusa Bóg
już w sposób doskonały nie przewidział. Jeśli teraz zaczniemy rozważać
rozmaite elementy tego, co Bóg daje wiernym, przekonamy się, że jest ich
wiele i że różnią się one między sobą oraz że jeden z nich nie zastąpi
żadnego innego. Właśnie w tym punkcie tak wielu wiernych popełnia
poważny błąd: usiłują sprawić, aby jeden z darów Bożych zastępował jakiś
inny. Lecz Bóg nigdy nie chciał, aby tak było, i wobec tego to im się
nie udaje. Za jasny, praktyczny przykład zaspokojenia przez Boga każdej
z potrzeb wiernego możemy uznać listę elementów duchowej
chrześcijańskiej zbroi, podaną przez Pawła w Ef 6r. W Liście tym (wer. 6,11)
Paweł mówi: "Przywdziewajcie całą zbroję
Bożą". I jeszcze w wierszu 13:
"Dlatego weźcie całą zbroję Bożą...".
W obu tych wierszach Paweł podkreśla, że dla pełnego zabezpieczenia
chrześcijanin musi włożyć całą zbroję, a nie tylko kilka jej części. W
następnych czterech wersach Paweł przechodzi do wyliczenia następujących
sześciu elementów zbroi: pas prawdy, pancerz sprawiedliwości, buty
gotowości głoszenia dobrej nowiny o pokoju, tarcza wiary, hełm
zbawienia, miecz Ducha.
To jasne, że chrześcijanin, który korzysta ze
wszystkich tych sześciu elementów zbroi, jest chroniony całkowicie od
stóp do głowy. Natomiast, jeżeli zapomni chociaż o jednej części zbroi,
jego ochrona natychmiast przestaje być całkowita. Na przykład, jeśli
chrześcijanin włoży wszystkie pozostałe pięć części, lecz zapomni o
hełmie, naraża się na niebezpieczeństwo zranienia głowy; a gdy już tam
zostanie zraniony, jego zdolność posługiwania się resztą zbroi będzie
ograniczona. I odwrotnie, chrześcijanin może włożyć hełm i całą resztę
zbroi, lecz zapomnieć o butach. W tym przypadku jego zdolność
maszerowania po nierównym terenie nie będzie już taka jak zawsze i w ten
sposób zmniejszy się jego ogólna przydatność jako żołnierza.
Chrześcijanin może też włożyć wszystkie pięć elementów zbroi ochronnej,
lecz nie weźmie miecza. W tym wypadku nie będzie miał możliwości
utrzymać swego wroga na bezpieczną odległość ani skutecznie go
zaatakować. Widzimy więc, że aby uzyskać pełną ochronę, chrześcijanin
musi włożyć na siebie wszystkie elementy zbroi, którą Bóg dla niego
przygotował. Nie może zapomnieć o żadnej części i spodziewać się, że
jedna zastąpi inną. Bóg nie zaplanował tego w ten sposób. Bóg zapewnia
chrześcijaninowi całą zbroję i oczekuje, że włoży on na siebie wszystkie
jej elementy. Ta sama zasada stosuje się do wszystkiego, w co Bóg
zaopatruje chrześcijan. W Kol 4,12 Paweł odnotowuje modlitwę Epafrasa
odmawianą za chrześcijan w Kolosach. W modlitwie tej prosi, aby oni
"trwali we wszystkim, co jest wolą Bożą".
Aby chrześcijanin mógł być tak doskonały i trwać w pełni woli Bożej,
musi on korzystać ze wszystkiego, co Bóg zapewnił mu poprzez Chrystusa.
Nie może zapomnieć o żadnym fragmencie tego, w co Bóg go wyposażył. A
jednak właśnie w tym punkcie tak wielu chrześcijan gubi się w swych
zapatrywaniach. Świadomie lub nieświadomie wyciągają wniosek, że skoro
skorzystali z niektórych darów Boga, nie muszą zajmować się innymi,
które pominęli.
Możemy dać kilka często występujących przykładów
niepełnych chrześcijańskich przeżyć, spowodowanych tym sposobem
rozumowania. Na przykład niektórzy chrześcijanie kładą wielki nacisk na
świadectwo swych ust, lecz zaniedbują praktyczne aspekty codziennego
życia chrześcijańskiego. I odwrotnie, inni chrześcijanie uważają na
swoje zachowanie, lecz nie świadczą otwarcie przed swymi przyjaciółmi i
sąsiadami. Oba te typy chrześcijan mają skłonność do wzajemnego
krytykowania się lub lekceważenia. A jednak i jedni, i drudzy popełniają
ten sam błąd. Dobre chrześcijańskie życie nie zastępuje świadectwa ust.
Z drugiej strony, świadectwo ust nie zastępuje dobrego chrześcijańskiego
życia. Bóg wymaga obu tych zachowań. Wierny, który zapomina o jednym lub
o drugim, nie stoi mocno, doskonały w pełnieniu całej woli Bożej. Można
przytoczyć wiele innych podobnych przykładów. Na przykład niektórzy
wierni kładą wielki nacisk na dary duchowe, lecz zaniedbują duchowy
owoc. Inni wkładają cały swój wysiłek w osiągnięcie owocu duchowego,
lecz nie okazują żadnego zapału w dążeniu do otrzymania darów duchowych.
A przecież w 1Kor 14,1 Paweł mówi: "Dążcie
do miłości (to oznacza owoc duchowy), starajcie się też usilnie o dary
duchowe...". Innymi słowy, Bóg wymaga
zarówno darów duchowych, jak i owocu duchowego. Dary nie zastępują
owocu, a owoc nie zastępuje darów.
Także wśród ludzi głoszących prawdę Ewangelii są
tacy, którzy całą wagę w swym nauczaniu przykładają do tego, że Bóg zna
przyszłość i przeznaczenie, podczas gdy inni przedstawiają tylko te
teksty, które dotyczą swobodnej reakcji ludzkiej woli. Często te różne
linie postępowania prowadzą do pewnego rodzaju konfliktu doktrynalnego.
A przecież każda z nich sama w sobie jest niezupełna, a nawet zwodnicza.
W pełnym planie zbawienia jest miejsce zarówno dla przeznaczenia Bożego
z jednej strony, jak i wolnego ludzkiego wyboru z drugiej. Niewłaściwe
jest podkreślanie którejkolwiek z nich, a wykluczenie drugiej.
Ta sama ogólna zasada stosuje się również do chrztu
w Duchu Świętym. Dla tych wiernych, którzy szczerze pragną wkroczyć w
całą pełnię zwycięskiego i owocnego życia chrześcijańskiego, chrzest w
Duchu Świętym jest bezsprzecznie największą pomocą, jaką Bóg im
zapewnił. Lecz nawet wtedy nie zastępuje on żadnego innego głównego
chrześcijańskiego przeżycia czy obowiązku. Na przykład chrzest w Duchu
nie zastępuje regularnego osobistego studiowania Biblii ani codziennego
życia pełnego poświęcenia i wyrzeczenia, ani wiernego uczestnictwa w
działalności silnego i duchowego kościoła miejscowego. Wyznawca, który
dochowuje wiary w tych wszystkich przejawach życia chrześcijańskiego,
lecz który nie otrzymał chrztu w Duchu Świętym, prawdopodobnie okaże się
dużo lepszym chrześcijaninem niż ten, kto otrzymał chrzest w Duchu, lecz
zaniedbuje inne aspekty życia chrześcijańskiego. Z drugiej strony,
jeżeli wyznawca, który wiernie wypełnia te inne obowiązki, otrzyma
chrzest w Duchu Świętym, natychmiast przekona się, że korzyści i
skuteczność jego wszystkich innych działań cudownie się wzbogacą i
zwiększą dzięki temu nowemu doznaniu.
Ten punkt możemy zilustrować przykładem dwóch
mężczyzn - pana A i pana B - których zadaniem jest podlewanie ogrodu.
Pan A ma tę przewagę, że posługuje się wężem bezpośrednio podłączonym do
kranu. Pan B ma tylko konewkę, którą musi napełnić wodą z kranu, a potem
dźwigać tam i z powrotem w każde miejsce ogrodu, gdzie woda jest
potrzebna. To jasne, że pan A zaczyna mając wielką przewagę. Musi tylko
trzymać w ręku wylot węża, a potem kierować wodę tam, gdzie sobie życzy.
Pan B musi cały czas wykonywać pracę polegającą na noszeniu konewki tam
i z powrotem. Jednakże możemy się domyślać, że pan B przewyższa
charakterem pana A. Pan A jest z natury leniwy, nieobliczalny,
niesolidny. Czasami zupełnie zapomina podlać ogród; innym razem podlewa
niektóre jego fragmenty, lecz omija te, które najbardziej potrzebują
wody; innym razem nie uważa, aby skierować wąż w odpowiednią stronę i w
rezultacie marnuje duże ilości wody na miejsca, gdzie nie jest ona
potrzebna i nie ma z niej żadnego pożytku. Natomiast pan B jest
człowiekiem rzutkim, pracowitym i solidnym. Nigdy o żadnej porze nie
zapomina podlać ogrodu; nigdy nie pomija żadnych miejsc, które bardzo
potrzebują wody; nigdy nie marnuje najmniejszej ilości wody ze swojej
konewki, lecz uważnie kieruje każdą kroplę tam, gdzie przyniesie ona
największe korzyści. Jaki będzie rezultat? Z pewnością ogród pana B
będzie o wiele bardziej płodny i atrakcyjny niż ogród pana A. Jednakże
błędem byłoby wyciągnąć z tego wniosek, że konewka jest narzędziem
przewyższającym użytecznością wąż do podlewania. Nie można tu mówić o
wyższości konewki nad wężem, lecz o wyższości charakteru pana B nad
charakterem pana A. Potwierdza to fakt, że pan B teraz zamienił konewkę
na wąż i posługując się wężem w dalszym ciągu pracuje tak samo
sumiennie, jak robił to poprzednio używając konewki. W takiej sytuacji
wyniki, które będzie mógł osiągnąć dzięki zastosowaniu węża, przewyższą
te, które poprzednio uzyskiwał przy pomocy konewki. Ponadto oszczędzi
sobie wiele czasu i wysiłku, które będzie mógł przeznaczyć na inne
pożyteczne cele.
A teraz zastosujmy tę krótką przypowieść do chrztu
w Duchu. Pan A, człowiek posługujący się wężem, reprezentuje wiernego,
który otrzymał chrzest w Duchu, lecz jest leniwy, nieobliczalny i
niesolidny w wywiązywaniu się z innych głównych obowiązków
chrześcijanina. Pan B, człowiek posługujący się konewką, reprezentuje
wiernego, który nie otrzymał chrztu w Duchu, lecz jest rzutki, pracowity
i solidny w spełnianiu innych chrześcijańskich powinności. Według
wszelkiego prawdopodobieństwa pan B okaże się lepszym i skuteczniej
działającym chrześcijaninem niż pan A. Jednakże byłoby całkiem
nielogicznym wyciągać stąd wniosek, że coś jest nie w porządku ze
chrztem w Duchu otrzymanym przez pana A. Wina nie leży w samym
przeżyciu, lecz w porażce pana A, któremu nie udało się później
właściwie wykorzystać go w swoim codziennym życiu. Ponadto, chociaż
ogólna stałość charakteru pana B w pewnym stopniu uczyniła już z niego
skutecznie i owocnie działającego chrześcijanina, ta sama stałość
wzbogacona i wzmocniona chrztem w Duchu pozwoli mu stać się jeszcze
lepszym, skuteczniej działającym chrześcijaninem niż był poprzednio. A
więc bez względu na to, jak podziwiamy prawość charakteru pana B, jednak
nie możemy zaprzeczyć, że postępuje głupio nie dążąc do otrzymania
chrztu w Duchu i nie przyjmując go. Postępuje głupio nie zamieniając
konewki na wąż. A zatem widzimy, że chrzest w Duchu Świętym nie jest po
prostu niezwykłym i odosobnionym zjawiskiem, które może zostać oderwane
od całego kontekstu chrześcijańskiego doświadczenia i obowiązku, jak
zostało to objawione w Nowym Testamencie. Wprost przeciwnie, gdy chrzest
w Duchu połączy się w czynnej chrześcijańskiej służbie ze wszystkimi
pozostałymi głównymi darami przeznaczonymi wiernemu przez Boga,
przyniesie on jedynie korzyści i błogosławieństwa, które Bóg zaplanował
dla swego ludu. Oderwany od pozostałej części życia i służby
chrześcijańskiej, traci on swoje prawdziwe znaczenie i nie spełnia swego
prawdziwego zadania. Co więcej, dążenie do otrzymania chrztu w Duchu bez
szczerego zamiaru posłużenia się otrzymaną w ten sposób mocą w zgodnej z
Biblią służbie dla Chrystusa może być niesłychanie niebezpieczne. Główną
tego przyczyną jest fakt, że chrzest w Duchu Świętym nie tylko wprowadza
człowieka w sferę nowego duchowego błogosławieństwa, lecz wprowadza
także w sferę nowego duchowego konfliktu. Zwiększenie mocy pochodzącej
od Boga zawsze niesie ze sobą jako logiczną konsekwencję zwiększony opór
szatana.
Chrześcijanin, który w sposób rozsądny, zgodny z
Pismem posługuje się mocą otrzymaną poprzez chrzest w Duchu, będzie mógł
przeciwstawić się i przezwyciężyć zwiększony opór szatana. Natomiast
chrześcijanin, który przyjął chrzest w Duchu Świętym, lecz zaniedbuje
inne chrześcijańskie obowiązki, znajdzie się w niezmiernie
niebezpiecznej sytuacji. Taki chrześcijanin przekona się, że chrzest w
Duchu wystawił jego duchową naturę na zupełnie nowe formy ataku czy
prześladowania ze strony szatana; lecz przy tym nie miał wyznaczonych
przez Boga środków do rozpoznania prawdziwego charakteru ataku szatana
czy do obronienia się przed nim. Dość często taki chrześcijanin
stwierdza, że jego umysł opanowały dziwne nastroje, takie jak
wątpliwości, strach czy przygnębienie, i że zostaje wystawiony na różne
formy moralnej czy duchowej pokusy, jakich nigdy nie zaznał przed
otrzymaniem chrztu w Duchu. Jeśli nie został uprzedzony i uzbrojony, aby
był w stanie odeprzeć te nowe formy szatańskiego ataku, łatwo może dać
się zwieść podstępom oraz ulec napaściom wroga i w rezultacie znaleźć
się duchowo w położeniu gorszym, niż zdarzyło mu się to kiedykolwiek
przed wkroczeniem w tę nową sferę konfliktu. Jako przykład może tu
służyć życie samego Jezusa. Faktem najwyższej wagi jest to, że Jezus
bezpośrednio spotkał się z szatanem dopiero po swoim chrzcie w rzece
Jordan, kiedy to Duch Święty zstąpił na Niego niczym gołębica. Czytamy,
że bezpośrednio po tym zdarzeniu Duch Święty poprowadził Go na pustynię,
gdzie Jezus był kuszony przez diabła. Zanotowane to zostało w Łk
4,1-2:"A Jezus pełen Ducha Świętego powrócił znad Jordanu i był wodzony
w mocy Ducha po pustyni i przez czterdzieści dni kuszony przez diabła".
Zwróćcie uwagę, jak Łukasz podkreśla w tym
momencie, że Jezus był wtedy "pełen Ducha Świętego". To właśnie było
przyczyną, dla której na tym etapie swej działalności Jezus został
powołany do bezpośredniego uczestnictwa w konflikcie z szatanem. W
następnych jedenastu wierszach Łukasz opisuje, jak Jezus przeciwstawił
się i przezwyciężył trzy główne kolejne pokusy szatana. Następnie w Łk
4,14 autor mówi: "I powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei.." Zwróćcie
uwagę na nowe wyrażenie, jakiego Łukasz tu używa: "w mocy Ducha". Gdy
Jezus udał się na pustynię, był już "pełen Ducha", lecz gdy powrócił z
pustyni, przybył "w mocy Ducha". To oznacza wyższy stopień duchowego
doznania. Od tej chwili dowolnie rozporządzał pełnią mocy Ducha
Świętego, aby właściwie wywiązać się z tego, do czego Bóg Go powołał. W
jaki sposób osiągnął On ten wyższy stopień doznania? Przeciwstawiając
się szatanowi i w bezpośrednim starciu pokonując go. Ponadto, jeśli
zbadamy, jakich środków użył Jezus dla pokonania szatana, przekonamy
się, że posłużył się jednym i tylko jednym rodzajem broni. Była to broń
opisana przez Pawła w Ef 6,17: "..miecz Ducha, to jest Słowo Boże". Za
każdym razem, gdy szatan kusił Go, Jezus zaczynał swoją odpowiedź
stwierdzeniem: "Napisane jest". Znaczy to, że Jezus walczył z szatanem
przy pomocy bezpośrednich cytatów spisanego Słowa Bożego. Przeciwko tej
broni szatan nie miał środków obrony. To przeżycie Jezusa jest wzorem
dla tych, którzy pójdą za Jego przykładem i poświęcą się wypełnionemu
Duchem życiu i działalności. Niezmiennym celem Boga jest, aby w życiu
każdego wiernego pełnia Ducha Świętego połączyła się z regularnym,
skutecznym posługiwaniem się spisanym Słowem Bożym. Tylko w ten sposób
wierny może wyjść zwycięsko z nowych duchowych konfliktów, które chrzest
w Duchu Świętym niechybnie na niego sprowadzi. Skoro Słowo Boże zostało
nazwane "mieczem Ducha", wynika stąd, że wierny, który nie posługuje się
Słowem Bożym, automatycznie pozbawia Ducha Świętego głównej broni,
jakiej Duch pragnie użyć dla dobra wiernego. Nieuniknionym wynikiem jest
to, że cała duchowa ochrona wiernego staje się niewystarczająca.
Natomiast wierny, który na tym etapie sumiennie studiuje i stosuje Słowo
Boże, przekona się, że na jego korzyść tą bronią włada moc i mądrość
daleko większa niż jego własna, znaczy moc i mądrość samego Ducha
Świętego.
CO DAJE WIERNYM CHRZEST
W DUCHU
Pytaniem, na które teraz będziemy próbowali
odpowiedzieć, jest: W jakim celu otrzymujemy chrzest w Duchu Świętym?
Lub mówiąc inaczej, jakie rezultaty w życiu wiernego Bóg pragnie uzyskać
chrzcząc go w Duchu Świętym?
Odpowiedź na to pytanie rozbijemy na trzy główne
części: po pierwsze, rezultaty uzyskane w życiu osobistym i
doświadczeniach każdego wiernego traktowanego jako jednostka; po drugie,
wyniki uzyskane przez całe zgromadzenie podczas powszechnego oddawania
Bogu czci i odprawiania nabożeństw; po trzecie, wyniki, które
szczególnie odnoszą się do działalności osoby głoszącej ewangelię.
Jednakże nie zamierzamy tu sugerować, że którykolwiek z tych rozmaitych
rezultatów może być całkowicie oderwany od całej reszty. Raczej są one
wszystkie różnymi aspektami jednego i tego samego przeżycia.
A zatem najpierw zajmiemy się tymi rezultatami,
które chrzest w Duchu Świętym ma przynieść w życiu osobistym i
doświadczeniach każdego wiernego.
W tym punkcie wymienimy osiem głównych rezultatów.
Pierwszy rezultat określił sam Chrystus pod koniec
swojej ziemskiej działalności. Zostało to zanotowane w dwóch różnych
fragmentach, w których Jezus przed wstąpieniem do nieba kieruje do
swoich uczniów ostatnie słowa napomnienia i pouczenia. W Łk 24,49 Jezus
mówi: "A oto ja zsyłam na was obietnicę Mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie
w mieście, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysokości", oraz w Dz
1,8: "Ale weźmiecie moc Ducha świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie
mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei i Samarii, i aż po krańce
ziemi". W tych fragmentach Jezus przedstawia zarys swego planu
dotyczącego szerzenia Ewangelii w obecnym wieku. Ten podstawowy plan
jest niezwykle prosty. Zawiera on trzy kolejne etapy.
Po pierwsze: każdy wierny ma być osobiście przez
Ducha Świętego obdarzony mocą.
Po drugie: każdy wierny
w ten sposób obdarzony mocą przez Ducha ma swoim osobistym świadectwem
zdobywać innych dla Chrystusa, a oni z kolei również zostaną obdarzeni
przez Ducha mocą i tak samo będą zdobywać następnych.
Po trzecie: w ten
sposób świadectwo o Chrystusie będzie rozprzestrzeniać się poza
Jerozolimą zataczając coraz szersze kręgi mocy, aż osiągnie
najodleglejsze zakątki ziemi - to znaczy aż dotrze do wszystkich narodów
i do każdego stworzenia.
Ten plan jest zarówno
prosty, jak i praktyczny. Gdziekolwiek zostanie zastosowany, zawsze się
sprawdzi. Umożliwia on ewangelizację całego świata w każdym pokoleniu, w
którym kościół chce wprowadzić go w życie. Nie istnieje żaden inny
alternatywny plan, który kiedykolwiek pozwoliłby osiągnąć ten sam
rezultat. W tych fragmentach odnoszących się do chrztu w Duchu Świętym
jako do przeżycia każdego wiernego, kluczowym słowem jest słowo "moc".
Greckim słowem przetłumaczonym tu jako "moc" jest słowo "dynamis˝, od
którego pochodzi wiele słów istniejących w języku polskim, takich jak
"dynamo", "dynamiczny", "dynamit". Zasadniczym wrażeniem wywołanym dziś
przez te pochodne słowa jest wrażenie "gwałtownego, wybuchowego
uderzenia". Pod tym względem Nowy Testament uwzględnia bardzo istotną
logiczną różnicę pomiędzy podstawowym rezultatem nowych narodzin a
podstawowym rezultatem chrztu w Duchu Świętym, lecz niestety, słowa,
jakimi posłużyli się tłumacze Nowego Testamentu, zaciemniają tę różnicę.
W Jana 1,12 czytamy: "Wszystkim tym jednak, którzy
Je (Słowo) przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi..".
Ten fragment opisuje nowe narodziny, gdyż z
następnego wiersza dowiadujemy się, że ci ludzie, którzy przyjęli Słowo,
"z Boga się narodzili". Jednakże greckie słowo, przetłumaczone tu jako
"moc", nie jest słowem "dynamis", lecz słowem innym, zupełnie odmiennym
"exousia". Słowo to oznacza istotę lub naturę, która wywodzi się z
jakiegoś zewnętrznego źródła lub osoby. Innymi słowy, człowiek, który
przyjmuje Chrystusa jako Zbawiciela, tym samym w Chrystusie przyjmuje
istotę, czyli naturę samego Boga. Otrzymanie od Boga tego nowego życia,
czyli natury jest przyczyną nowych narodzin zachodzących wewnątrz
wiernego. Greckie słowo "exousia" najczęściej jest tłumaczone jako
"władza". Władza jest charakterystyczną cechą ponownie narodzonego
dziecka Bożego. Przestaje ono być niewolnikiem grzechu i szatana. Jest
dzieckiem Boga. Jako takie posiada nową władzę. Już nie ulega pokusie
czy przemocy. Przeciwstawia się i przezwycięża te przeszkody mocą nowego
życia, które się w nim rozwija. Jest ono zwycięzcą. Ma "władzę".
Jednakże "władza" w żadnym razie nie jest tym samym, co "moc". Pierwsi
uczniowie mieli już tę władzę od czasu zmartwychwstania Chrystusa. Byli
oni już "dziećmi Boga". Mogli prowadzić pobożne, zwycięskie życie. Nie
byli już niewolnikami grzechu. Jednakże w okresie pomiędzy
zmartwychwstaniem a dniem Pięćdziesiątnicy pierwsi uczniowie wywarli
niewielki dodatni wpływ na większość mieszkańców Jerozolimy. W tym
okresie Jerozolima jako całość niewiele się zmieniła i nie odczuła
skutków zmartwychwstania Chrystusa.
Jednakże ta cała sytuacja nagle i dramatycznie
odmieniła się pod wpływem zstąpienia Ducha Świętego w dniu
Pięćdziesiątnicy. Gdy tylko 120 wiernych zebranych w sali na górze
zostało ochrzczonych w Duchu Świętym, w całej Jerozolimie natychmiast
powstało poruszenie. W ciągu godziny czy dwóch zgromadził się
wielotysięczny tłum i jeszcze tego samego dnia trzy tysiące ludzi
dotychczas odrzucających Chrystusa zostało w chwale nawróconych,
ochrzczonych i przyłączonych do Kościoła. Co wywołało te zdumiewające
rezultaty? Dodanie "mocy" do "władzy". Przed dniem Pięćdziesiątnicy
uczniowie mieli już "władzę". Po Pięćdziesiątnicy mieli "władzę" i "moc"
- mieli "moc", która sprawiła, że ich "władza" stała się w pełni
skuteczna. Dowody i działanie tej nowej, nadprzyrodzonej mocy znajdują
się głównie w dalszych rozdziałach księgi Dziejów Apostolskich. W Dz
4,31 czytamy: "..napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym i głosili z
odwagą Słowo Boże"; natomiast w Dz 4,33 czytamy: "Apostołowie zaś
składali z wielką mocą świadectwo o zmartwychwstaniu Pana Jezusa.."
W Dz 5,28 arcykapłan skarży się Apostołom:
"Napełniliście nauką waszą Jerozolimę". To samo wstrząsające miastem
poruszenie dawało się później odczuć w każdym miejscu, w którym pierwsi
chrześcijanie w mocy Ducha Świętego dawali świadectwo o zmartwychwstałym
Chrystusie. Na przykład w Dz 8,8 czytamy o Samarii: "I było wiele
radości w owym mieście". O Antiochii Pizydyjskiej czytamy w Dz 13,44: "A
w następny sabat zebrało się prawie cale miasto, aby słuchać słowa
Bożego". W Dz 16,20 czytamy, że przeciwnicy Ewangelii z Filippi skarżyli
się na działalność Pawła i Sylasa: "..Ci oto ludzie, którzy są Żydami,
zakłócają spokój w naszym mieście". W Dz 17,6 czytamy, że przeciwnicy
Ewangelii z Tesaloniki powiedzieli o Pawle i Sylasie: "Ci co uczynili
zamęt w całym świecie, przybyli i tutaj". W Dz 19,29 czytamy, że w
wyniku sprzeciwu, jaki wzbudziło w Efezie nauczanie Pawła, "napełniło
[się] miasto wrzawą". Istniała jedna wspólna cecha, która
charakteryzowała nadejście tych pierwszych chrześcijańskich świadków w
każdym miejscu, w którym się pojawili: potężne duchowe poruszenie w
całej społeczności. W niektórych miejscach dochodziło do przebudzenia
religijnego, w innych do buntu, dość często do obu tych rzeczy razem.
Lecz dwie cechy nie mogły przetrwać tego wstrząsu: ignorancja i
obojętność.
W dzisiejszych czasach w wielu miejscach zachowanie
i doświadczenia praktykujących chrześcijan są zupełnie inne. Odnosi się
to nawet do wielu grup chrześcijan, którzy prawdziwie narodzili się na
nowo. Wierni ci spotykają się regularnie w kościele, aby się modlić;
prowadzą przyzwoite, godne szacunku życie, nie sprawiają żadnych
kłopotów, nie wzniecają żadnych buntów, nie sprzeciwiają się niczemu.
Lecz, niestety nie wywołują również żadnego poruszenia. W
społeczeństwie, w którym żyją, odnośnie do spraw duchowych panuje
ignorancja i obojętność, niezmienna i niekwestionowana. Ogromna
większość ich sąsiadów ani nic nie wie, ani ich nie obchodzi, dlaczego
ludzie ci chodzą do kościoła. Czego im brakuje? Odpowiedź leży w jednym
słowie: "moc". Środek wybuchowy - dynamit Ducha Świętego w życiu tych
chrześcijan został pominięty. A nic nie może go zastąpić. Kościół
chrześcijański jako całość musi usłuchać wezwania Pawła zawartego w 1Kor
4,20: "Albowiem Królestwo Boże zasadza się nie na słowie, lecz na mocy".
I znowu w wersji greckiej słowem, którego Paweł tu użył, jest słowo
"dynamis" - dynamit, moc wybuchowa. Nie jest to po prostu kwestia słów,
jakie wypowiadamy, lecz mocy, która sprawia, że słowa te są skuteczne.
Kluczem do mocy duchowej jest chrzest w Duchu Świętym. Chrztu tego nic
nie może zastąpić. A zatem widzimy, że według Nowego Testamentu głównym
skutkiem chrztu w Duchu Świętym jest nadprzyrodzone wyposażenie w moc
pochodzącą z wysokości, aby osoba, która otrzymuje ten chrzest, mogła
stać się skutecznie działającym świadkiem Chrystusa.
Drugi główny rezultat chrztu w Duchu Świętym
ukazują słowa Piotra wypowiedziane w dniu Pięćdziesiątnicy, zanotowane w
Dz 2,33: "Wywyższony tedy prawicą Bożą i otrzymawszy od Ojca obietnicę
Ducha Świętego, sprawił to, co wy teraz widzicie i słyszycie".
Chrzest w Duchu Świętym, który Piotr i inni
uczniowie dopiero co otrzymali, stanowił dla każdego z nich bezpośredni,
osobisty znak i zapewnienie, że ich podniesiony z martwych Pan został
teraz wywyższony na prawicę Boga i że jest tam wysławiany. Dziesięć dni
wcześniej mała ich grupa stała na Górze Oliwnej i obserwowała, jak Jezus
uniósł się i zniknął im z oczu. Pismo Święte w Dz 1,9 podaje: "..i obłok
wziął go sprzed ich oczu..". Był to ostatni kontakt, jaki uczniowie
mieli z Jezusem przy pomocy fizycznych zmysłów. Przez następnych
dziesięć dni kierowali się wiarą, a nie wzrokiem. Lecz teraz, w dniu
Pięćdziesiątnicy, zstąpienie Ducha Świętego dało każdemu z zebranych w
górnej sali uczniów bezpośredni i osobisty kontakt z Chrystusem. Każdy z
nich teraz z nową pewnością wiedział, że ich Zbawiciel, którym świat
pogardzał, którego odrzucił i ukrzyżował, odtąd był już na zawsze
wywyższony i wysławiany w Niebie po prawicy Ojca. Tylko z prawicy Ojca
mógł Jezus otrzymać ten wspaniały dar Ducha Świętego, który z kolei
przekazał czekającym na to swoim uczniom. A zatem przyjęcie przez nich
tego daru dało im całkiem nową pewność, że Jezus znajdował się teraz w
chwale w obecności Ojca, przy tronie wszelkiej władzy i mocy rządzącej
całym wszechświatem.
Pismo zawiera wiele fragmentów, które podkreślają
ten istotny fakt najwyższego wyniesienia Jezusa Chrystusa. Na przykład w
Ef 1,20-23 czytamy, że: Bóg "wzbudził Go z martwych i posadził po
prawicy swojej w niebie, ponad wszelką nadziemską władzą i
zwierzchnością, i mocą, i panowaniem, i wszelkim imieniem, jakie może
być wymienione, nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko
poddał pod nogi Jego, a Jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową
Kościoła, który jest ciałem Jego, pełnią tego, który sam wszystko we
wszystkim wypełnia". I jeszcze Fil 2,9: "Dlatego też Bóg wielce Go
wywyższył i obdarzył Go imieniem, które jest ponad wszelkie imię".
W Hebr 1,3-4 czytamy, że: "dokonawszy oczyszczenia
z grzechów, zasiadł po prawicy majestatu na wysokościach. I stał się o
tyle możniejszym od aniołów, o ile znamienitsze od nich odziedziczył
imię".
W 1Ptr 3,22 czytamy o tym, co działo się z Jezusem
po zmartwychwstaniu: "..siedzi na prawicy Bożej, a poddani mu są
aniołowie i zwierzchności, i moce". Dzięki tym i innym fragmentom Pisma
każdy wierny kierując się wiarą rozumie, że Jezus Chrystus nie tylko
powstał z martwych, lecz został także wyniesiony i jest wysławiany po
prawicy Ojca. Jednakże wierny, który otrzymuje chrzest w Duchu Świętym,
otrzymuje tym samym nowy rodzaj bezpośredniego, osobistego znaku i
zapewnienia o wywyższeniu Chrystusa w mocy i chwale u tronu Ojca.
Często, gdy bliska nam osoba wyrusza w podróż do jakiegoś nowego
miejsca, nalegamy: "Koniecznie napisz i daj nam znać, czy dojechałeś
bezpiecznie". Następnie, gdy nadchodzi list napisany własnoręcznie przez
bliską nam osobę i ostemplowany nazwą miasta, które było celem podróży,
z całą pewnością wiemy, że osoba ta jest właśnie w tym miejscu, o którym
mówiła przed wyjazdem. Tak samo przedstawia się sytuacja z chrztem w
Duchu Świętym. W dniu Pięćdziesiątnicy był on dla uczniów - i później
dla każdego wiernego, którego spotyka to samo - jakby osobistym listem
otrzymanym bezpośrednio od Chrystusa. Na stemplu pocztowym tego listu
widnieje słowo "chwała", wiadomość w nim przekazana brzmi: "Jestem
tutaj, tak jak mówiłem, u tronu wszelkiej władzy i mocy".
W związku z tym przypomina mi się rozmowa, jaką
kiedyś, podczas pełnienia służby misyjnej we wschodniej Afryce,
przeprowadziłem z pewnym pastorem jednego ze starszych wyznań. Ten
pastor wypytywał mnie o moje osobiste przeżycia podczas przyjmowania
chrztu w Duchu Świętym. Opisaną przeze mnie formę tego przeżycia
określił mianem "pentekostalizm" i wyraźnie całą sprawę traktował z
pewną podejrzliwością jako wytwór jakiejś nowej i dziwacznej sekty
religijnej. "Zaraz, zaraz - powiedział - to zaczęło się w Ameryce,
prawda? Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, nieprawdaż? O, nie -
odpowiedziałem - zupełnie nie ma pan tu racji! To zaczęło się w
Jerozolimie, a pochodzi z Nieba!"
Tak samo przedstawia się sytuacja z każdym wiernym,
który otrzymał chrzest w Duchu Świętym, tak jak pierwsi uczniowie
otrzymali go w dniu Pięćdziesiątnicy. To przeżycie daje wiernemu nowy,
bezpośredni, dwojaki kontakt: po pierwsze, z uwielbionym Chrystusem
siedzącym w Niebie po prawicy Ojca; po drugie, z opisywanym w Nowym
Testamencie Kościołem, który powstał w Jerozolimie, a którego dalsze
dzieje zostały przedstawione w księdze Dziejów Apostolskich. Chrzest w
Duchu Świętym nadaje nowe znaczenie, nową rzeczywistość i niesie nowe
zapewnienie zarówno w związku z wywyższeniem Chrystusa, jak i z życiem i
działalnością Kościoła opisywanego w Nowym Testamencie. Rzeczy, które
poprzednio były historycznymi lub doktrynalnymi faktami uznanymi w
oparciu o nagą wiarę, stają się dla każdego napełnionego Duchem wiernego
porywającą, pulsującą rzeczywistością własnego przeżycia. To pozostaje w
zgodzie z naukami dotyczącymi Ducha Świętego zawartymi w Ewangelii
według św. Jana.
W J 7,39 czytamy, że w okresie ziemskiej
działalności Chrystusa "Duch Święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie
był jeszcze uwielbiony".
Widzimy, że Duch Święty nie mógł Kościołowi być
dany, dopóki Chrystus nie został uwielbiony z Ojcem w Niebie. Tylko sam
uwielbiony Chrystus był godny przywileju nadanego Mu przez Ojca -
ofiarowania ludziom tego wspaniałego daru. A zatem fakt przekazania
uczniom w dniu Pięćdziesiątnicy tego daru był sam w sobie dowodem, że
Chrystus został wtedy uwielbiony. W całym Nowym Testamencie zawsze
znajdujemy najdoskonalszą harmonię i współdziałanie trzech Osób w Trójcy
Jedynego Boga. Gdy Jezus Chrystus, druga Osoba Boska, przybył na ziemię,
zjawił się jako osobisty, miarodajny przedstawiciel Boga Ojca. Dla
siebie nigdy nie pragnął żadnych zaszczytów ani żadnej chwały. Zarówno
swoje słowa, jak i swoje czyny - swoją mądrość i swoje cuda -
niezmiennie przypisywał nie sobie, lecz swojemu Ojcu, w Nim
zamieszkującemu i działającemu. Podobnie, gdy we właściwym czasie Jezus
zakończył swą ziemską działalność i powrócił do Ojca w Niebie, On sam z
kolei wysłał do swego kościoła Ducha Świętego jako swój osobisty dar i
swego osobistego przedstawiciela. Przybywający w ten sposób jako
przedstawiciel Drugiej Osoby - Syna Bożego, Duch Święty nigdy nie
pragnie własnej chwały, lecz cała Jego działalność na ziemi i w Kościele
zawsze ma na celu wyniesienie, wywyższenie i wysławianie Tego, kogo On
reprezentuje - to znaczy Chrystusa.
Stwierdził to wyraźnie sam Jezus w J 16,14-15.
Mówiąc swoim uczniom o nadejściu Ducha Świętego, Jezus powiedział: "On
mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi. Wszystko, co ma Ojciec,
moje jest; dlatego rzekłem, że z mego weźmie i wam oznajmi".
Widzimy tu wyraźnie określony związek pomiędzy
trzema Osobami Boskimi. Ojciec nadaje Synowi całą swoją władzę, moc i
chwałę; z kolei Syn wyznacza Ducha Świętego jako swego przedstawiciela
do objawienia i wyjaśnienia Kościołowi wszystkiego, co sam otrzymał od
Ojca. Sprawą najwyższej wagi jest zrozumienie, że Duch Święty w takim
samym stopniu jest osobą Boską, jak Ojciec i Syn; i że dlatego w obecnym
czasie Chrystus ma jednego, i tylko jednego, osobistego i miarodajnego
przedstawiciela w Kościele i na ziemi. Tym przedstawicielem jest nikt
inny, jak właśnie sam Duch Święty. Wiele błędów religijnych można
wyśledzić poszukując ich źródła w przypisaniu zwykłemu człowiekowi czci
i władzy, która należy do Ducha Świętego jako do osobistego
przedstawiciela Chrystusa na ziemi. Ponadto wszystko, o czym krąży
opinia, że powstało z natchnienia czy upoważnienia Ducha Świętego,
zawsze można ocenić stosując jeden prosty test: Czy wysławia to
Chrystusa? Jeśli odpowiedzią na to pytanie nie jest wyraźne "tak", to
możemy być pewni, że nie mamy do czynienia z autentycznym działaniem czy
ujawnieniem się Ducha Świętego. Każda tendencja czy nauka, która w
jakikolwiek sposób by umniejszała chwałę Chrystusa jako Głowy Kościoła,
lub która by w jakikolwiek sposób usuwała Chrystusa z tej pozycji, czy
zastępowała Go kimś innym - każda taka tendencja lub nauka bezwzględnie
nie pochodzi od Ducha Świętego.
Trzeci główny skutek wywołany tym przeżyciem
znajdziemy w Hebr 6,4-5. Wiersze te dotyczą wiernych, którzy "stali się
uczestnikami Ducha Świętego, zakosztowali Słowa Bożego, że jest dobre,
oraz cudownych mocy wieku przyszłego". Te słowa wskazują, że ludzie,
którzy stali się uczestnikami Ducha Świętego, w wyniku tego przeżycia
zakosztowali mocy wieku przyszłego - lub inaczej mówiąc mocy świata
przyszłego. W ten sposób chrzest w Duchu Świętym daje wiernemu przedsmak
zupełnie nowego rodzaju mocy - mocy, która całkowicie należy do
przyszłego świata, czyli przyszłego wieku. Poprzez ten chrzest wierny
zaczyna odczuwać przepływ nadprzyrodzonej mocy, która w pełni ma się
przejawić w przyszłym świecie, czyli przyszłym wieku. Pozostaje to w
zgodzie ze słowami Pawła zanotowanymi w Ef 1,13-14. Przemawiając do
chrześcijan, którzy otrzymali Ducha Świętego, Paweł rzekł: "W nim i wy,
którzy usłyszeliście słowo prawdy, ewangelię zbawienia waszego, i
uwierzyliście w niego, zostaliście zapieczętowani obiecanym Duchem
Świętym, który jest rękojmią dziedzictwa naszego, aż nastąpi odkupienie
własności Bożej, ku uwielbieniu chwały Jego".
Paweł opisuje tu fakt naznaczenia pieczęcią Ducha
Świętego jako "rękojmią dziedzictwa naszego, aż nastąpi odkupienie
własności Bożej". Słowo przetłumaczone tu jako "rękojmia" znaczy
"zobowiązanie", czyli "zapewnienie". Paweł nawiązuje w tym fragmencie do
starodawnego zwyczaju, zgodnie z którym człowiek kupujący pole po
zawarciu umowy zabierał ze sobą trochę ziemi z pola. Ta ziemia z
zakupionego pola nazywała się "zadatek" lub "zobowiązanie". Stanowiła
ona prawny dowód (rękojmię), że pole należy teraz do tego człowieka i że
we właściwym czasie on powróci, by w pełni przejąć całe swoje
dziedzictwo.
Jest to piękny przykład tego, co dla każdego
wiernego oznacza chrzest w Duchu Świętym. Podczas tego zdarzenia wierny
natychmiast odczuwa wewnątrz siebie przedsmak, czyli niewielką część
swego dziedzictwa mocy i chwały, które oczekują na niego w przyszłym
świecie. Ta niewielka część niebieskiej mocy i chwały, otrzymana na tym
świecie, jest "zadatkiem", przedsmakiem, zapewnieniem, że całe
dziedzictwo należy teraz prawnie do wiernego i że we właściwym czasie on
powróci, aby objąć w pełne posiadanie całe swoje dziedzictwo. Właśnie
dlatego Paweł mówi, że Duch Święty jest "rękojmią dziedzictwa naszego,
aż nastąpi odkupienie własności Bożej". Ochrzczony Duchem Świętym wierny
ma już teraz w sobie mały kawałek Nieba; na tej podstawie wie on, że
pewnego dnia będzie korzystał z pełni tego, czego do tej pory doznał
tylko częściowo. Bardzo trafnie ilustruje to historia uzdrowienia
Naamana, trędowatego Syryjczyka, opisana w 2Król 5r. W wyniku swego
cudownego uzdrowienia Naaman uznał, że Pan Jahwe, Bóg Izraela, jest
jedynym prawdziwym Bogiem. Jednakże wiedział, że niedługo będzie musiał
wrócić do nieczystego, pogańskiego kraju i przyłączyć się do
bałwochwalczych obrzędów pogańskiej świątyni. Pamiętając o tym, czytamy
w 2Król 5,17, że przed opuszczeniem ziemi Izraela Naaman miał jedną
specjalną prośbę: "Naaman więc rzekł: Jeżeli nie chcesz, to niech dadzą
twemu słudze tyle ziemi, ile udźwignie para mułów, gdyż sługa twój nie
będzie już składał ofiar całopalnych ani krwawych innym bogom, jak tylko
Panu". Dlaczego Naaman pragnął zabrać do domu trochę ziemi izraelskiej?
Zdał sobie sprawę ze świętości Pana i - w przeciwieństwie do niej - z
nieczystości własnego kraju i ludzi. A zatem powziął decyzję, że już
nigdy nie będzie się modlił na nieczystej ziemi. Świętość Pana
zobowiązywała Naamana do stania i oddawania Mu czci tylko na ziemi
pochodzącej z kraju Pana. Jako że Naaman nie mógł pozostać na stałe w
kraju Izraela, postanowił zabrać część ojczystej ziemi Izraela do swego
kraju i z tej ziemi stworzyć tam swoje własne, specjalne miejsce
modlitw.
Tak samo przedstawia się sytuacja z ochrzczonym w
Duchu wiernym. To przeżycie pozwala mu na nowo zrozumieć słowa Jezusa
zanotowane w J 4,24: "Bóg jest Duchem; a ci, którzy mu cześć oddają,
winni mu ją oddawać w Duchu i w prawdzie".
Takiego wiernego nie mogą już zadowolić zwykłe
formy i obrzędy kultu stworzone przez człowieka. Był on w krainie
niebieskiej, ujrzał w przelocie jej wspaniałości i świętość Boga.
Wracając zabrał ze sobą trochę tej świętej ziemi. Bez względu na to,
gdzie rzuci go los, teraz już nie będzie modlił się na ziemi nieczystej,
lecz na świętej ziemi. Będzie modlił się w Duchu, to znaczy w Duchu
Świętym i w prawdzie.
To, co jest prawdziwe w modlitwach napełnionego
Duchem wiernego, jest równie prawdziwe w każdym innym aspekcie jego
przeżycia. Poprzez chrzest w Duchu wkroczył on w nowy rodzaj
nadprzyrodzonego życia. Zjawiska nadprzyrodzone stały się dla niego
rzeczywistością. Jeśli studiujemy Nowy Testament z otwartym umysłem,
musimy przyznać, że całe życie i wszystkie doświadczenia wczesnych
chrześcijan w każdej swej postaci zawierały elementy nadprzyrodzone.
Nadprzyrodzone wydarzenia dla nich nie były czymś przypadkowym czy
dodatkowym, były one integralną częścią całego ich chrześcijańskiego
życia. Ich sposób modlenia się był nadprzyrodzony, ich nauczanie było
nadprzyrodzone. Byli oni w sposób nadprzyrodzony kierowani, w sposób
nadprzyrodzony obdarzani mocą, w sposób nadprzyrodzony przenoszeni z
miejsca na miejsce, w sposób nadprzyrodzony chronieni. Usuńcie z Dziejów
Apostolskich to, co nadprzyrodzone, a zostaniecie z czymś, w czym nie ma
żadnego sensu ani logiki. Jeśli weźmiemy pod uwagę okres zapoczątkowany
opisanym w Dz 2r. zstąpieniem Ducha Świętego, to prawie niemożliwe jest
znalezienie choćby jednego rozdziału, w którym wzmianka dotycząca
nadprzyrodzonego wydarzenia nie odgrywa istotnej roli.
Czytając relację z działalności Pawła w Efezie (Dz
19,11), znajdujemy tam nadzwyczaj uderzające i dające wiele do myślenia
wyrażenie: "Bóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce Pawła". Zwróćcie
uwagę na słowa "niezwykłe cuda". Użyte tu greckie wyrażenie w sposób
dość dowolny mogłoby zostać przetłumaczone jako "cuda, które nie
zdarzają się każdego dnia". W okresie wczesnego Kościoła cuda były na
porządku dziennym. Normalnie nie wywoływały one żadnego specjalnego
zdziwienia ani komentarza. Lecz cuda czynione przez Pawła w Efezie były
takie, że nawet członkowie wczesnego Kościoła uważali je za warte
specjalnej wzmianki. Ile współczesnych kościołów daje nam okazję
posłużenia się zwrotem - "cuda, które nie zdarzają się codziennie"? W
ilu kościołach kiedykolwiek zdarzają się cuda , a co dopiero codziennie?
Prawda jest taka, że gdzie nie widzimy i nie zaznajemy rzeczy
nadprzyrodzonych, nie mamy prawa mówić o chrześcijaństwie w takim
znaczeniu, jak rozumiano je w okresie objętym Nowym Testamentem.
Chrześcijaństwo rozumiane zgodnie z zasadami Nowego Testamentu nigdy nie
może być oddzielone od zjawisk nadprzyrodzonych, ani istnieć w oderwaniu
od nich. Te dwie rzeczy - zjawiska nadprzyrodzone i chrześcijaństwo
rozumiane zgodnie z Nowym Testamentem - nieodłącznie się przeplatają.
Bez zjawisk nadprzyrodzonych możemy mieć do czynienia z nauką Nowego
Testamentu, lecz będzie to czysta nauka, a nie rzeczywiste wydarzenia.
Taka nauka, oddzielona od nadprzyrodzonych wydarzeń, jest nauką w ten
oto sposób opisaną przez Pawła w 2Kor 3,6: "..litera zabija, Duch zaś
ożywia". Właśnie Duch Święty, i jedynie On, może dać życie literze nauki
zawartej w Nowym Testamencie i może sprawić, że ta nauka stanie się dla
każdego wiernego żywym, osobistym, nadprzyrodzonym sposobem życia.
Jednym z głównych celów chrztu w Duchu Świętym jest właśnie spowodowanie
tego.
Czwarty główny cel chrztu w Duchu Świętym związany
jest ze sposobem, w jaki wierny się modli. Kluczowym tekstem dotyczącym
tego tematu jest Rz 8,26-27: "Podobnie i Duch wspiera nas w niemocy
naszej; nie wiemy bowiem, o co się modlić, jak należy, ale sam Duch
wstawia się za nami w niewysłowionych westchnieniach. A ten, który bada
serce, wie, jaki jest zamysł Ducha, bo zgodnie z myślą Bożą wstawia się
za świętymi".
Paweł wymienia tu jedną z form słabości, która jest
wspólna wszystkim wiernym w ich naturalnym stanie oderwania od Ducha
Świętego. Nie jest to słabość w sensie choroby czy braku sił fizycznych.
Została ona przez Pawła określona słowami: "bowiem nie umiemy się modlić
tak, jak trzeba". Ta słabość polega na nieznajomości właściwego sposobu
modlenia się, na nieumiejętności modlenia się zgodnie z wolą Boga.
Jedynym, do kogo możemy zwrócić się o pomoc w pokonaniu tej słabości,
jest Duch Święty, gdyż Paweł mówi: "Duch wspiera nas w niemocy naszej
(...) sam Duch wstawia się (...) zgodnie z wolą Bożą wstawia się za
świętymi".
Widzimy, że Paweł mówi tu o Duchu jako o Osobie,
która zamieszkuje w wiernym i która wykorzystuje wiernego jako naczynie
lub kanał służący Jemu, samemu Duchowi, do wznoszenia modłów i
wstawiania się za nami. Widzimy, że ta modlitwa daleko wykracza ponad
poziom przyrodzonych zdolności czy rozumu wiernego. W tego rodzaju
modlitwie wierny nie zdaje się na swoje uczucia czy własny rozum, lecz
oddaje swoje ciało Duchowi Świętemu, aby stało się ono Jego świątynią, w
której sam Duch będzie modlił się, oraz oddaje Mu swoje członki, aby
stały się one narzędziami, którymi Duch będzie władał, wykorzystując je
w swej nadprzyrodzonej, orędowniczej działalności.
Badając nauki Nowego Testamentu dotyczące modlitwy,
przekonujemy się, że ustala ona wzorzec, którego własnej, nie
wspomaganej niczym siły i rozumu nie może wypełnić tych przykazań. Żaden
człowiek nie może "bez przestanku się modlić" czy "zanosić o każdym
czasie modły". Lecz to, co jest niemożliwe w świecie zewnętrznym, staje
się możliwe dzięki nadprzyrodzonej obecności zamieszkującego w nas Ducha
Świętego. Z tej przyczyny w obu tych fragmentach Paweł stara się
podkreślić zależność wiernego od Ducha Świętego. Mówi: "Zanoście o
każdym czasie modły w Duchu"; i znowu: "Bez przestanku się módlcie!...
Ducha nie gaście".
Opisywany w Nowym Testamencie fakt zamieszkiwania w
wiernym Ducha Świętego ma swój odpowiednik w Starym Testamencie. Jest
nim ogień rozniecony w sposób nadprzyrodzony na ołtarzu Przybytku. W
związku z tym ogniem w 3Mojż 6,13 czytamy: "Ogień będzie stale płonął na
ołtarzu i nie wygaśnie".
Odpowiadające temu zarządzenie Nowego Testamentu
zawarte jest w słowach Pawła: "Bez przestanku się módlcie.... Ducha nie
gaście". Jeśli napełniony Duchem wierny oddaje całą władzę
zamieszkującemu w nim Duchowi i nie gasi swoją nieostrożnością lub
zmysłowością ognia Ducha, wtedy w świątyni ciała tego wiernego płonie
ogień nadprzyrodzonej modlitwy i uwielbienia Boga, który nigdy nie
wygasa, czy to w dzień, czy w nocy. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z
nieograniczonych możliwości modlitwy Ducha Świętego odmawianej w
świątyni, jaką jest oddane Mu ciało wiernego. Wierny nigdy nie będzie w
stanie tego osiągnąć przy pomocy swych własnych sił czy rozumu. W ten
sposób rozmyślnie zamyka wiernego w miejscu, w którym zmuszony on jest
albo znaleźć się poniżej Boskiej normy, albo też zaufać nadprzyrodzonej
pomocy zamieszkującego w nim Ducha.
Na przykład w Ef 6,18 Paweł mówi: "..zanoście o
każdym czasie modły w Duchu..".
I znowu w 1Tes 5,17.19: "Bez przestanku się
módlcie... Ducha nie gaście".
Kilka lat temu, gdy regularnie organizowałem i
prowadziłem zgromadzenia na londyńskich ulicach, słowa Ewangelii
przyciągnęły do nas pewną młodą kobietę, katoliczkę z Irlandii, która
została wtedy zbawiona i ochrzczona w Duchu Świętym. W tym czasie
pracowała ona jako pokojówka w jednym z londyńskich hoteli i miała tam
wspólną sypialnię z inną młodą kobietą, jej rówieśnicą tego samego
wyznania. Pewnego razu ta druga kobieta podeszła do niej i poprosiła:
Powiedz mi, jakim to dziwnym językiem mówisz do siebie co wieczór leżąc
w łóżku, gdy wydaje się, że już śpisz? Nie potrafię ci tego powiedzieć -
odrzekła pierwsza kobieta - gdyż w ogóle nie wiedziałam, że mówię w
jakimś języku.
W ten sposób dowiedziała się, ku swemu zdziwieniu,
że każdej nocy gdy usnęła, bez świadomego udziału własnych władz
umysłowych, mówiła obcymi językami to, co jej Duch Święty dyktował. Na
tym właśnie polega napełnienie i oddanie się Duchowi Świętemu. Gdy
osiągamy kres swojej przyrodzonej siły i rozumu, Duch Święty może
przejąć nasze fizyczne i umysłowe władze i poprzez nas na swój sposób
czcić Boga i modlić się. Oto obraz oblubienicy Chrystusa przedstawiony w
PnP 5,2: "Ja spałam, lecz moje serce czuwało".
Oblubienica może spać, oblubienica może być
fizycznie i umysłowo wyczerpana. Lecz w najgłębszych otchłaniach jej
ducha zamieszkuje ten, kto nigdy nie drzemie i nie śpi - sam Duch
Święty. Nawet w godzinach ciemności na ołtarzu jej serca płonie ogień,
który nigdy nie wygasa - ogień czci i modlitwy, będący życiem
zamieszkującego w niej Ducha Świętego. Jest to biblijny wzór zwyczajów
modlitewnych, które powinien stosować współczesny Kościół. Lecz taki
sposób modlenia się jest możliwy tylko dzięki nadprzyrodzonej obecności
zamieszkującego w wiernym Ducha Świętego.
Piątym wielkim celem chrztu w Duchu Świętym jest
to, że Duch Święty może stać się naszym przewodnikiem i nauczycielem w
sprawach dotyczących Pisma. Zostało to wyraźnie stwierdzone przez samego
Chrystusa w dwóch fragmentach Ewangelii wg św. Jana. W 14, 26 Jezus
mówi: "Lecz Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu
moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam
powiedziałem".
Podczas swej ziemskiej działalności Jezus nauczał
swych uczniów wielu rzeczy, których oni nie byli w stanie albo
zrozumieć, albo zapamiętać. Dotyczyło to zwłaszcza spraw związanych ze
śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa. Jednakże Jezus zapewnił ich, że gdy
Duch Święty przybędzie, aby w nich zamieszkać, stanie się On ich
osobistym nauczycielem i umożliwi im zarówno właściwe zrozumienie, jak i
zapamiętanie wszystkiego, czego Jezus uczył ich podczas swego pobytu na
ziemi. Co więcej, Duch Święty nie poprzestanie na tłumaczeniu nauk
Jezusa głoszonych na ziemi, lecz doprowadzi uczniów do pełnego i
właściwego zrozumienia całej prawdy objawienia Bożego. Dalej zostało to
podkreślone przez Jezusa w J 16,13: "Lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy,
wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz
cokolwiek usłyszy, mówić będzie...".
Użyte tu sformułowanie "cała prawda" może być
rozumiane jako odniesienie do słów Jezusa, zanotowanych w J 17,17:
"Słowo Twoje jest prawdą". W ten sposób Jezus wspomina tu o objawieniu
Boga dokonanym poprzez Jego Słowo i obiecuje swoim uczniom, że Duch
Święty doprowadzi ich do właściwego zrozumienia całego objawienia
Bożego, zawartego w Piśmie. Obejmuje to stary Testament, nauki Jezusa
głoszone podczas Jego pobytu na ziemi, a także dalsze objawienie prawdy
Ewangelii przekazane Kościołowi po dniu Pięćdziesiątnicy przez Pawła i
innych Apostołów. Duch Święty został zesłany Kościołowi po to, aby stał
się objawicielem, przewodnikiem i nauczycielem wszystkich szczegółów
Boskiego objawienia zawartego w Piśmie Świętym.
Spełnienie obietnicy Chrystusa mówiącej, że Duch
Święty wytłumaczy uczniom Pismo, widać bardzo wyraźnie w zdarzeniach
mających miejsce w dniu Pięćdziesiątnicy. Gdy tylko Duch Święty został
wylany na uczniów i gdy zaczęli oni mówić obcymi językami, padło
pytanie: "Co to ma znaczyć?" W Dz 2,16-17 znajdujemy odpowiedź Piotra na to pytanie: "Ale tutaj jest to,
co było zapowiedziane przez proroka Joela: I stanie się w ostateczne
dni, mówi Pan, że wyleję Ducha mego na wszelkie ciało...".
Następnie bez chwili wahania Piotr zaczyna cytować
i tłumaczyć zawartą w drugim rozdziale księgi proroka Joela
przepowiednię dotyczącą czasów ostatecznych. W kazaniu, które potem
następuje, prawie połowa tego, co Piotr mówi, jest bezpośrednim
cytowaniem fragmentów Starego Testamentu. Nauki tych fragmentów
nadzwyczaj jasno i skutecznie daje się zastosować do faktu śmierci i
zmartwychwstania Chrystusa oraz do wylania Ducha Świętego. Trudno
wyobrazić sobie większy kontrast pomiędzy przedstawieniem tu przez
Piotra fragmentów Starego Testamentu a brakiem zrozumienia tych samych
fragmentów, jakie okazywał Piotr i wszyscy pozostali uczniowie podczas
pobytu Jezusa na ziemi i przed dniem Pięćdziesiątnicy. Wydaje się, że ta
zupełna zmiana nastawienia uczniów wobec Pisma Świętego nie była
stopniowym procesem, lecz została wywołana w jednej chwili nadejściem
Ducha Świętego. Gdy tylko Duch Święty przybył, aby w nich zamieszkać,
uczniowie natychmiast zaczęli szybciej pojmować znaczenie Pisma i
rozumieć je lepiej. Poprzednie wątpliwości zostały bezzwłocznie
zastąpione dokładnym zrozumieniem Pisma i skutecznym zastosowaniem jego
nauk. Od tamtego momentu, to znaczy od dnia Pięćdziesiątnicy, to samo
dramatyczne wydarzenie jest znakiem wyróżniającym napełnionych Duchem
wiernych. Na przykład Szaweł z Tarsu poznawał Stary Testament pod
kierunkiem Gamaliela, najsławniejszego nauczyciela tamtych czasów. A
jednak początkowo nie zdawał sobie sprawy ani nie rozumiał, w jaki
sposób te fragmenty powinny być właściwie stosowane. Dopiero gdy
Ananiasz włożył na niego ręce i modlił się, aby Szaweł został napełniony
Duchem Świętym (działo się to w Damaszku), z oczu Szawła spadły łuski i
od tej pory rozumiał i potrafił zastosować fragmenty Pisma.
W Dz 9,20
czytamy, że po tym wydarzeniu "już zaczął zwiastować w synagogach
Jezusa, że On jest Synem Bożym".
Zwróćcie uwagę na słowo "już". Nie była to
powolna, stopniowa walka o zrozumienie, lecz raczej nagłe oświecenie.
Duch Światy napełnił go swoją obecnością i w tej samej chwili rzucił
zupełnie nowe światło na fragmenty Pisma, które Szaweł znał od lat, lecz
nigdy nie wiedział, jak należy stosować je czy tłumaczyć. To samo, co
Duch Święty zrobił dla Piotra, dla Szawła i dla ogółu chrześcijan
żyjących w okresie opisywanym w Nowym Testamencie, wciąż chce i może
zrobić dla wszystkich współczesnych chrześcijan. Lecz najpierw każdy
wierny musi poprzez chrzest w Duchu Świętym przyjąć osobiście tego
wspaniałego, zamieszkującego w nim przewodnika, nauczyciela i
objawiciela.
Kończąc ten szkic musimy dodać, że zupełnie
naturalne i logiczne jest, aby Duch Święty był dla chrześcijan tłumaczem
i nauczycielem Pisma. Przyczyna tego leży w fakcie, że Duch Święty jest
nie tylko tłumaczem, lecz także autorem całego Pisma. W ten sposób
dzięki mądremu planowi Boga autor Pisma staje się z kolei tym, który je
wyjaśnia. Z 2Tym 3,16
dowiadujemy się: "Całe Pismo przez Boga jest natchnione...". Słowo
przetłumaczone tu jako "natchnione" w języku greckim bezpośrednio wiąże
się z odpowiednikiem słowa "Duch". A zatem znaczenie tego wiersza jest
następujące: całe Pismo zostało natchnione przez Ducha Bożego. Mówiąc
prościej, Duch Boży jest autorem całego Pisma Świętego.
I znowu w 2Ptr 1,20-21 czytamy:
"Wszelkie proroctwo Pisma nie podlega dowolnemu
wykładowi. Albowiem proroctwo nie przychodzi nigdy z woli ludzkiej, lecz
wypowiadali je ludzie Boży, natchnieni Duchem Świętym".
Piotr, tak samo jak Paweł, naucza tu,
że Duch Święty, mając za narzędzia natchnionych ludzi, napisał całe
Pismo. Z tego powodu Duch Święty bez niczyjej pomocy może zapewnić
człowiekowi pełne i właściwe zrozumienie całego Pisma, "...wszelkie
proroctwo Pisma - mówi Piotr - nie podlega dowolnemu wykładowi...".
Znaczy to, że żaden człowiek tylko przy pomocy swego rozumu, w oderwaniu
od Ducha Świętego, nie może właściwie zrozumieć Pisma; lecz każdy
wierny, który osobiście otrzymał Ducha, otrzymał w Nim wyznaczonego
przez Chrystusa przewodnika i nauczyciela Biblijnej prawdy.
Szósty wielki rezultat działalności Ducha Świętego
w życiu wiernego wskazują słowa Pawła zanotowane w Rz 8,14: "Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi
Bożymi".
Wielu praktykujących chrześcijan, nawet takich,
którzy autentycznie narodzili się na nowo, nie przywiązuje właściwej
wagi do tych słów Pawła. Niektórzy spośród tych chrześcijan wykazują
tendencją do kładzenia nacisku tylko na pewne chwilowe przejawy łaski
Bożej, takie jak nowe narodziny czy chrzest w Duchu Świętym, oraz do
opierania swego prawa do nazywania siebie chrześcijanami wyłącznie na
fakcie otrzymania tych darów. Bez wątpienia sprawą najwyższej wagi jest
podkreślanie tych doniosłych wydarzeń, lecz nie do tego stopnia, żeby
zapominać o konieczności codziennego postępowania w łasce Boga.
Aby stać się prawdziwym chrześcijaninem, człowiek
musi narodzić się powtórnie z Ducha Bożego. Aby stać się skutecznie
działającym świadkiem Chrystusa, człowiek musi zostać ochrzczony w Duchu
Świętym. Lecz w żadnym wypadku działalność Ducha Świętego nie powinna
się na tym zakończyć. Aby żyć codziennie jako chrześcijanin, człowieka
musi prowadzić Duch. "Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi
Bożymi". Paweł przyjmuje tu za pewnik dwa wstępne etapy, to znaczy
narodziny w Duchu Świętym i chrzest w Duchu Świętym. Następnie zauważa,
że jedynym sposobem na udane codzienne chrześcijańskie życie jest po
przejściu przez te dwa etapy pozwolić Duchowi stale kierować wszystkimi
swymi myślami, słowami i czynami. Prawdziwy, napełniony Duchem wierny
musi nauczyć się zachowywać postawę pokornej i bezustannej zależności od
Ducha Świętego, w każdym aspekcie swego życia polegając na Jego poradach
i wskazówkach. Tylko w ten sposób będzie możliwe, aby Duch Święty
osiągnął wszystkie cele, dla których przybył i zamieszkał w wiernym.
Ta prawda pozostaje w zgodzie z tym, co Paweł
powiedział w Ef 2,10: "Jego bowiem
dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do
których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili".
Paweł naucza, że Bóg stworzył nas na nowo jako
wiernych poprzez naszą wiarę w Chrystusa. Abyśmy później mogli dalej
prowadzić chrześcijańskie życie, nie musimy planować własnego sposobu
postępowania i swych własnych czynności. Wprost przeciwnie, ten sam Bóg,
który znał nas, zanim jeszcze się narodziliśmy, a potem stworzył nas na
nowo w Chrystusie, przed stworzeniem świata również opracował kryteria
dobrych czynów. Jego wolą jest, aby każdy z nas jako chrześcijanin
dokonywał tych czynów. A zatem my nie planujemy naszych własnych dobrych
uczynków, lecz dążymy do odkrycia, a następnie do realizacji dobrych
czynów, które Bóg już dla nas zaplanował. W tym momencie niezbędne dla
każdego chrześcijanina stają się porady Ducha Świętego. Gdyż właśnie
Duch Święty najpierw objawia, a potem wprowadza nas w plan, jaki Bóg ma
co do naszego chrześcijańskiego życia.
Niestety, wielu współczesnych chrześcijan w
praktyce odwróciło ten proces. Najpierw planują swój własny sposób
postępowania i swoje własne czynności, a potem odmawiają jakąś
powierzchowną modlitwę, prosząc Boga o pobłogosławienie zachowania i
działalności, jakie sami zaplanowali. Jednakże jest zupełnie pewne, że w
rzeczywistości Bóg nigdy nie wyrazi swej aprobaty ani nie da
błogosławieństwa po to, aby stać się zwykłą pieczątką położoną na
planach i czynnościach, w związku z którymi nigdy szczerze nie zwracano
się do Niego po radę.
Jest to błąd powszechny, spotykany nie tylko w
życiu poszczególnych chrześcijan, lecz także w działalności kościołów i
innych chrześcijańskich organizacji, zarówno w kraju, jak i za granicą.
W wielu różnych sferach działalności chrześcijańskiej bezowocnie
marnotrawi się i traci niezliczone godziny pracy i ogromne ilości
pieniędzy tylko dlatego, że przed podjęciem tych różnych zadań z prośbą
o radę nie zwrócono się do wszechmogącego Boga. W rzeczywistości w wielu
chrześcijańskich kołach największym obecnie wrogiem prawdziwej
duchowości i skuteczności działania jest pochłaniający czas, wyciskający
pot ruch, któremu przylepiono etykietkę "chrześcijaństwa", lecz któremu
brakuje Boskiego natchnienia, ożywienia i wskazówek Ducha Świętego.
Końcowe rezultaty wszelkiej działalności tego rodzaju zostały porównane
przez Pawła w 1Kor 3,12 do
budowli "z drzewa, siana lub ze słomy". Budowle takie bez śladu spłoną w
ogniu Boskiego sądu ostatecznego, podczas którego rozpatrywane będą
uczynki Jego ludu.
W przeciwieństwie do tego wszystkiego jedną z cech
wyróżniających Kościół Nowego Testamentu jest przejawiające się w całej
jego działalności bezpośrednie, nieprzerwane, nadprzyrodzone
przewodnictwo Ducha Świętego. Z wielu przykładów, które na poparcie tego
można znaleźć w księdze Dziejów Apostolskich, wystarczy rozważyć jeden,
bardzo charakterystyczny, zanotowany podczas drugiej podróży misyjnej
Pawła, kiedy to Pawłowi towarzyszył Sylas. Przykład ten znajduje się w
Dz 16,6-10: "I przeszli przez
frygijską i galacką krainę, ponieważ Duch Święty przeszkodził w
głoszeniu Słowa Bożego w Azji. A gdy przyszli ku Mizji, chcieli pójść do
Bitynii, lecz Duch Jezusa nie pozwolił im. Minąwszy Mizję, doszli do
Troady. I miał Paweł w nocy widzenie: jakiś Macedończyk stal i prosił
go, mówiąc: Przepraw się do Macedonii i pomóż nam. Gdy tylko ujrzał to
widzenie, staraliśmy się zaraz wyruszyć do Macedonii wnioskując, iż nas
Bóg powołał, abyśmy im zwiastowali dobrą nowinę".
Rozważając ten fragment musimy pamiętać, że Paweł i
Sylas podczas swej misji spełniali bezpośrednie polecenie, jakie Jezus
wydał swoim uczniom. Zanotowane ono zostało w
Mt 28,19: "Idźcie tedy i czyńcie uczniami
wszystkie narody...".
I znowu w Mk 16,15: "Idąc na cały świat głoście Ewangelię wszystkiemu
stworzeniu!".
Zauważcie, jak wszechogarniające jest to polecenie:
"wszystkie narody", "wszystkiemu stworzeniu".
Spełniając to polecenie, Paweł i Sylas nauczali we
Frygii i w krainie galackiej - to znaczy w środkowej części obszaru,
który obecnie nosi nazwę Azji Mniejszej. Następnym, logicznie się
nasuwającym miejscem ich działalności powinien być jeden z okręgów Azji,
graniczący z zachodnią częścią Azji Mniejszej. Jednakże podany fragment
Dziejów Apostolskich naucza: "Duch Święty przeszkodził w głoszeniu słowa
Bożego w Azji". W związku z tym przenieśli się w północny rejon Azji, do
Myzji. Wydaje się oczywiste, że stamtąd powinni udać się na północny
wschód, do Bitynii. Jednakże następne słowa Dziejów Apostolskich
wyjaśniają tę kwestię: "chcieli pójść do Bitynii, lecz Duch Jezusa nie
pozwolił im – to znaczy "Duch Święty nie pozwolił im tam się udać". W
ten sposób dwa oczywiste kierunki ewangelizacji - do Azji z jednej
strony i do Bitynii z drugiej - zostały dla nich zamknięte bezpośrednim,
wyraźnym rozporządzeniem Ducha Świętego.
Bez wątpienia Paweł i Sylas zaczęli się
zastanawiać, co Bóg dla nich planuje lub dokąd w następnej kolejności
powinni się udać. Lecz w nocy Paweł miał widzenie, w którym ukazał mu
się jakiś Macedończyk i powiedział: "Przepraw się do Macedonii i pomóż
nam!" Bez żadnych dalszych pytań Paweł i Sylas natychmiast zrozumieli,
że Bóg kieruje ich do Macedonii — do północnej części Grecji, obszaru
leżącego w południowo-wschodnim zakątku kontynentu europejskiego. W ten
sposób Ewangelia po raz pierwszy dotarła z Azji do Europy. A gdy teraz
spoglądamy wstecz na dziewiętnaście późniejszych wieków historii
Kościoła, zdajemy sobie sprawę z decydującej roli, jaką Kościół odegrał
w Europie, najpierw chroniąc prawdę Ewangelii, a potem aktywnie szerząc
tę prawdę na całym świecie. A zatem rozumiemy, dlaczego w swej mądrości
i zdolności przewidywania Bóg uważał, że sprawą najwyższej wagi i nie
cierpiącą zwłoki jest, aby sam Paweł, główny Apostoł pogan, tak wcześnie
zasiał w Europie ziarno Ewangelii. Jednakże Paweł i Sylas nie mieli
pojęcia, jaki będzie bieg historii w następnych dziewiętnastu wiekach.
Dlatego zrobienie tego epokowego kroku, który przeniósł ich do Europy,
było możliwe tylko dzięki nadprzyrodzonemu objawieniu i wskazówkom Ducha
Świętego. Gdyby umysł ich nie był otwarty na polecenia Ducha,
przeoczyliby Boski plan dotyczący zarówno ich życia, jak całego
upowszechniania Ewangelii.
Nadprzyrodzony sposób, w jaki Bóg poprzez Ducha
Świętego pokierował w tamtej sytuacji Pawłem, staje się jeszcze bardziej
godny uwagi, gdy zaczniemy rozważać pewne późniejsze etapy jego
działalności misyjnej. Tutaj, w rozdziale szesnastym Dziejów
Apostolskich, czytamy, że Duch Święty zabronił Pawłowi głosić Słowo w
prowincji Azji i że dlatego ominął on Azję i pojechał do Europy. A
jednak z dziewiętnastego rozdziału Dziejów Apostolskich dowiadujemy się,
że w jakiś czas później Paweł powrócił do Efezu, który był głównym
miastem jednej z prowincji azjatyckich, i że głoszone tam w tym czasie
przez niego nauki stały się źródłem przebudzenia religijnego, które
historia odnotowuje jako jedno z najpotężniejszych i o najszerszym
zasięgu w całej jego działalności misyjnej. Działalność ta w tym czasie
wywołała w Efezie takie poruszenie, że w Dz
19,10 czytamy: "I działo się to przez dwa lata, tak że wszyscy
mieszkańcy Azji i Żydzi i Grecy, mogli usłyszeć Słowo Pańskie".
Niewątpliwie zasługuje to na dokładne zbadanie.
Wcześniej Duch Święty nie pozwolił Pawłowi nawet wkroczyć do Azji czy
przemówić tam chociaż do jednej osoby. Później, gdy kierowany przez
Ducha Świętego Paweł wrócił tam w wyznaczonym przez Boga czasie, na
własne oczy ujrzał w tej samej prowincji azjatyckiej takie oddziaływanie
głoszonej Ewangelii, że każdy bez wyjątku jej mieszkaniec przybył, aby
usłyszeć prawdę o Chrystusie. Opierając się na tych faktach, możemy
zaryzykować sformułowanie dwóch wniosków. Po pierwsze, gdyby Paweł wbrew
poleceniom Ducha udał się do Azji podczas swojej pierwszej podróży,
doznałby tylko zawodu i niepowodzeń. Możemy sobie wyobrazić, że w takiej
sytuacji Azję by opisano (posłużmy się tu językiem współczesnych misji)
jako "teren niezwykle trudny". Po drugie, odwiedzając Azję
przedwcześnie, zanim Duch go tam poprowadził, Paweł mógłby łatwo
przeszkodzić lub nawet całkowicie uniemożliwić Duchowi Bożemu dalsze
Jego wielkie posunięcie, jakie miał zaszczyt ujrzeć na własne oczy
podczas swego późniejszego pobytu.
Jaka to jest lekcja dla tych wszystkich, którzy na
wszelkie sposoby usiłują głosić Ewangelię czy być świadkiem Chrystusa!
Na każdy proponowany sposób działania składają się dwa tej samej wagi
czynniki, które należy wziąć pod uwagę: pierwszym jest miejsce, drugim
czas.
Pod tym względem można uznać, że objawienie Pisma
Świętego jest całkowicie zgodne z podstawowym wnioskiem współczesnej
naukowej teorii względności: nigdy nie można dokładnie określić miejsca,
jeśli nie sprecyzuje się czasu. Te dwa czynniki są powiązane ze sobą i
nigdy jeden nie może być oderwany od drugiego. Ta sama prawda została
wiele lat temu wyrażona w innym języku, przez Salomona, a znaleźć ją
możemy w księdze Kazn 3,1: "Wszystko ma
swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę"! Nie wystarczy tylko
dokonać właściwej rzeczy czy mieć właściwy cel. Aby odnieść sukces i
cieszyć się błogosławieństwem Boga, musimy dokonać właściwej rzeczy we
właściwym czasie i musimy zrealizować właściwy cel we właściwej porze.
Gdy Bóg mówi: "Teraz", na próżno człowiek powie: "Później"; i odwrotnie,
gdy Bóg mówi: "Później", na próżno człowiek powie: "Teraz". Powołaniem
Ducha Świętego, przeznaczonym Mu przez Boga, jest objawianie nie tylko
właściwych rzeczy czy właściwych celów, lecz także właściwego czasu i
właściwej pory. Wielu szczerych i mających jak najlepsze intencje
chrześcijan, którzy nie nauczyli się w swym postępowaniu zostawiać
miejsca dla wskazówek Ducha Świętego, przez całe swe życie nieustannie
przeżywa zawód za zawodem. Dzieje się tak, dlatego, że usiłują oni
dokonać właściwej rzeczy w nieodpowiednim czasie lub zrealizować
właściwy zamiar w nieodpowiedniej porze.
W związku z tym prorok Izajasz zadaje bardzo
głębokie pytanie. W Iz 40,13 czytamy:
"Kto kieruje Duchem Pana, a czyja rada pouczyła Go? "
Niestety, właśnie to usiłuje w dzisiejszych czasach
zrobić wielu szczerych i mających jak najlepsze intencje chrześcijan:
usiłują zbadać Ducha Pana i stać się doradcą Ducha Bożego. Planują swoją
działalność, kierują swoim postępowaniem, a potem mówią Duchowi
Świętemu, czego się po Nim spodziewają: dokładnie co, kiedy i jak ma On
pobłogosławić. W ilu współczesnych parafiach znajdzie się, chociaż
trochę faktycznego miejsca zostawionego Duchowi Świętemu, aby mógł On
albo pokierować nabożeństwami, albo też w ich trakcie interweniować?
Skutek tej złej postawy wobec Ducha Świętego, widoczny w życiu wiernego,
może być streszczony jednym słowem: zawód. Tacy wierni mogą autentycznie
ponownie się narodzić, a nawet otrzymać chrzest w Duchu Świętym; mogą
być zupełnie szczerzy wyznając wiarę w Chrystusa. Niemniej jednak w ich
codziennym życiu nie ma zwycięstw ani skuteczności działania, gdyż
przeoczyli oni tę podstawową zasadę chrześcijańskiego życia: "Albowiem
wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są dziećmi Bożymi".
Mamy jeszcze trochę czasu, aby w szkicu omówić
pokrótce następny cel chrztu w Duchu Świętym. Jest to siódmy na naszej
liście taki cel, czyli rezultat. Został on opisany przez Pawła w Rz 8,11: "A jeśli Duch tego, który Jezusa
wzbudził z martwych, mieszka w was, tedy Ten, który Jezusa Chrystusa z
martwych wzbudził, ożywi i wasze śmiertelne ciała przez Ducha swego,
który mieszka w was".
Kluczowym sformułowaniem jest tu: "ożywi i wasze
śmiertelne ciała przez Ducha swego, który mieszka w was". Ten fragment
Pisma nie spełni się ostatecznie, dopóki pierwsi zmarli nie zostaną
wskrzeszeni w Chrystusie. W Rz 1,4
Paweł mówi, że Jezus Chrystus "według Ducha uświęcenia został
ustanowiony Synem Bożym w mocy przez zmartwychwstanie". Znaczy to, że
właśnie Duch uświęcenia — czyli Duch Święty - podniósł z grobu martwe
ciało Chrystusa, w ten sposób dostarczając Mu Boskiego dowodu na
poparcie twierdzenia, że jest On Synem Bożym. Następnie w ósmym
rozdziale Listu do Rzymian Paweł stwierdza, że ten sam Duch, który
przybył, aby zamieszkać w ludziach wierzących w Chrystusa, także
podniesie z grobu ich ciała podczas pierwszego wskrzeszenia
sprawiedliwych zmarłych. W obecnym wieku obietnica ta ma dla każdego
napełnionego Duchem wiernego również przejściowe zastosowanie. Nawet
teraz zamieszkujący w wiernym Duch Boży przekazuje jego fizycznemu ciału
cząstkę Boskiego życia i zdrowia, wystarczającą do powstrzymania i
odparcia szatańskich ataków choroby i niemocy.
Najwyższy cel, dla którego Chrystus przybył, został
określony w J 10,10: "Ja
przyszedłem aby owce miały życie i obfitowały".
Ktoś tak skomentował ten fragment: pierwsza część
Boskiego życia pojawia się wraz z powtórnymi narodzinami, natomiast
rzeka życia bardziej obfitego ma swe źródło w chrzcie w Duchu Świętym.
Nawet w teraźniejszym wieku celem Boga jest, aby to Boskie, bogate,
obfite życie pochodzące od Niego wystarczyło nie tylko dla zaspokojenia
duchowych potrzeb człowieka, lecz także dla zaspokojenia fizycznych
potrzeb człowieka zewnętrznego — to znaczy jego fizycznego ciała. Tę
ważną prawdę dotyczącą sposobu, w jaki Bóg nawet w teraźniejszym wieku
zaspokaja wszystkie potrzeby fizycznego ciała wiernego, nadzwyczaj
wyraźnie i dobitnie, dwukrotnie w dwóch kolejnych wierszach, wyraził
Paweł w 2Kor 4,10-11. Druga
część wiersza 10 brzmi jak następuje: "aby i życie Jezusa na ciele
naszym się ujawniło". W drugiej części wiersza 11 znowu czytamy: "aby i
życie Jezusa na śmiertelnym ciele naszym się ujawniło".
Nauka płynąca z tych dwóch wierszy jest bardzo
jasna. Boskie życie zmartwychwstałego Pana Jezusa Chrystusa ma nie tylko
rozwijać się w wewnętrznej, duchowej naturze wiernego. To samo życie
Chrystusa ma otwarcie przejawiać się w zewnętrznym, fizycznym ciele
wiernego. Z tego powodu Paweł dwukrotnie mówi: "na ciele naszym się
ujawniło", "na śmiertelnym ciele naszym się ujawniło". To objawienie w
ciele wiernego potężnego, zwycięskiego, nadprzyrodzonego życia
zmartwychwstałego Chrystusa nie jest zarezerwowane tylko dla chwili
wskrzeszenia, lecz skutki jego są widoczne nawet teraz, gdy wciąż trwamy
"w naszym śmiertelnym ciele". Skuteczne przejawienie się w naszym ciele
życia Chrystusa jest podstawową, Biblijną zasadą Boskiego uzdrawiania i
Boskiego zdrowia. A wielkim zarządcą tego Boskiego życia, rozsiewającym
to życie od wewnątrz, tak że wystarczy go na zaspokojenie każdej
fizycznej potrzeby, jest nikt inny, jak właśnie sam Duch Święty -Trzecia
Osoba Boska –ten, który tak właściwie został nazwany w Obj 11,11 "Duchem żywota z Boga". Ten szczególny
tytuł Ducha Świętego – "Duch żywota z Boga" – określa obecne powołanie
Ducha, które realizuje On przebywając w fizycznym ciele każdego
ochrzczonego Duchem wiernego. Duch, stworzywszy sobie w ciele wiernego
własną osobistą świątynię, udziela następnie temu ciału Boskiego życia
zmartwychwstałego Chrystusa, pochodzącego od samego Boga.
A zatem ważnym fragmentem działalności Ducha
Świętego jest zapewnienie ciału wiernego Boskiego życia, uzdrowienia,
zdrowia i ochrony. Ten aspekt działalności Ducha Świętego został pięknie
podsumowany w dwóch obietnicach zawartych w drugim rozdziale księgi
proroka Zachariasza. W Zach 2,14 Pan mówi: "Wykrzykuj z
radości i wesel się, córko syjońska, bo oto ja przyjdę i zamieszkam
pośród ciebie - mówi Pan". I w wierszu 9 tego samego rozdziału: "I Ja -
mówi Pan - będę jego murem ognistym wokoło i będę chwałą pośród niego".
Tak samo przedstawia się sytuacja, gdy Pan, Duch,
przybywa, aby zamieszkać w wiernym. Staje się on zarówno chwałą
wypełniającą go od wewnątrz, jak i otaczającym go murem ognistym. Jego
obecność niesie radość i światło duchowi wiernego, jak również staje się
osłaniającym całą osobę wiernego, włączając w to również jego fizyczne
ciało, murem ognistym. W Liście do Ef 5,18 Paweł
daje wszystkim wiernym ogólne przykazanie: "...bądźcie pełni Ducha".
Zarówno słowa, jak i gramatyczny czas użyty tu w wersji greckiej
wskazują, że nie jest to tylko pojedyncze, chwilowe wydarzenie, lecz
stan ciągły: "Stale bądźcie pełni Ducha". A zatem, jeśli wierni nie
napełniają się stale Duchem Świętym, okazują zwykłe nieposłuszeństwo
przykazaniu Boga. Ponadto ta szczególna forma nieposłuszeństwa niesie za
sobą najpoważniejsze z możliwych zagrożeń dla bezpieczeństwa i
pomyślności całej osobowości wiernego. Obecnie, jak nigdy dotąd w
historii świata, każda istota ludzka - a szczególnie każdy praktykujący
chrześcijanin - jest narażony na ciągły nacisk mocy szatańskiej
skierowany przeciw każdej sferze jego osobowości - duchowi, umysłowi i
ciału. Statystyki mówią, że w Ameryce Północnej mniej więcej jedna osoba
na siedem przeżywa załamanie psychiczne lub nerwowe i że ten sam procent
choruje na którąś z postaci raka. Stan ciągłego napełnienia Duchem
Świętym jest ustalonym przez Boga sposobem ochrony całej osobowości
wiernego przed tymi i wieloma innymi formami szatańskiego ataku.
Zwycięstwo i ochrona są zapewnione wiernemu tylko w tym stopniu, w jakim
każda sfera jego osobowości jest napełniona i kierowana przez
zamieszkującego w nim Ducha Świętego. Tylko obecność i moc Ducha są
dostatecznym środkiem pozwalającym odeprzeć każdą formę szatańskiego
nacisku i ataku. Ta całkowita opieka zamieszkującego w wiernym Ducha -
wewnętrzna i zewnętrzna - jednakowo chroniąca ludzkiego ducha i ciało,
została podsumowana słowami przepowiedni Zachariasza: "zamieszkam pośród
ciebie" i "będę jego murem ognistym".
Następny, ósmy już rezultat chrztu w Duchu, został
opisany przez Pawła w Rz 5,5: "A
nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych
przez Ducha Świętego, który nam jest dany".
Szczególnie chciałbym zwrócić uwagę na drugą część
tego wiersza: "miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha
Świętego, który nam jest dany".
Zwróćcie uwagę na wyrażenie "miłość Boża". Paweł
nie mówi tu po prostu o miłości ludzkiej, ani nawet o miłości do Boga.
Mówi o "miłości Bożej", którą Duch Święty rozlewa w sercu wiernego. Ta
miłość Boża, przekazywana przez Ducha Świętego, tak daleko przewyższa
jakąkolwiek formę zwykłej ludzkiej miłości, jak daleko jest z ziemi do
nieba. Jako istoty ludzkie w normalnym biegu życia napotykamy i
doznajemy wielu różnych form miłości. Można tu na przykład wymienić to,
co uważa się za formę miłości, a co w rzeczywistości jest tylko
seksualną namiętnością. Poza tym istnieje miłość małżeńska, miłość, jaką
odczuwają do siebie mąż i żona. Z kolei w rodzinie istnieje miłość
rodziców do dzieci i dzieci do rodziców. Jeszcze dalej patrząc, poza
więzy rodzinne, znajdziemy miłość przyjaciela do przyjaciela, taką, jaka
łączyła Dawida i Jonatana. Te i inne formy miłości w różnej mierze i
stopniu występują we wszystkich grupach ludzkich, nawet tam, gdzie
Ewangelia Chrystusa nie dotarła. W języku greckim, który charakteryzuje
się niezwykle bogatym słownictwem, istnieje wiele różnych określeń, dla
opisania tych odmiennych form miłości. Jednakże w greckiej wersji Nowego
Testamentu znajdziemy tylko jedno słowo oznaczające "miłość", którego
nigdy nie używa się dla określenia jakiejkolwiek formy miłości, którą
spotyka się na czysto ludzkiej płaszczyźnie. Słowem tym jest "agape".
Słowa "agape" w całym Nowym Testamencie używa się tylko i wyłącznie dla
określenia miłości, która w swym pochodzeniu i naturze jest miłością
Boską. Oznacza ono doskonałą miłość, która łączy trzy Osoby Boskie: Ojca,
Syna i Ducha. Oznacza ono miłość Boga do człowieka - to znaczy miłość,
która pobudziła Boga Ojca do ofiarowania swego Syna, a Chrystusa - Syna
Bożego - do ofiarowania swego życia, aby człowiek mógł zostać uwolniony
od grzechu i jego konsekwencji. I oznacza ono miłość, którą Bóg poprzez
swego świętego Ducha przenosi do serc ludzi wierzących w Jezusa
Chrystusa. I tylko te przejawy i działania łaski Bożej oznacza słowo
"agape"; nigdy nie zostało ono użyte na określenie miłości czysto
ludzkiej. To wyjaśnienie pozwala nam zrozumieć właściwie słowa Apostoła
Jana zanotowane w 1J 4,7-8: "Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto
miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga,
gdyż Bóg jest miłością".
W wierszach tych Jan użył słowa "agape", posługując
się nim zarówno jako rzeczownikiem, jak i czasownikiem. Jan naucza, że
nikt, kto nie narodził się z Boga, nie może doznać tego rodzaju miłości
- "agape". Ta miłość pochodzi tylko od Boga. A zatem każdy, kto w jakimś
stopniu przejawia ten rodzaj miłości, w tym samym stopniu poprzez
powtórne narodziny poznał Boga. I odwrotnie, człowiek, który nigdy w
żadnym stopniu nie zaznał lub nie okazał tej miłości, nigdy nie znał
Boga; gdyż człowiek zmienia się i przeobraża w takim samym stopniu, w
jakim poznał Boga, a skutek tego jest taki, że on sam zaczyna przejawiać
tę miłość w stosunku do innych. Jak stwierdza Jan, te oznaki "agape" –
"Boskiej miłości" –zaczynają być w człowieku widoczne po powtórnych
narodzinach. Pozostaje to w doskonałej zgodzie ze słowami Apostoła
Piotra, zanotowanymi w 1Ptr 1,22-23: "Skoro dusze wasze uświęciliście przez posłuszeństwo prawdzie ku
nieobłudnej miłości bratniej, umiłujcie czystym sercem jedni drugich
gorąco; jako odrodzeni nie z nasienia skazitelnego, ale nieskazitelnego,
przez Słowo Boże, które żyje i trwa".
W wezwaniu Piotra: "umiłujcie czystym sercem jedni
drugich gorąco" jeszcze raz odnajdujemy słowo, które oznacza Boską
miłość - "agape". Piotr bezpośrednio powiązał możliwość okazywania przez
chrześcijan tej Boskiej miłości z faktem, że narodzili się oni ponownie
z niezniszczalnego nasienia Słowa Bożego. Znaczy to, że perspektywa
Boskiej miłości zawarta jest w Boskim nasieniu Słowa Bożego,
zaszczepionego w ich sercach podczas ponownych narodzin. Jednakże celem
Boga jest, aby ten początkowy stan Boskiej miłości, wywołany podczas
ponownych narodzin, został później bezgranicznie pogłębiony i
rozszerzony poprzez chrzest w Duchu Świętym. Z tego powodu we
fragmencie, który już cytowaliśmy, to znaczy w Rz 5,3 Paweł mówi: "miłość Boża rozlana jest w sercach
naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany".
I znowu spotykamy się ze słowem określającym Boską
miłość – "agape" – bo właśnie nim Paweł się tu posłużył. Słowo "agape"
łączy on teraz z czasownikiem "rozlać". W dosłownym tłumaczeniu
czasownik ten brzmi "wylewać", a w tekście oryginalnym użyto go w czasie
dokonanym. Tak więc bardziej dosłownym przekładem tego fragmentu będzie:
"miłość Boga została wylana w sercach naszych". Użycie czasu dokonanego
sygnalizuje, jak zwykle w języku greckim, ostateczny charakter danej
czynności oraz jej pełnię. Znaczenie tych słów jest następujące: podczas
aktu chrztu w Duchu Świętym, Bóg obdarza serce wiernego całą pełnią swej
Boskiej miłości. Nic nie chowa na później ani nie zatrzymuje dla siebie;
wszystko zostało wylane. Poprzez to jedno wydarzenie wielka obfitość
łaski Bożej otworzyła wiernemu dostęp do całej pełni Boskiej miłości,
bez ograniczeń i bez zastrzeżeń. Później wierny nie musi już dążyć do
zdobycia większej ilości miłości Boga; musi tylko uznać, korzystać i
dawać świadectwo temu, co już przyjął do wnętrza swej istoty. Ochrzczony
w Duchu wierny, proszący Boga o więcej miłości, jest jak człowiek, który
mieszka na brzegu Missisipi czy Amazonki i szuka jakiegoś innego zapasu
wody. To oczywiste, że człowiek ten ma już do dyspozycji nieskończenie
więcej wody, niż może kiedykolwiek potrzebować. Jedyne, co musi zrobić,
to spożytkować zapasy, które już zostały mu udostępnione. Podobnie mówi
Jezus w J 7,38-39:
ochrzczony w Duchu wierny ma już w sobie nie tylko jedną rzekę, lecz
"rzeki wody żywej"- rzeki Boskiej łaski i miłości - i zawsze będzie ich
miał więcej, niż w całym swym życiu mógłby kiedykolwiek potrzebować.
Charakter tej Boskiej miłości, rozlanej w wiernym
przez Ducha Świętego, został określony dokładniej przez Pawła w
następnych trzech wierszach piątego rozdziału Listu do Rzymian – to
znaczy w Rz 5,6-8: "Wszak Chrystus, gdy jeszcze
byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych. Rzadko się
zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego; prędzej za dobrego gotów ktoś
umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy
byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł".
Paweł zauważa tu, że nawet naturalna miłość, nie
związana z łaską Bożą, może sprawić, że ktoś będzie chciał umrzeć za
swego przyjaciela, jeśli ten przyjaciel jest dobrym i sprawiedliwym
człowiekiem - tak jak naturalna miłość w innej postaci może spowodować,
że matka odda życie za swoje dziecko. Lecz następnie Paweł zaczyna
udowadniać, że nadprzyrodzona, święta miłość Boga objawia się w fakcie,
że Chrystus umarł za grzeszników, którzy nigdy by nie mogli rościć sobie
prawa do żadnego rodzaju jakiejkolwiek miłości naturalnej. Dla opisania
tych, za których Chrystus umarł, Paweł posługuje się w tych wierszach
dwoma określeniami: "grzesznicy" i "słabi". Znaczy to, że w tym czasie
ci, za których umarł Chrystus, w żaden sposób nie mogli sobie pomóc, że
Bóg był im zupełnie obcy i że otwarcie się przeciw Bogu zbuntowali. I
właśnie umierając za takich ludzi Chrystus zamanifestował "agape" -
Boską miłość - w jej doskonałej pełni.
W 1J 4,1
Apostoł Jan podobnie definiuje miłość Boską: "Na tym polega miłość, że
nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego
jako ubłaganie za grzechy nasze".
Boża miłość nie zależy od czegoś, co w ludziach, do
których została skierowana, jest godne miłości, ani nie czeka na
odwzajemnienie, zanim da wszystko. Wprost przeciwnie, ona daje
bezzwłocznie i hojnie tym, którzy nie wzbudzają miłości, którzy są jej
niegodni, a nawet tym, którzy są wrogo nastawieni i otwarcie zbuntowani.
To właśnie tej Bożej miłości dała wyraz modlitwa Jezusa odmówiona za
tych, którzy Go ukrzyżowali. Modlitwę tę odnajdziemy w Łk 23,34:
"A Jezus rzekł: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co
czynią".
Ta sama Boża miłość wyrażona została w modlitwie
umierającego męczennika Szczepana, odmówionej za tych, którzy go
kamienowali. Znajdziemy ją w Dz 7,60: "...Panie, nie policz im grzechu tego".
I znowu ta sama miłość została wyrażona w słowach
człowieka, który z własnej woli był świadkiem ukamienowania Szczepana -
Szawła z Tarsu, późniejszego Apostoła Pawła. W Liście do Rz 9,1-3 Paweł mówi o swych żydowskich braciach,
którzy uporczywie go odrzucali i prześladowali:
"Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, a poświadcza mi to sumienie moje
w Duchu Świętym, że mam wielki smutek i nieustanny ból w sercu swoim.
Albowiem ja sam gotów byłem modlić się o to, by być odłączony od
Chrystusa za braci moich, krewnych moich według ciała".
Tak bardzo pragnął Paweł zbawienia prześladujących
go żydowskich braci, że gotów był zrzec się wszelkich błogosławieństw
własnego zbawienia i powrócić do przekleństwa nieodpuszczonego grzechu,
ze wszystkimi tego konsekwencjami, gdyby tylko mogło to być środkiem,
który doprowadzi ich do Chrystusa. W słowach "poświadcza mi to sumienie
moje w Duchu Świętym" Paweł przyznaje, że doznanie i urzeczywistnienie
tej miłości było możliwe tylko dzięki obecności zamieszkującego w nim
Ducha Świętego.
Powiedzieliśmy, że wśród różnych celów, dla których
Bóg ofiarowuje dar Ducha Świętego, wylanie Bożej miłości do serca
wiernego zajmuje miejsce wyjątkowe i specjalne. Przyczyną tego jest
fakt, że bez wszechwładnego wpływu miłości wypełniającej serce wiernego
wszystkie pozostałe skutki, jakie ma wywołać chrzest w Duchu Świętym,
tracą swoje prawdziwe znaczenie i nie osiągają swego prawdziwego celu.
Ten fakt został bardzo wyraźnie uwypuklony w słowach Pawła zanotowanych
w 1Kor 13r.:
"Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a
miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym.
I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie
tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak
żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym".
W wersji greckiej odpowiednikiem występującego tu
słowa "miłość" jest to samo słowo "agape" – Boża miłość – którego
znaczenie już zbadaliśmy.
Z charakterystyczną pokorą Paweł stawia się w
sytuacji wiernego, który korzysta z duchowych darów, lecz w którym nie
obudziła się Boża miłość. W poprzednim rozdziale 1Kor Paweł wymienił dziewięć darów, czyli nadprzyrodzonych znaków
Ducha Świętego. Teraz wyobraża sobie siebie w sytuacji człowieka, który
korzysta z różnych darów, lecz robi to bez miłości. Najpierw rozważa
możliwość posługiwania się darem języków na tak wysokim nadprzyrodzonym
poziomie, że jest to nie tylko mówienie nieznanymi ludzkimi językami,
lecz nawet językiem aniołów. Stwierdza, że gdyby miał robić to bez Bożej
miłości, niczym by się nie różnił od gongu czy cymbałów. Przedmioty te
wydają głośny dźwięk, gdy się w nie uderza, lecz wewnątrz są zupełnie
puste. Następnie rozważa możliwość posługiwania się innymi darami
duchowymi o wielkim znaczeniu — takimi jak proroctwo, mądrość słowa,
wiedza czy wiara. Lecz podsumowuje te rozważania stwierdzeniem, że gdyby
miał posługiwać się którymkolwiek z tych darów bez Bożej miłości, byłby
absolutnie niczym.
Te słowa Pawła są odpowiedzią na pytanie, które
obecnie zadaje się w wielu kołach: czy można niewłaściwie posługiwać się
darem języków? Odpowiedź na nie jest jasna: tak, niewłaściwe
wykorzystanie daru języków jest zupełnie możliwe. Każde wykorzystanie
daru języków jest zupełnie możliwe. Każde wykorzystanie daru języków bez
udziału Bożej miłości jest niewłaściwe, ponieważ czyni ono z
postępującego w ten sposób wiernego nic innego, jak właśnie pusty,
brzęczący gong czy cymbały, a z całą pewnością to nigdy nie było celem,
dla którego Bóg udzielił nam tego daru. Tak więc zupełnie wyraźnie
możemy stwierdzić, że każde wykorzystanie daru języków bez udziału Bożej
miłości nie jest zgodne z wolą i celem Boga, a zatem jest wykorzystaniem
niewłaściwym. Odnosi się to w równym stopniu do innych darów, które
Paweł wymienia w następnym wierszu - to znaczy do proroctwa, mądrości
słowa, wiedzy i wiary. Posłużyć się którymkolwiek z tych darów bez Bożej
miłości, znaczy zaprzepaścić cały cel Boga. Niestety, doświadczenie
wykazuje raz po raz, że istnieje poważne niebezpieczeństwo niewłaściwego
wykorzystania przez wiernych trzech duchowych darów, które działają
poprzez organ mowy, to znaczy daru języków, tłumaczenia i proroctwa.
Potwierdza to fakt, że większość następnego rozdziału, to jest
1Kor 14r., Paweł poświęca
ustaleniu zasad kierujących i regulujących posługiwanie się tymi trzema
szczególnymi darami. To zupełnie jasne, że gdyby nie istniała możliwość
niewłaściwego wykorzystania tych darów, nie byłoby potrzeby ustalać
zasad ich kontroli. Fakt ustanowienia tych zasad świadczy, że są one
potrzebne.
Tłumacząc, czego Paweł naucza w 1Kor 13,1 koniecznie trzeba zwrócić baczną uwagę
na słowa, jakich on tu używa. Paweł mówi: "Choćbym mówił językami
ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą
lub cymbałem brzmiącym".
Zwróćcie uwagę na sformułowanie "byłbym"'. Słowa te
wskazują, że gdyby zaistniała taka sytuacja, o jakiej mówi się w
pierwszej części wiersza, w służącym Pawłowi za przykład wiernym
zaszłaby pewna zmiana. Gdyby tak się stało, z duchowego punktu widzenia
ten nie byłby tą samą osobą, jaką był pierwotnie, kiedy został
ochrzczony w Duchu Świętym. W tym czasie miał pewność, że poprzez wiarę
w Chrystusa grzechy jego zostały mu odpuszczone, a serce oczyszczone; i
gotów był oddać siebie, w takim stopniu, jak tylko jest to możliwe, we
władzę Ducha Świętego. W tym stanie początkowy znak mówienia językami
wskazywał, że Duch Święty przybył, aby zamieszkać w tym wiernym i
przejąć władzę nad jego życiem. Jednakże w okresie, jaki od tego czasu
upłynął, przedstawiony tu przez Pawła wierny zachował ten zewnętrzny
znak, lecz - z powodu niedbalstwa czy też nieposłuszeństwa - nie
zachował tego samego stanu wewnętrznego oczyszczenia i podporządkowania
się Duchowi Świętemu. W ten sposób proces mówienia językami zdegenerował
się i stał się tylko zewnętrznym fizycznym znakiem, bez odpowiadającej
mu wewnętrznej duchowej rzeczywistości.
Oto, co Paweł miał na myśli, stawiając się w
sytuacji wiernego, któremu obca jest miłość. Aby ujrzeć to wydarzenie we
właściwej perspektywie, musimy przytoczyć obok siebie dwa fakty, które
potwierdza zarówno Pismo, jak i życie.
Po pierwsze, w czasie, gdy wierny jest ochrzczony
w Duchu Świętym, musi on spełniać dwa warunki: jego serce musi być
oczyszczone poprzez wiarę w Chrystusa i musi być gotów oddać swe
fizyczne członki, a szczególnie język, we władzę Ducha Świętego.
Po drugie, fakt, że wierny podczas swego chrztu w
Duchu był oczyszczony i podporządkowany Duchowi, sam w sobie
automatycznie gwarantuje, że na zawsze zachowa on ten stan, nawet jeśli
wciąż będzie towarzyszył mu znak mówienia językami.
W tym momencie wiele osób może zawołać: "Lecz
przecież jeśli człowiek zacznie niewłaściwie wykorzystywać dar Boży,
wtedy Bóg po prostu całkowicie ten dar mu odbierze!" Jednakże ani
logika, ani Pismo nie potwierdza przypuszczenia, że Bóg wycofa swoje
dary, jeśli będą one niewłaściwie wykorzystane. Z punktu widzenia
logiki, gdyby dar, raz ofiarowany, mógł później z woli ofiarodawcy
zostać odebrany, wtedy powiedzielibyśmy, że od początku nie był on nigdy
prawdziwym darem. Byłaby to pożyczka lub warunkowy depozyt, lecz nie
dobrowolny dar. Dobrowolny dar, gdy raz został ofiarowany, wymyka się
spod kontroli ofiarodawcy i od tej pory podlega wyłącznie kontroli tego,
kto ten dar otrzymał, bez względu na to, czy posługuje się on nim
właściwie, czy niewłaściwie, czy też w ogóle go nie używa. Ten
wynikający z logiki fakt potwierdzony jest w Piśmie, gdyż w
Rz 11,29 Paweł mówi: "Nieodwołalne są bowiem dary
i powołanie Boże". Wyrażenie "nieodwołalne", użyte tu w odniesieniu do
Boga, a nie człowieka, wskazuje, że gdy Bóg raz ofiarował dar, nigdy
potem nie zmienia zdania i go nie cofa. Później odpowiedzialność za
właściwe wykorzystanie tego daru spoczywa nie na Bogu, dawcy, lecz na
człowieku, biorcy. Ta ważna zasada ma zastosowanie we wszystkich,
łącznie z darami Ducha, sferach działalności Boga, gdzie ma On do
czynienia z człowiekiem.
Ten wniosek powinni z należytą uwagą rozważyć ci
wszyscy, którzy pragną otrzymać lub już otrzymali chrzest w Duchu
Świętym, wraz z towarzyszącym mu znakiem mówienia obcymi językami. Pismo
naucza, że nie można otrzymać chrztu bez tej zewnętrznej oznaki. Lecz
możliwe jest, że znak ten będzie występował później, nawet jeśli dana
osoba nie zachowa wewnętrznej pełni Ducha. Istnieje tylko jeden pewny,
Biblijny test trwałej pełni Ducha, a jest nim test miłości. W jakim
stopniu jesteśmy napełnieni Duchem Świętym, w takim samym stopniu
jesteśmy napełnieni Bożą miłością. Nie jesteśmy bardziej pełni Ducha
Świętego, niż jesteśmy pełni Bożej miłości. Zasadę tego testu krótko i
wyraźnie przedstawił Apostoł Jan w 1J 4,16: "Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu,
a Bóg w nim".
W zgodzie z tym pozostają słowa Pawła, zanotowane w
1Kor 13,13: "Teraz więc
pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest
miłość".
Spośród wszystkich rodzajów działalności
zamieszkującego w wiernym Ducha, najważniejszym i najtrwalszym jest
wylewanie Bożej miłości do serca wiernego.
W ten oto sposób rozważyliśmy osiem głównych
skutków, jakie chrzest w Duchu Świętym wywołuje w życiu wiernego jako
jednostki.
DUCH ŚWIĘTY WŚRÓD
WIERNYCH
W obecnym szkicu wyjdziemy poza życie
poszczególnych wiernych po to, aby rozważyć ogólne życie i sposób
odprawiania praktyk religijnych w chrześcijańskim zborze traktowanym
jako całość. Pytania, na które będziemy usiłowali znaleźć odpowiedź,
brzmią tak: jaka różnica zachodzi w życiu i doświadczeniach zboru jako
całości pod wpływem chrztu w Duchu Świętym? Jakie główne cechy
wyróżniają zbór, w którym wszyscy jego członkowie (lub większość)
przyjęli chrzest w Duchu Świętym i mają swobodę posługiwania się w swej
służbie w ten sposób otrzymaną mocą? Czym taki zbór różni się od zboru,
w którym żaden z jego członków nie otrzymał tego daru?
W odpowiedzi na te pytania wskażemy dwie główne
cechy, którymi zbór skupiający wiernych ochrzczonych w Duchu różni się
od zboru, którego członkowie nie otrzymali chrztu w Duchu Świętym.
Pierwszą główną cechę wyróżniającą taki zbór znajdziemy w 2Kor 3,17: "A Pan jest Duchem; gdzie
zaś Duch Pański, tam wolność".
Paweł podkreśla tu dwa główne fakty dotyczące
obecności i wpływu Ducha Świętego w zborze. Pierwszym faktem jest to, że
Duch Święty jest Panem. Występujące w Nowym Testamencie słowo "Pan"' w
zastosowaniu i znaczeniu odpowiada imieniu "Jahwe" ze Starego
Testamentu. A zatem jest to tytuł zastrzeżony dla jedynego prawdziwego
Boga i nigdy w tym sensie nie używa się go do jakiejkolwiek istoty czy
stworzenia niższego rzędu. Jest to tytuł, który prawnie należy do każdej
z trzech Osób Boskich. Bóg Ojciec jest Panem, Syn Boży jest Panem i Duch
Święty jest Panem. A zatem mówiąc: "Pan jest Duchem", Paweł podkreśla tu
najwyższą wszechwładną boskość i władzę Ducha Świętego w Kościele.
Drugim ważnym faktem uwypuklonym tu przez Pawła
jest to, że kościół, który uznał władzę Ducha Świętego, tym samym
przyniósł swoim członkom "wolność", czyli "niezależność". Ktoś usiłował
wydobyć prawdziwe znaczenie drugiej części tego wiersza wprowadzając
niewielką zmianę do przekładu. Zamiast mówić: "gdzie zaś Duch Pański,
tam wolność", możemy inaczej powiedzieć: "Gdzie Duch jest Panem – tam
wolność". Znaczy to, że prawdziwą wolność zbór otrzymuje w takim
stopniu, w jakim jego członkowie uznają i podporządkowują się władzy
Ducha Świętego. Tak więc tę pierwszą główną cechę wyróżniającą zbór
skupiający wiernych ochrzczonych w Duchu możemy podsumować zestawiając
obok siebie dwa słowa. Słowa te to: "wolność" i "władza".
Na pierwszy rzut oka zestawienie tych dwóch słów
może wydawać się nielogiczne. Ktoś mógłby poczuć się zmuszony
zaprotestować: "Lecz jeśli jesteśmy wolni, to nikt nie ma nad nami
władzy. A jeśli ktoś ma nad nami władzę, to nie jesteśmy wolni". I
rzeczywiście, ludzie często głęboko wierzą, że wolność i władza to
pojęcia wzajemnie się wykluczające. Odnosi się to nie tylko do spraw
duchowych, lecz także do sfery politycznej. Przypomina mi się tu
sytuacja polityczna brytyjskiej kolonii w Kenii, we wschodniej Afryce,
gdzie w latach 1957-1961 prowadziłem działalność misyjną. W tym okresie
afrykańska ludność Kenii z wielką niecierpliwością oczekiwała chwili, w
której ich kraj zdobędzie całkowitą niepodległość, czyli autonomię.
Odpowiednikiem słowa niepodległość w języku suahili jest "uhuru" - co
dosłownie znaczy "wolność" lub "niezależność" - i słowo to było wtedy na
ustach wszystkich. Wielu mniej wykształconych Afrykańczyków stworzyło
sobie cudowne obrazy tego, co "uhuru", czyli "wolność" im przyniesie.
"Gdy uhuru nadejdzie - mówili - będziemy mogli jeździć na rowerach tą
stroną drogi, którą będziemy chcieli; będziemy mogli jeździć autobusami
bez płacenia tak daleko, jak nam się spodoba; nigdy już nie będziemy
musieli płacić rządowi żadnych podatków".
Bardziej doświadczonym mieszkańcom innych krajów
takie wypowiedzi mogą się wydać dziecinne lub śmieszne. Ludzie ci
udowodniliby, że takie zasady nie przyniosłyby prawdziwej wolności, lecz
najwyższego stopnia anarchię i bałagan. Niemniej jednak ci prości
Afrykańczycy byli zupełnie szczerzy w swych wypowiedziach, gdy tworzyli
dla siebie właśnie taki obraz "wolności". W związku z tym afrykańscy
przywódcy polityczni często mieli trudności z wytłumaczeniem im w sposób
rozsądny i praktyczny tego, co w rzeczywistości pociągnie za sobą
wolność, czyli niepodległość. Dziwne jest to, że ludzie, którzy
doskonale rozumieją, co znaczy wolność polityczna, czasami zachowują się
zupełnie dziecinnie tworząc obraz wolności duchowej. Tacy ludzie
śmialiby się z Afrykańczyków, którzy wyobrażają sobie, że wolność
polityczna polega na prawie do jeżdżenia rowerem każdą stroną drogi czy
do podróżowania autobusami bez płacenia za bilet. A jednak ci sami
ludzie postępują nie mniej głupio czy nieporządnie w domu Boga, a potem
usprawiedliwiają swe zachowanie mówiąc o "wolności duchowej". Na
przykład gdy w niektórych kościołach poprosi się jedną osobę o
pokierowanie modlitwą i przedstawienie Bogu pewnych konkretnych próśb,
zaraz znajdą się inni, którzy tak głośno mówią obcymi językami, że
niemożliwością staje się zrozumienie przez resztę zgromadzenia tego, co
mówi wyznaczony przewodnik modlitwy. Znaczy to, że niemożliwe jest, aby
zgromadzeni wierni ze zrozumieniem i wiarą mogli powiedzieć "Amen" na
zakończenie modlitwy, której nawet nie byli w stanie usłyszeć. W ten
sposób z powodu głupiego, niewłaściwego wykorzystania daru języków
wszyscy wierni tracą błogosławieństwo i korzyści, jakie niesie płynąca z
głębi serca błagalna i orędownicza modlitwa. Może się też zdarzyć, że
pastor wygłasza logiczne, zgodne z Pismem kazanie, które ma ukazać
niezbawionym potrzebę i drogę zbawienia. Gdy pastor zbliża się do punktu
kulminacyjnego swego posłania, nagle ktoś ze zgromadzonych zupełnie nie
w porę wybucha głośnymi słowami w obcych językach. W rezultacie uwaga
całego zgromadzenia odwraca się od orędzia zbawienia; obecne tam osoby
niewierzące są albo zdenerwowane, albo przerażone tym, co wydaje im się
bezsensownym, emocjonalnym wybuchem. Cała moc starannie przygotowanego
kazania dotyczącego zbawienia zostaje zaprzepaszczona
Bardzo często zdarza się, że gdy później osoba
odpowiedzialna za tego rodzaju głupie postępowanie zostaje zganiona,
odpowiada ona mniej więcej tak: "Nie mogłem się powstrzymać! Duch Święty
kazał mi to zrobić. Musiałem usłuchać Ducha Świętego!". Jednakże taka
odpowiedź nie może zostać zaakceptowana, gdyż jest sprzeczna z wyraźną
nauką Pisma. W 1Kor 12,7
Paweł mówi: "A w każdym różnie przejawia się Duch ku wspólnemu
pożytkowi". W sposób bardziej dowolny można to przetłumaczyć jako: "Duch
zawsze objawia się dla użytecznego, praktycznego, rozsądnego celu". A
zatem jeśli sposób, w jaki objawia się Duch, ma doprowadzić do celu,
zawsze będzie on w zgodzie z planem i celem całego nabożeństwa oraz
prawdziwie przyczyni się do osiągnięcia głównego celu nabożeństwa. Nigdy
nie będzie on bezsensowny, rozpraszający uwagę innych czy niewłaściwy.
Dalej, w 1Kor 14,32-33 Paweł mówi:
"A Duchy proroków są poddane prorokom. Albowiem Bóg
nie jest Bogiem nieporządku, ale pokoju".
Innymi słowy, każde duchowe objawienie, które
prawdziwie jest kierowane i kontrolowane przez Boga, będzie zmierzało do
uzyskania pokoju i harmonii, a nie do wprowadzenia zamieszania czy
zamętu. Ponadto żadna osoba odpowiedzialna za objawienie, które zmierza
do wprowadzenia zamieszania czy zamętu, nie może później usprawiedliwić
siebie mówiąc: "Nie mogłem się powstrzymać. Duch Święty kazał mi to
zrobić". Paweł wyklucza tę linię obrony stwierdzając: "A Duchy
proroków są poddane prorokom". Innymi słowy, Duch
Święty nigdy nie ogranicza woli poszczególnego wiernego i nie zmusza go
do zrobienia czegoś, co jest wbrew Jego woli. Nawet gdy wierny
korzysta z duchowego daru, jego duch i wola wciąż podlegają jego
władzy. Może on wykorzystywać ten dar lub nie. Na nim spoczywa
odpowiedzialność za to , w jaki sposób go wykorzysta. Jak już wcześniej
powiedzieliśmy w jednym ze szkiców z tej serii, Duch Święty nigdy nie
odgrywa roli dyktatora czy despoty ingerującego w życie wiernego. Jest
to jedna z głównych cech, które odróżniają prawdziwe objawienie Ducha
Świętego od zjawiska spirytyzmu czy opętania przez demony. W wielu
formach spirytyzmu lub opętania przez demony, osoba odgrywająca rolę
medium czy innego nosiciela mocy szatańskiej, zmuszona jest oddać pełnię
władzy nad całą swoją wolą i osobowością w ręce ducha, który usiłuje ją
posiąść czy poprzez nią działać. Bardzo często taka osoba jest potem
zmuszona mówić lub robić takie rzeczy, których z własnej woli nigdy nie
zgodziłaby się powiedzieć lub zrobić. W niektórych formach spirytyzmu
człowiek, który dostaje się pod władzę ducha, traci wszelką orientację i
świadomość tego, co mówi czy robi. Po zakończeniu tego rodzaju
doświadczenia, opętany człowiek może po upływie wielu godzin przyjść do
siebie w całkowicie obcym otoczeniu, zupełnie nie zdając sobie sprawy
lub nie pamiętając tego, co wydarzyło się w minionym okresie. W ten
sposób zarówno wola, jak i rozum opętanej przez demony osoby zostały
zupełnie pominięte. Natomiast Duch Święty nigdy w ten sposób nie
postępuje z prawdziwym wiernym w Chrystusie. Wola i osobowość należą do
najcenniejszych darów, w jakie Bóg wyposażył człowieka, swój twór. W
konsekwencji Bóg nigdy nie uchyla ani nie wkracza w ludzką osobowość.
Bóg szanuje wolę i osobowość wiernego. On będzie poprzez nie działał,
jeśli Mu się na to pozwoli, lecz nigdy ich nie zlekceważy. Szatan ma
niewolników; Bóg ma dzieci. A zatem widzimy, jak niewłaściwe i niezgodne
z Pismem jest, gdy ochrzczeni w Duchu wierni, w związku z jakimkolwiek
duchowym objawieniem, mówią: "Nie mogłem nic na to poradzić! Duch Święty
kazał mi to zrobić". Mówiąc w ten sposób, wierny przedstawia
zamieszkującego w nim Ducha Bożego jako despotę, a siebie jako
niewolnika.
Wierni, którzy tak mówią, nie zrozumieli jeszcze
swoich przywilejów i obowiązków spoczywających na nich, jako na dzieciach
Boga. Muszą na nowo zbadać słowa Pawła zanotowane w Rz 8,15-16: "Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu
ulegać bojaźni, lecz wzięliście Ducha synostwa, w którym wołamy: Abba,
Ojcze! Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi
jesteśmy".
W ten sposób stanęliśmy twarzą w twarz z ważną
ogólną zasadą, która obowiązuje we wszystkich ludzkich poczynaniach, czy
to politycznych, czy duchowych: prawdziwa wolność nie jest możliwa bez
dobrego rządu. Taki typ wolności, który dąży do usunięcia całego rządu
czy jakiejkolwiek władzy, kończy się tylko anarchią i chaosem, a jego
ostatecznym wynikiem jest nowa forma niewoli, daleko cięższej niż
poprzednia polityka rządu, który został usunięty. Widzimy, że dzieje się
tak raz po raz w politycznej historii ludzkości; i ta sama zasada w
równym stopniu odnosi się do duchowego życia chrześcijańskiego Kościoła.
Prawdziwa duchowa wolność możliwa jest tylko tam, gdzie jest duchowa
władza. Władzą, którą Bóg ustanowił dla Kościoła, jest władza Ducha
Świętego. A zatem wracamy do wypowiedzi Pawła, zawartej w 2Kor 3,17: "A Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch
Pański, tam wolność".
Jeśli pragniemy korzystać z wolności Ducha,
najpierw musimy dobrowolnie uznać władzę Ducha. Te dwa aspekty
działalności Ducha Świętego nigdy nie mogą być od siebie oderwane. Nie
możemy także zapominać o innym ważnym fakcie dotyczącym Ducha Świętego,
który ustaliliśmy wcześniej w tej serii szkiców. Duch Święty jest
zarówno autorem Pisma, jak i tym, który to Pismo objaśnia. Znaczy to, że
Duch Święty nigdy nie poleci wiernemu powiedzieć lub zrobić coś, co jest
niezgodne z Pismem. Gdyby Duch Święty miał kiedykolwiek to zrobić,
postąpiłby nielogicznie i sprzecznie ze swoim charakterem; a wiemy, że
to jest niemożliwe. W 2Kor 1,18-19 Paweł mówi: "Jak wierny jest Bóg, tak słowo nasze do was nie jest
równocześnie "Tak" i "Nie". Albowiem Syn Boży Chrystus Jezus, którego
wam zwiastowaliśmy, ja i Sylwan i Tymoteusz,
nie był równocześnie "Tak" i "Nie", lecz w
nim było tylko "Tak".
Paweł mówi tu, że w postępowaniu Boga nigdy nie ma
sprzeczności. W związku z żadną kwestią doktrynalną czy praktyczną Bóg
nie powie raz "tak", a innym razem "nie". Jeśli Bóg kiedykolwiek
powiedział "tak", to Jego odpowiedź zawsze będzie brzmiała "tak". Nigdy
nie zmieni tego później na "nie". W Jego postępowaniu nigdy nie ma
niestałości czy sprzeczności
Dotyczy to związku pomiędzy naukami Pisma z jednej
strony a wypowiedziami i sposobami objawienia się Ducha Świętego z
drugiej. Duch Święty, będąc autorem Pisma, zawsze zgadza się z Pismem.
Nigdy nie ma możliwości równoczesnego "tak" i "nie". Tam, gdzie Biblia
mówi "nie", Duch Święty mówi "nie". Żadna wypowiedź czy objawienie,
które jest natchnione i kontrolowane przez Ducha Świętego, nie będzie
sprzeczne z naukami i przykładami Pisma. Jednakże, jak już
powiedzieliśmy, Duch Święty nigdy nie pełni w życiu wiernego roli
dyktatora. Nie zmusza wiernego, aby zawsze postępował w sposób zgodny z
Pismem. Duch Święty służy tylko jako Ten, który objaśnia i radzi.
Objaśnia Pismo, proponuje wskazówki i rady. Lecz wierny wciąż ma swobodę
wyboru: może przyjąć lub odrzucić radę Ducha, posłuchać Go lub nie
posłuchać. Jak się przekonamy, fakt ten nakłada na każdego ochrzczonego
w Duchu wiernego wielką osobistą odpowiedzialność. Każdy taki wierny ma
obowiązek poznawać objawione w Piśmie postanowienia Ducha Świętego, a
potem, podczas korzystania z darów duchowych (tak jak we wszystkich
innych kwestiach), musi w taki sposób kierować swoim własnym
postępowaniem i zachowaniem, aby zgadzało się ono z zasadami i
przykładami Pisma. Jeśli z powodu lenistwa, obojętności czy
nieposłuszeństwa, ochrzczony w Duchu wierny tego nie zrobi i w rezultacie
zacznie korzystać z Biblijnych darów w sposób głupi i niezgodny z
Pismem, odpowiedzialność za takie postępowanie spoczywa wyłącznie na
samym wiernym, a nie na Duchu Świętym. W związku z tym specjalny
obowiązek przypadł każdemu pastorowi, powołanemu przez Boga do kierowania
modlitwami i nabożeństwami ochrzczonego w Duchu zboru. Człowiek taki nie
tylko musi swą własną duchową działalność prowadzić w zgodzie z naukami
Pisma; musi także stać się narzędziem w rękach Boga, które będzie
kierowało praktykami religijnymi i działalnością całego zboru, zgodnie z
tymi samymi Biblijnymi zasadami. Powodzenie tych zamierzeń w wysokim
stopniu wymaga pewnych specjalnych kwalifikacji: przede wszystkim
gruntownej znajomości Pisma, a następnie mądrości, autorytetu i odwagi.
Tam, gdzie przywódca nie posiada tych cech, zbór usiłujący korzystać z
darów Ducha będzie jak statek na morzu, miotany wśród zdradliwych raf
potężnymi wichrami, dowodzony przez źle wyszkolonego, niedoświadczonego
kapitana. Nic dziwnego, że kończy się to katastrofą. Od około dwudziestu
lat stale jestem osobiście związany z działalnością Kościoła Pełnej
Ewangelii. W ciągu tych lat zauważyłem dwie rzeczy, które bardziej niż
cokolwiek innego przeszkodziły przyjęciu świadectwa pełnej Ewangelii.
Pierwszą jest nieumiejętność właściwego sprawowania władzy nad
publicznymi sposobami objawiania się duchowych darów, a szczególnie daru
języków; drugą są niesnaski i niezgoda panujące wśród ochrzczonych w
Duchu wiernych, zarówno pomiędzy członkami tego samego zboru, jak i
między różnymi zborami. Źródłem każdej z tych rzeczy jest jeden i ten
sam błąd: nieuznanie skuteczności władzy Ducha Świętego.
Jesteśmy teraz w stanie podać definicję prawdziwej
duchowej wolności. Wolność duchowa polega tylko na tym jednym: uznaniu
skuteczności władzy Ducha Świętego w Kościele: "Gdzie Duch jest Panem -
tam wolność". Tak wielu ochrzczonych w Duchu wiernych ma swoje własne,
osobliwe pojęcie wolności. Niektórzy wyobrażają sobie, że wolność polega
na krzyczeniu. Jeśli tylko będziemy mogli krzyczeć wystarczająco głośno
i wystarczająco długo (zdają się myśleć) stopniowo doprowadzimy do
wolności. Lecz Ducha Świętego nie można zdobywać stopniowo; On albo
zstępuje z góry, albo wypływa z wnętrza. W każdym wypadku objawia się On
swobodnie i spontanicznie, nigdy mozolnie czy z trudem. Inni ochrzczeni
w Duchu wierni kładą nacisk tylko na jakiś inny sposób wyrażania czy
objawiania swego stanu, takim jak śpiewanie, klaskanie w dłonie czy
tańczenie. W wielu wypadkach przyczyną takiego postępowania jest to, że
Bóg kiedyś pobłogosławił ich w jednej z tych sytuacji. Wtedy uwierzyli,
że zawsze będą otrzymywali Boże błogosławieństwo w tej samej sytuacji, a
nigdy w żadnej innej. Bóg pobłogosławił ich kiedyś, gdy krzyczeli, więc
zawsze chcą krzyczeć. Albo Bóg pobłogosławił ich kiedyś, gdy tańczyli,
więc zawsze chcą tańczyć. Stali się tacy ograniczeni w swych poglądach i
w swym pojęciu Ducha Świętego, że nigdy nie mogą wyobrazić sobie Boga
błogosławiącego ich w jakikolwiek inny sposób. Dość często mają nawet
skłonność do lekceważenia innych wiernych, którzy razem z nimi nie
krzyczą, tańczą czy klaszczą, i do sugerowania, że ci inni wierni nie są
naprawdę "wolni w Duchu". Należy tu wyraźnie stwierdzić, że w
krzyczeniu, tańczeniu czy klaskaniu w dłonie, niekoniecznie musi być coś
niezgodnego z Pismem. Biblia daje wyraźne przykłady pojawiania się tych
wszystkich elementów podczas oddawania czci Bogu. Lecz z całą pewnością
niezgodne z Pismem, a także głupie jest sugerowanie, że którykolwiek z
tych środków wyrazu obowiązkowo przynosi prawdziwą duchową wolność.
Człowiek, który wyobraża sobie, że zawsze musi czcić Boga krzycząc,
tańcząc czy klaszcząc w dłonie, już więcej nie zazna prawdziwej duchowej
wolności; wprost przeciwnie, znowu znalazł się w niewoli religijnej
specjalnego rodzaju, niewoli, którą sam sobie stworzył. Człowiek ten
jest takim samym niewolnikiem, jak chrześcijanin znajdujący się na
przeciwnym końcu religijnej skali, który nie ma żadnego innego sposobu
oddawania Bogu czci, niż przy pomocy słów i form ustalonej liturgii.
Wspaniałym kluczem do prawdziwej duchowej wolności są słowa Salomona
pochodzące z Kazn 3,1-8: "Wszystko ma
swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę: Jest czas rodzenia i
umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono; jest czas
zabijania i czas leczenia, jest czas burzenia i czas budowania; jest
czas płaczu i czas śmiechu, jest czas narzekania i czas pląsów; jest
czas rzucania kamieni i czas zbierania kamieni, czas pieszczot i czas
wstrzymywania się od pieszczot; jest czas szukania i czas gubienia, jest
czas przechowywania i czas odrzucania; jest czas rozdzierania i czas
zszywania, jest czas milczenia i czas mówienia; jest czas miłowania i
czas nienawidzenia, jest czas wojny i czas pokoju".
Salomon wymienia tu dwadzieścia osiem rodzajów
czynności, tworzących czternaście przeciwieństw. Każda z tych par
określa, co jest właściwe w jednym okresie, a co w innym. Nigdy nie
możemy bezwzględnie, bez zastrzeżeń stwierdzić, że zawsze należy robić
jedno, a nigdy nie wolno robić drugiego. Czy każda z tych rzeczy jest
właściwa, czy niewłaściwa, decyduje czas, czyli pora. W tych parach
przeciwieństw, które Salomon tu wymienia, znajduje się wiele czynności
związanych z życiem i praktykami religijnymi parafii, takich jak
sadzenie i wyrywanie; zabijanie i leczenie; burzenie i budowanie; płacz
i śmiech; zawodzenie i pląsy; zachowywanie i odrzucanie; milczenie i
mówienie. Żadna z tych rzeczy nie jest bezwzględnie właściwa czy
bezwzględnie niewłaściwa. Każda jest właściwa, jeśli została dokonana we
właściwym czasie, a niewłaściwa, jeśli została dokonana w niewłaściwym
czasie. A zatem skąd mamy wiedzieć, co robić i kiedy? Odpowiedź na to
pytanie brzmi: jest to najwyższe zadanie Ducha Świętego jako Pana w
Kościele. On objawia i zarządza, co i kiedy należy robić. Parafia, która
jest kierowana przez Ducha Świętego, zawsze zrobi właściwą rzecz we
właściwym czasie. Jest to źródłem każdej prawdziwej wolności, harmonii i
jedności. Bez tego istnieją tylko różne stopnie niewoli, niezgody i
braku jedności.
W obecnym szkicu zbadamy jeszcze jeden
charakterystyczny i ważny skutek wywołany obecnością Ducha Świętego w
Kościele. Ten drugi główny skutek może być streszczony w następujący
sposób: czynne uczestnictwo wszystkich członków w życiu, praktykach i
służbie Kościoła. Obecnie w ogromnej większości chrześcijańskich
kościołów, podczas regularnych nabożeństw, prawie cała rzeczywista
inicjatywa i działalność ogranicza się zaledwie do kilku osób. Wierni
jako całość mają brać udział w pewnych uprzednio zaplanowanych
czynnościach, takich jak śpiewanie pieśni religijnych ze śpiewnika,
powtarzanie ustalonych modlitw czy odpowiedzi. Również w głównej grupie
wiernych może działać jedna lub dwie mniejsze, specjalnie wyszkolone
grupy - takie jak chór czy orkiestra. Lecz poza tym, w przeważającej
większości zboru, cała rzeczywista inicjatywa i działalność jest skupiona
w rękach jednej lub dwóch osób, podczas gdy rola reszty członków jest
prawie całkowicie bierna. Jedna osoba kieruje śpiewem, jedna osoba modli
się, jedna osoba naucza. Czasami jedna osoba przyjmuje na siebie nawet
dwa lub więcej z tych zadań. Od reszty członków oczekuje się i wymaga
niewiele więcej, niż sporadyczne "Amen". Natomiast, jeśli z otwartym
umysłem zbadamy życie i sposób odprawiania praktyk religijnych wczesnego
Kościoła, tak jak opisuje to Nowy Testament, przekonamy się, że wszyscy
wierni obecni na nabożeństwie aktywnie w nim uczestniczyli i że
spowodowane to było nadprzyrodzoną obecnością i mocą Ducha Świętego,
działającego w poszczególnych wiernych i poprzez nich. Pierwszym
punktem, który musimy ustalić, jest to, że według przedstawionego w
Nowym Testamencie wzoru, nadprzyrodzone dary, czyli sposoby przejawiania
się Ducha Świętego, nie są przede wszystkim przeznaczone dla
indywidualnego wiernego. Raczej są one przekazane poprzez indywidualnego
wiernego całemu Kościołowi czy zborowi. Wobec tego nie mogą one osiągnąć
swego właściwego celu, o ile swobodnie się nie przejawiają i nie są
wykorzystywane w życiu zboru.
Zostało to wyraźnie uwypuklone w naukach Pawła
zawartych w 1Kor 12,7-11. Paweł wymienia tu dziewięć specjalnych,
nadprzyrodzonych darów, czyli sposobów objawiania się Ducha Świętego,
kończąc ten wykaz słowami: "Wszystko to zaś
sprawia jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu poszczególnie jak
chce". To ostatnie sformułowanie wyraźnie wskazuje, że dary te, czyli
znaki Ducha, początkowo przekazane są indywidualnym wiernym. Jednakże
Paweł na tym nie kończy. W następnych szesnastu wierszach tego samego
rozdziału, to znaczy od wiersza 12 do 27, Paweł wyjaśnia, że Kościół
chrześcijański jest jak jedno ciało o wielu członkach, i porównuje
każdego z poszczególnych wiernych do jednego z członków tego ciała.
Porównanie to Paweł kończy słowami: "Wy przeto jesteście Ciałem
Chrystusa, a z osobna członkami".
A zatem płynie stąd nauka, że chociaż dary duchowe
otrzymują poszczególni wierni, celem ich jest umożliwienie tym wiernym
pełnienia w Kościele - Ciele Chrystusa - właściwej roli. Tak, więc dary
duchowe nie są przeznaczone głównie dla jednostki, lecz mają służyć
całemu zborowi, wzbogacać jego życie i praktyki religijne. Tę prawdę
wyraźnie przedstawia Paweł zaraz w następnym wierszu, to znaczy w
1Kor 12,28. Paweł mówi tu: "A
Bóg ustanowił w kościele najpierw apostołów, po wtóre proroków, po
trzecie nauczycieli, następnie moc czynienia cudów, potem dary
uzdrawiania, niesienia pomocy, kierowania, różne języki".
Mówiąc tu o rozmaitych obowiązkach i
nadprzyrodzonych darach Ducha Świętego, w związku z nimi wszystkimi
Paweł stwierdza, że zostały one ustanowione przez Boga "w Kościele".
Znaczy to, że nie są one przeznaczone tylko dla prywatnego użytku
poszczególnych wiernych, lecz dla publicznego objawienia w Kościele —
zgromadzeniu ludu Bożego traktowanym jako całość. Ta sama prawda została
w sposób uderzający uwypuklona w krótkiej przypowieści, którą Jezus
posłużył się podczas Kazania na Górze. W Mt 5,15 Jezus powiedział: "Nie zapalają też świecy
i nie
stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy
są w domu".
Dwoma głównymi symbolami użytymi w tej przypowieści
są światło i świecznik. Znaczenie świecznika można wyjaśnić odwołując
się do Obj 1,20 (ostatnia część): "a
siedem świeczników, to siedem zborów". W całym Piśmie Świętym świecznik
używany jest jako symbol Kościoła lub grupy wiernych. Znaczenie
zapalonej świecy można wyjaśnić odwołując się do Przyp 20,27: "Lampą Pańską jest duch człowieka". Tak więc
zapalona świeca jest symbolem ducha człowieka wierzącego, płonącego i
jaśniejącego dzięki ogniowi zamieszkującego w nim Ducha Bożego. Mówiąc
prościej, zapalona świeca symbolizuje wiernego ochrzczonego w Duchu
Świętym i ogniu.
A zatem w omawianym fragmencie Ewangelii według św.
Mateusza Jezus mówi, że prawnie przewidzianym miejscem ochrzczonego w
Duchu wiernego jest świecznik - to znaczy, że należy on do Kościoła,
zgromadzenia ludu Bożego. Świeca pod korcem - to znaczy przykryta jakimś
pustym naczyniem - jest przedmiotem zupełnie nie na miejscu,
bezużytecznym. Tak jak miejscem zapalonej świecy jest świecznik, tak
ochrzczony w Duchu wierny ma obowiązek zająć w zgromadzeniu ludu Bożego
należne mu miejsce. Wierny, który przyjął chrzest w Duchu Świętym, a
nigdy publicznie nie posłużył się żadnym duchowym darem, jest jak świeca
pod korcem — osobą nie na miejscu, bezużyteczną. A więc z tych
fragmentów Pisma widzimy, że chrzest w Duchu Świętym i nadprzyrodzone
dary, czyli sposoby objawienia się Ducha Świętego, nie zostały
przeznaczone głównie na prywatny użytek, czy dla korzyści poszczególnych
wiernych. Wprost przeciwnie, mają one odgrywać decydującą rolę w życiu i
praktykach religijnych zboru jako całości. Gdy obecność i moc Ducha
Świętego w ten sposób publicznie objawia się poprzez różnych wiernych, w
rezultacie zupełnie zmienia się całe życie zboru i sposób, w jaki oddaje
się tam Bogu cześć. Główna odpowiedzialność za przebieg i kierowanie
nabożeństwem nie spoczywa na jednej czy dwu osobach, podczas gdy reszta
pozostaje w swym lenistwie bierna. Wprost przeciwnie, każdy członek
zboru zaczyna aktywnie uczestniczyć w nabożeństwie i różni członkowie
tej społeczności służą sobie wzajemnie, zamiast jednego czy dwóch
wiernych służących przez cały czas reszcie. Jest to wzór przekazany
przez Pawła na przykładzie ciała i jego członków. Potwierdzają go słowa
Apostoła Piotra w 1Ptr 4,10-11: "Usługujcie drugim tym darem łaski, jaki każdy otrzymał, jako
dobrzy szafarze rozlicznej łaski Bożej. Jeśli kto mówi, niech mówi jak
Słowo Boże. Jeśli kto usługuje, niech czyni to z mocą, której udziela
Bóg, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa. Jego
jest chwała i moc na wieki wieków. Amen".
Piotr mówi tu, że łaska Boża jest różnoraka. To
znaczy łaska Boża jest tak bogata, tak wszechstronna, że we wszelkich
formach modlitw i służby ludu Bożego, poprzez każdego członka może
przejawiać się inny aspekt tej łaski. Łaska Boża jest tak bogata, że
każdy członek Kościoła może otrzymać specjalny jej dowód i wykorzystując
swój dar z kolei służyć w jakiś sposób wszystkim pozostałym członkom.
Język, którym Paweł się tu posługuje, wskazuje, że dotyczy to każdego
członka Kościoła Nikt nie powinien zostać bez daru czyli obowiązku.
Piotr mówi: "usługujcie drugim tym darem laski, jaki każdy otrzymał". I
znowu w następnym wierszu: "Jeśli kto mówi... Jeśli kto
usługuje...". Nie mówi się tu o kościele zatrudniającym na stałe jednego
czy dwóch "zawodowych" pastorów, podczas gdy wszyscy pozostali
członkowie są w wielkiej mierze bierni lub bezczynni. Boski program
nadprzyrodzonej działalności w Kościele obejmuje każdego członka. Każdy
człowiek może otrzymać dar, każdy człowiek może mieć dar przemawiania,
każdy człowiek może pełnić służbę. Ten obraz Kościoła, którego każdy
członek czynnie uczestniczy w jego życiu, potwierdzają słowa Pawła w Rz 12,3-8: "Powiadam
bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie
więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem, stosownie do
wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił. Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy
członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, tak my
wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy
członkami jedni drugich. A mamy różne dary według udzielanej nam łaski.
Jeśli dar prorokowania, to niech będzie używany stosownie do wiary;
jeśli posługiwanie, to w usługiwaniu; jeśli kto naucza, to w nauczaniu;
jeśli kto napomina, to w napominaniu; jeśli kto obdarowuje, to w
szczerości; kto jest przełożony, niech okaże gorliwość; kto okazuje
miłosierdzie, niech to czyni z radością".
W tych wierszach Paweł jeszcze raz porównuje
Kościół chrześcijański do ciała, którego członkami są wszyscy
poszczególni wierni, oraz kładzie wielki nacisk na działalność każdego
członka. Zwróćcie uwagę na powtarzanie się takich sformułowań jak: "my
wszyscy", "każdy z was". Paweł naucza, że Bóg przeznaczył każdemu
członkowi, każdemu wiernemu specjalną funkcję, specjalne obowiązki; i że
Bóg także dla każdego członka ustalił miarę wiary, wystarczającą jej
ilość, która pozwoli każdemu poszczególnemu członkowi pomyślnie spełniać
przeznaczone mu obowiązki. Tak więc przedstawionym w Nowym Testamencie
obrazem Kościoła jest energiczne, czynne ciało, w którym każdy wierny,
każdy poszczególny członek należycie spełnia swą specjalną funkcję.
Kościół, w którym czynnie działałby tylko jeden lub dwóch jego członków,
według norm Nowego Testamentu byłby jak ciało, którego tylko część,
powiedzmy głowa, jedna ręka i noga, jest sprawna i silna, a cała reszta
sparaliżowana i bezużyteczna. To oczywiste, że takie ciało, traktowane
jako całość, w tym stanie nigdy nie będzie mogło spełniać swej właściwej
funkcji. W 1Kor 12,7-11
Paweł kładzie szczególny nacisk na nadprzyrodzone obowiązki, jakie Duch
Święty nakłada na każdego członka Kościoła istniejącego w okresie Nowego
Testamentu. Mówi: "A w każdym różnie przejawia się Duch ku wspólnemu
pożytkowi". I dalej w związku z dziewięcioma nadprzyrodzonymi darami,
czyli sposobami objawienia się Ducha Świętego: "Wszystko to zaś sprawia
jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu poszczególnie, jak chce".
Zwróćcie dokładną uwagę na to, co Paweł tu mówi: "A w każdym różnie
(to
znaczy w każdym członku Kościoła) objawia się Duch" - to znaczy
zamieszkujący w wiernym Duch publicznie demonstruje swe istnienie. I
znowu: wszystkie te dziewięć nadprzyrodzonych darów Duch Święty
"rozdziela każdemu" - to znaczy każdemu członkowi Kościoła. Słowa te
jasno dają do zrozumienia, że wyraźną wolą, to znaczy wolą Jego jest
jawne, publiczne, nadprzyrodzone objawienie się zamieszkującego w
wiernym Ducha. Jeśli wszyscy wierni nie posługują się w rzeczywistości
tymi darami, nie dzieje się tak dlatego, że Bóg ich powstrzymuje, lecz
po prostu dlatego, że tacy wierni przez niedbalstwo lub brak wiary nie
potrafią w pełni poddać się woli Bożej, objawionej dla potrzeb Jego ludu.
Tacy wierni nie usłuchali wezwania Pawła zawartego w 1Kor 12,31: "Starajcie się tedy usilnie o większe
dary łaski..." i następnego, umieszczonego w 1Kor 14,1: "Dążcie do miłości, starajcie się też
usilnie o dary duchowe, a najbardziej o to, aby prorokować".
Szczególną wagę Paweł przywiązuje do trzech darów
Ducha, a mianowicie do daru języków, tłumaczenia i proroctwa. W
1Kor 14,5 Paweł mówi: "A
pragnąłbym, żebyście wy wszyscy mówili językami, lecz jeszcze bardziej,
żebyście prorokowali...". Ponieważ Paweł pisze tu pod natchnieniem Ducha
Świętego, jego słowa przekazują Kościołowi objawioną wolę Boga. Wolą tą
jest, aby wszyscy, którzy w Niego wierzą, zarówno mówili językami, jak i
prorokowali. Jeśli jacyś chrześcijanie nie wykorzystują możliwości
posługiwania się tymi darami, nie dzieje się tak dlatego, że Bóg
wstrzymał dary, lecz po prostu dlatego, że wierni ci nie osiągnęli pełni
swego dziedzictwa w Chrystusie. W Joz 13,1
czytamy, że Pan powiedział do Jozuego i swego ludu, żyjącego w okresie
obowiązywania Starego Przymierza: "pozostało jeszcze bardzo wiele ziemi
do objęcia...". Tak samo przedstawia się sytuacja również z ludem Bożym,
żyjącym w czasach współczesnych, to znaczy w okresie obowiązywania
Nowego Przymierza: "pozostało jeszcze bardzo wiele ziemi do objęcia". W
1Kor 14,13 Paweł mówi także:
"Dlatego ten, kto mówi językami, niechaj się modli o dar wykładania
ich". Wiemy doskonale, że Słowo Boże nie poleca nam modlić się o coś,
czego posiadanie nie jest wolą Boga. A zatem widzimy, że wolą Boga jest,
aby każdy, kto mówi językami, także tłumaczył swoją wypowiedź. Ponieważ
Paweł już powiedział, że Bóg chce, aby wszyscy mówili językami, a zatem
Bóg także chce, aby wszyscy tłumaczyli. I znowu w 1Kor 14,31 Paweł mówi: "Możecie bowiem kolejno
wszyscy prorokować, aby się wszyscy czegoś nauczyli i wszyscy zachęty
doznali".
Nic nie może być wyraźniejsze, niż to stwierdzenie.
Posługiwanie się przez wszystkich członków Kościoła duchowym darem
proroctwa wchodzi w zakres objawionej woli Boga. Na to ogólne objawienie
woli Boga Paweł nakłada tylko dwa ograniczenia. W wierszu dopiero co
przytoczonym Paweł mówi: "kolejno". Znaczy to, że wierni mają posługiwać
się tym darem jeden po drugim, tak aby nigdy w danej chwili nie
prorokował więcej niż jeden wierny. Cel tego jest jasny i został
sformułowany kilka wierszy dalej. Chodzi tu o to, aby uniknąć
zamieszania. Drugie ograniczenie dotyczące posługiwania się darem
proroctwa wysunął Paweł nieco wcześniej, w 1Kor 14,29: "A co do proroków, to niech mówią dwaj
albo trzej, a inni niech osądzają".
Paweł ogranicza tu liczbę osób, które mają podczas
jednego nabożeństwa wykorzystać dar proroctwa. Mówi: "dwaj albo trzej".
Celem tego ograniczenia jest niedopuszczenie do zmonopolizowania całego
nabożeństwa przez jedną szczególną formę duchowego objawienia. Miejscem
posługiwania się darem proroctwa jest nabożeństwo, lecz nabożeństwo nie
służy wyłącznie realizacji tego daru. Działalność Ducha Świętego,
przejawiająca się poprzez lud Boży, jest dużo bardziej urozmaicona. Aby
nabożeństwo było pełne, musi składać się z wielu różnych form tej
działalności. W wierszu tym Paweł wyraźnie stwierdza również, że
przemówienia proroków muszą być rozsądzane, czyli badane. Mówi: "inni
niech osądzają". W języku greckim, tak jak w polskim, słowo "inni" ma
formę liczby mnogiej. Znaczy ono: "pozostali członkowie" — inni obecni
tam ochrzczeni w Duchu wierni, którzy zdolni są rozpoznać prawdziwe
objawy daru proroctwa. Nawet tu widzimy, że Paweł ma na myśli wszystkich
członków. Nie wyszczególnia tylko jednego zawodowego pastora, który ma
ocenić, lecz odpowiedzialnymi za to czyni wszystkich wiernych. Zgadza
się to z tym, co Paweł mówi w 1Tes
5,19-21: "Ducha nie gaście, proroctw nie lekceważcie!
Wszystkiego doświadczajcie, co dobre, tego się trzymajcie".
Te trzy wiersze skierowane są do ogółu chrześcijan
i muszą być traktowane jako polecenia ściśle ze sobą powiązane.
Niewłaściwe jest, aby wierni gasili Ducha, to znaczy odrzucali
rezultaty działania i objawienia się Ducha Świętego wewnątrz ich istoty.
Niewłaściwe jest również, aby wierni lekceważyli proroctwo, to znaczy
żeby wobec objawiania się daru proroctwa przyjęli postawę krytyczną,
lekceważącą lub świadczącą o braku wiary. Z drugiej strony, gdy dar ten
objawia się, wierni powinni zbadać go, to znaczy wypróbować w oparciu o
Biblijne kryteria, a następnie zachowywać, akceptować, uznawać tylko
to, co jest dobre; tylko to, co zgadza się z kryteriami i wzorami
Pisma.
Widzimy zatem, że Pawłowi zależy, aby nie dopuścić
do niczego, co w posługiwaniu się lub objawieniu duchowych darów mogłoby
być fałszem lub niedbalstwem. Jednakże, z tym jednym zastrzeżeniem,
Paweł wielokrotnie stanowczo stwierdza, że wszyscy wierni w Kościele
mogą i powinni publicznie posługiwać się duchowymi darami. W związku z
tym wymienia zwłaszcza trzy dary: dar języków, tłumaczenia i proroctwa.
Co dzieje się w kościele, gdy wszyscy jego członkowie otwarcie i
publicznie posługują się w ten sposób darami duchowymi? W 1Kor 14,26 Paweł opisuje typ
nabożeństwa, który jest wynikiem właśnie takiej sytuacji. Mówi: "Cóż
tedy, bracia? Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem, inny nauką,
inny objawieniem, inny językami, inny ich wykładem; wszystko to niech
będzie ku zbudowaniu".
Ogólnie rzecz biorąc, gdy współcześni chrześcijanie
zbierają się w jednym miejscu, głównym ich celem jest otrzymywanie, a
nie wnoszenie swego wkładu w to, co się dzieje. Przychodzą, aby otrzymać
błogosławieństwo, zostać uzdrowionym, posłuchać nauk. Lecz nie tak
wyglądał Kościół opisany w Nowym Testamencie. Tam członkowie
przychodzili głównie nie po to, aby otrzymać, lecz aby coś wnieść.
Każdemu z nich Duch powierzył coś innego, co oni z kolei mogli wnieść do
całości obrzędów religijnych i nabożeństw odprawianych w ich kościele.
Paweł wymienia różne możliwe formy tego ich udziału. "Jeden z was służy
psalmem" będzie oznaczało pewną formę współpracy muzycznej. Może ona
wynikać albo z wrodzonego talentu, albo z nadprzyrodzonego wpływu Ducha
Świętego. "Inny nauką..." będzie oznaczało zdolność przekazywania prawdy
zawartej w naukach Słowa Bożego. "Inny językami, inny ich wykładem" może
służyć jako ogólny termin obejmujący trzy dary nadprzyrodzonych
wypowiedzi - dar języków, tłumaczenia i proroctwa. "Inny objawieniem"
obejmuje trzy główne dary objawienia "dar mądrości słowa", "umiejętność
poznawania" i "rozpoznawanie duchów".
W ten sposób - głównie poprzez działanie
nadprzyrodzonych duchowych darów - każdy z członków miał coś własnego,
co stanowiło jego wkład w cały system praktyk religijnych i nabożeństw
odprawianych w ich kościele. Dzięki temu mogli oni spełnić nakaz wydany
im przez Piotra w 1Ptr 4,10:
"Usługujcie drugim tym darem łaski, jaki każdy otrzymał, jako dobrzy
szafarze rozlicznej łaski Bożej".
Piotr uwypukla tu ten sam punkt, co Paweł. Zdolność
poszczególnych członków do skutecznego służenia sobie wzajemnie wynikała
głównie z faktu otrzymania przez nich tych nadprzyrodzonych duchowych
darów. W ten sposób pokonali oni ograniczenia własnego wykształcenia czy
wrodzonego talentu i wkroczyli w leżącą na o wiele wyższym poziomie
sferę wolności duchowej. Gdyby ich zdolność wzajemnego służenia sobie
opierała się tylko na ich wykształceniu lub wrodzonym talencie, wielu z
nich miałoby bardzo nieznaczny wkład w całość nabożeństwa. Rezultat
byłby taki, jaki widzimy obecnie w większości kościołów
chrześcijańskich. Główny ciężar działalności spadłby tylko na kilku
członków, a cała reszta pozostałaby w wielkiej mierze bierna lub
obojętna, bez żadnych prawdziwych możliwości duchowego wypowiedzenia się
czy rozwoju. Dlaczego tak się dzieje, że aż tylu zawodowych pastorów
działających współcześnie, przeżywa psychiczne lub nerwowe załamania? W
wielu wypadkami odpowiedź na to pytanie jest następująca: jeden członek
Kościoła szarpie się, aby udźwignąć ciężar obowiązków, których Bóg nigdy
na niego nie nałożył. Jeden członek usiłuje podołać obowiązkom, które
zgodnie z zamierzeniem Boga powinny zostać podzielone pomiędzy
wszystkich członków Kościoła. Prawie nieuniknionym tego skutkiem jest
depresja psychiczna. Ucieczka od tego rodzaju ograniczeń i zawodów
możliwa jest jedynie dzięki nadprzyrodzonej działalności w Kościele
Ducha Świętego, rozdzielającego dary duchowe pośród wszystkich członków
Kościoła, każdemu z osobna, zgodnie z Jego wolą. W ten sposób członkowie
zostają wyzwoleni i wyniesieni ponad ograniczenia własnej natury i
wkraczają w sferę duchową, gdzie każdy z nich może swobodnie działać i
gdzie razem dźwigają ciężar wszystkich obowiązków Kościoła. W ten sposób
każdy członek Ciała Chrystusa może stać się skutecznie czynny, co będzie
stanowić przeciwieństwo Kościoła, w którym czynnie działa tylko kilku
członków, podczas gdy cała reszta jest bierna i bezużyteczna. W ten
sposób Ciało Chrystusa jako całość może spełniać przeznaczoną mu funkcję
DUCH ŚWIĘTY A
GŁOSICIELE EWANGELII
W obecnym szkicu nie będziemy już więcej poświęcać
uwagi zborowi jako całości, lecz skoncentrujemy się na specjalnych
obowiązkach kaznodziei - to znaczy wiernego powołanego przez Boga do
specjalnej, niezbędnej działalności polegającej na głoszeniu Słowa
Bożego. Pytania, na które będziemy próbowali odpowiedzieć to: jakie
specjalne skutki wywiera chrzest w Duchu Świętym na działalność
człowieka głoszącego Słowo Boże? Czym różni się działalność kaznodziei,
którego Duch Święty obdarzył mocą, od działalności tego, który nie
otrzymał takiej pomocy? Rozważanie związku pomiędzy Duchem Świętym a
działalnością kaznodziejską dobrze jest zacząć od słów Apostoła Piotra
(1Ptr 1,12). Piotr
przypomina tu członkom wczesnego Kościoła przykład i wzór przekazany im
przez osoby, które przyniosły im posłanie Ewangelii. Mówi tu o "tych,
którzy w Duchu Św. ...opowiadali wam radosną
nowinę". Słowa te wyraźnie uwypuklają główną cechę charakteryzującą
ludzi głoszących Słowo Boże w czasach Nowego Testamentu. Nie polegali
oni głównie na swoim wykształceniu, darze wysławiania się czy wrodzonych
zdolnościach; oni "w Duchu Świętym zesłanym z Nieba opowiadali wam
radosną nowinę".
Oni liczyli i polegali na rzeczywistej, osobistej
obecności i mocy Ducha Świętego działającego w nich, poprzez nich i z
nimi. Wszystkie pozostałe środki i zdolności, jakimi się posługiwali,
podporządkowali temu jednemu najwyższemu działaniu - obecności i mocy
Ducha Świętego.
Jakie skutki towarzyszą uznaniu przewodniej roli
Ducha Świętego w pełnieniu obowiązków kaznodziejskich? Pierwszy taki
skutek został wymieniony przez Jezusa w J 16,8: "A On - Duch Święty - gdy przyjdzie, przekona
świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie".
Dość dowolny przekład tego wiersza mógłby brzmieć:
"Duch Święty narzuci światu ludzi niewierzących prawdziwe, podstawowe
zapatrywania na temat grzechu, sprawiedliwości i sądu, a zrobi to w taki
sposób, że już nigdy świat nie będzie mógł zlekceważyć czy zaprzeczyć
tym zasadom". Te trzy rzeczy - grzech, sprawiedliwość i sąd - są trwałą,
wieczną rzeczywistością, na której opiera się cała prawdziwa religia.
W Dz 17,31
Paweł przypomina dumnym, wykształconym, niezależnym Ateńczykom o tym
podstawowym fakcie sądu Bożego. Mówi: "Gdyż wyznaczył dzień, w którym
będzie sądził świat sprawiedliwie". Sąd jest Boskim postanowieniem; nikt
nie został usprawiedliwiony; nikt nie został uwolniony; nikt nie może
uciec. Postanowienie Boga dotyczy świata - całego rodzaju ludzkiego.
Podczas tego sądu Boga interesuje jedna i tylko jedna kwestia, a
mianowicie kwestia sprawiedliwości. Bóg nie będzie sądził ludzi według
stopnia ich zamożności, inteligencji lub zaangażowania religijnego.
Interesuje Go tylko jedna kwestia - kwestia sprawiedliwości. Istotę tej
kwestii wyraźnie definiuje Jan 1J 5,17: "Wszelka nieprawość jest grzechem". Pod względem moralnego
postępowania istnieją tylko dwie możliwości - albo sprawiedliwość, albo
grzech. Grzech musi zostać zdefiniowany w kategoriach sprawiedliwości.
Zło musi być definiowane w kategoriach dobra. To tak, jakby poproszono
nas o wytłumaczenie słowa "krzywy". Najprościej by było zacząć od
zademonstrowania znaczenia słowa "prosty". Moglibyśmy narysować linię
prostą i powiedzieć: "Jest to linia prosta". Następnie moglibyśmy
wyjaśnić: "Każda inna linia łącząca te same dwa punkty, nie pokrywająca
się z tą linią, jest linią krzywą". Dokładne określenie odchylenia linii
krzywej od prostej jest sprawą mniejszej wagi. Może ona odchylać się o
jeden stopień lub o wiele stopni. Nie ma to żadnego znaczenia. Bez
względu na to, czy odchyla się trochę, czy bardzo, jest to zawsze linia
krzywa. Taka sama jest zależność pomiędzy grzechem a sprawiedliwością.
"Każde bezprawie jest grzechem". Każda forma moralnego postępowania,
która nie jest sprawiedliwością, jest grzechem. Bóg przedstawił swój
Boski wzorzec sprawiedliwości. Wszystko, co w jakimkolwiek stopniu,
małym czy dużym, odbiega od tego wzoru, jest grzeszne. Jaki jest Boski
wzorzec sprawiedliwości? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w drugiej
części wiersza, który już cytowaliśmy - wiersza pochodzącego z mowy
Pawła wygłoszonej w Atenach (Dz 17,31):
Bóg "wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez
męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie
go z martwych"
Jaki jest ten przedstawiony tu Boski wzorzec
sprawiedliwości? Nie jest to ani kodeks moralny, ani złota reguła; nie
jest to nawet dziesięć przykazań. Jest to ten rodzaj wzorca, który
doskonale odpowiada rodzajowi ludzkiemu. Jest to człowiek - ten
człowiek, którego Bóg przeznaczył. Kim jest ten człowiek? Jest to
człowiek, któremu Bóg wystawił świadectwo, czyli Go uwierzytelnił,
wskrzeszając Go z martwych. Tym człowiekiem jest Jezus Chrystus. On i
tylko On jest Boskim, wzorcem sprawiedliwości ofiarowanym rodzajowi
ludzkiemu. Aby zrozumieć ten wzorzec, musimy poznać życie i charakter
Jezusa odtworzone w Nowym Testamencie. Każdy aspekt ludzkiego charakteru
bądź postępowania, który odbiega od wzoru Jezusa, odbiega tym samym od
Boskiego wzorca sprawiedliwości. Tę samą prawdę, lecz wyrażoną innymi
słowami, znajdziemy w Liście do Rz 3,23. Paweł
wypowiada się tu na temat istoty sprawiedliwości i grzechu, mówiąc:
"Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej". Dowodząc powszechnej
grzeszności całego rodzaju ludzkiego, Paweł nie wymienia tu żadnego
konkretnego rodzaju grzechu. Nie wymienia dumy czy pożądliwości,
morderstwa czy kłamstwa. Twierdzi tylko, że wszyscy są jednakowo winni i
dlatego wszystkim "brak chwały Bożej". Wszyscy zaniedbali obowiązek
życia dla chwały Bożej, wszyscy zaniedbali obowiązek życia według wzorca
chwały Bożej; wszyscy zostali pozbawieni tej chwały; wszyscy przeoczyli
znak. Ten wzorzec chwały Bożej jeszcze raz zwraca naszą uwagę na Jezusa
Chrystusa. Z Listu do Hebr 1,3 dowiadujemy
się, że On, Jezus, jest "odblaskiem chwały i odbiciem jego istoty". Ze
wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli, jedynie Chrystus przeżył
całe swoje życie według tego jednego wzorca i dla tego jednego celu -
chwały Boga, swego Ojca. A zatem zostały tu zdefiniowane tak, aby
wszyscy mogli je zrozumieć, trzy podstawowe zagadnienia, od których
zależy wieczne przeznaczenie każdego człowieka - pojęcie grzechu,
sprawiedliwości i sądu. A jednak rodzaj ludzki w swym naturalnym,
niemoralnym stanie jest całkowicie obojętny wobec tych spraw. Dzieje się
tak, dlatego, że upadły człowiek jest niewolnikiem swego własnego
cielesnego umysłu. Ma tylko jeden przyrodzony sposób kontaktowania się z
rzeczywistością, a mianowicie poprzez swoją cielesną naturę - poprzez
swoich pięć zmysłów. Działają na niego i wywierają wrażenie tylko te
aspekty rzeczywistości, które odbiera przy pomocy zmysłów. A zatem jest
on zamknięty w sferze cielesnej i materialnej. To właśnie sprawy tej
sfery wywierają na nim wrażenie i mają na niego wpływ, zajmują jego
czas, myśli i energię. Posłuchajcie przypadkowych rozmów prowadzonych w
jakimkolwiek miejscu publicznym - autobusie, pociągu, restauracji. Jaki
jest najczęstszy temat tych rozmów? Bez wątpienia pieniądze. Przekonałem
się o tym na podstawie własnych obserwacji, słuchając rozmów
prowadzonych w wielu różnych językach, w wielu różnych krajach.
Poza pieniędzmi istnieje jeszcze wiele innych
tematów, a wszystkie w jakiś sposób wiążą się z fizycznym i materialnym
powodzeniem człowieka - jego przyjemnościami, jego wygodami, jego
zbytkiem. Z najczęściej spotykanych na całym świecie tematów rozmów
możemy wymienić: sport, rozrywki, politykę, interesy, gospodarowanie,
sprawy rodzinne, samochody, stroje i wyposażenie domu. Właśnie te sprawy
zwykle przyciągają myśli i słowa ludzi tego świata. Nie ma wśród nich
miejsca na trzy kwestie, które wymieniliśmy - grzech, sprawiedliwość i
sąd. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta. Tych trzech spraw
nie można zrozumieć przy pomocy cielesnych zmysłów człowieka. Dla
człowieka, który jest zamknięty w więzieniu własnych zmysłów i własnego
cielesnego rozumu, grzech, sprawiedliwość i sąd nie mają żadnego
znaczenia ani nic wspólnego z rzeczywistością. Istnieje tylko jeden
sposób, aby przybliżyć mężczyznom i kobietom te pojęcia, a jest nim
działanie Świętego Ducha Bożego. Tylko On może przekonać świat o
realności tych niedostrzegalnych zmysłami, wiecznych kwestii.
Proporcjonalnie do stopnia, w jakim Duch Święty zyskuje dostęp do
ludzkich serc i umysłów, oni przekonują się i zaczynają się interesować
grzechem, sprawiedliwością i sądem. W Ps 14,2-3 został
nam przekazany natchniony przez Boga obraz całej ludzkości, tak jak On
sam ją widzi, w jej naturalnym stanie, stanie upadku, oderwanym od
wpływu łaski Bożej i oddziaływania Ducha Bożego. Autor tego psalmu mówi
tu: "Pan spogląda z niebios na synów ludzi, aby zobaczyć, czy jest kto
rozumny, który szuka Boga. Wszyscy odstąpili, wespół się splugawili. Nie
ma, kto by dobrze czynił, nie ma ani jednego".
Zwróćcie uwagę na to, co autor tego psalmu mówi tu
na temat naturalnego stanu człowieka. Nie chodzi mu tylko o to, że nie
ma ani jednej osoby, która czyni dobrze. Duchowa deprawacja człowieka
sięga znacznie głębiej. Nie ma ani jednego rozumnego człowieka, ani
jednego, który szukałby Boga. Ludziom jest zupełnie obce nawet
zrozumienie spraw duchowych i pragnienie poznania Boga. Jeśli Bóg
poprzez swego Świętego Ducha nie dotrze do człowieka, pozostawiony sam
sobie człowiek z własnej woli nigdy nie stara się dotrzeć do Boga czy Go
szukać. Zgadza się to z tym, co Paweł mówi w Ef 2,1: "I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze". Poza
ożywczym wpływem Ducha Świętego, duchowym stanem człowieka jest stan
śmierci. Umarł on dla Boga i dla duchowej rzeczywistości. Grzech,
sprawiedliwość i sąd nic dla niego nie znaczą i nie mają żadnego związku
z rzeczywistością. Nie znaczy to, że człowiek w takim stanie musi być
człowiekiem nie-religijnym. Wprost przeciwnie, religia może odgrywać
wielką role. w jego życiu. Lecz religia oderwana od oddziaływania Ducha
Świętego może stać się źródłem najbardziej niszczącego wpływu, usypiając
czujność człowieka poczuciem fałszywego bezpieczeństwa i zaszczepiając w
nim brak wrażliwości i obojętność w stosunku do tych istotnych duchowych
kwestii, od których zależy los jego duszy. W 2Tym 3,1-5 Paweł przedstawia proroczą
wizję głównych moralnych cech, które będą charakteryzować rodzaj ludzki
pod koniec obecnego wieku: "A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną
trudne czasy. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni,
bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, bezbożni. Bez serca, nieprzejednani,
przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego co dobre.
Zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga. Którzy
przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem
jej mocy; również tych się wystrzegaj".
Paweł wymienia tu osiem głównych moralnych skaz,
które zeszpecą i zniekształcą ludzkie życie i zachowanie, gdy wiek ten
zbliży się ku końcowi. Pierwsze dwie moralne skazy z jego listy to
"samolubstwo" i "chciwość"; ostatnia polega na tym, że "ludzie będą...
miłujący więcej rozkosze niż Boga". Kierowany nieomylną przenikliwością
Ducha Świętego, Paweł wskazał główne cechy współczesnej cywilizacji:
"samolubstwo", "chciwość", "umiłowanie rozkoszy". Pomiędzy nimi znajduje
się na tej liście piętnaście innych cech moralnego upadku. Każda z nich
w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat istnienia ludzkości ujawniła się
wyraźniej i na większa skalę niż w jakimkolwiek innym okresie historii
świata. A jednak dającym najwięcej do myślenia aspektem tej całej
sytuacji jest, że ten powszechny moralny upadek nie charakteryzuje się
zanikiem religii. Po wymienieniu tych osiemnastu moralnych skaz Paweł
dodaje: "przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest
zaprzeczeniem jej mocy". Innymi słowy, ludzie winni popełniania tych
moralnych grzechów nie są ludźmi bez religii. Okazują oni "pozór
pobożności" - pozór religii - lecz jest to religia, w której nie ma
miejsca na obecność i moc Ducha Świętego. W rezultacie nie istnieje
wrażliwość na sprawy duchowe, świadomość podstawowych duchowych prawd,
przeświadczenie o grzechu, sprawiedliwości czy sądzie. Z tego wynika, że
głoszenie posłania Ewangelii mówiącego o zbawieniu poprzez Chrystusa,
bez towarzyszącego mu oddziaływania Ducha Świętego, jest zupełnie
bezcelowym wysiłkiem. Jest to udzielanie pomocy ludziom, którzy nie
uświadomili sobie potrzeby - podawanie lekarstwa ludziom, którzy nie są
świadomi swej choroby. Jedyną reakcją, jaką może to wywołać, jest
obojętność lub pogarda. Największym wrogiem ewangelicznej działalności
nie jest komunizm ani fałszywe kulty. Jest nim materializm i obojętność.
Jedyną mocą, która może zburzyć tę barierę materializmu, jest moc Ducha
Świętego. "On zaś - Duch Święty - gdy przyjdzie, przekona świat o
grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie". Światu nie jest potrzebne zwykłe
głoszenie Ewangelii - potrzebne mu jest takie głoszenie Ewangelii, jakie
miało miejsce we wczesnym Kościele - głoszenie Ewangelii "mocą zesłanego
z nieba Ducha Świętego".
Przyjrzyjmy się pobieżnie zanotowanym w księdze
Dziejów Apostolskich przykładom właśnie takiego głoszenia Ewangelii oraz
rezultatom, jakie ono wywołało. W dniu Pięćdziesiątnicy, przed
zstąpieniem Ducha Świętego, stu dwudziestu wiernych zgromadzonych w
Jerozolimie w sali na górze stanowiło nie rzucającą się w oczy, nie
wpływową mniejszość. Lecz gdy zostali oni napełnieni Duchem Świętym,
Piotr wstał i wygłosił kazanie do kilkutysięcznego tłumu Żydów, którzy
się tam zebrali. Jaki był rezultat tego jednego kazania? Zanotowane to
zostało w Dz 2,37: "A gdy to
usłyszeli, byli poruszeni do głębi i rzekli do Piotra i pozostałych
apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia?"
Zwróćcie uwagę na to ważne sformułowanie: "byli
poruszeni do głębi". Ten poryw serca jest wynikiem działalności Ducha
Świętego, który Jezus proroczo ukazał mówiąc: "Duch Święty zaś, gdy
przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie".
Dzięki temu, że Duch posiada zdolność
przekonywania, zanim ten dzień się zakończył, trzy tysiące niewierzących
Żydów nawróciło się, uznało Jezusa za Pana i Zbawiciela i posłusznie
poszło za Jego przykładem przyjmując chrzest. Jednakże koniecznie trzeba
podkreślić, że te wyniki nie zostały osiągnięte tylko dzięki
nadprzyrodzonemu objawieniu samego Ducha Świętego, lecz poprzez to
objawienie oraz głoszenie Słowa Bożego, które po nim nastąpiło. W
1Kor 1,21 Paweł mówi:
"...upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie".
Bóg nigdy nie postanowił, że ludzie powinni być
zbawieni przez oglądanie na własne oczy cudów lub poprzez słuchanie
proroczych słów. Te nadprzyrodzone znaki służą do przyciągania uwagi
ludzi i otwarcia ich serc na prawdę. Lecz ludzie zostają rzeczywiście
zbawieni tylko poprzez głoszenie Słowa Bożego. To, co wydarzyło się w
dniu Pięćdziesiątnicy, ilustrują zawarte w Ef 6,17 następujące słowa Pawła:"...miecz Ducha, którym jest słowo
Boże". Gdyby Piotr w dniu Pięćdziesiątnicy nie powstał i nie wygłosił
posłania Słowa Bożego, Duch Święty nadal byłby potężnie obecny w
uczniach i wśród uczniów. Lecz wtedy zostałby bez żadnego miecza, którym
mógłby władać. Wśród niewiernych wciąż panowałby strach i zdumienie,
lecz nikt by się nie nawracał. To właśnie ten ostry, obosieczny miecz
Słowa Bożego, którym władał Duch Święty, przy pomocy ust Piotra poruszył
do głębi serca tych niewiernych i wpoił w nich takie głębokie
przekonanie. Studiując kazanie Piotra wygłoszone w dniu Pięćdziesiątnicy
przekonamy się, że prawie połowa tego kazania składa się z cytatów
pochodzących ze Starego Testamentu. Tak wielki jest wpływ spisanego
Słowa Bożego, gdy zostało ono zaszczepione w ludzkim sercu mocą Ducha
Świętego.
W Dz 6 i 7r. czytamy o
tym, jak Szczepan został obwiniony o bluźnierstwo i postawiony w stan
oskarżenia przed radą żydowską pełniącą swe funkcje w Jerozolimie. W
chwili rozpoczęcia rozprawy Szczepan był osobą oskarżoną, a członkowie
rady oskarżycielami. Lecz zanim rozprawa została zakończona, role się
odwróciły. W miarę jak Szczepan, namaszczony przez Ducha, objaśniał
radzie fragmenty Starego Testamentu dotyczące Izraela i Mesjasza, on
stał się oskarżycielem, a członkowie rady oskarżonymi. Efekt, jaki
wywarły słowa Szczepana na członkach rady, został opisany w Dz 17,54: "A słuchając tego wpadli we
wściekłość i zgrzytali na niego zębami". Zwróćcie uwagę na słowa:
"wpadli we wściekłość". Jeszcze raz widzimy, że miecz Słowa Bożego,
którym włada Duch Święty, trafił dokładnie w serca tamtych niewiernych i
zranił ich tam nader głęboko. Jednym ze świadków procesu i męczeńskiej
śmierci Szczepana był młody człowiek, nazywany Szawłem z Tarsu. W
Dz 9,5 czytamy, jaki efekt wydały
te wydarzenia w życiu Szawła. W Dz 24r.
czytamy o innym procesie, na którym teraz Paweł był oskarżonym.
Oskarżenie dotyczyło jego wiary w Chrystusa, a sędzią był Feliks,
namiestnik rzymski. Podczas tego procesu Duch Święty jeszcze raz
odwrócił role oskarżyciela i oskarżonego. W wierszu 25 czytamy: "Lecz gdy zaczął mówić o usprawiedliwieniu
i o wstrzemięźliwości i o przyszłym sądzie, Feliks zaniepokoił się...".
Gdy Duch Święty posługując się Pawłem przekazał do serca Feliksa te
prawdy dotyczące sprawiedliwości i sądu, dumny rzymski namiestnik,
przyzwyczajony do tego, że więźniowie przed nim drżą, w obecności
niewidocznego sędziego sam zaczął drżeć i pośpiesznie zamknął
posiedzenie, nie ogłaszając żadnego wyroku. Te przykłady z księgi
Dziejów Apostolskich ilustrują nadprzyrodzoną moc Ducha Świętego,
pozwalającą Mu przekonywać ludzi o grzechu, sprawiedliwości i sądzie.
Lecz one wykazują również, że przekonanie to nie to samo, co nawrócenie,
ani że nie musi ono prowadzić do nawrócenia. Jednakże jedno jest pewne:
dzięki swej mocy przekonywania Duch Święty nie zostawia miejsca na
dalszą neutralność.
W Mt 12,30 Jezus mówi: "Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto ze mną
nie zbiera, rozprasza". Tam, gdzie objawia się moc przekonywania Ducha
Świętego, każdy człowiek, który znajdzie się w zasięgu działalności tej
mocy, zostaje zmuszony do zajęcia określonego stanowiska — albo z
Chrystusem, albo przeciwko Niemu; albo zbiera, albo rozprasza. Kompromis
czy neutralność już nie są możliwe. W Mt 10,34-35 Jezus właśnie w związku z tym również
powiedział: "Nie mniemajcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię;
nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić
człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką".
"Miecz", o którym Jezus tu mówi, jest mieczem Słowa
Bożego. Gdy miecz ten wspiera moc Ducha Świętego, jest on tak ostry i
skuteczny, że nie pozostawia miejsca na dalszą neutralność czy
kompromis. Rozdziela nawet członków tej samej rodziny, zmuszając każdego
z nich osobno do zajęcia stanowiska: albo z Chrystusem, albo przeciw
Niemu.
Żyjemy w cywilizacji, którą charakteryzuje
materializm, obojętność, skłonność do kompromisów; moralny i duchowy
upadek. Czy istnieje coś, co może powstrzymać ten upadek i przywrócić
nasze pokolenie Bogu? Tak, jest jedna i tylko jedna rzecz, która może to
zrobić: moc Ducha Świętego, działającego poprzez Słowo Boże,
przekonującego świat o grzechu, sprawiedliwości i sądzie.
Następny ważny skutek, jaki chrzest w Duchu Świętym
wywołuje w działalności osoby głoszącej Ewangelię został opisany w
Hbr 2,3-4: "... jakże my ujdziemy
cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie?" Najpierw było ono
zwiastowane przez Pana, potem potwierdzone nam przez tych, którzy
słyszeli. A Bóg poręczył je również znakami i cudami, i różnorodnymi
niezwykłymi czynami oraz darami Ducha Świętego według swojej woli".
Autor podaje tu trzy przyczyny, dla których posłanie Ewangelii powinno
przyciągać najbaczniejszą uwagę wszystkich, którzy ją słyszą. Po
pierwsze dlatego, że na samym początku głosił ją sam Pan Jezus Chrystus;
po drugie dlatego, że następnie przekazali ją i zanotowali ludzie,
którzy osobiście słyszeli i widzieli wszystko, co się wydarzyło; po
trzecie dlatego, że to posłanie, w ten sposób przekazane, zostało dalej
w sposób nadprzyrodzony potwierdzone przez znaki, niezwykłe czyny, cuda
i dary Ducha Świętego, które towarzyszyły temu posłaniu. Stąd
dowiadujemy się, że jednym z głównych dotyczących głoszenia Ewangelii
zadań Ducha Świętego jest dawanie, poprzez znaki, niezwykłe czyny, cuda
i dary, nadprzyrodzonego świadectwa Boskiej władzy i prawdzie głoszonych
wiadomości. Zgadza się to z tym, co sam Jezus powiedział swoim uczniom
na zakończenie swej własnej ziemskiej działalności, gdy polecił im
przekazać posłanie Ewangelii całemu światu. Słowa tego polecenia podaje
dokładnie Mk 16,15-18 "... Idąc na cały świat, głoście Ewangelię wszystkiemu stworzeniu! ...
A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim
demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, węże brać będą, a
choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im; na chorych ręce kłaść
będą, a ci wyzdrowieją".
W wierszach tych Jezus wymienia pięć
nadprzyrodzonych znaków, które zgodnie z nakazem Boga mają towarzyszyć
głoszeniu posłania Ewangelii i w ten sposób dawać Boskie świadectwo jej
prawdzie. Tych pięć nadprzyrodzonych znaków można pokrótce streścić w
następujący sposób:
- zdolność wypędzania demonów
- mówienie nowymi
językami (gdzie indziej nazywane "obcymi językami")
- odporność na
ukąszenia wężów
- odporność na działanie trucizny znajdującej się w
jedzeniu lub piciu
- zdolność uzdrawiania chorych poprzez wkładanie
na nich rąk w imię Jezusa
Należy podkreślić, że użyte tu przez Jezusa
wprowadzające wyrażenie "w imieniu moim" odnosi się do każdego z pięciu
wymienionych tu znaków. Każdy z nich jest skuteczny tylko poprzez wiarę
w imię Jezusa. Należy także zaznaczyć, że tych pięć towarzyszących
nadprzyrodzonych znaków nie zostało przeznaczonych dla jakiejś
specjalnej klasy czy kategorii ludzi. Jezus nie powiedział: "te znaki
będą towarzyszyć apostołom" lub: "te znaki towarzyszyć będą wczesnemu
Kościołowi". On rzekł: "A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy
uwierzyli". Każdy prawdziwy wierny ma prawo oczekiwać, że te
nadprzyrodzone znaki będą towarzyszyły i potwierdzały jego świadectwo,
gdy posłuszny nakazowi Chrystusa będzie starał się głosić wszystkim
ludziom dobrą nowinę Ewangelii. Właśnie dokładnie w ten sposób pierwsi
uczniowie tłumaczyli i stosowali polecenie Jezusa. Dowiadujemy się o tym
z następnych dwóch wierszy Ewangelii według św. Marka - to znaczy z
rozdziału 16, wierszy 19 i 20: "A gdy Pan Jezus to do nich powiedział,
został wzięty w górę do nieba i usiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i
wszędzie kazali, a Pan im pomagał i potwierdzał ich słowo znakami, które
mu towarzyszyły".
Zauważmy, że to nadprzyrodzone potwierdzanie
głoszonej przez uczniów Ewangelii zaczęło mieć miejsce dopiero wtedy,
gdy Pan Jezus Chrystus został przyjęty do nieba i zajął swoje miejsce po
prawicy Ojca. Od tej pory Pan Jezus współdziałał ze swymi uczniami i
potwierdzał ich świadectwo nie swoją cielesną obecnością na ziemi, lecz
obecnością i mocą Ducha Świętego, wylanego na nich w dniu
Pięćdziesiątnicy. A zatem za to nadprzyrodzone potwierdzenie świadectwa
uczniów faktycznie odpowiedzialny był Duch Święty. Właśnie On otrzymał
specjalne zadanie dawania nadprzyrodzonego świadectwa prawdzie posłania
Bożego. Widzimy, że ilustruje to działalność zarówno samego Jezusa, jak
i uczniów. Dopóki Jezus nie został ochrzczony przez Jana w rzece Jordan,
nigdzie nie ma żadnej wzmianki mówiącej, że On kiedykolwiek nauczał lub
czynił cuda. Podczas chrztu zstąpił na Niego z Nieba Duch Święty i poprowadził Jezusa na pustynię, gdzie przez
czterdzieści dni był On kuszony przez diabła. Po zakończeniu tego okresu
kuszenia, Jezus natychmiast rozpoczął swą publiczną działalność,
polegającą na głoszeniu nauk i przez następne trzy i pół roku Jego
posłanie i działalność nieustannie potwierdzane były poprzez rozmaite
cuda, znaki i nadprzyrodzone dary. Jezus sam publicznie oznajmił, że to
nadprzyrodzone potwierdzenie Jego działalności było dziełem Ducha
Świętego. W Łk 4,18-19, cytując słowa proroctwa Izajasza, Jezus mówi:
"Duch Pański na Mnie,
przeto namaścił Mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał Mnie,
abym głosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych
wypuścił na wolność, abym zwiastował miłościwy rok Pana".
Tutaj Jezus bardzo wyraźnie przypisuje namaszczeniu
siebie przez Ducha Świętego zarówno to, że głosił dobrą nowinę, jak i
cuda łaski i wyzwolenia, które temu towarzyszyły. Z kolei w Mt 12,28 Jezus mówi: "A jeśli ja
wyganiam demony Duchem Bożym, tedy nadeszło do was Królestwo Boże".
Jezus przypisuje tu bezpośrednio Duchowi Świętemu posiadaną przez siebie
moc, dzięki której mógł wypędzać demony. Fakt, że namaszczeniu przez
Ducha Świętego Chrystus zawdzięczał nadprzyrodzone potwierdzenie swej
działalności, został również stwierdzony przez Apostoła Piotra w księdze
Dziejów Apostolskich. W 2,22 Piotr mówiąc o Jezusie,
zwraca się do Żydów w następujących słowach: "Jezusa Nazareńskiego,
męża, którego Bóg wśród was uwierzytelnił przez czyny niezwykłe, cuda i
znaki, jakie Bóg przez niego między wami uczynił, jak to sami
wiecie...".
Piotr stwierdza tu, że jednym z celów niezwykłych
czynów, cudów i znaków towarzyszących działalności Jezusa było
poświadczenie, czyli potwierdzenie Boskiego pochodzenia i mocy Jego
powołania; i że to właśnie sam Bóg dawał to świadectwo o działalności
Jezusa. Z kolei w Dz 10,38 Piotr
mówi o działalności Jezusa w ten oto sposób: "O Jezusie z Nazaretu, jak
Bóg namaścił Go Duchem Świętym i mocą, jak chodził czyniąc dobrze i
uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z Nim".
W słowach tych Piotr jeszcze raz przypisuje
nadprzyrodzoną działalność i moc uzdrawiania Jezusa namaszczeniu Go
przez Ducha Świętego. To samo, co powiedzieliśmy o działalności samego
Jezusa, odnosi się również do działalności Jego uczniów. Przed dniem
Pięćdziesiątnicy niewiele nadprzyrodzonych znaków towarzyszyło
działalności uczniów.
Z Mk 6,12-13 dowiadujemy się następujących rzeczy na temat dwunastu uczniów,
których Jezus wysłał po dwóch: "A oni poszli i wzywali do upamiętania,
wyganiali wiele demonów, i wielu chorych namaszczali olejem, i
uzdrawiali".
I znowu Łk 10,17 podaje nam do wiadomości następujące fakty dotyczące
siedemdziesięciu dwóch uczniów, których Jezus wysłał później: "Powróciło
tedy owych siedemdziesięciu dwóch z radością, mówiąc: Panie, i demony są
nam podległe w imieniu twoim".
A zatem widzimy, że nawet podczas ziemskiej
działalności Jezusa, Jego uczniowie w pewnym stopniu dzielili z Nim tę
nadprzyrodzoną moc pozwalającą im uzdrawiać chorych i wypędzać demony.
Lecz miało to ściśle ograniczony zakres i było tylko rozszerzeniem
działalności Jezusa poprzez Jego bliski kontakt z uczniami. Natomiast w
dniu Pięćdziesiątnicy uczniowie natychmiast rozpoczęli własną, pełną,
nadprzyrodzoną działalność, która już nie zależała od cielesnej
obecności Jezusa przebywającego z nimi na ziemi. Bezpośrednim efektem
zstąpienia Ducha Świętego było to, że natychmiast został zamanifestowany
jeden z pięciu nadprzyrodzonych znaków obiecanych przez Jezusa w
Mk 16r.: "I wszyscy... zaczęli
mówić obcymi - albo nowymi - językami". Dzieje Apostolskie odnotowuje cudowne uzdrowienie chromego przy bramie
Pięknej. Od tego momentu pozostała część księgi Dziejów Apostolskich
jest nieprzerwanym rejestrem nadprzyrodzonych znaków, jakie Bóg
przekazuje za pośrednictwem Ducha Świętego, aby potwierdzić posłanie i
działalność uczniów. To nadprzyrodzone potwierdzenie ich działalności
zostało bardzo wyraźnie podsumowane w wierszu, który już zbadaliśmy, to
znaczy w Hbr 2,40: "A Bóg poręczył je
również znakami i cudami, i różnorodnymi niezwykłymi czynami oraz darami
Ducha Świętego według swojej woli".
Księga Dziejów Apostolskich podaje, że z pięciu
nadprzyrodzonych znaków, jakie Jezus obiecał w szesnastym rozdziale
Ewangelii według św. Marka, cztery rzeczywiście miały miejsce. Mówienie
obcymi, czyli nowymi językami objawiło się w dniu Pięćdziesiątnicy i
przy różnych późniejszych okazjach. Uzdrawianie chorych i wypędzanie
demonów objawiało się podczas działalności Filipa, Pawła oraz wszystkich
apostołów. Odporność na ukąszenia jadowitego węża objawiła się podczas
pobytu Pawła na Malcie, opisanego w Dz 28,3-6. Doprowadzony do czasów współczesnych wykaz tych
znaków zawiera niewielka książeczka, zatytułowana "Znaki towarzyszące",
wydana w pierwszej połowie bieżącego stulecia. Autor, William Burton,
przez ponad czterdzieści lat był misjonarzem w belgijskim Kongu. W
swojej książce rozważa kolejno wszystkie pięć znaków i szczegółowo
opisuje kilka przykładów, pochodzących z własnych obserwacji i przeżyć,
podczas których objawiły się te znaki. W szczególności odnotowuje
przykłady odporności misjonarzy i ewangelistów zarówno na jad węży, jak
i na inne rodzaje trucizny umieszczonej w ich jedzeniu i piciu przez
czarnoksiężników przeciwnych szerzeniu Ewangelii. Sam Jezus wyraźnie
stwierdził, że te znaki będą towarzyszyły "tym, którzy uwierzą", nie
wprowadzając żadnych ograniczeń, co do czasu, miejsca czy osoby.
W J 14,12
Jezus rzekł: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy we Mnie, ten
także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe nad te
czynić będzie; bo Ja idę do Ojca". Zwróćcie
uwagę na środkową część tego stwierdzenia: "Kto wierzy we Mnie, ten
także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię". Zwrot "kto wierzy we
Mnie" jest absolutnie powszechny w swym zastosowaniu. Oznacza on każdego
prawdziwego wiernego, znajdującego się gdziekolwiek. Nie wprowadza on
żadnego ograniczenia dotyczącego jakiegoś specjalnego wieku, miejsca,
grupy lub klasy ludzi. Dokładnie tym samym zwrotem: "kto wierzy we
Mnie"
posłużył się Jezus w J 6,47:
"Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy we Mnie, ma żywot
wieczny". Kompletnie nielogiczne byłoby nadanie sformułowaniu "kto
wierzy we Mnie" innego znaczenia w każdym z tych dwóch fragmentów, w
których Jezus nim się posługuje. Jeśli obietnica wiecznego życia dotyczy
bez żadnych dalszych ograniczeń każdego prawdziwego wiernego, taka sama
jest obietnica: "dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię". Jak jest
to możliwe, że każdy wierny może dokonywać tych dzieł, których dokonywał
sam Jezus? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w ostatniej części
J 14,12,
gdzie Jezus mówi: "bo Ja idę do Ojca". Trochę dalej, w wierszach 16 i 17
tego samego rozdziału, Jezus mówi: "Ja prosić będę Ojca i da wam innego
Pocieszyciela, aby był z wami na wieki - Ducha prawdy..." - to znaczy
Ducha Świętego.
Oświadczenie to daje odpowiedź uzupełniającą
obietnicę z wiersza 12. Dokonywanie dzieł, których dokonywał Jezus,
umożliwia wiernemu obecność zamieszkującego w nim Ducha Świętego,
zesłanego na niego mocą obecności Ojca. To samo namaszczenie Ducha
Świętego, udzielone wiernemu w taki sam sposób, w jaki najpierw zostało
udzielone samemu Jezusowi, prowadzi wiernego do tego samego rodzaju
nadprzyrodzonej działalności, którą rozpoczął Jezus po zstąpieniu na
Niego Ducha Świętego. Tej nadprzyrodzonej działalności wierny nie
zawdzięcza żadnej naturalnej mocy czy własnym zdolnościom, lecz
namaszczeniu go przez Ducha Świętego. Jeśli przestudiujemy uważnie całe
Pismo Święte, przekonamy się, że nadprzyrodzone świadectwo prawdy
Ewangelii zgadza się ze sposobem traktowania przez Boga wierzących w
Niego ludzi w każdym wieku. Ilekroć Bóg przy pomocy Boskiego objawienia
przekazał człowiekowi prawdę, a ludzie chcieli usłuchać tej prawdy, Bóg
zawsze był gotów dać nadprzyrodzone świadectwo prawdzie, którą objawił.
Dowód na to znajdujemy już na samym początku historii ludzkiej. W opisie
ofiar składanych Bogu przez Kaina i Abla, który znajduje się w 1Mojż
4,3-8. Te dwa różne typy ofiar
charakteryzują dwa główne wzory religii istniejące w późniejszych
wiekach historii człowieka. Kain składał w ofierze płody ziemi - lecz
była to ziemia, którą Bóg przeklął, co zostało zanotowane w 1Mojż 3,17. Ofiara Kaina była wytworem jego rozumu i
jego własnej pracy. Nie było w niej objawienia Bożego; nie było uznania
grzechu z wynikającym z niego przekleństwem; nie było uznania potrzeby
ofiary, pokuty za grzech, Abel przyniósł w ofierze pierwociny ze swej
trzody. Tym czynem wykazał, że uznaje grzech i potrzebę ofiary
przebłagalnej, połączonej z przelewem krwi. Dowiedział się o tym nie
dzięki własnemu rozumowi, lecz poprzez Boskie objawienie. Jego religia
nie opierała się na własnych czynach, lecz na wierze w Boga.
Potwierdzone to zostało w Hbr 11,4: "Przez wiarę złożył Abel Bogu wartościowszą ofiarę
niż Kain, dzięki czemu otrzymał świadectwo,
że jest sprawiedliwy, gdy Bóg przyznał się do jego darów...".
Ponieważ Abel uwierzył i usłuchał objawionej prawdy
Bożej, Bóg z radością dał jego ofierze nadprzyrodzone świadectwo. Z
drugiej strony Bóg odmówił dania świadectwa, że uznaje ofiarę Kaina.
Mówi się o tym w 1Mojż 4,4-5: "Pan
wejrzał na Abla i na jego ofiarę; ale na Kaina i na jego ofiarę nie
wejrzał...". W Hbr 11,4 stwierdza
się: "Bóg przyznał się do jego (Abla) darów". Innymi słowy, Bóg
publicznie, w sposób nadprzyrodzony potwierdził fakt, że uznał formę
ofiary Abla. Większość komentatorów uważa, że nadprzyrodzony ogień Boga
spadł z nieba na ofiarę Abla i strawił ją. Od tego czasu Bóg zawsze w
podobny sposób z radością dawał publicznie nadprzyrodzone świadectwo
prawdzie, którą objawiał człowiekowi. W 2Mojż 4r. czytamy, że polecając Mojżeszowi zanieść dzieciom Izraela
przebywającym w Egipcie wiadomość o wyzwoleniu, Bóg ofiarował mu trzy
wyraźne, nadprzyrodzone znaki, które miały mu towarzyszyć i potwierdzać
jego misję. W 3Mojż 9,24
czytamy, że gdy Mojżesz i Aaron zakończyli składanie ofiar Bogu w
Namiocie Spotkania, "wyszedł [...] ogień od Pana i strawił na ołtarzu
ofiarę całopalną i tłuszcz. A gdy to ujrzał cały lud, wydał radosny
okrzyk i padł na twarz". W 2Krn 7,1
czytamy, że gdy Salomon zakończył modlitwę odmawianą podczas poświęcenia
świątyni, "spadł ogień z niebios i strawił ofiarę całopalną i ofiary
rzeźne, a chwała Pańska wypełniła świątynię". W 1Krl 18,38-39 czytamy, jak podczas sporu
Eliasza z prorokami Baala Pan potwierdził jego posłanie i świadectwo:
"Wtedy spadł ogień Pana i strawił ofiarę całopalną i drwa, i kamienie, i
ziemię, a wodę, która była w rowie, wysuszył. Gdy to cały lud zobaczył,
padł na twarz, mówiąc: Pan jest Bogiem, Pan jest Bogiem!"
Nadprzyrodzone potwierdzenie przez Boga
posłannictwa proroków nie skończyło się tu na Eliaszu, lecz dalej
objawiało się podczas działalności Elizeusza, Izajasza, Ezechiela i
wielu innych. Nadprzyrodzone potwierdzenie przez Boga prawdy Jego Słowa
nie zmniejszyło się ani nie zostało zarzucone w Nowym Testamencie wraz z
nastaniem Ewangelii. Wprost przeciwnie, bardzo wzrosło i rozszerzyło
się, zarówno podczas działalności samego Jezusa, jak i późniejszej
działalności całego wczesnego Kościoła. W ciągu wieków specjalnym
zadaniem Ducha Świętego było dawanie nadprzyrodzonego świadectwa
objawionej prawdzie Bożej i potwierdzanie słowa posłańców Bożych. Im
obficiej Duch Święty zostaje wylany na lud Boży, tym bardziej to
nadprzyrodzone świadectwo jest spotęgowane i powiększone. Czasami
sugeruje się, że duży zasób wiedzy i głębokie wykształcenie sług Bożych
mogą uczynić zbytecznym specjalne, nadprzyrodzone świadectwo Ducha
Świętego. Jednakże znakomity przykład Apostoła Pawła wyraźnie dowodzi,
że nie jest to prawdą. Wiedza intelektualna, mimo że użyteczna na jej
poziomie, nigdy nie może zastąpić nadprzyrodzonej mocy i działalności
Ducha Świętego. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że Apostoł Paweł
był człowiekiem obdarzonym wielkim intelektem i posiadającym rozległą
wiedzę, zarówno w zakresie religii, jak i filozofii. A jednak głosząc
Ewangelię umyślnie rezygnował z odwoływania się do swej wiedzy czy
posługiwania się czysto ludzkimi odmianami rozumowania i dowodzenia.
Wyraźnie to widać z jego własnego oświadczenia, zanotowanego w 1Kor
2,1-2.4-5: "Również ja,
gdy przyszedłem do was, bracia, nie przyszedłem z wyniosłością mowy lub
mądrości, głosząc wam świadectwo Boże. Albowiem uznałem za właściwe nic
innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to
ukrzyżowanego. A mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w
przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc.
Aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy
Bożej".
Widzimy tu, że głosząc posłanie Ewangelii, Paweł
umyślnie wyrzekał się tego, co nazywa "wyniosłością mowy lub mądrości",
a dalej "przekonywającymi słowami mądrości". Daje nam tu do zrozumienia,
że gdyby chciał posługiwać się takimi jak te formami wezwania, leżałoby
to w jego mocy, lecz on zrezygnował z nich na rzecz zupełnie innego
rodzaju dowodu potwierdzającego jego misję. Ten inny rodzaj dowodu Paweł
określa jako słowa, w których "objawiały się... Duch i moc". Zwróćcie
uwagą na słowo "objawiały". Kryje ono w sobie pojęcie
czegoś jawnego, publicznego, poznawalnego zmysłami. Współdziałanie Ducha
Świętego z Apostołem Pawłem nie polegało tylko na wywieraniu
niewidzialnego, niedostrzegalnego wpływu. Obecność i moc Ducha Świętego
była publicznie objawiona w działalności Pawła. Dlaczego Bóg ustanowił,
a Paweł uznał tę nadprzyrodzoną formę potwierdzenia prawdy posłania
Ewangelii? Odpowiedź na to pytanie daje nam Paweł: "aby wiara wasza nie
opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej". Celem Boga nie
jest taka wiara Jego ludu, która opiera się na argumentach i dowodach
czerpanych z płaszczyzny czysto ludzkiego rozumu. Jedyną dostateczną
podstawą wiary każdego wiernego jest bezpośrednie, osobiste doznanie
oddziaływania mocy Ducha Świętego w jego własnym sercu i życiu. Zgadza
się to z tym, co Paweł mówi także w Rz 15,18-19: "Nie odważę się bowiem mówić o czymkolwiek, czego
Chrystus nie dokonał przeze mnie, aby przywieść pogan do posłuszeństwa
słowem i czynem, przez moc znaków i cudów oraz przez moc Ducha
Świętego...". Paweł mówi tu, że nie chce opierać władzy posłannictwa
Ewangelii, przekazanej mu przez Boga, na jakichkolwiek cechach własnego
charakteru - takich jak wrodzone zdolności czy wiedza. Wyraźnie
stwierdza, że posłuszeństwo Ewangelii nie wywodzi się z żadnych tego
rodzaju cech, lecz tylko z "mocy znaków i cudów". A te, mówi Paweł, są
dziełem Ducha Bożego - to znaczy Ducha Świętego.
A zatem widzimy tu wielkie, niezmienne zadanie
Ducha Świętego - dawać świadectwo objawionej prawdzie Bożej poprzez
publiczne ukazywanie nadprzyrodzonej mocy. Ta działalność Ducha Świętego
polegająca na dawaniu nadprzyrodzonego świadectwa rozpoczęła się od Abla
- pierwszego wiernego, a także pierwszego od upadku człowieka męczennika
w historii ludzkości. Duch święty dopóty nie przerwie swej
nadprzyrodzonej działalności, dopóki znajdą się na ziemi poddani Boga,
którzy wierzą i są posłuszni objawionej prawdzie Jego Słowa.
BOSKA OBIETNICA
ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO
Osobiste stałe
zamieszkiwanie obiecane Abrahamowi okupione pokutą Chrystusa.
Aby zakończyć naszą
serię szkiców na ten szczególny temat, musimy znaleźć odpowiedź na
jeszcze jedno, już ostatnie pytanie o wielkim praktycznym znaczeniu.
Pytanie to brzmi: w jaki sposób można przyjąć chrzest w Duchu Świętym?
Lub inaczej mówiąc: jakie warunki należy spełnić, aby można było zostać
ochrzczonym w Duchu Świętym? Podejść do tego zagadnienia można na dwa
różne sposoby. Pierwszym jest rozważenie go z punktu widzenia Boga,
dawcy tego daru; drugim jest rozważenie go z punktu widzenia człowieka,
biorcy. Mądrym rozwiązaniem będzie najpierw podejść do tego zagadnienia
w pierwszy z tych dwóch wymienionych sposobów - to znaczy rozpatrywać je
przede wszystkim nie z ludzkiego punktu widzenia, lecz raczej z punktu
widzenia samego Boga. Aby postawić tę kwestię jaśniej, możemy
sformułować to pytanie jeszcze inaczej. Możemy zapytać: jaką rolę
odgrywa dar Ducha Świętego - czyli chrzest w Duchu Świętym - w
całkowitym planie i zabezpieczeniu przez Boga zaspokojenia wszystkich
potrzeb całego rodzaju ludzkiego? Ważnym fragmentem Pisma, który otwiera
nam drogę do właściwego zrozumienia tego problemu, jest Ewangelia według
św. Jana, rozdział 7wiersze 37, 38 i 39: "A w ostatnim, wielkim dniu
święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie
do mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego
popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci,
którzy w niego uwierzyli; albowiem Duch Święty nie był jeszcze dany,
gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony".
Pierwsze dwa wiersze tego fragmentu zawierają
rzeczywistą obietnicę samego Jezusa mówiącą, że każda spragniona dusza,
która przyjdzie do Niego w zgodnej z Pismem wierze, zostanie napełniona,
a pragnienie jej będzie ugaszone strumieniami wody żywej, płynącej z jej
wnętrza. Ostatni wiersz tego fragmentu wyjaśnia dwa poprzednie i został
dodany przez autora tej Ewangelii. W tym wyjaśnieniu autor podkreśla
dwie rzeczy: po pierwsze, że obietnica strumieni wody żywej odnosi się
do daru Ducha Świętego; po drugie, że dar ten nie mógł zostać
ofiarowany, gdy Jezus wciąż przebywał na ziemi w cielesnej postaci, lecz
stał się dla wiernych osiągalny dopiero wtedy, gdy Jezus ponownie
znalazł się w niebie i zasiadł tam w chwale po prawicy Ojca. Co
dokładnie autor tej Ewangelii miał na myśli mówiąc, że w tym czasie dar
Ducha Świętego jeszcze nie był dany? Rzecz jasna, nie znaczy to, że
przed wstąpieniem Chrystusa do nieba Duch Święty nie mógł być w żaden
sposób obecny czy też działać i funkcjonować na ziemi. Wprost
przeciwnie, już w drugim wierszu Biblii — l Księga Mojżeszowa, rozdział
l wiersz 2 - czytamy o działalności Ducha Świętego na świecie. Z wiersza
tego dowiadujemy się, że "Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód". Od
tego momentu cały Stary Testament oraz fragmenty Nowego opisujące okres
pobytu Chrystusa na ziemi nieustannie dostarczają nam informacji na
temat różnych sposobów działalności i funkcjonowania Ducha Świętego na
świecie w ogóle, a w szczególności pośród wiernego ludu Bożego. A zatem
czym różnił się sposób działalności Ducha Świętego w okresie zakończonym
wstąpieniem Chrystusa w chwale do nieba od daru Ducha Świętego, który
miał zacząć się przejawiać wśród chrześcijan dopiero po wniebowstąpieniu
Chrystusa, a który po raz pierwszy otrzymali uczniowie w Jerozolimie w
dniu Pięćdziesiątnicy? Istnieją trzy opisowe słowa, które podsumowują
charakterystyczne cechy daru Ducha Świętego i które w ten sposób
wyróżniają ten dar od wszystkich poprzednich sposobów działania na
świecie Ducha Świętego. Tymi słowami są: osobisty; zamieszkujący; stały.
Rozważmy kolejno pokrótce znaczenie każdej z tych trzech cech.
Po pierwsze, dar Ducha Świętego jest darem
osobistym. Począwszy od dnia Pięćdziesiątnicy Duch Święty dąży do tego,
aby przybyć do każdego wiernego indywidualnie, jako Osoba. Nie możemy
już więcej mówić tylko o wpływie czy o działaniu, czy o przejawianiu
się, czy też o jakiejś bezosobowej mocy. Duch Święty jest taką samą
Osobą jak Bóg Ojciec czy Syn Boży; i właśnie w ten indywidualny i
osobisty sposób w obecnym okresie pragnie On przybyć do wiernego.
Podczas zbawienia, czyli nowych narodzin, grzesznik otrzymuje Chrystusa,
Syna Bożego, Drugą Osobę. Podczas chrztu w Duchu Świętym wierny
otrzymuje Trzecią Osobę Boską, Ducha Świętego. W każdym z tych wydarzeń
dokonuje się jednakowa, absolutnie rzeczywista i bezpośrednia transakcja
pomiędzy człowiekiem a jedną z Osób Trójcy Świętej. Po drugie, w obecnym
okresie Duch Święty przybywa, aby zamieszkać w wiernym. W Starym
Testamencie działalność Ducha Świętego wśród ludu Bożego w sposób
charakterystyczny opisana została przy pomocy takich oto sformułowań:
"Duch Święty spoczął na nich"; "Duch Święty nakłonił ich"; "Duch Święty
przemówił do nich". Wszystkie te sformułowania wskazują, że pewna część
istoty, czyli osobowości wiernego dostała się we władanie Ducha
Świętego. Lecz nigdzie w Starym Testamencie nie czytamy, żeby
kiedykolwiek Duch Święty przybył, aby zamieszkać w świątyni fizycznego
ciała wiernego i aby w ten sposób, od wewnątrz, przejąć władzę nad całą
jego osobowością. Po trzecie, Duch Święty zamieszkuje w chrześcijaninie
na stałe. W okresie opisywanym w Starym Testamencie Duch Święty
odwiedzał wiernych na wiele różnych sposobów i przy wielu różnych
okazjach. Lecz we wszystkich tych wypadkach Duch Święty zawsze był
Gościem, a nigdy stałym Mieszkańcem. Natomiast w Nowym Testamencie Jezus
obiecał swoim uczniom, że gdy Duch Święty do nich przybędzie, od tego
czasu na zawsze w nich zamieszka.
A zatem obiecany w Nowym Testamencie dar Ducha
Świętego możemy opisać podając jego trzy charakterystyczne cechy: jest
on osobisty; polega on na zamieszkiwaniu w wiernym Ducha; jest on stały.
Lub mówiąc krótko: jest to osobiste, stałe zamieszkiwanie Ducha Świętego
w wiernym. W świetle tych charakterystycznych cech możemy teraz
przedstawić dwie przyczyny, dla których dar ten nie mógł być ofiarowany,
dopóki Chrystus przebywał na ziemi w postaci cielesnej. Po pierwsze,
podczas swego pobytu na ziemi Chrystus był osobistym, miarodajnym
przedstawicielem Boga. Nie było potrzeby ani miejsca, aby w tym samym
czasie był osobiście obecny na ziemi również Duch Święty. Lecz po
wstąpieniu Chrystusa do nieba nadszedł czas, aby z kolei przybył na
ziemię Duch Święty jako jedna z Osób Trójcy; i właśnie On, Duch Święty,
jest w obecnym okresie działającym tu na ziemi osobistym
przedstawicielem Boga. Po drugie, dar Ducha Świętego nie mógł zostać
ofiarowany przed wniebowstąpieniem Chrystusa, ponieważ prawo każdego
wiernego do otrzymania tego daru nie opiera się na jego zasługach, lecz
tylko i wyłącznie na pokutnej śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. A
zatem dar Ducha Świętego nie mógł zostać ofiarowany, dopóki pokutne
dzieło Chrystusa nie dobiegło końca i nie uzyskało w niebie aprobaty
Boga Ojca. W Liście do Galatów, rozdział 3 wiersze 13 i 14, Paweł
wyraźnie stwierdza, że obietnica otrzymania Ducha Świętego została dana
wiernemu tylko na podstawie pokutnej ofiary Chrystusa złożonej na
krzyżu. Paweł mówi: "Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu,
stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który
zawisł na drzewie, aby błogosławieństwo Abrahamowe przeszło na pogan w
Jezusie Chrystusie, my zaś abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez
wiarę".
W wierszach tych Paweł podkreśla trzy bardzo
ciekawe i bardzo ważne fakty dotyczące otrzymania przez chrześcijanina
daru Ducha Świętego. Przede wszystkim Paweł stwierdza, że tylko poprzez
odkupicielską ofiarę Chrystusa złożoną na krzyżu wierny może teraz
otrzymać obiecanego Ducha. Co więcej, Paweł wyjaśnia, że właśnie to było
głównym celem, dla którego Chrystus cierpiał na krzyżu. Umarł i przelał
na krzyżu swoją krew, aby w ten sposób kupić prawo do dwóch rzeczy: dla
siebie samego prawo do obdarowywania oraz dla wiernego prawo do
otrzymywania tego cennego daru Ducha Świętego. A zatem otrzymanie tego
daru w najmniejszym stopniu nie zależy od zasług wiernego, lecz
wyłącznie od charakteru pokuty Chrystusa. Dar ten otrzymujemy przez
wiarę, nie przez uczynki. Po drugie, zauważmy, że Paweł posługuje się tu
sformułowaniem
"obiecany Duch", mówi: "abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę".
Zgadza się to ze słowami, których użył sam Jezus w
Ewangelii według św. Łukasza, rozdział 24 wiersz 49, kiedy przed
wstąpieniem do nieba wydał swym uczniom ostatnie polecenie: "A oto ja
zsyłam na was obietnicą mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż
zostaniecie przyobleczeni mocą z wysokości".
Jezus mówi tu swoim uczniom o chrzcie w Duchu
Świętym, który mieli oni otrzymać w Jerozolimie w dniu Pięćdziesiątnicy.
Dla opisania tego wydarzenia posługuje się dwoma sformułowaniami. Nazywa
je "przyobleczeniem mocą z wysokości", a także "obietnicą mojego Ojca"
To drugie wyrażenie, "obietnica mojego Ojca", pozwala nam w sposób
cudowny wejrzeć w zamierzenia i plany Boga Ojca dotyczące daru Ducha
świętego. Ktoś obliczył, a była to skromna ocena, że Biblia zawiera
siedem tysięcy różnych obietnic danych przez Boga wierzącym w Niego
ludziom. Lecz z tych siedmiu tysięcy obietnic danych przez Boga wiernemu
Jezus wyszczególnia jedną, jako wyjątkową, specjalną obietnicę Boga daną
każdemu z Jego wiernych dzieci. Jaka jest ta wyjątkowa specjalna
obietnica? Jest nią to, co Paweł nazywa "obietnicą Ducha". W samym dniu
Pięćdziesiątnicy Apostoł Piotr również posłużył się podobnym
sformułowaniem dla określenia tego specjalnego daru, jaki Bóg Ojciec
przeznaczył dla wszystkich swoich dzieci. W Dziejach Apostolskich,
rozdział 2 wiersz 39, czytamy, że gdy Duch Święty został wylany na
uczniów przebywających w Jerozolimie w sali na górze, Piotr wstał i
powiedział wszystkim ludziom: "Obietnica ta bowiem odnosi się do was i
do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg
nasz, powoła". Zauważcie, że Piotr posługuje się tu określeniem
"obietnica". Jaką specjalną obietnicę Boga ma tu Piotr na myśli?
Dokładnie tę samą obietnicę, o której mówił Jezus i Paweł - "obietnicę
Ducha". Jest to naprawdę "obietnica Ojca" - najwyższe błogosławieństwo,
jakie Bóg Ojciec zaplanował i przygotował przez wieki, aby mógł przy
pomocy Jezusa Chrystusa obdarzyć nim swoje wierne dzieci żyjące w
obecnych czasach.
Jeśli powrócimy teraz do cytowanych już słów Pawła
pochodzących z Listu do Galatów, rozdział 3 wiersz 14, zauważymy trzeci
fakt, który w związku z tym darem Ducha Świętego został tam
wyszczególniony. Paweł nazywa go nie tylko "obiecanym Duchem", lecz
także "błogosławieństwem Abrahama", gdyż mówi: "aby błogosławieństwo
Abrahamowe przeszło na pogan w Jezusie Chrystusie, my zaś abyśmy
obiecanego Ducha otrzymali przez wiarę". Dlaczego Paweł nazywa tu
obiecany poganom dar Ducha Świętego "błogosławieństwem Abrahama"? W jaki
sposób błogosławieństwo to wiąże się szczególnie z Abrahamem? Aby
zrozumieć, musimy przez chwilę zająć się opisanymi w l Księdze
Mojżeszowej stosunkami łączącymi Boga z Abrahamem. Badając zapiski l
Księgi Mojżeszowej dowiadujemy się, że Bóg zawarł z Abrahamem dwa
zupełnie różne i odrębne przymierza. Pierwsze przymierze zostało opisane
w piętnastym rozdziale l Księgi Mojżeszowej; drugie - w siedemnastym
rozdziale tej księgi. Te dwa przymierza różnią się między sobą wieloma
bardzo ważnymi i istotnymi cechami. Niektóre spośród tych głównych
różnic możemy przedstawić przy pomocy następujących par przeciwieństw:
Pierwsze przymierze nazywane było po prostu
"przymierzem"; drugie sam Bóg określał mianem "mojego przymierza".
Pierwsze przymierze nie zabezpieczało losów samego Abrahama, a tylko
jego potomstwa; drugie przymierze zabezpieczało losy samego Abrahama, a
dopiero potem jego potomstwa. Pierwsze przymierze nie było związane z
żadnym szczególnym okresem czasu; drugie przymierze zostało wyraźnie
nazwane "przymierzem wiecznym". Pierwsze przymierze zostało
przypieczętowane krwią zwierząt ofiarnych; drugie przymierze poprzez
rytuał obrzezania zostało przypieczętowane krwią Abrahama i jego
potomków. Pierwsze przymierze pociągnęło za sobą narodziny Ismaela;
drugie przymierze pociągnęło za sobą narodziny Izaaka.
W świetle tych różnic pomiędzy dwoma przymierzami
wyraźnie widać, że każde z nich wypełniło się w inny, odrębny sposób.
Pierwsze przymierze wypełniło się w okresie obowiązywania Prawa, poprzez
Mojżesza i Jozuego. Drugie przymierze wypełniło się w okresie głoszenia
Ewangelii, poprzez Jezusa Chrystusa. W ten sposób doszliśmy do jeszcze
jednej charakterystycznej cechy drugiego przymierza. W czasie, gdy Bóg
ustanowił zasady drugiego przymierza, zmienił również imię Abrahama. Do
tego momentu nazywał się on po prostu "Abram". Odtąd imię jego brzmiało
"Abraham". Dowiadujemy się o tym ze słów samego Pana zanotowanych w l
Księdze Mojżeszowej, rozdział 17 wiersz 5: "Nie będziesz już odtąd
nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, gdyż ustanowiłem cię
ojcem mnóstwa narodów". Imię "Abram" znaczy dosłownie "ojciec wysoko
postawiony". Znaczenie imienia "Abraham" podaje sam Bóg i jest nim
"ojciec mnóstwa narodów". Zmiana z formy "Abram" na formę "Abraham"
została dokonana przez wprowadzenie do środka imienia dodatkowej sylaby.
W języku polskim sylaba ta składa się z dwóch liter: "h - a". Lecz w
języku hebrajskim, z którego pochodzi to imię, zapisuje się tylko
spółgłoski. A zatem zmiany tego imienia w języku hebrajskim dokonano po
prostu wprowadzając do środka poprzedniego imienia Abrahama, do formy
Abram, pojedynczą literę "h". W języku hebrajskim dźwięk odpowiadający
literze h – nazywanej w tym języku "heh" - tworzy delikatny oddech
wydobywany z gardła. A zatem głoska "h" jest zasadniczo głoską
"tchnienia". Wprowadzenie tej litery do imienia Abrahama oznacza, że
wnętrze wiernego owionęło tchnienie czyli Duch Wszechmogącego Boga. To
znowu przypomina nam scenę z Ewangelii według św. Jana, rozdział 20
wiersz 22, kiedy to zmartwychwstały Chrystus tchnął na swoich uczniów i
rzekł: "Weźmijcie Ducha Świętego"<. Przypomina to również scenę mającą
miejsce w dniu Pięćdziesiątnicy, opisaną w Dziejach Apostolskich,
rozdział 2 wiersz 2, gdzie w związku z nadejściem Ducha Świętego
czytamy: "I powstał nagle z nieba szum jakby wiejącego gwałtownego
wiatru..."
To właśnie dzięki temu tchnieniu Wszechmogącego
Boga - Ducha samego Boga - błogosławieństwa Abrahama miały się
rozszerzyć i spełnić, tak żeby naprawdę mógł się on stać, jak to Bóg
obiecał, "ojcem mnóstwa narodów"; z tego powodu Paweł, mówiąc o
obiecanym Duchu, nazywa Go "błogosławieństwem Abrahama", które Bóg
obiecał zesłać na pogan. I właśnie, aby dla wszystkich narodów kupić to
błogosławieństwo, Chrystus, potomek Abrahama, umarł na krzyżu. Jednakże
pokutne dzieło Chrystusa ostatecznie nie dopełniło się na ziemi, lecz w
niebie. Wyjaśnia to List do Hebrajczyków, rozdział 9 wiersze 11 i 12, w
których czytamy: "Lecz Chrystus, który się zjawił jako arcykapłan dóbr
przyszłych, wszedł przez większy i doskonalszy przybytek, nie ręką
zbudowany, to jest nie z tego stworzonego świata pochodzący,
wszedł raz na zawsze do świątyni nie z krwią
kozłów i cielców, ale z własną krwią swoją, dokonawszy wiecznego
odkupienia".
Dalej w Liście do Hebrajczyków, to znaczy w
rozdziale 12 wierszu 24, czytamy, że jako wierni w Nowym Przymierzu
przybyliśmy "do Pośrednika nowego przymierza - Jezusa, i do krwi, którą
się kropi, a która przemawia lepiej niż krew Abla". W tych fragmentach
Listu do Hebrajczyków Paweł daje wyraźnie do zrozumienia, że pokutne
dzieło Chrystusa nie dopełniło się ostatecznie na ziemi poprzez
przelanie Jego krwi na krzyżu, lecz poprzez późniejsze utorowanie sobie
własną krwią drogi prowadzącej przed oblicze Ojca oraz ofiarowanie tam
tej krwi jako ostatecznego i wystarczającego zadośćuczynienia i pokuty
za wszelkie grzechy. To właśnie ta krew Chrystusa, obecnie rozlana w
niebie, "przemawia lepiej niż krew Abla" Krew Chrystusa przeciwstawiano
krwi Abla pod dwoma względami. Po pierwsze, krew Abla została rozlana na
ziemi, podczas gdy krew Chrystusa została ofiarowana i rozlana w niebie.
Po drugie, krew Abla woła o pomstę do Boga, podczas gdy krew Chrystusa
prosi Boga w niebie o łaskę i wybaczenie. To przedstawione w Liście do
Hebrajczyków objawienie, ukazujące Chrystusa dopełniającego aktu pokuty
poprzez ofiarowanie Ojcu w niebie swej własnej krwi, pozwala nam
zrozumieć, dlaczego dar Ducha Świętego nie mógł być dany, dopóki
Chrystus nie został uwielbiony. Ducha Świętego wierny nie otrzymuje na
podstawie swoich zasług, lecz na podstawie zadośćuczynienia Chrystusa.
To zadośćuczynienie nie dopełniło się ostatecznie, dopóki krew Chrystusa
nie została ofiarowana w niebie, a Bóg Ojciec nie oznajmił, że ta
pokutna ofiara całkowicie Go zadowala. Od tego momentu udzielenie Ducha
Świętego tym, którzy uwierzyli w Chrystusa, było publicznym świadectwem
najwyższego sądu niebieskiego ogłaszającego, że krew Chrystusa została
na zawsze uznana za wystarczające przebłaganie za wszelkie grzechy.
Potwierdzają to słowa Apostoła Jana pochodzące z jego Pierwszego Listu,
rozdział 5 wiersz 6, gdzie wypowiada się on na temat Jezusa w ten oto
sposób: "On jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, Jezus Chrystus;
nie w wodzie tylko, ale w wodzie i we krwi, a Duch składa świadectwo,
gdyż Duch jest prawdą". A więc widzimy, że Duch Święty daje świadectwo
krwi Jezusa. Innymi słowy, ofiarowanie Ducha Świętego tym, którzy wierzą
w Jezusa, tworzy połączone świadectwo Ojca i Ducha potwierdzające, że
krew Jezusa wystarcza dla oczyszczenia wiernego z każdego grzechu.
Pozostaje to w zgodzie również z tym, co Piotr mówi na temat wylania
Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy. Ten fragment jego wypowiedzi
znajduje się w Dziejach Apostolskich, rozdział 2 wiersz 33. Skończywszy
mówić na temat śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, Piotr stwierdza
następnie: "Wywyższony tedy prawicą Bożą i otrzymawszy od Ojca obietnicę
Ducha Świętego, sprawił to, co wy teraz widzicie i słyszycie". Chrystus
najpierw kupił zbawienie ludzkości płacąc za nie swoją pokutną śmiercią
i zmartwychwstaniem. Następnie wstąpił do nieba do swojego Ojca i tam
ofiarował swoją krew, która była dowodem i przypieczętowaniem
odkupienia. Po zaakceptowaniu przez Ojca krwi, Chrystus otrzymał od Ojca
dar Ducha Świętego, aby wylewać Go na tych, którzy w Niego uwierzyli. A
zatem w ten oto sposób możemy podsumować objawienie Pisma dotyczące
Boskiego planu ofiarowania wszystkim wiernym daru Ducha Świętego: W
chwili zawarcia z Abrahamem drugiego przymierza Bóg Ojciec wyraźnie
obiecał wszystkim narodom błogosławieństwo Ducha Świętego, które
otrzymają poprzez Chrystusa. Przelewając na krzyżu swoją krew, Chrystus
kupił dla wszystkich wiernych prawo do tego błogosławieństwa. Po
ofiarowaniu swej krwi w niebie Jezus otrzymał od Ojca dar Ducha
Świętego. W dniu Pięćdziesiątnicy sam Duch Święty, który jest darem,
został wylany z nieba na oczekujących na to na ziemi wiernych. A zatem
wszystkie trzy Osoby Boskie: Ojciec, Syn i Duch Święty były zaangażowane
w planowanie, realizację oraz spełnienie tej najwyższej obietnicy i
ofiarowanie każdemu wierzącemu w Boga człowiekowi tego największego ze
wszystkich darów.
OD CZEGO ZALEŻY
OTRZYMANIE DUCHA ŚWIĘTEGO
Teraz zaczniemy
rozpatrywać ten dar z przeciwnego punktu widzenia - to znaczy już nie z
punktu widzenia Boga, dawcy, lecz z punktu widzenia człowieka, biorcy.
Kierując się tym założeniem możemy teraz sformułować następujące
pytanie: jakie warunki musi spełniać człowiek, który pragnie otrzymać
dar Ducha Świętego?Rozważając zawarte w Piśmie nauki na ten temat
przekonamy się, że istnieje jedna podstawowa zasada, która w jednakowym
stopniu stosuje się do wszystkiego, co Bóg w swej łasce zapewnia
człowiekowi. Ta zasada została sformułowana w Liście do Rzymian,
rozdział 11 wiersz 6: "A jeśli z łaski, to już nie z uczynków, bo
inaczej łaska nie byłaby już łaską".
W tym fragmencie, a także w innych fragmentach
swoich listów, Paweł przeciwstawia dwa pojęcia: "łaska" i "uczynki".
Słowem "łaska" Paweł zawsze określa dobrowolne, niezależne od wartości
człowieka względy i błogosławieństwa Boże, ofiarowane ludziom na nie nie
zasługującym, a nawet zasługującym na złe traktowanie. Słowem "czyny"
Paweł zawsze określa wszystko, co człowiek robi w oparciu o własne
zdolności, aby zasłużyć na błogosławieństwo i łaskę Boga. Paweł
stwierdza, że te dwa sposoby otrzymywania od Boga wzajemnie się
wykluczają; nigdy nie mogą się połączyć. Jeśli człowiek otrzymuje coś od
Boga dzięki łasce, nie otrzymuje tego ze względu na uczynki; jeśli
człowiek otrzymuje coś od Boga ze względu na uczynki, nie otrzymuje tego
dzięki łasce. Tam, gdzie przejawia się łaska, uczynki są bez znaczenia;
tam, gdzie przejawiają się uczynki, łaska jest bez znaczenia. Fakt
zwrócenia uwagi na ten kontrast zobowiązuje nas do zajęcia się innym
kontrastem, kontrastem pomiędzy "łaską" a "prawem". Istnienie tego
kontrastu zaznaczone zostało w Ewangelii według św. Jana, rozdział l
wiersz 17: "Zakon bowiem został nadany przez Mojżesza, łaska zaś i
prawda stała się przez Jezusa Chrystusa"
W okresie obowiązywania Prawa Mojżeszowego ludzie
usiłowali zasłużyć na błogosławieństwo Boże tym, co sami robili;
natomiast przez Jezusa Chrystusa to dobrowolne, niezależne od zasług
człowieka błogosławieństwo i względy Boga są obecnie ofiarowywane
wszystkim ludziom. Jest to "łaska". Widzimy zatem, że wszystko, co
otrzymujemy od Boga poprzez Jezusa Chrystusa, otrzymujemy dzięki łasce;
a środkiem umożliwiającym otrzymanie tej łaski nie są uczynki, lecz
wiara. Zostało to podkreślone przez Pawła w Liście do Efezjan, rozdział
2 wiersze 8 i 9:"Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie
z was: Boży to dar. Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił".
Zwróćcie uwagę na podstawową zasadę ustaloną przez
Pawła w tym fragmencie. Można ją streścić w trzech kolejnych
sformułowaniach: "łaską" - "przez wiarę" - "nie z uczynków". Ta
podstawowa zasada jest tak ważna, że pozwolę sobie powtórzyć te
sformułowania jeszcze raz: "łaską" - "przez wiarę" - "nie z uczynków".
Ta podstawowa zasada stosuje się do przyjęcia
każdego daru ofiarowanego człowiekowi dzięki łasce Bożej. Szczególnie
odnosi się ona do przyjęcia daru Ducha Świętego. Zastosowanie tej zasady
do daru Ducha Świętego zostało wyraźnie stwierdzone przez Pawła w Liście
do Galatów, rozdział 3 wiersze 13 i 14, gdzie mówi on: "Chrystus wykupił
nas od przekleństwa zakonu, abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez
wiarę".
Paweł uwypukla tu dwa ważne, powiązane ze sobą
fakty. Po pierwsze, dar Ducha Świętego zostaje udostępniony człowiekowi
poprzez odkupicielskie dzieło Chrystusa na krzyżu; to znaczy, że jest on
częścią ogólnego systemu zabezpieczenia człowieka ustanowionego dzięki
łasce Bożej poprzez Jezusa Chrystusa. Po drugie, ten dar, jak każdy inny
przejaw łaski Bożej, otrzymać można tylko poprzez wiarę, a nie poprzez
uczynki. Najwyraźniej w chrześcijańskich kościołach Galacji zadawano
sobie pytanie, w jaki sposób można otrzymać Ducha Świętego, i Paweł
kilkakrotnie wspomina o tym w trzecim rozdziale swego listu do Galatów.
Na przykład w rozdziale 3, wierszu 2, Paweł mówi: "Chcę dowiedzieć się
od was tego jednego: Czy przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy
przez słuchanie z wiarą?" I dalej w wierszu 5 tego samego rozdziału:
"Czy Ten, który daje wam Ducha... czyni to na podstawie uczynków zakonu,
czy na podstawie słuchania z wiarą?" I jeszcze raz w wierszu 14, jak już
się przekonaliśmy, Paweł mówi: "abyśmy obiecanego Ducha otrzymali przez
wiarę". A zatem trzy razy w tych kilku wierszach, posługując się
sformułowaniem "słuchanie z wiarą", Paweł podkreśla, że Ducha otrzymuje
się poprzez wiarę. Innymi słowy, podstawowe, niezbędne przygotowanie
wiernych do przyjęcia Ducha Świętego powinno polegać na pouczeniu ich w
oparciu o Pismo, co stanowi istotę Boskiego systemu zabezpieczenia ich
potrzeb i w jaki sposób poprzez wiarę w odkupicielskie dzieło Chrystusa
na krzyżu mogą domagać się realizacji tego planu. Jeżeli tego rodzaju
biblijne pouczenie zostanie najpierw udzielone, a następnie przyjęte z
wiarą przez tych, którzy poszukują Ducha Świętego, później nie powinna
istnieć potrzeba ciężkiej pracy czy opóźnienia w otrzymaniu przez nich
tego daru.
Z Listu Pawła do Galatów mogłoby się wydawać, że
tamtejsi chrześcijanie pierwotnie przyjęli od niego z prostą wiarą
posłanie Ewangelii i dar Ducha Świętego, i w ten sposób zaczęli
korzystać z pełni Boskiego błogosławieństwa. Jednakże później, ulegając
wpływowi innych nauczycieli, związali się oni z pewnego rodzaju prawnym
systemem nałożonym na tę podstawę Ewangelii i w ten sposób zaczęli
tracić ten pierwszy obraz naturalnego otrzymywania daru Bożego dzięki
łasce, poprzez wiarę. Jednym z głównych celów napisanego do nich listu
Pawła jest ostrzeżenie ich przed niebezpieczeństwami takiej sytuacji
oraz przywołanie ich do pierwotnej prostoty wiary. Wydaje się, że ten
sam błąd, przed którym Paweł ostrzegał Galatów, grozi dzisiaj licznym
grupom chrześcijan zamieszkujących różne zakątki świata. Obecnie w wielu
miejscach istnieje tendencja do narzucania tym, którzy pragną otrzymać
dar Ducha Świętego, pewnego rodzaju systemu czy też techniki. Konkretna
forma tej techniki zmienia się w zależności od grupy. W niektórych
miejscach nacisk kładzie się na jakąś szczególną pozę czy postawę. W
innych miejscach nacisk spoczywa na jakichś specjalnych formach słów lub
powtarzaniu pewnych specjalnych zwrotów. Oparte na tych założeniach
pouczenia, których udziela się osobom poszukującym Ducha Świętego,
niekoniecznie muszą być niezgodne z Pismem, lecz wielkie
niebezpieczeństwo tkwi w tym, że ta szczególna postawa lub forma słów,
zamiast być tylko pomocą dla wiary, może ją całkowicie zastąpić. W takim
wypadku ten rodzaj techniki unieważnia jej cele. Zamiast pomóc tym
ludziom otrzymać Ducha Świętego, w rzeczywistości ona im to
uniemożliwia. Często skutkiem tego rodzaju techniki jest to, że
spotykamy ludzi chronicznie poszukujących Ducha, którzy mówią:
"Próbowałem wszystkiego! Próbowałem pochwał, mówiłem "Alleluja",
wznosiłem ręce do nieba, krzyczałem, robiłem wszystko - lecz po prostu
nic nie skutkowało". Nie zdając sobie z tego sprawy, ludzie, którzy tak
mówią, popełniają ten sam błąd, w jaki wpadli mieszkańcy Gal+acji: wiarę
zastępują czynami, proste słuchanie Słowa Bożego techniką.
W jaki sposób można temu zaradzić? Właśnie tak, jak
Paweł proponuje to Galatom: wracając do "szukania z wiarą". Tacy
chroniczni poszukiwacze Ducha nie muszą już dłużej chwalić, krzyczeć czy
podnosić rąk. Oni powinni wysłuchać nowego pouczenia Słowa Bożego na
temat dobrowolnych darów łaski Bożej. Podstawową zasadą powinno być, że
wszędzie, gdzie ludzie pragną otrzymać dar Ducha Świętego, okres
nauczania opartego na Słowie Bożym zawsze będzie poprzedzać każdy okres
modlitwy. Jeżeli o mnie chodzi, gdyby wyznaczono mi okres trzydziestu
minut, aby pomóc wiernym pragnącym otrzymać dar Ducha Świętego, zawsze
co najmniej połowę tego czasu - co najmniej pierwszych piętnaście minut
- poświęciłbym na udzielenie zgodnego z Pismem pouczenia. Wtedy
następnych piętnaście minut poświęconych modlitwie przyniesie o wiele
bardziej pozytywne wyniki niż pełnych trzydzieści minut modlitwy nie
poprzedzonej żadnym pouczeniem. A zatem widzimy, że podstawowy warunek
otrzymania daru Ducha Świętego został określony przez Pawła jako
"słuchanie z wiarą". Jednakże ustalając tę zasadę musimy uważać, aby
ustrzec się przed fałszywym zrozumieniem tego, co określa się mianem
wiary. Wiara nie ma zastępować posłuszeństwa. Wprost przeciwnie,
prawdziwa wiara zawsze przejawia się przy pomocy posłuszeństwa. W ten
sposób posłuszeństwo staje się zarówno kryterium, jak i dowodem wiary.
Stosuje się to w jednakowym stopniu do otrzymania Ducha Świętego, jak i
do każdej innej dziedziny łaski Bożej. Wyraźnie daje to do zrozumienia
Apostoł Piotr w swym oświadczeniu skierowanym do rady żydowskiej, co
podają Dzieje Apostolskie, rozdział 5 wiersz 32: "A my jesteśmy
świadkami tych rzeczy, a także Duch Święty, którego Bóg dał tym, którzy
mu są posłuszni".
Mówiąc o darze Ducha Świętego, Paweł podkreśla
wiarę, podczas gdy Piotr podkreśla posłuszeństwo. Jednakże pomiędzy tymi
dwoma postawami nie zachodzi żadna sprzeczność. Prawdziwa wiara zawsze
łączy się z posłuszeństwem. Całkowita wiara niesie całkowite
posłuszeństwo. Piotr mówi tu, że gdy nasze posłuszeństwo jest całkowite,
wtedy dar Ducha Świętego należy do nas. Jakie są etapy całkowitego
posłuszeństwa towarzyszącego dążeniu do otrzymania daru Ducha Świętego?
Możemy przeanalizować sześć etapów, przedstawionych w Piśmie, które
wyznaczają ścieżkę posłuszeństwa prowadzącą do daru Ducha Świętego.
Pierwsze dwa etapy określa Apostoł Piotr w Dz 2,38: "Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da
ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a
otrzymacie dar Ducha Świętego".
Dwa etapy określone tu przez Piotra to - po
pierwsze - "opamiętajcie się", a po drugie - "ochrzcijcie się".
Nawrócenie jest wewnętrznym odmienieniem serca i postawy wobec Boga,
które przywraca zgodę i pokój pomiędzy Bogiem a grzesznikiem.
Następujący później chrzest jest zewnętrznym aktem, przy pomocy którego
wierny potwierdza wewnętrzną zmianę zaistniałą w jego sercu pod wpływem
łaski Bożej. Trzeci etap tej drogi prowadzącej do pełni Ducha Świętego
określa Jezus w Ewangelii według św. Jana, rozdział 7 wiersze 37 i
38:"Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we
mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej". W
następnym wierszu autor Ewangelii wyjaśnia, że ta obietnica Jezusa
odnosi się do daru Ducha Świętego. Zgadza się to z tym, co Jezus mówi
także w Ewangelii według św. Mateusza, rozdział 5 wiersz
6:"Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni
będą nasyceni".
Niezbędnym warunkiem otrzymania pełni Ducha
Świętego jest łaknienie i pragnienie. Bóg nie marnuje swych
błogosławieństw na tych, którzy nie odczuwają potrzeby ich otrzymania.
Wielu praktykujących chrześcijan, którzy prowadzą dobre, godne szacunku
życie i którzy właściwie rozumieją wszystkie podstawowe założenia
doktrynalne, nigdy nie otrzymuje pełni Ducha Świętego po prostu,
dlatego, że nie odczuwają takiej potrzeby. Osiągnęli zadowolenie bez
tego błogosławieństwa i Bóg nie ingeruje w ich sprawy. Z ludzkiego
punktu widzenia dosyć często zdarza się, że dar Ducha Świętego otrzymują
ci, którzy sprawiają wrażenie osób najmniej na to zasługujących, a nie
otrzymują ci, którzy sprawiają wrażenie, że najbardziej na to zasługują.
Wyjaśnia to Ewangelia według św. Łukasza, rozdział l wiersz 53:
"Łaknących nasycił dobrami, a bogatych odprawił z niczym". Bóg nie
mierzy naszych potrzeb naszymi zasługami, lecz pragnieniami.
Czwarty etap na drodze prowadzącej do osiągnięcia
pełni Ducha Świętego określił Jezus w Ewangelii według św. Łukasza,
rozdział 11 wiersz 13: "Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie
dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da
Ducha Świętego tym, którzy go proszą"
Jezus wyraźnie tu stwierdza, że te dzieci Boga,
które chcą otrzymać Ducha Świętego, mają obowiązek proszenia o ten dar
niebieskiego Ojca. Czasami słyszy się, że chrześcijanie wypowiadają się
mniej więcej tak: "Jeśli Bóg chce, abym miał Ducha Świętego, da mi Go.
Nie muszę prosić Go o to". Jednakże taka postawa nie jest zgodna z
Pismem. Jezus wyraźnie naucza, że dzieci Boże powinny prosić swego
niebieskiego Ojca o ten specjalny dar Ducha Świętego. Następnym krokiem
po proszeniu jest przyjęcie. W Ewangelii według św. Jana, rozdział 7
wiersz 37, krok ten został określony przez Jezusa jako picie, gdyż mówi
On: "Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije". "Picie" oznacza
czynny proces przyjmowania. Napełnienie Duchem Świętym nie może odbyć
się przy negatywnej czy biernej postawie. Nikt nie może pić inaczej, niż
przy aktywnym udziale własnej woli; i nikt nie może pić z zamkniętymi
ustami. Tak jak odbywa się to w świecie fizycznym, tak samo dzieje się w
świecie duchowym. W Ps 81,11 Pan mówi: "...otwórz szeroko
swe usta, a napełnię je". Bóg nie może napełnić zamkniętych ust. Chociaż
wydaje się to oczywiste, niemniej jednak są tacy, którzy nie otrzymują
pełni Ducha tylko dlatego, że nie otwierają ust. Następnym po piciu,
szóstym a zarazem ostatnim krokiem do otrzymania pełni Ducha Świętego
jest "oddanie". W Rz 6,13 Paweł mówi
chrześcijanom o dwojakim poddaniu się Bogu. Stwierdza: "...oddawajcie
siebie Bogu jako ożywionych z martwych, a członki swoje Bogu na oręż
sprawiedliwości".
Zwróćcie uwagę na dwa kolejne etapy przedstawione
tu nam jako chrześcijanom. Pierwszym poddaniem jest oddanie "siebie" -
oddanie siebie, oddanie swej woli i osobowości. Jednakże to nie
wszystko. Istnieje dalszy stopień poddania, które jest poddaniem nie
tylko naszej woli, lecz także naszych rzeczywistych fizycznych
"członków". Osiągnięcie tego drugiego stopnia poddania wymaga dalszego
zwiększenia zaufania do Boga. Poddając siebie - swoją wolą, okazujemy
posłuszeństwo objawionej woli Bożej, lecz jednocześnie zachowujemy
możność posługiwania się własnym rozumem. Jesteśmy skłonni robić to,
czego Bóg od nas zażąda, o ile najpierw zrozumiemy, czego od nas się
oczekuje. Natomiast oddając Mu swoje fizyczne członki wychodzimy poza to
ograniczenie. Już nie pragniemy przy pomocy intelektu zrozumieć, czego
Bóg od nas żąda. Po prostu przekazujemy Bogu nieograniczoną władzę nad
naszymi fizycznymi członkami i pozwalamy Mu rządzić nimi zgodnie z Jego
wolą i planem, nie mając nawet satysfakcji z intelektualnego zrozumienia
tego, co Bóg robi czy dlaczego to robi. Dopiero, gdy wkroczymy w okres
drugiego poddania, docieramy do punktu całkowitego, bezwarunkowego
oddania się. I właśnie w tym momencie Duch Święty przybywa w całej swej
pełni i przejmuje władzę nad naszymi członkami. Szczególnie musi On mieć
pełnią władzy nad tym nieposłusznym członkiem, którego żaden człowiek
nie może ujawnić - nad językiem. Tak, więc oddanie naszych języków
Duchowi Bożemu, aby mógł rządzić nami zgodnie ze swoją wolą, a w
oderwaniu od wskazań naszego rozumu i umysłu, oznacza punkt kulminacyjny
oddania się - poddania - całkowitego posłuszeństwa. Właśnie dzięki temu
otrzymujemy dar Ducha Świętego. Tak, więc przedstawiliśmy w ogólnym
zarysie sześć kolejnych kroków prowadzących do otrzymania pełni Ducha
Świętego: pierwszy - nawrócenie; drugi - przyjęcie chrztu; trzeci -
odczuwanie pragnienia, czwarty - proszenie; piąty - picie, to znaczy
aktywne otrzymywanie; szósty - oddanie się, to znaczy oddanie
ostatecznej władzy nad naszymi fizycznymi członkami bez uciekania się do
pomocy naszego umysłu czy rozumu.
Z tego zarysu automatycznie wyłania się pytanie:
czy musi być prawdziwe twierdzenie, że każdy człowiek, który otrzymał
dar Ducha Świętego, przeszedł przez te wszystkie sześć przedstawionych
tu etapów? Odpowiedź na to pytanie brzmi: "nie". Łaska Boska jest
wszechwładna. Jeśli Bóg uważa to za właściwe, może dobrowolnie w swej
łasce dotrzeć do potrzebujących dusz pomijając warunki przedstawione w
Jego Słowie. Łaska Boska nie musi być ograniczona warunkami, które On
sam narzuca. Lecz z drugiej strony, jeśli te warunki zostaną całkowicie
spełnione, wierność Boga nigdy nie wstrzyma błogosławieństwa, które sam
obiecał. Wydaje się, że niektóre spośród nakreślonych tu etapów zostały
pominięte przez ludzi, którzy pomimo tego otrzymali dar Ducha Świętego.
Dar Ducha Świętego w szczególności jest czasami ofiarowywany ludziom,
którzy nigdy nie zostali ochrzczeni i którzy nigdy nie prosili Boga o
ten konkretny dar. Wiem o tym z własnego doświadczenia. Ja sam
otrzymałem dar Ducha Świętego zanim zostałem ochrzczony i chociaż nigdy
konkretnie o to nie prosiłem. Jeśli chodzi o te dwie sprawy, Bóg w swej
wszechwładnej łasce dobrowolnie dotarł do mnie pomijając warunki
narzucone w Jego Słowie. Ze swej strony jednak zdaję sobie sprawę, że
obecnie tym większy mam dług wobec łaski Bożej. Z pewnością ta sytuacja
nie zostawia mi furtki do okazywania dumy, do zaniedbywania obowiązków
czy do nieposłuszeństwa. Jednakże wydaje się, że Bóg nigdy nie
ofiarowuje daru Ducha Świętego, gdy pozostałe cztery podane w Jego
Słowie warunki nie są spełnione. To znaczy Bóg nigdy nie obdarza Duchem
Świętym tych, którzy najpierw się nie nawrócą, a później, po nawróceniu,
nie będą odczuwać duchowego pragnienia i nie okażą chęci zarówno
otrzymania tego daru, jak i podporządkowania się władzy Ducha.
Na zakończenie tej serii szkiców poświęconych
tematowi chrztu w Duchu Świętym należałoby jeszcze raz podkreślić ścisły
związek pomiędzy pełnią Ducha Świętego a posłuszeństwem. Jak mówi Piotr,
dar Ducha Świętego przeznaczony jest dla tych, którzy są posłuszni Bogu.
Nawet, gdy Bóg w swej łasce ofiarowuje ten dar tym, którzy nie spełnili
wszystkich warunków podanych w Jego Słowie, i tak nie ma tu miejsca na
zaniedbywanie obowiązków czy nieposłuszeństwo. W dziesiątym rozdziale
Dziejów Apostolskich czytamy, że gdy Piotr nauczał w domu Korneliusza,
Duch Święty zstąpił na tych wszystkich, którzy słuchali jego słów.
Jednakże tekst Dziejów Apostolskich wyraźnie daje do zrozumienia, że ten
przejaw łaski Bożej w żadnym wypadku nie może być uważany za środek
zastępujący posłuszeństwo wobec Słowa Bożego, gdyż w ostatnim wierszu
tego rozdziału — Dzieje Apostolskie, rozdział 10 wiersz 48 - czytamy: "I
(Piotr) rozkazał ich ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa". Nawet tych,
którzy otrzymali dar Ducha Świętego, obowiązuje nakaz Słowa Bożego,
którego nie można zignorować: nakaz polecający im poddać się obrządkowi
chrztu w wodzie. W sferze darów duchowych musimy przede wszystkim
nieustannie wystrzegać się duchowej pychy. Im obfitsze są dary łaski
Bożej, które otrzymujemy, tym większy mamy obowiązek posłuszeństwa i
wierności w posługiwaniu się i dysponowaniu tymi darami. Ta zasada
odpowiedzialności za otrzymaną łaskę podsumowana została w Łk 12,48 słowami Jezusa, dotyczącymi
posługiwania się darami: "Komu wiele dano, od tego wiele będzie się
żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się wymagać".
Im obfitsze są dary i łaski, które otrzymujemy od
Boga poprzez Chrystusa, tym większy mamy obowiązek życia w pokorze,
uświęceniu i nieustającym posłuszeństwie.
EPILOG: W OBŁOKU I W
MORZU
Jaką rolę pełni chrzest wodą i chrzest w Duchu
Świętym w ogólnym planie Boga dotyczącym wszystkich chrześcijańskich
wiernych? Pisma Pawła zawierają jeden szczególny fragment, który rzuca
specjalne światło na to pytanie. Fragment ten znajduje się w 1Kor 10,1-4: "A chcę, bracia,
abyście dobrze wiedzieli, że ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i
wszyscy przez morze przeszli. I wszyscy w [imię] Mojżesza ochrzczeni
zostali w obłoku i w morzu. I wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli, i
wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która
im towarzyszyła, a skalą tą był Chrystus". Trochę dalej w tym samym
rozdziale Paweł ukazuje związek pomiędzy tymi przeżyciami Izraelitów
opisanymi w Starym Testamencie a przeżyciami chrześcijan z Nowego
Testamentu. W wierszu szóstym mówi: "A to stało się dla nas wzorem,
ostrzegającym nas, abyśmy złych rzeczy nie pożądali, jak tamci
pożądali". I znowu w wierszu jedenastym: "A to wszystko na tamtych
przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy
znaleźliśmy się u kresu wieków". Innymi słowy, Paweł mówi, że te
przeżycia Izraela mające miejsce w okresie Starego Testamentu nie są
tylko interesującymi historycznymi wydarzeniami z przeszłości, lecz
zawierają także pilną i ważną wiadomość dla nas jako chrześcijan
żyjących w obecnym wieku. Te przeżycia Izraela zostały specjalnie
zanotowane, pod wpływem Boskich wskazówek, aby stały się przykładami,
czyli wzorcami zachowania, które zgodnie z zamiarem Boga mają być
dokładnie naśladowane przez wszystkich chrześcijańskich wiernych tego
okresu. Dlatego Paweł mówi: "A to wszystko na tamtych przyszło dla
przykładu i jest napisane — jako przykłady —jako wzory zachowania, i
jest napisane ku przestrodze dla nas —to znaczy aby udzielić nam
wskazówek i ostrzec nas — którzy znaleźliśmy się u kresu wieków — to
znaczy nas, którzy teraz żyjemy w końcowym okresie obecnego wieku"
Pamiętając o tym, powróćmy teraz do pierwszych
czterech przeczytanych już przez nas wierszy tego rozdziału i dokładnie
zastanówmy się, jakie są to przykłady czy pouczenia, których Paweł nam
tu udziela. Przede wszystkim zauważamy, że w tych czterech wierszach
bardzo krótkie, lecz ważne słowo "wszyscy" występuje pięć razy. Paweł
mówi:"...ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przez morze
przeszli. I wszyscy w [imię] Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w
morzu. I wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli. I wszyscy ten sam napój
duchowy pili"
Paweł wyraźnie tu podkreśla, że Bóg zaplanował, aby
wszystkie te przykłady czyli wzory naśladowane były przez wszystkich
wierzących w Niego ludzi. Bóg nie robi tu żadnych wyjątków. Te rzeczy
zostały przeznaczone dla wszystkich członków ludu Bożego. Jakie
konkretnie są te wzory zachowań, które Paweł ma tu na myśli? Widzimy, że
wymienione tu zostały cztery kolejne przeżycia. Pierwsze - wszyscy
zostawali pod obłokiem; drugie - wszyscy przeszli przez morze; trzecie -
wszyscy spożywali ten sam pokarm duchowy; czwarte - wszyscy pili ten sam
duchowy napój. A zatem to są wymienione cztery wzorcowe przeżycia, które
mają być naśladowane przez cały lud Boży; przejście pod obłokiem,
przejście przez morze; spożywanie tego samego pokarmu duchowego i picie
tego samego duchowego napoju. Naturalnie, teraz zadamy sobie pytanie:
jakim doznaniom chrześcijańskich wiernych obecnego okresu odpowiadają te
cztery wzory przeżyć? Jaka płynie stąd nauka dla was, współczesnych
chrześcijan? Szukając odpowiedzi na to pytanie zauważamy, że te cztery
przeżycia same w sobie tworzą dwie odrębne pary. Pierwsze dwa -
przejście pod obłokiem i przejście przez morze - były pojedynczymi
przeżyciami, które wydarzyły się tylko raz. Następne dwa - spożywanie i
picie duchowego pokarmu i napoju - były powszednimi zdarzeniami, które
regularnie powtarzały się przez długi okres czasu. Zacznijmy od
pierwszej pary przeżyć - tych, które wydarzyły się tylko raz: od
przejścia pod obłokiem i przez morze. Co znaczą one dla nas jako
chrześcijan? Kluczem do zrozumienia tego problemu jest charakterystyczny
zwrot, którym Paweł posługuje się w związku z tymi dwoma wydarzeniami -
to znaczy przejściem pod obłokiem i przejściem przez morze. W związku z
każdym z tych przeżyć Paweł używa tego samego wyrażenia, a mianowicie:
"być ochrzczonym". Paweł mówi: "wszyscy w [imię] Mojżesza ochrzczeni
zostali w obłoku i w morzu". A zatem te dwa wydarzenia wyraźnie
odpowiadają dwóm postaciom chrztu, a one obie są rodzajem chrztu, które
Bóg przeznaczył wszystkim chrześcijanom żyjącym w obecnym okresie. Jakim
dwóm formom chrztu odpowiadają te dwa przeżycia? W świetle naszych
poprzednich szkiców łatwo jest nam teraz dać odpowiedź na to pytanie.
Dla Izraelitów chrzest w obłoku był tym, czym dla chrześcijan obecnego
okresu jest chrzest w Duchu Świętym. Dla Izraelitów chrzest w morzu był
tym, czym dla chrześcijan obecnego okresu jest chrzest wodą. Mówiąc
krócej: chrzest w obłoku odpowiada obrządkowi chrztu w Duchu Świętym;
chrzest w morzu odpowiada obrządkowi chrztu w wodzie. Jeśli teraz
zbadamy opisane w Starym Testamencie szczegóły tych dwóch przeżyć
Izraelitów, przekonamy się, jak należycie każde z nich spełnia funkcję
wzoru odpowiednich przeżyć dla współczesnych chrześcijan. Historyczną
relację z przejścia Izraelitów pod obłokiem i przez morze znajdziemy w 2Mojż 13 i 14r. Te dwa rozdziały opisują, jak po
złożeniu w ofierze paschalnej baranka Izraelici tej samej nocy
rozpoczęli swą ucieczkę z Egiptu, jak dotarli do brzegów Morza
Czerwonego i cudownie przeszli przez nie jak po suchym lądzie.
Pierwsza wzmianka o ich przejściu pod obłokiem
znajduje się w 2Mojż 13,20-22: "I
wyruszyli z Sukkot i rozłożyli się obozem w Etam, na skraju pustyni. A
Pan szedł przed nimi w dzień w słupie obłoku, by ich prowadzić w drodze,
a w nocy w słupie ognia, aby im świecić, żeby mogli iść dniem i nocą.
Nie ustępował sprzed ludu słup obłoku w dzień ani słup ognia w nocy".
Mówiąc o tym w 1Kor 10 Paweł rzekł: "ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem". To
pozwala nam zrozumieć, że w pewnym momencie podróży Izraelitów z Egiptu
ten niezwykły, nadprzyrodzony obłok spłynął z góry zatrzymując się nad
nimi i od tej pory wciąż nad nimi się unosił. Nie ma żadnych
wątpliwości, że obłok ten Izraelici byli w stanie dostrzec zmysłami i że
przybierał on dwie różne postacie. Za dniami był to obłok dający cień i
ochraniający przed promieniami słońca. W nocy był to słup ognia dający
światło i ciepło w ciemnościach i chłodzie nocy. Zarówno w nocy jak i w
dzień był on dla Izraelitów Boskim przewodnikiem wskazującym im kierunek
wędrówki.
Jeśli teraz przejdziemy do czternastego rozdziału 2Mojż, znajdziemy tam dwa dalsze fakty objawione w związku
z tym cudownym obłokiem. Po pierwsze, sam Bóg - PAN Jahwe - był
osobiście obecny w tym obłoku. Po drugie, obłok ten służył zarówno
oddzieleniu, jak i uchronieniu Izraelitów od Egipcjan. Fakty te zostały
zanotowane w 2Mojż 14,19-20: "A
anioł Boży, który kroczył przed obozem Izraela, przesunął się i szedł za
nimi. I ruszył słup obłoku sprzed oblicza ich i stanął za nimi, tak iż
wsunął się między obóz Egipcjan i obóz Izraela. Z jednej strony obłok
był ciemnością, z drugiej zaś strony rozświetlał noc. I nie zbliżyli się
przez całą noc jedni do drugich".
Trochę dalej, w wierszu 24 tego samego rozdziału,
znowu czytamy o tym obłoku: "A nad ranem spojrzał Pan na wojsko Egipcjan
ze słupa ognia i obłoku, wzniecił popłoch w wojsku egipskim".
Z tej relacji dowiadujemy się, że sam PAN, Jahwe,
potężny Anioł Boga znajdował się w tym obłoku i działał w tym obłoku.
Właśnie w tym obłoku przeszedł nad Izraelitami z przodu do tyłu i w tym
obłoku we własnej osobie stanął pomiędzy Izraelitami a Egipcjanami, aby
odgrodzić i uchronić swój lud od ich wroga. Widzimy także, że obłok
zupełnie co innego znaczył i wywoływał wśród Izraelitów niż wśród
Egipcjan. Dla Egipcjan był on "obłokiem ciemności", natomiast Izraelitom
"oświecał noc". Obłok ten był ciemnością dla Egiptu, ludzi tego świata;
natomiast dla Izraelitów, ludu Bożego, był on światłem.
Ponadto, gdy wstał świt, oddziaływanie obłoku
okazało się dla Egipcjan jeszcze straszliwsze. Czytamy, że "...nad ranem
spojrzał Pan na wojsko Egipcjan ze słupa ognia i obłoku, wzniecił
popłoch w wojsku egipskim". Powiedzieliśmy sobie, że obłok, pod którym
Izraelici przeszli i w którym byli ochrzczeni, jest symbolem lub
wyobrażeniem chrztu w Duchu Świętym. Przedstawimy teraz pokrótce w
sposób uporządkowany fakty, które ustaliliśmy na temat tego obłoku, i
przekonamy się, jak dokładnie i jak doskonale każdy z nich pasuje do
chrztu w Duchu Świętym. A oto są główne fakty objawione w związku z tym
obłokiem. Fakt pierwszy: spłynął on na lud Boży z góry, z nieba. Fakt
drugi: nie było to tylko niewidzialne oddziaływanie, lecz był on
dostrzegalny zmysłami. Fakt trzeci: dawał on cień chroniący od upału
podczas dnia oraz światło i ciepło podczas nocy. Fakt czwarty: dla ludu
Bożego był on Boskim przewodnikiem wskazującym im kierunek wędrówki.
Fakt piąty: w obłoku tym był faktycznie, osobiście obecny sam PAN,
Jahwe, i właśnie w tym obłoku Pan przybył osobiście, aby uratować swój
lud od wroga. Fakt szósty: obłok dawał światło ludowi Bożemu, natomiast
dla ich wroga ten sam obłok był czymś ciemnym i przerażającym. Fakt
siódmy: obłok znalazł się pomiędzy ludem Bożym a jego wrogiem, w ten
sposób odgradzając i chroniąc Izraelitów. Przekonajmy się teraz, jak
doskonale każdy z tych faktów przedstawia ważne aspekty prawdy
dotyczącej chrztu w Duchu Świętym i co to przeżycie znaczy dla ludu
Bożego obecnego okresu. Po pierwsze, chrzest w Duchu Świętym jest
wspaniałą, osobistą obecnością samego Boga spływającą na lud Boży z
nieba, otaczającą i zanurzającą ich. Po drugie, chrzest w Duchu Świętym
nie jest tylko niewidzialnym oddziaływaniem, lecz jest on czymś, co
można dostrzec przy pomocy zmysłów, a skutki, które on wywołuje, mogą
być zarówno widziane, jak i słyszane. Po trzecie, Duch Święty
przybywający w ten sposób jest wyznaczonym Pocieszycielem ludu Bożego:
dając cień zapewnia osłonę przed upałem, a światło i ciepło w ciemności
i chłodzie. Po czwarte, Duch Święty jest Boskim przewodnikiem ludu
Bożego, kierującym nim w jego ziemskiej wędrówce. Po piąte, temu
przeżyciu towarzyszy rzeczywista obecność samego Pana, gdyż w związku z
nim Jezus powiedział w Ewangelii według św. Jana, rozdział 14 wiersz 18:
"Nie zostawię was sierotami. Przyjdę - ja sam osobiście - do was". Po
szóste, chrzest w Duchu Świętym daje ludowi Bożemu światło, natomiast
dla ludzi tego świata to nadprzyrodzone wydarzenie pozostaje czymś
ciemnym, niepojętym, a nawet przerażającym; w Pierwszym Liście do
Koryntian, rozdział 2 wiersz 14, Paweł mówi: "Ale człowiek zmysłowy nie
przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i
nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać". Po siódme,
chrzest w Duchu Świętym, jako duchowe doznanie, wyznacza granicę
pomiędzy ludem Bożym a ludźmi tego świata; on zarówno oddziela, jak i
chroni lud Boży od grzesznego, powodującego zepsucie wpływu tego świata.
Tyle na temat "chrztu w obłoku". Zajmijmy się teraz
"chrztem w morzu". Przejście Izraelitów przez Morze Czerwone zostało
opisane w tym samym czternastym rozdziale 2 Księgi Mojżeszowej. W 2
Księdze Mojżeszowej, rozdział 14 wiersze 21 i 22, czytamy: "A Mojżesz
wyciągnął rękę nad morze, Pan zaś sprowadził gwałtowny wiatr wschodni
wiejący przez całą noc i cofnął morze, a zamienił w suchy ląd. Wody się
rozstąpiły. A synowie izraelscy szli środkiem morza po suchym gruncie,
wody zaś były im jakby murem po ich prawej i lewej stronie".
Następnie czytamy, jak Egipcjanie usiłowali
przeprawić się przez Morze Czerwone w ten sam sposób, w jaki zrobili to
Izraelici; a punkt kulminacyjny całego zdarzenia, z końcową klęską
Egipcjan, został opisany w wierszu 27: "Mojżesz wyciągnął rękę nad morze
i wróciło morze nad ranem na swoje miejsce, podczas gdy Egipcjanie
uciekali w jego stronę. Tak wtrącił Pan Egipcjan w sam środek morza"
Równolegle z tą relacją 2 Księgi Mojżeszowej
powinniśmy również przeczytać natchniony komentarz Pisma, przedstawiony
w Liście do Hebrajczyków, rozdział 11 wiersz 29: "Przez wiarę
(Izraelici) przeszli przez Morze Czerwone jak po suchej ziemi, gdy zaś
Egipcjanie podjęli tę próbę, potonęli".
W świetle tych dwóch fragmentów możemy teraz
pokrótce przytoczyć główne fakty objawione w związku z przejściem
Izraelitów przez Morze Czerwone i przekonać się, jak dokładnie i jak
doskonale każdy z nich pasuje do chrześcijańskiego chrztu wodą. Fakt
pierwszy: przejście Izraelitów przez Morze Czerwone było możliwe tylko
dzięki nadprzyrodzonemu wpływowi mocy Bożej. Fakt drugi: Izraelici mogli
skorzystać z tego daru tylko dzięki swej wierze; wody rozstąpiły się, a
następnie zamknęły pod wpływem aktu wiary ze strony Mojżesza i Izraelici
jako całość mogli przejść przez Morze Czerwone tylko dzięki wierze. Fakt
trzeci: Egipcjanie, próbując zrobić to samo, lecz bez wiary, nie zostali
zbawieni, lecz zgładzeni. Fakt czwarty: Izraelici weszli do wody,
przeszli przez wodę i wyszli z wody. Fakt piąty: po przejściu przez
morze nieodwołalnie został zerwany ostatni bezpośredni kontakt
Izraelitów z Egiptem i odsunięta ostatnia groźba dostania się pod
panowanie Egipcjan. Fakt szósty: Izraelici wyszli z morza na nową
ziemię, aby żyć j tam zgodnie z nowymi prawami i aby słuchać nowego
przywódcy. Przekonajmy się teraz, jak doskonale każdy z tych faktów
przedstawia ważne aspekty prawdy dotyczącej chrześcijańskiego chrztu
wodą oraz co to przeżycie znaczy dla ludu Bożego obecnego okresu. Po
pierwsze, możność chrześcijańskiego chrztu wodą wierni uzyskali tylko
dzięki nadprzyrodzonej śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Po
drugie, chrzest chrześcijański jest skuteczny tylko poprzez osobistą
wiarę ze strony wiernego: "kto wierzy i został ochrzczony, będzie
zbawiony". Po trzecie, ci którzy poddają się temu obrządkowi bez
osobistej wiary, są jak Egipcjanie wchodzący do Morza Czerwonego: czyn
ten nie ocali ich, lecz zniszczy. Po czwarte, w każdym opisanym w Nowym
Testamencie przypadku chrztu osoba ochrzczona wchodzi do wody,
przechodzi przez wodę i wychodzi z wody. Po piąte, zgodnie z
zamierzeniami Boga chrzest w wodzie ma oddzielić wiernego od świata i od
dalszego panowania świata nad jego życiem. Po szóste, po przyjęciu
chrztu wierny zostaje wprowadzony przez Boga w nowe życie, w którym
obowiązują nowe prawa i którym kieruje nowy przywódca. Potwierdza to
wypowiedź Pawła zanotowana w Liście do Rzymian, rozdział 6 wiersz 4:
"Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest i śmierć, abyśmy
jak Chrystus wskrzeszony został z martwych
przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili".
Przekonaliśmy się, że wyzwalając się spod władzy
Egiptu wszyscy członkowie ludu Bożego podległego prawom Starego
Testamentu dzielili dwa przeżycia wspólne każdemu z nich: każdy z nich
przeszedł pod obłokiem i przez morze; każdy z nich został ochrzczony w
obłoku i w morzu. Zajmijmy się teraz przez chwilę miejscem, jakie te dwa
zdarzenia zajmowały w ogólnym planie Boga dotyczącym zbawienia Jego
ludu. Przede wszystkim widzimy, że Boskie dzieło wyzwolenia Jego ludu w
rzeczywistości rozpoczęło się w Egipcie. Bóg posłał wyznaczonego przez
siebie wybawiciela, Mojżesza, do swego ludu, do Izraelitów, do miejsca
położonego dokładnie w środku Egiptu, gdzie oni żyli i gdzie cierpieli
nędzę i niewolę. Tam Bóg ocalił swój lud od gniewu i sądu poprzez ich
wiarę w krew ofiary, którą Sam wyznaczył - to znaczy paschalnego
baranka. Jednakże, gdy Bóg już zbawił w Egipcie swój lud, nie pozwolił
im dłużej tam pozostać. Wprost przeciwnie, rozkazał im wyruszyć z Egiptu
jeszcze tej samej nocy, gdy zostali zbawieni, w pośpiechu, z
przepasanymi biodrami, już nie jako zwykły tłum niewolników, lecz jako
armia przygotowana do wojny. Gdy Egipcjanie wyruszyli za Izraelitami,
zdecydowani znowu uprowadzić ich do Egiptu do niewoli, następne dwa
etapy Boskiego planu wyzwolenia Jego ludu polegały na nakłonieniu ich do
przejścia pod obłokiem i przez morze. W ten sposób Bóg osiągnął dla
swego ludu dwa główne cele. Po pierwsze, zakończył dzieło wyzwolenia ich
z egipskiej niewoli; po drugie, poczynił niezbędne kroki zabezpieczające
nowe życie, w które ich wprowadzał. Jeszcze raz przekonujemy się, że
wszystkie te wydarzenia są przykładami lub wzorami Boskiego planu
wyzwolenia ułożonego z myślą o Jego ludzie żyjącym w obecnym okresie.
Dzisiaj w dalszym ciągu Bóg w miłosierdziu i łasce przybywa tam, gdzie
grzesznik żyje, gdzie na tym świecie cierpi nędzę i niewolę. Tam Bóg
zbawia grzesznika poprzez jego wiarę - wiarę nie w krew paschalnego
baranka, lecz w krew Jezusa Chrystusa, "baranka Bożego, który przejmuje
grzech świata". Dzisiaj w dalszym ciągu natychmiast po tym początkowym
akcie zbawienia Bóg rozkazuje grzesznikowi zerwać ze starym życiem,
starymi przyzwyczajeniami i znajomościami. To wezwanie Boga do zerwania
z tym wszystkim i odseparowania się od tego dziś nadal jest tak samo
wyraźne, jak wezwanie Boga nakazujące Izraelitom opuścić Egipt; a wiemy
to stąd, że w Drugim Liście do Koryntian, rozdział 6 wiersz 17 i 18,
Paweł mówi do chrześcijan: "Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie
się, mówi Pan. I nieczystego się nie dotykajcie; a Ja przyjmę was. I
będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan
Wszechmogący".
W obecnych czasach w dalszym ciągu szatan, bóg tego
świata, usiłuje postępować tak, 'jak postąpił faraon - iść za ludem
Bożym, gdy on ucieka spod jego władzy, aby znowu mieć go w swej niewoli.
Z tego powodu Bóg podwójnie zabezpieczył swój lud żyjący w obecnych
czasach, co odpowiada podwójnemu obrządkowi chrztu Izraela w obłoku i w
morzu. Bóg zarządził, aby po uzyskaniu poprzez wiarę w krew Chrystusa
zbawienia wszyscy wierzący w Niego ludzie zostali następnie w Nim
ochrzczeni zarówno w wodzie, jak i w Duchu Świętym. Zamiarem Boga jest,
aby poprzez ten podwójny chrzest Jego lud został ostatecznie uwolniony
od związków z tym światem i od jego władzy; i aby powrotna droga do
starego życia od tej pory była dla nich na zawsze zamknięta. Przez ten
podwójny chrzest Bóg podejmuje niezbędne kroki zabezpieczające nowe
życie, w które później zamierza wprowadzić swój lud.
Na zakończenie rozważmy dwa pozostałe nakazy, które
Bóg dał swemu ludowi żyjącemu w okresie Starego Testamentu, to znaczy
nakaz polecający wszystkim spożywać ten sam duchowy pokarm i pić ten sam
duchowy napój. Duchowym pokarmem przeznaczonym przez Boga dla wszystkich
Izraelitów była manna, która regularnie każdego ranka spadała dla nich z
nieba. Głównie tym nadprzyrodzonym pokarmem Izraelici żyli w czasie
czterdziestu lat wędrówki przez pustynię. W Nowym Testamencie Paweł
mówiąc o mannie nazywa ją "pokarmem duchowym". Innymi słowy, Paweł
sygnalizuje, że dla nas jako chrześcijan żyjących w obecnym okresie
manna odpowiada nie naturalnemu, materialnemu pokarmowi, którym musimy
odżywiać nasze ciała, lecz duchowemu, nadprzyrodzonemu pokarmowi, którym
musimy odżywiać nasze dusze. A zatem co jest tym duchowym,
nadprzyrodzonym pokarmem chrześcijan żyjących w obecnym okresie?
Odpowiedzią na to pytanie są słowa samego Chrystusa zanotowane w
Ewangelii według św. Mateusza, rozdział 4 wiersz 4:"Napisano: Nie samym
chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych".
Pokarmem duchowym przeznaczonym przez Boga dla wszystkich wiernych
obecnego okresu jest Słowo Boże. Gdy karmimy się wiarą opartą na
spisanym Słowie Bożym, Piśmie Świętym, przyjmujemy do wnętrza swej
istoty Boskie życie żywego Słowa, to znaczy samego Jezusa Chrystusa.
Gdyż w Ewangelii według św. Jana, rozdział 6 wiersz 51, Jezus powiedział
o sobie: "Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił". A zatem
właśnie poprzez spisane Słowo - żywe słowo - żywy chleb z nieba zstępuje
do duszy wiernego żyjącego w obecnym czasie. Zarządzenia dotyczące
zbierania przez Izraelitów manny zostały przedstawione w rozdziale
szesnastym 2 Księgi Mojżeszowej. Składają się na nie trzy główne punkty:
pierwszy - zbierana była regularnie; drugi - zbierana była
indywidualnie: trzeci - zbierana była rano. Te same trzy zasady stosują
się do chrześcijan obecnego okresu. Każdy chrześcijanin musi żywić się
Słowem Bożym regularnie, indywidualnie i rano. I wreszcie przyszła kolej
na wyjaśnienie kilku spraw dotyczących przeznaczonego ludowi Bożemu
duchowego napoju. Dla Izraelitów ze Starego Testamentu napojem tym był
strumień, który wypływał ze skały. A Paweł mówi nam: "ta skała - to był
Chrystus". Dla chrześcijan obecnego okresu przeznaczonym w sposób Boski
napojem są strumienie Ducha Świętego wypływające z wnętrza ich istoty.
Wyjaśnia to Jezus w Ewangelii według św. Jana, rozdział 7 wiersze 37 i
38, który to fragment dotyczy Ducha Świętego: "Jeśli kto pragnie, niech
przyjdzie do mnie i pije! Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z
wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej".
Dla Izraelitów Starego Testamentu strumień ten
wypływał z uderzonej skały; dla współczesnych chrześcijan strumień ten
wypływa ze zranionego boku samego Zbawiciela, gdyż właśnie Jego zbawcza
śmierć na krzyżu zdobyła dla wszystkich wiernych pełnię zamieszkującego
w nich Ducha Świętego. Zastosujmy teraz pokrótce cały ten wzór do
przeżyć chrześcijanina żyjącego w obecnym okresie. Bóg zarządził, aby
każdy współcześnie żyjący chrześcijanin doświadczył pięciu rzeczy, które
zostały zapowiedziane w Starym Testamencie przeżyciami Izraelitów. Te
pięć wydarzeń to: zbawienie poprzez wiarę w krew Jezusa Chrystusa,
chrzest w Duchu Świętym, chrzest w wodzie, codzienne karmienie się
Słowem Bożym i codzienne picie ze swego wnętrza Ducha Świętego. Z tych
pięciu wydarzeń pierwsze trzy - zbawienie oraz chrzest w wodzie i w
Duchu - są wydarzeniami, które mają miejsce tylko raz i nie muszą być
powtarzane. Ostatnie dwa - karmienie się Słowem Bożym i picie Ducha
Świętego - są zwyczajami, które wierny musi praktykować regularnie
każdego dnia swej ziemskiej wędrówki.
Wasz w służbie dla Pana
dr Derek Prince
Góra strony
Kiedy po raz drugi byłem w Kościele Zielonoświątkowym, a było to, zanim
poznałem Pana, znalazłem się w bardzo dziwnej sytuacji. Mówca nauczał na
temat: "Enocha nie było, bo Pan go zabrał". Był on jednym z tych
kaznodziei, którzy lubią przedstawiać treści w żywy i nowoczesny sposób.
Dlatego też nakreślił werbalny obraz policji z psami, próbującymi
wytropić ślad po zaginionym Enochu. Do pewnego czasu psy miały trop, ale
potem nagle wszelki ślad zaginął. Nie szedł ani na północ, ani na
południe, ani na wschód, ani na zachód. Doszli więc do wniosku, że
musiał zostać zabrany w górę. Z moim wykształceniem logicznym,
wiedziałem, że ten wniosek jest logiczny.
Potem mówca doszedł do końca przesłania, a ja wiedziałem, co będzie
dalej. Kaznodzieja powiedział: "Pochylmy głowy i zamknijmy oczy; jeśli
chcesz osobistej więzi z Bogiem, podnieś rękę".
Podniosłem rękę i po
westchnieniu ulgi kontynuowano nabożeństwo. Ponieważ grzesznicy na
nabożeństwach byli w tamtych czasach rzadkością, jako jedyny
odpowiedziałem na wezwanie.
Niestety, wkrótce mieli się rozczarować. Po nabożeństwie, kaznodzieja
podszedł do mnie, wymieniliśmy spojrzenia i myślę, że zdał sobie sprawę,
że ma problem. Dlatego też zadał mi dwa pytania. Zapytał: "Czy wierzysz,
że jesteś grzesznikiem?" Moją specjalnością w psychologii były
definicje, tak więc, aby odpowiedzieć na to pytanie, przebiegłem przez
wszystkie definicje grzesznika, jakie mogłem sobie przypomnieć. Każda z
nich pasowała do mnie. Dlatego odpowiedziałem: "Tak, wierzę, że jestem
grzesznikiem". Potem zadał drugie pytanie: "Czy wierzysz, że Chrystus
umarł za twoje grzechy?" Dokładnie pamiętam moją odpowiedź: "Prawdę
mówiąc, nie wiem, co śmierć Jezusa Chrystusa 19 wieków temu mogłaby mieć
wspólnego z grzechami, które popełniłem w moim życiu". Wtedy napotkałem
na skałę. Kaznodzieja miał na tyle mądrości, żeby nie kłócić się wtedy
ze mną, ale wierzę, że kiedy odszedł, to modlił się za mnie.
Kiedy później poznałem Pana, moje problemy intelektualne odsunąłem na
bok; nie zostały one całkowicie rozwiązane. Izajasz 53,6 mówi: "Wszyscy
jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego
dotknął karą za winę nas wszystkich".
Pomimo tego, że już wcześniej
czytałem ten werset, nadal nie mogłem zrozumieć, jak coś, co miało
miejsce 19 wieków temu, może mieć wpływ na moje grzechy.
Czytając pewnego dnia List do Hebrajczyków znalazłem odpowiedź. Hbr 9,14
mówiąc o mocy krwi Jezusa, stwierdza: "O ileż bardziej krew Chrystusa,
który przez Ducha wiecznego ofiarował samego siebie bez skazy Bogu,
oczyści sumienie nasze od martwych uczynków, abyśmy mogli służyć Bogu
żywemu".
Stwierdzenie "przez Ducha wiecznego" rozwiązało mój problem.
Dzięki znajomości języków klasycznych dokładnie wiedziałem, jaki jest
sens słowa wieczny. Nie oznacza ono nieograniczonego czasu.
Określa coś, co istnieje poza czasem, w Królestwie innego czasu.
Zrozumiałem że to, co stało się na Kalwarii, wydarzyło się w wiecznym
Królestwie. Nie było ograniczone do konkretnego czasu w historii
człowieka. Ale w tym tłumaczeniu Bóg Ojciec złożył martwe uczynki
wszystkich wieków przeszłości, teraźniejszości i przyszłości na
ukrzyżowanego Jezusa. To rozwiązało problem.
To jest też kluczem do zrozumienia tego, co się stało, kiedy Jezus umarł
na krzyżu. Bóg Ojciec sprawił, że w osobie Jezusa spotkały się wina,
przewrotność i bunt każdego z nas razem ze wszystkimi złymi
konsekwencjami buntu. Jeśli to zrozumiesz, wszystko, czego, będziesz
potrzebował, będzie zawierało się w tym objawieniu.
Na krzyżu dokonała się Boska wymiana. Pomyśl o tym kluczowym słowie
wymiana. Całe zło, spowodowane naszym buntem, Jezus wziął na siebie,
abyśmy mogli mieć udział w całym błogosławieństwie, które należało się
Jemu przez Jego bezgrzeszne posłuszeństwo. To jest fundamentem naszej
wiary.
NASTĘPNY KROK
W jakim kierunku pójdziemy, mając już tę świadomość? Jakie życie powinna
wytworzyć w nas ta prawda? Wierzę, że jeśli w pełni pojmiemy dzieło
krzyża, skutkiem będzie pobożne życie.
Świętość nie jest słowem często używanym we współczesnym
społeczeństwie. Jednym z oczywistych powodów jest fakt, że nie ma ludzi,
których można by opisać tym określeniem. Stało się ono właściwie
niemodne. W rzeczywistości jednak, sam Bóg szanuje i docenia świętość,
domaga się też jej od swoich ludzi.
Może dobrze byłoby zdefiniować teraz świętość. Proponowałbym
opisać świętość jako życie, które jest ciągłym pamiętaniem o Bożej
rzeczywistości.
Znasz kogoś, kogo życie tak wygląda? Sama rozmowa, czy chociażby
przebywanie w jednym pomieszczeniu z taką osobą, przypomina ci o Bogu.
Czy znasz osobę, której obecność, życie i zachowanie przypominają o tym,
że Bóg istnieje?
W 2Kor 2,14 Paweł podaje piękny opis takiego
życia: "Ale Bogu niech będą dzięki, który w Chrystusie prowadzi nas w
triumfalnym pochodzie i sprawia, że przez nas rozchodzi się wonność
poznania Bożego po całej ziemi".
W tym wersecie widzę dwie rzeczy: zwycięstwo Jezusa, wypracowane w
naszym życiu i rozprzestrzenianie się zapachu Jezusa. W innym miejscu
(Kol 2) Paweł mówi, że Chrystus pokonał na krzyżu wszystkie moce zła. A
w 2Kor 2,14 mówi, że Bóg daje nam zwycięstwo w Chrystusie. Triumf jest
publiczną procesją, demonstracją odniesionego zwycięstwa. Tak więc mamy
się stać częścią procesji Chrystusa, demonstrującej Jego zwycięstwo.
Powinniśmy pokazywać Jego zwycięstwo wszystkim, którzy na nas patrzą.
Takie życie pełne zwycięstwa prowadzi do czegoś cudownego. Gdziekolwiek
idziemy, roznosimy wonność poznania Jezusa. Zapach jest piękną, ale
ulotną rzeczą. Kobieta może użyć zaledwie parę kropel perfum, a twój nos
wyłapie w powietrzu coś, czego żaden naukowy przyrząd nie jest w stanie
wykryć. Zostawiła po sobie
coś pięknego, ale też coś, co uruchamia pamięć.
Zapach prawdopodobnie bardziej niż cokolwiek innego pobudza pamięć.
Razem z żoną zwykliśmy spacerować wieczorami po mieście, w którym
mieszkaliśmy. Często przechodziliśmy koło domu na rogu, obok którego
rósł krzew. W dzień nie pachniał, ale wieczorem wydawał bardzo śliny
zapach. Za każdym razem, kiedy przechodziliśmy tamtędy, mówiliśmy: "O,
to ten krzew".
Ostatnio byłem za granicą i poczułem ten sam zapach. Natychmiast mój
umysł przeniósł mnie do tego miasta, domu na rogu i krzewu. Zapach
tworzy skojarzenia, stymuluje pamięć. Natomiast przez świętość zapach
Jezusa rozchodzi się jak perfumy, gdziekolwiek idziemy.
Świętość ma trzy praktyczne aspekty. Przede wszystkim święta osoba
czerpie wszystko od Boga. Nie ma żadnego polegania na sobie, żadnego
pokładania ufności w ciele. Pobożny człowiek całkowicie ufa łasce i mocy
Bożej. Jego życie polega na Bogu.
Po drugie świętość odnosi wszystko do Boga. Pobożna osoba nigdy nie
podejmuje decyzji z własnej woli, w oparciu o własną moc. Zanim się
czemuś poświęci, czeka na Boga. Zawsze chce wiedzieć: "Panie czy to
Twoja wola? Jeśli jest to Twoja wola, to ja tego chcę. Jeśli nie jest to
Twoja wola, to nie ważne jest, jak to jest atrakcyjne, pociągające, czy ekscytujące;
to nie jest wtedy dla mnie".
W końcu po trzecie, pobożna osoba widzi Boga we wszystkim, bez względu
na pozory czy próby. Mówi: "Może tego nie rozumiem, ale Bóg w tym jest.
On jest moim Ojcem, On wyprowadzi z tego dobro".
SPRAWDŹ KONTRAST
Naszkicowałem obraz świętości. Przyjrzyjmy się teraz jej przeciwieństwu
- bezbożności. Słowo Boże podkreśla, że ludzie będą celować w bezbożności
pod koniec obecnych czasów. Jestem też przekonany, że już teraz jest to
bardzo widoczne. List Judy 14-16 mówi:
"O nich też prorokował Enoch,
siódmy potomek po Adamie, mówiąc: Oto przyszedł Pan z tysiącami swoich
świętych, aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich
bezbożników za wszystkie ich bezbożne uczynki, których się dopuścili i
za wszystkie bezecne słowa, jakie wypowiedzieli przeciwko Niemu bezbożni
grzesznicy. Są to ludzie biadający nad swoim losem, kierujący się swoimi
pożądliwościami; usta ich głoszą słowa wyniosłe, a dla korzyści
schlebiają ludziom".
Zwróćcie uwagę, że w samym centrum tego opisu ludzkiego charakteru pod
koniec wieku, słowo bezbożny pojawia się aż cztery razy. Jest to
jeden z faktów, którym musimy stawić czoła we współczesnym świecie;
bezbożność się szerzy. Opisując bezbożnych, Juda mówi: "Są to ludzie
biadający nad swoim losem". Narzekanie jest z pewnością znakiem
bezbożności tak, jak chwała jest dowodem pobożności.
Co w takim razie jest pozytywną alternatywą? Juda odpowiada parę
wersetów dalej (w.20-21):
"Ale wy, umiłowani, budujcie siebie samych w
oparciu o najświętszą wiarę waszą, módlcie się w Duchu Świętym,
zachowajcie siebie samych w miłości Bożej, oczekując miłosierdzia Pana
naszego Jezusa Chrystusa ku życiu wiecznemu".
Juda prezentuje potrójną reakcję na zalew bezbożności atakującej nasze
zmysły. Po pierwsze mamy budować siebie samych w oparciu o wiarę.
Przychodzi to przez nieustanne studiowanie i medytację nad Słowem Bożym.
Następnie przez modlitwę w Duchu Świętym. I w końcu poprzez
zachowywanie siebie samych w miłości. Jestem przekonany, że to znaczy
ciągłe staranie się, by okazywać miłość i miłosierdzie.
Wasz w służbie dla Pana
dr Derek Prince
|